INNE - FORUM

Bootlegi w IV RP

12 lipca 2007

Chyba jednak nie jesteśmy gotowi na zabawę w bootlegi:

http://gigblog.pl/2007/07/12/asfalt-czy-jednak-beton/

Myślałem, że można choć trochę nakręcić pozytywny hype dla naszych zespołów, ale atak nadszedł natychmiast i to z najmniej spodziewanej strony. Wydaje mi się, że ustawa o ochronie praw autorskich nie obejmuje bootlegów. To jednak nieistotne. Casus serwisu napisy.org nie pozwala spać spokojnie i pewnie zabawa skończy się tak szybko jak zaczeła.
A w Ameryce to jest panie tak: http://www.archive.org/details/etree

michau
  • nie rozumiem jednego - jeśli recenzentowi nie podoba się płyta i napisze to w swojej recenzji to znaczy, że gnoi daną kapelę? przecież to bez sensu. uzasadnieniem merytorycznym jest wówczas jego własny gust. co jak co - ale własny gust to podstawa recenzenta.
    Nik i jego trzy diabelskie szósteczki (13 lipca 2007)
  • heh, no i blog został wyczyszczony z nagrań.
    Low (13 lipca 2007)
  • opierdalanie recenzenta w wykonaniu autorów przedmiotu recenzji czy też bezpośrednio nim zainteresowanych (wydawca, żona artysty etc.), świetne. przypominam sobie tylko jeden jeszcze taki przypadek - kiedy szef MJM mężnie rozsyłał do czasopism postulat że płyty Wilków oraz Bakszyszu są fenomenalne i kto je krytykuje ten chuj; gdzieś w połowie lat 90
    shitty bicker (13 lipca 2007)
  • a mnie ten list specjalnie nie bawi (ponijając oczywiście kumkanie, pardon 'kumkatorstwo'). faktycznie tez bym się wkurzył. jeśli receneznt krytykuje płytę, jest to zroumiałe w końcu drugie imię jego to krytyk. jeśli ktoś jednak krytykuje bez uzasadnienia merytorycznego, krótko mówiąc nierzetelnie wykonuje sowją pracę. a takich pseudorecenzji widzialem mnóstwo (zarówno pozytywnych zerżniętych z innych gazet i po ilości błędów świadczacych o tym, ze recenzent nie wysłuchał płyty jak i negatywnych pisanych po łebkach byle zgnoić - oba typy są smętne) konkludując - gdy recenzent nie podchodzi powaznie do swojej pracy czyli napisał nierzetelną recenzję, sam zasługje na krytykę i być moze to był własnie casus tego listu
    100% (13 lipca 2007)
  • Tytus do wszystkich ma pretensje - gdy Teleekspress nie puścił teledysku OSTR "Kochana Polsko" wysyłał obraźliwe maile do Hirka Wrony, z kolei obraził się na Przekrój, który zamiwścił zdjęcie OSTR z podpisem "Festiwal Hiphopolo". Najzabawniejszy jest jednak list wysłany w 2003 roku do Rafała Księżyka (Aktivist, Playboy) po negatywnych recenzjach Elektrolotu, Fisza i Emade: "Sześciozdaniowe, pozbawione określonego uzasadnienia, obrzucenie gównem płyty "F3" nie zasługuje na taki termin jak "recenzja". To złośliwa, oczerniająca nahajka w stylu anonimowego listu do "Machiny" o tym jak to Waglewski Senior zorganizował Juniorom karierę na niezależnej scenie hiphopowej. Oczywiście to wasze pismo i możecie sobie stosować takie metody jakie wam odpowiadają ale dzwonienie w takim układzie do mnie i podstępne proszenie o płytę "do recenzji" (zamiast uczciwie - "do obrzucenia gównem przez anonimowego debila") uważam za świństwo z Twojej strony, nie pierwsze zresztą - vide recenzja "Elektrolotu" w "Antenie Krzyku" i oszczercze sugerowanie, że pozytywne recenzje tego albumu to efekt towarzyskiego kumkatorstwa" (pisownia oryginalna).
    Andrzej (12 lipca 2007)
