INNE - FORUM

Dejnarowicz solo / DRAW Records

26 września 2008

Oficjalny wątek Dejnarowicz solo. W tym i tylko tym miejscu można odnosić się do muzycznej twórczości Borysa. Jakiekolwiek wzmianki, aluzje czy komentarze na temat muzyki Borysa pojawiające się w innych wątkach będą bezwględnie kasowane, wraz z całym postem - niezależnie od tego czy będzie to post jednozdaniowy czy pięciostronicowy esej. Miłej zabawy.

mz
  • 2349 wyrazów na pełnym luzie hehe
    ... (5 grudnia 2008)
  • wyluzowani kolesie nie opowiadają w wywiadach jak bardzo są wyluzowani [...] –elliot crane, 1/10/2008 16:54 a teraz popatrzcie na tytuł felietonu bd.
    ciekawski (5 grudnia 2008)
  • O kurwa, ale przedszkole.
    glootech (5 grudnia 2008)
  • http://www.polskieradio.pl/trojka/felietonbd/default.aspx?id=78443 jedziemy
    17 (5 grudnia 2008)
  • http://www.nomorework.biz/2008/12/odcinek-16.html są fycaty z tego corum,
    to też dobre, (5 grudnia 2008)
  • Plyta Divertimento wbrew zamierzeniom autora, ktore w podtekscie mialy dotyczyc dawania wzwodow, tak naprawde nie trafia w target poluzniajac jedynie zwieracze. Artysta musial przeczuwac podswiadomie taki obrot rzeczy, gdyz pierwszy utwor zawiera fraze "ou ou ou", symbolizujaca bol. W ostatnim utworze podmiot liryczny okazuje radosc z tego, ze to sie skonczylo krzyczac "hej hej hej".
    Recenzja (5 grudnia 2008)
  • prawie że oCZYWIŚCIE :)) takie śmieciowe blogi są dobre. zacząłem od odcinka2. i już jestem na 3. polecam. podoa mie sie. chlopaki sie smieja z much a za 10 lat beda sie smieli z siebie i beda wspominali fajne czasy. dzieki papieterii. z dziewczetami
    kakaok. (5 grudnia 2008)
  • http://www.nomorework.biz/2008/12/odcinek-17.html :)]
    ?? (5 grudnia 2008)
  • Księżyk ukłuł nawet taki neolo jak pinkflojdyzacja jako księżykowy eufemizm artrokowienia. częściowo racja z tym że, dark side of the moon = od niedawna dla mnie absolutnie cos do czego dąży squarepusher. dark side dojrzewa z wiekiem odbiorcy. nie money, tylko żenska wokaliza
    kakaok. (4 grudnia 2008)
  • Nie chce mi się czytać tych wszystkich postów, ale od siebie dodam ze odsłuchałem fragment ze strony i pojechało mi po uszach takim chujowym oldfieldem. brzmieniowo kiszka, ale zaznaczam ze słuchałem kawałeczek
    napierdolona baletnica (4 grudnia 2008)
  • Rafał Księżyk nie jest krytykiem. Jest poetą. Gość potrafiłby napisać kwiecistą, leksykalnie błyskotliwą recenzję nowej Shazzy. Nie wiem czy w ogóle wiesz kto to jest Rafał Księżyk. Polecam seryjną lekturę jego tekstów po wyczerpującej imprezie o piątej nad ranem, for starters. Spróbuj to przeżyć. http://www.porcys.com/Mails.aspx?id=81
    odwłok (4 grudnia 2008)
  • >Dlatego nie znając opinii Rafała Księżyka na temat Dark Side Of The Moon stawiam mieszkanie na to, że dla niego jest to kiepska płyta, nie mówiąc już o The Wall. to bys wygral. w któryms brumie Księzyk recenzowal jakas 17 minutowa epke z wczesnymi utworami pink floyd i dosłownie w niej nazwal pink floyd grupą kupą. do recenzowanych 17 minut oczywiscie odniósł się entuzjastycznie. wiadomo, barret. w antenie krzyku w recenzji Do You Know Squarepusher? napisal, że floydzi po kilku pierwszych latach dzialalności byli juz zupelnie wyeksploatowani artystycznie.
    grossvan (4 grudnia 2008)
  • http://www.porcys.com/Forum.aspx?id=1291
    jeden tu (4 grudnia 2008)
  • Jest gdzieś jakaś strona gdzie można poczytać Księżyka w większej ilości?
    plejeru (4 grudnia 2008)
  • tak mnie sie przypomnial felieton Kazika z Machiny nt ulubionych dziennikarzy: "Rafał Księżyk – używa w swych dziełach słów, których istnienia nawet bym nie podejrzewał. Do tego kompletnie nieobliczalny. Metrum 4/4 to dla niego szczyt prostactwa. Pierwszy, który dał mi do posłuchania roboty z MÓZGU. ^8##55!!7$3,)))((9999? kg na 6." http://www.kazik.pl/pl/informacje/felietony/105.html co nie zmienia faktu, ze chcialbym dozyc chwili, kiedy BD przyjmuje jakas krytyke tak po mesku, tak na klate. no.
    rageman (4 grudnia 2008)
  • słaba (choc z ocena sie zgadzam) recenzja RK, słaba płyta BD, najsłabsze przedszkole w mieście to komentarze BD broniące własnej płyty (WTF???). Jedynie "Introduction" do płyty nie jest słabe - to pierwszy przypadek w historii by płyta lepiej prezentowala sie na papierze niz w sluchawkach!! Pionierski wyczyn, w rzeczy samej.
