INNE - FORUM

czy dzisiejsze mainsteamowe *indie* jest współczesnym odpowiednikiem pudel metalu?

23 sierpnia 2007

taka myśl naszła mnie po zobaczeniu klipów zespołów rooney i maximo park. wiecie, uniformy (nie tak radykalne, ale jednak), charakterystyczne fryzury, ruch sceniczny itp. analogia jest jak dla mnie dosyć oczywista. tak więc, co sądzicie? czy "somebody told me" będzie dla następnych pokoleń czymś w rodzaju "final countdown" dla nas? czy ta estetyka będzie kiedyś obciachowa bardziej niż dzisiaj?

Low
  • ty, piotrek. powyższe zdjęcie wygląda raczej na pastisz i jest śmieszne! ( inna sprawa twoja teza (o ile prawdziwa) )
    17 (7 października 2008)
  • ktoś wie, czemu co druga kapela nu-indie/okolice fotografuje się w taki sposób? http://discodust.com/images/metronomy.jpg
    PK (7 października 2008)
  • nie, tego Harrisona: http://pl.wikipedia.org/wiki/Harrison_Schmitt
    Doktur_Szatan (28 sierpnia 2007)
  • Harrisona Forda?
    chopinpederasta (28 sierpnia 2007)
  • a wszystko przez Cornershop. ich należy winić za całe zamieszanie (żeby nie cofać się do Harrisona...)
    yeahnot (27 sierpnia 2007)
  • Wy nic nie wiecie o indie! Oglądałem kiedyś taki program na trójce i jakiś tam koleś, z jakiegoś zespołu mówił o swoich inspiracjach muzycznych. Mówił po angielsku, puszczali napisy z tłumaczeniem. Kiedy wspomniał o "indie rocku", na dole ekranu napisali "rock indyjski", ot i cała historia indie rocka.
    a. (27 sierpnia 2007)
  • co do cen biletów to biorąc pod uwagę że cziki i trail of dead za 90 zeta a junior boys za 45 to mi tam taki cennik odpowiada bardziej, niż gdyby miało być odwrotnie. i w dupie mam kto jest indi
    b. (27 sierpnia 2007)
  • jak to zamknięta?
    słaby (27 sierpnia 2007)
  • w kwestii definicji dodam jeszcze ceny biletów na koncerty zespolików o których tu mowa, mam tu na mysli np editors. 99/120 !!! za do bólu wtórny band z ledwo wydana 2 płytą!!! to sa kurwa jakies zarty. o jakim indie my w ogóle mowimy?
    grossvan (26 sierpnia 2007)
  • http://www.84tigers.com/wp-content/uploads/2006/10/The_Horrors-1.jpg o kurwa.
    em c (26 sierpnia 2007)
  • do powiedzmy 2005 ciekawe zjawisko jako powtórka "new wave of new wave" z lat 90 - wchodzi disco punk, odkopano gang of four, a certain ratio i kończy się plwanie na new order powszechne jeszcze 10 lat temu. kończy się formuła na dobrych (trudno wyobrazić sobie lepsze) wzorcach manchester+nyc (+trochę detroit) i tym samym zaczyna się kupa. rozplenia się ostatnio jakaś plaga zespołów w melonikach grających wodewilowe melodie według patentów the libertines i te są najgorsze, nie wiem, co to za operetka, z drugiej strony nowa frajda na emo i nu metal, antykreatywne larwy wypączkowane z hardcore. podejrzewam, że to próba aplikacji brzydkiej i agresywnej estetyki jako superświeżej, czkawka po seattle. w uk powiela się scenariusz britpopowy i grupy, o których trąbi się właśnie w mtv2 okażą sie równie ważne dla muzyki jak ultrasound, earl brutus i llama farmers.
    halciion (26 sierpnia 2007)
  • http://www.84tigers.com/wp-content/uploads/2006/10/The_Horrors-1.jpg zaczęłam poważnie zastanawiać się co widzą w nich moje rówieśniczki.
    Dr. Oetker (26 sierpnia 2007)
  • zly link dalem a wy nic nie mowicie. w temacie miksowania (dobry link): http://www.zshare.net/audio/3142588ebef2ae/ a w kwestii definicji: jeszce silne inspiracje popem z lat 80 i dyskotekowate granie sekcji rytmicznej.
    em c (26 sierpnia 2007)
  • >Nie. Ale zachwycając się modest mouse nie lekceważ innych gatunków. Panowie, am i blind? gdzie ja lekceważyłam inne gatunki? nie lubienie nie jest lekceważeniem [znaczy z czasem jest, ale to tak jakbyś się przyczepił że ktoś uznał disco polo za szmelc]