  • > czy Tytus argumentował jakos swoje działanie? Nie wiem czy mogę zacytować - zapytam. Ale podstawową argumentacją są przepisy prawne czyli ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Być może jutro będę miał wyjaśnienie prawnika. Na razie sam wertuję ustawę. Prawdopodobnie chodzi o odpowiedzialność za naruszenie praw cywilnych i majątkowych z art. 78 i art. 79 i karną z art. 116: "Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, Podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. " A jeżeli tak, to jak dajesz link do koncertowego filmiku na youtube to grozi ci za to nawet dwa lata... Ktoś się nad tym zastanawiał? Ja nie. Nie wypowiadam się już w temacie czy bootleg służy wytwórni. Właściciel sam wie co dla niego dobre. A jeżeli nie chce bootlegowania nie musi tego w ogóle argumentować. Nie i już - nie wnikam. Z pewnością Tytus zna też świetnie ustawę o prawie autorskim. Popytam jeszcze innych wydawców czy również bootlegi ich uwierają i czy nie będą mi wytaczać procesów. Jak nie będą chcieli - pokasuje i na działce zakopie. Na Asfalt chyba nie ma sensu buczeć - przede wszystkim zwrócił uwagę na fakt możliwości złamania prawa. Ja nie byłem tego świadomy, ani nie miałem też żadnych negatywnych intencji. Oczywiście groźby bez żadnego dzieńdobry nie są przyjemne.
    michau (12 lipca 2007)
  • > Low przecież obaj wiemy, że jest to chowanie głowy w piasek. mogąc ściągnąć pełny album w niezłej jakości w ciągu kilku godzin nikt nie będzie wyrabiał sobie opinii na podstawie bootlega. w ogóle nikt myślący nie będzie wyrabiał sobie opinii na podstawie bootlega. każdy, kto był w życiu na kilku koncertach wie, jak bardzo może zmienić się brzmienie wykonawcy z powodu złego nagłośnienia czy akustyki sali. innymi słowy, ten argument jest bezsensowny, bo próbuje tworzyć sztuczny problem, równocześnie odwracając wzrok od istotnego zagrożenia.
    kokokoko (12 lipca 2007)
  • >kokokoko na początek zaznaczam, że nie słuchałem tego bootlega BO ale, tytus może się obawiać tego, że w związku z rosnąca popularnością tego bloga ktoś może najzwyczajniej w świecie ściągnąć i wyrobić sobie opinie na temat tego wykonawcy. i może się zrazić. i wydaje mi się, że tego się chyba obawia najbardziej. co nie zmienia faktu, ze uważam (powołując się na wypowiedź PK) iż stosuje on najzwyczajniejsze w świecie straszonko i nie zrobi z tym niczego.
    Low (12 lipca 2007)
  • argument b) jest imo nietrafiony. przecież każda osoba słuchająca muzyki (i to słuchająca z wystarczającym zaangażowaniem, żeby bawić się w odsłuchy bootlegów) wie, czego ma się spodziewać. zdaje sobie sprawę z faktu, że jakość może boleć, że będą szumy, odgłosy publiki, że akustyka będzie siadać. kto zraziłby się do zespołu po usłyszeniu bootlega kiepskiej jakości? wystarczy z zapodanego internet archive ściągnąc kilka koncertów trail of dead czy dismemberment plan - jakość będzie czasem fatalna, ale atmosfera koncertu jest namacalna, więc wartość nagrania wysoka. imo zawsze bootleg jest dla mnie elementem nastawiającym przychylnie do zespołu. po drugie, jeśli ktoś chce poznać twórczość danej grupy i wyrobić sobie o niej zdanie przed zakupem płyty, to imo w 99% przesłucha mp3, a nie koncert zgrywany przez jakiegoś pasjonata. asfalt ma fatalne, nieprzemyślane podejście, które imo uderza w niego samego.
    kokokoko (12 lipca 2007)