    NBP (4 grudnia 2008)
  • wyskakuj z dowodu osobistego podszywaczu! ja powyższego nie pisałem. słowo 'gówno' w odniesieniu do czegoś chujowego zostawiam sobie na 17 wcieleń do przodu.
    ?? (4 grudnia 2008)
  • >>dla borysa to swietny album, dla ksiezyka to gowno, wiec jak obaj moga miec racje dlatego ująłem to w cudzysłów, bo należałoby unikać tego typu zwrotów w rozmowie o muzyce. obaj reprezentują dwa skrajnie różne podejścia, a przekonywanie się nawzajem do którejś z tych postaw jest daremne, bo nie da się w tej działce używać klasycznie pojętych argumentów, bo i tak wszystko rozbija się o pryncypia, czyli najogólniej mówiąc, o gust, który na tym poziomie osłuchania obu panów wydaje się być już niereformowalny. dlatego żaden z nich nie może mieć racji (a drugi jej nie mieć) w sensie takim, jaki rozumiemy dosłownie. to tak jak w sporze o uniwersalia albo jak w tym kawale: -ma pan banana w uchu -nie słyszę bo mam banana w uchu
    ryba (4 grudnia 2008)
  • dla borysa to swietny album, dla ksiezyka to gowno, wiec jak obaj moga miec racje
    ?? (4 grudnia 2008)
  • Księżyk częściej teraz pisze o różnych składankach labelowych czy gatunkowych niż o sensownych, istotnych albumach jako takich. To tylko dowód, że facet wyróżnia gatunki i labele właśnie, a nie jakość pojedynczych wydawnictw. Warsztat pozwala mu oczywiście wykazać, że kolekcja garażowych hałasów z jakiegoś zapyziałego klubu na nowojorskich przedmieściach - przepraszam: pionierskiego ogniska ekscentrycznego elektro - jest ważniejsza i bardziej godna uwagi niż nowa płyta TV on the Radio (zastrzeżenie: nie przepadam). To jest ciekawe, oryginalne podejście, ale w mojej opinii bezużyteczne dla większości słuchaczy i przeterminowane o jakieś 40-50 lat, kiedy label i gatunek faktycznie coś o wykonawcy mówili (i o jego stylu, i poziomie, i nawet "istotności"). Pod względem formy, recenzje RK ostatnio (= od 2-3 lat) przypominają seryjną produkcję, wlewanie nazw, nazwisk, tytułów i szufladek do foremki (czasem jeszcze postmodernistycznie wstrząśnie). Słownictwo RK po niektórych wyczynach m.in. Porcysa już wrażenia nie robi, chociaż RK na pewno dysponuje nieporównywalnym jego rozumieniem. W sumie dobrze, że ostatnio z tym wyluzował i pisze bardziej ludzko (zapewne efekt skupienia się prasie mainstreamowej), czego zresztą przykładem tekst o Divertimento.
    Stepan (4 grudnia 2008)
  • skoro już trzeba tu użyć pojęcia "racji", to obaj mają "rację"
    ryba (4 grudnia 2008)
  • a w ogole mozna miec racje, albo jej nie miec, w odbiorze muzyki? chyba ze "nie miec racji" znaczyloby tyle ze przez dane nastawienie mnostwo sie traci. nie mam pojecia kto to jest rafal ksiezyk, btw.
