INNE - FORUM

kto ogarnia 'a love supreme'?

13 listopada 2007

Bo ja nie.

turururu
  • poleciłbym słuchanie kombosa coltrane - najpierw my favorite things a zaraz potem love supreme. jakos tak zajebiscie sie uzupełniaja i drugie wynika z pierwszego.
    bgsh (14 listopada 2007)
  • to dziwne bo ja wlasnie sluchalam jazzu jak bylam mlodsza niz teraz. wiec chyba moge was ostrzec ze to nie jest jednak ostatni etap;>
    z (14 listopada 2007)
  • No i spoko. Teraz wszystko jasne.
    a nazwisko? (14 listopada 2007)
  • Mam żonę...bo to jest w życiu bardzo ważne hehe
    Człowiek z Gór albo dolin (14 listopada 2007)
  • No ale masz dziewczynę czy nie masz? Bo to w odbiorze muzyki jest bardzo ważne.
    a nazwisko? (14 listopada 2007)
  • A ja jakoś Love supreme nigdy nie polubiłem ani nie przemówił do mnie jej opiewany przez wielu geniusz. Słuchałem jej pierwszy raz na studiach i w ogóle nie zrobiła na mnie wrażeniea. teraz mam lat 29 i miesiąc temu dałem jej znowu szansę, myśląc, że może nadeszła jej pora i znowu nic - zero emocji. Po prostu to nie moja muzyka. I nic nie pomoże, że to rewolucja itp. itd. Co ja mogę jeśłi zamiast Milesa czy Coltrane'a wolę włączyć Dizzy'ego Gillespie'go, którego 'Dizzy's Big 4 'rozwala absolutnie każdym dźwiekiem., Co do tego, że jazz jest ostatnim etapem po którym nie ma nic - absolutnie się nie zgadzam. Słuchanie muzyki i ewolucja gustów jest kwestią tak osobistą i względną, że byloby to uproszczcenie. Ja teraz doceniam muzykę czesto formalnie prostszą niż ta, której słuchałem 10 lat temu a czasem wolę tę z bardzo gęstą i trudną pięciolinią. Krótko mówiąc - nie ma reguły. I tradycyjnie, to w muzyce właśnie najpiękniejsze
    Człowiek z Gór albo dolin (14 listopada 2007)
  • >potem już chyba nic nie ma. a światełko na końcu tunelu to pociąg.
    Low (14 listopada 2007)
  • cover Dulliego proponuję zbadać, pozwala lepiej zrozumiec oryginał, elo.
    kacpr (13 listopada 2007)
  • ella fitzgerald i swing bardziej mi wchodzi jazz jest instrumentem służącym zrozumieniu muzyki i jej struktury,moim zdaniem jest odwrotnie:słuchanie jazzu pozwala otworzyć umysł,potem możesz już słuchać każdej muzyki,nawet tej najbardziej awangardowej i eksperymentalnej
    paj (13 listopada 2007)
  • A potem już tylko Jelinek.
    a nazwisko? (13 listopada 2007)
  • potem jest szum respiratora i kapanie kroplowki.
    HS (13 listopada 2007)
  • potem jest już tylko emo
    ryba (13 listopada 2007)
  • jaki lans na jazz?, jak jesteś starym prykiem (a ja jestem) nic tak nie wchodzi jak jazz, rock albo zbyt męczy albo wydaje się śmieszny w pewnym wieku. jest to smutne bo na muzyce rockowej się wychowałem i sobie obiecywałem że tego a tego zespołu nigdy nie przestanę słuchać- teraz śmieję się z tego że kiedyś się podniecałem każdym dzwiękiem, jazz jest jakby ostatnim przystankiem w ewolucji słuchania - potem już chyba nic nie ma.
    juhu (13 listopada 2007)
  • sam jesteś passe.
    bgsh (13 listopada 2007)
  • lans na jazz jest passe.
    Low (13 listopada 2007)
  • ja ograniam, -juhu ma rację z tymi późniejszymi płytami
    olaola (13 listopada 2007)
  • a love supreme to (genialny) pryszcz w porównaniu z późnymi coltrane'ami. sam coltrane powiedział pod koniec swojego życia, że nie potrafi już słuchać tego co nagrywa , ale gdyby znowu grał konwencjonalny jazz byłby to krok wstecz. zgodzicie się ze mną że coltrane był pierwszym artystą który robił AUTENTYCZNY ROZPIERDOL na scenie? –juhu, 13/11/2007 10:51 Ja sie nie zgodze, on czerpal z mniej znanych artystow takich jak: Albert Ayler, Ornette Coleman - oni robili ten rozpierdol wczesniej.
    majk (13 listopada 2007)
  • coltrane był w jakimś sensie punkiem.
    bgsh (13 listopada 2007)
  • Kto myslal, ze chodzi o Robbiego Williamsa?
    j/w (13 listopada 2007)
  • ja ograniam gdy zamykam oczy i w myślach wcielam się w coltrane'a... piękna płyta.
    uniumit (13 listopada 2007)
  • ja w porywach moge ogarnac nawet 6-7 plyt w jednej rece
    ttt (13 listopada 2007)
  • a love supreme to (genialny) pryszcz w porównaniu z późnymi coltrane'ami. sam coltrane powiedział pod koniec swojego życia, że nie potrafi już słuchać tego co nagrywa , ale gdyby znowu grał konwencjonalny jazz byłby to krok wstecz. zgodzicie się ze mną że coltrane był pierwszym artystą który robił AUTENTYCZNY ROZPIERDOL na scenie?
    juhu (13 listopada 2007)
  • jak tak siądę, skupię się, wyćwiczę wcześniej mięśnie rąk, by były elastyczne to nie mam problemów z ogarnięciem tej płyty. ogarniam za jednym zamachem Kind of blue i A love supreme. jak jestem spięty to jest trochę gorzej. a wy jak macie?
    majtki z drutu (13 listopada 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)