  • od razu było straszenie prokuratorem bez uzasadnienia - Michał pokazywał mi maila od Tytusa. natomiast argument niechęci z powodu kiepskiej jakości w przypadku Bassisters jestem w stanie zrozumieć - ten zespół karierę zaczął przecież od płyty koncertowej. tyle że chyba nie tędy droga, a wpływ na decyzję o kupnie płyty BO, na moje oko, jest minimalny
    PK (12 lipca 2007)
  • Uwielbiam bootlegi. ściągam je z netu a i wielokrotnie zdarzało mi się zapłacić naprawdę spore pieniadze za bootlegowe białe kruki. Dlatego z czystym sumieniem mogę powiedziec, że rozumiem Cię, michau jako fan muzyki. W każdej dyskusji, każdy ma jednak swoje rację. Zastanawiam się jednak jakie racje przedstawił Tytus. Ni epodałeś jego listu a chciałbym wiedziec czy jakoś tłumaczył swoją odmowę publikacji. Starałem się zrozumieć jego sposób myślenia i wczuć w jego sytuację. Wpały mi do głowy następujące argumenty przemawiajace za tym, żeby bootlegów wykonawców z jego stajni nie rozpowszcehniać: a)Tytus nie chce, żeby ludzie ściągali koncert a nie kupili płyty - argument słaby bo to oczywiście nie to samo b) tytus chce uniknąć sytuacji w której ktoś nie kupi płyty na przykład Fisza bo sciągnał słaby bootleg, słabo zagrany czy słabo nagrany i zraził się do wykonawcy - to jestem w tstanie zrozumiec bo wielorotine słyszałem nagrania z koncertów na których zespół brzmiał fatalnie nie ze swojej winy ale z winy podłej jakości nagrania. i na przykład słychac było tylko część instrumentów. nieobeznane z kapelką ucho może zespoł po czymś takim bezsensownie odrzucić c) tytus ma prawo robić z tymi nagraniami co mu się żywnie podoba i może woli uczciwie zarobić sprzedając na przykład koncertówkę danego zespołu, którą być kupi mniej osób jesli będzie dało się ściagnąć inne koncerty z netu. I te 2 ostatnie argumenty jestem w stanie zrozumieć. jestem w stanie zrozumieć przy całym moim bootlegowym zbieractwie. te argumenty poddaję pod rozwagę żeby nie było tak czarno-biało i pytam ponownie czy Tytus argumentował jakos swoje działanie?
    Drakul (12 lipca 2007)
  • asfalt na drogi
    pan miyagi (12 lipca 2007)
  • http://www.porcys.com/Reviews.aspx?id=543 ciekawe czy od tego czasu cos sie zmieniło
    PK (12 lipca 2007)
  • a dokladniej?
    camel (12 lipca 2007)
  • jeszcze polityka asfaltu dotycząca promosów
    PK (12 lipca 2007)
  • no zenujace, zenujace ale do przewidzenia. wystarczy sobie spojrzec na zapowiedzi plyt to zawsze 'swietna plyta', 'najlepsze w karierze', 'mistrzowskie bity' etc. z prob mojej korespodencji z tytusem dostawalem odpowiedzi typu 'zapraszam na www.asfalt.pl'. jakies cisnienie na kase ze strony wydawcy, choc o zadnej kasie tu nie ma mowy...
    camel (12 lipca 2007)
  • żenujące. idealny przykład antyreklamy dla wytwórni. do tej pory sądziłem, że asfalt należy do najlepszych i najnormalniejszych wytwórni w polsce. teraz ich nie lubię. i na pewno wezmę to pod uwagę przy moich zakupach płytowych. (oryginały, nigdy nie możesz mieć ich wszystkich, czyż nie?)
    kokokoko (12 lipca 2007)
  • żenujące ze strony asfaltu.
    Low (12 lipca 2007)
  • a ja myslalem ze to z jedna z fajniejszych/rozsadniejszych wytworni w tym kraju. widac pomylilem sie
    kmil (12 lipca 2007)
  • smieszne z tymi pretensjami asfaltu.
    tomek wasko (12 lipca 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)