    em c (4 grudnia 2008)
  • "niby piszesz "pewnością Księżyk zna się dużo dużo lepiej na muzyce niż ja", ale zdanie później... "gość jest całkowicie, ale to całkowicie niewrażliwy na jakość piosenek". no kurwa." zna, czyli ma większą wiedzę, czyli przesłuchał masę płyt, zna doskonale historię muzyki i biografie artystów. jasne? "gość się dużo dużo lepiej od ciebie zna na muzyce. kropka. całą resztę twojego posta można skondensować do jednego zdania: moje poglądy są lepsze niż jego, bo ja doceniam polerkę u yorke'a, a on szuka lo-fi. " Albo ty nie zrozumiałeś mojego posta, albo ja niejasno napisałem - nie porównuję się do Księżyka. Podobnie jak yeahnot pisałem o Księżyku, a nie o tym dlaczego jestem lepszy od Księżyka. I zaznaczyłem dwa razy, że pod względem znawstwa i warsztatu nie mogę się z nim równać, właśnie po to by uniknąć reakcji takich jak powyżej. Aha, i nie chodzi też o to czy ktoś docenia polerkę czy nie, tylko, że u Księżyka takie cechy jak polerka dyskwalifikują bez wględu na jakość utworów. "błazenadą największą jest fragment: "Zresztą o czym, jak nie o tym, świadczy notoryczne powoływanie się na taką kategorię jak scena czy label w kontekście wartościowania muzyki." ŻADNA SZTUKA NIE ISTNIEJE W PRÓŻNI. żadnej płyty, żadnej książki i żadnego filmu nie można porządnie ocenić (lub po prostu opisać) bez wyznaczenia kontekstu. bez kontekstów chuja wiesz i chuja słyszysz/widzisz." Tutaj znowuż najwyraźniej nieprecyzyjnie się wyraziłem (choć w następnym zilustrowałem przecież o co mi chodzi). Fragment o labelach nie ma nic wspólnego z żadnym kontekstem. Po prostu zwróciłem uwagę, że Księżyk często polecając dobrą muzykę, rekomenduje całe labele. Jeśli dla kogoś nieistotny jest fakt, że w obrębie jednego stylu może trafić się album skrajnie gówniany i album genialny, to znaczy, że muzykę ocenia na podstawie jakichś z góry uznanych za pozytywne lub negatywne kategorii stylistycznych, opisowych (bardzo ładne, konkretne przykłady podał yeahnot.) i nie ma zaufania do takich kryteriów jak np. jakość melodii, wychodząc pewnie z założenia, że i tak nie da się tego ocenić. Zresztą, jestem pewien, że RK uzasadniłby dlaczego nie liczą się dla niego takie kryteria, powołując się na szereg prac z zakresu filozofii estetyki, na estetykę pragmatyczną pewnie, może odwołując się do dzieł poststrukturalistów, może do Adorno, może nawet sięgnąłby do starożytności. Nie dyskutując więc z tym czy Księżyk ma rację w takim odbiorze muzyki, po prostu istotne jest żeby sobie to uzmysłowić - dla Księżyka pewna kategoria płyt jest skreślona zanim w ogóle ich posłucha. I w tym Księżyk jest naprawdę niezawodny, ja bym mógł zbić fortunę na obstawianiu czy dana płyta spodoba się RK czy też nie.
    mz (4 grudnia 2008)
  • –howard w. campbell, 4/12/2008 00:24 >ŻADNA SZTUKA NIE ISTNIEJE W PRÓŻNI. żadnej płyty, żadnej książki i żadnego filmu nie można porządnie ocenić (lub po prostu opisać) bez wyznaczenia kontekstu you're right >bez kontekstów chuja słyszysz/widzisz LOL.dziś wypierdalam na śmietnik część płyt,filmów,książek.dziękuję,howardzie.właśnie uświadomiłem sobie,thanks to you,że nie wszystkie *wytwory kultury*,które znajdują się w moim domu,potrafię umieścić w jakimś *naczyniu kontekstowym*.bez tego zabiegu przecież *chuja słyszę/widzę*.howardzie,czyli nie obejrzę (=*chuja zobaczę*) dziś wieczorem "dog day afternoon" lumeta.bez stworzenia kontekstu nic z tego nie będzie.wg ciebie.dziękuję za wskazówki percepcyjne.
    manu g (4 grudnia 2008)
  • ja sie nie znam, ale generacja nic =/= generacja X raczej stuprocentowo, bo sie daty niezbyt zgadzaja (X konczy sie gdzies okolo 76-80, czyli dokladnie wczesniutkie lata Wandachowicza) no i faktycznie X niezbyt u nas, ale Y juz na pewno i nawet chyba generacja nic moze sie w sporej czesci pokrywac z http://en.wikipedia.org/wiki/Cold_Y_Generation
    pan ekonom (4 grudnia 2008)
  • w ogóle od kiedy w Polsce generacja X?
    maturzysta (4 grudnia 2008)
  • że borys jest z generacji nic?
    maturzysta (4 grudnia 2008)
  • ale o co te cale wywody, jesli Ksiezyk to typowy generacjonista X z calym krolujacym wtedy rockizmem oraz idealizmem, a BD to przyklad nadmuchanego poczucia wlasnej wartosci wsrod duzej czesci generacji nastepnej obaj sa wypaczeni ponad miare i nie interesuje ich walczenie z tym, smutne
    realista (4 grudnia 2008)
  • przeczytałem tę riposte i stwierdzam ze Dejnarowicz jest bosuje w wiesniactiwe na cale mazowieckie Borysku, zadufana w sobie primadonno. Wlasnie pokazales nam jakim jestes wiesniaczkiem bez klasy za to z ego chuj wie jak wysoko.
    bleee (4 grudnia 2008)
  • jezyk zlota to jedyne esperanto
    fizyka do 7ej klasy (4 grudnia 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)