INNE - FORUM
NIE dla soulseekowego nieuctwa (niedopatrzenie w recce Marissy Nadler)
19 lipca 2007Właśnie przeczytałem w recenzji Marissy Nadler (z błędem w nazwisku w samym nagłówku recenzji), że śpiewa mało wyróżniające się melodie, między innymi "Famous Blue Raincoat". Przykro to mówić, ale tylko soulseekowy ignorant, który ostatnio notki dołączone do płyty czytał przed powstaniem P2P, mógł nie wiedzieć, że "Famous Blue Raincoat" to właśnie przeciwnie - wyjątkowo sławna melodia, a w zasadzie klasyk Leonarda Cohena. Rozumiem, Pitchfork spóźnił się z recenzją albumu i nie było skąd przepisać...
-
hehe, no tak - pojawienie się reprezentanta grupy, która zaczerpnęła nazwę z omawianej kompozycji, było nieuniknione... ale oceny w recenzji sprzed trzech lat nie podwyższymy tak czy siak, sorawa (żart).
borys d (12 sierpnia 2007) -
taaaa. pisąłem o tym nieuctwie kiedyś. wychodzi wychodzi. Jak trzeba przesłuchac 400płyt rocznie to leonard cohen ucieka. away.
lokis (11 sierpnia 2007) -
aha, fragment "Rozumiem, Pitchfork spóźnił się z recenzją albumu i nie było skąd przepisać..." - jak by to ujal minister Ziobro - "ma charakter insynuacji" :>
g (23 lipca 2007) -
no wiesz "slawna melodia" w odpowiednio niemrawej interpretacji bywa czesto malo "interesujaca", i tak tez ja okreslilem w tekscie. a za literowke wypada przeprosic, glupia sprawa zawsze.. btw. pozdro.
g (23 lipca 2007) -
post Andrzeja rzadzi w tym wątku i ucina wszelkie dyskusje o Marissie Nadler
mrowkaweed (23 lipca 2007) -
ale Gazeta Wyborcza ogólnie jest nierzetelna - nawet w muzyce, więc po co przepisywać z niej cokolwiek?
Andrzej (23 lipca 2007) -
e, ale to już było sporo wątków na ten temat, z których pierwszy chyba ten: http://www.porcys.com/Forum.aspx?id=43 więc jeśli ktoś naprawdę ma ochotę po raz tysięczny męczyć te zagadnienia, to proszę się tam wpisywać - tu jest o recce Marissy, gdzie po prostu odpowiedziałem na wątpliwości czytelnika.
borys d (20 lipca 2007) -
ta, porcys nie zasysa muzyki z internetu. porcys kopiuje w nieskończoność oryginały na cdr'ach i twierdzi, że tak jest szczerze.
uczynny (20 lipca 2007) -
a chuj kogo obchodzi kto do jakich celow zasysa?
soulseekowy ignorant pelny milosci i nienawisci (19 lipca 2007) -
"miło że porcys nie zasysa"
to naprawdę miło (19 lipca 2007) -
Ha, redaktor od błędu w tytule Ornette'a akurat do najlepszych nie należy. To, że wersja Marissy jest światu niepotrzebna, powinno się znaleźć w recenzji, a nie w didaskaliach, ale zawsze miło, że Porcys nie zasysa do recenzji. W każdym razie dzięki za odpowiedź
baba o riley (19 lipca 2007) -
błąd w nagłówku (już poprawiłem) to zwyczajna literówka przy dodawaniu recenzji. były dyrektor Radia Jazz w artykule zapowiadającym wczorajszy koncert Ornette Colemana nazwał jego zeszłoroczną płytę "Sound Grammary". zdarza się najlepszym, bo to nieuwaga, a nie brak wiedzy: http://serwisy.gazeta.pl/cjg/1,31901,4306942.html co do "Famous Blue Raincoat" - wiadomo, genialna pieśń Cohena z jego najwybitniejszej (imho) płyty. Grekowi chyba pożyczałem wszystkie klasyczne albumy Leonarda i pewnie słyszał Songs Of Love And Hate, ale nie skojarzył że to jest cover. inna sprawa, że wersja Marissy jest słabiutka i światu niepotrzebna. my nie zasysamy płyt do recenzji. Grek nie ma nawet w domu internetu. Songs III kupił Tomek Waśko, więc mamy w redakcji oryginał. Pitchfork opublikował swoją recenzję Songs III kwartał przed nami, ale my nie przepisujemy recenzji ani stamtąd, ani znikąd indziej - co, jak widać, ma swoje plusy, ale i minusy (fakt umknięcia autorstwa "Famous Blue Raincoat").
borys d (19 lipca 2007)