    insect (26 sierpnia 2007)
  • kolegami straszysz, tak?
    Low (26 sierpnia 2007)
  • dzieci, dzieci...
    wiktor (26 sierpnia 2007)
  • wiktor, idź się lepiej wyspać.
    dobrze ci radzę (26 sierpnia 2007)
  • >Ej, kurwa, dlaczego jak ktoś umie grać to koniecznie musi popierdolić trampki i krawaty. Nie musi. Ale spora część muzyki sprowadza się tylko do trampek. A r&b mimo wieśniackich strojów, złota i lasek może być zajebiste. >Oczywiście, że jest w chuj indie-srindi >, tak samo jak jak rapu-srapu. I? >Akurat 80% r'n'b też >zżera własny ogon aktualnie a >jednak nie rzutuje to na >ocenę r'n'b jako takiego. >Można je lubić i narzekać na jego >niski poziom, chyba oczywiste? Więc >jeśli w ogóle istnieje jakieś indie >jako styl muzyczny, co mi się >wydaje jakimś jebanym chciejstwem >tak miłośników jak i przeciwników, to >dlaczego nie miałoby być tak samo? >Ktoś może lubić trampki, krawaty i >gitara + bas + perkusja (na tym się >jak rozumiem opiera ta rewelacyjna >definicja jaka domyślnie funkcjonuje >w tym temacie) i cierpieć, że nowe >zespoły kultywujące tą estetykę ssają >pytonga. Czy mam uważać Libsów za >obciach, bo są The View? To może >uznam klasykę rapu za obciach, bo >Doniu ma swoje skarby. W tym rzecz. o to mi chodziło. Dlatego przyczepiłem się do przemiłej użytkowniczki naszego forum, bu uznała z góry r&b za kał, a "indie" za "dobrą muzykę". A tak wcale nie musi być. >wiktor, jesteś z łodzi? nie jestem z łodzi i nawet nie mam tak na imię. a co? >Źą, nie wiem czego ty słuchasz ("twoje indie" - wtf?, na pewno nie słuchamy tego samego), nie wiem co masz na myśli pisząc indie (wychodzi na to, że muzyka wydawana w małych, niezależnych labelach nie łapie się pod Twoją definicje indie). My nie mamy o czym dyskutować. Słucham różnej muzyki. Nie wiesz o jakim indie mówię? To spójrz na tytuł tematu ("czy dzisiejsze mainsteamowe *indie* jest współczesnym odpowiednikiem pudel metalu?"). O takim. >> jak metal-licealista >To wniosek na podstawie linku do klipu Yo La Tengo? Nie. Na podstawie zdania: "Zauważ, że większość nowej muzyki spod innych gatunków to jeszcze większa kopia tego co już było". >czy znając nudne oasis mam odpuścić modest mouse? Nie. Ale zachwycając się modest mouse nie lekceważ innych gatunków.
    wiktor (26 sierpnia 2007)
  • >definicyjnie moznaby cos pouscisl new indie. onegdaj niu rok rewajwyl. czyli modne zespoły post-strokes. i zespoły chcące być modne. dodatkowo, dla zabawy, trochę new emo. ale niekoniecznie. przykłady: rooney, maximo park, sraxons, srasabian, franz ferdinand, kaiser chiefs i inne. jeżeli ktoś chce coś dodać - zachęcam.
    Low (26 sierpnia 2007)
  • nie no... QOTSA np nikt tu pewnie nie wrzuca, acz definicyjnie moznaby cos pouscislac, bo faktycznie burdel nieziemski
    Doktur_Szatan (26 sierpnia 2007)
  • o czym Wy teraz w ogóle rozmawiacie? wrzuciliscie cala gitarowa muzyke - oprocz pudel metalu i stadionowego hard rocka- do jednego worka z napisem indie i probujecie dojsc do jakichs sensownych wnioskow obrzucajac sie przy tym gownem.
    grossvan (26 sierpnia 2007)
  • zdecydowanie bardziej liczy się guns'n'roses. co do estetyki indie, to ja to pierdole i słucham starych winyli. podobnie jak te wszystkie kliki i trzaski i jakieś festiwale grzesicy (powiedzial ostatnio w radiu, zapowiadajac festiwal "jak macie laptopa, to wezcie ze soba", a potem mowil o kolesiu ktory nie robi muzyki na laptopie, tylko na hardware, ALE ta muzyka brzmi jak z laptopa). wiec kurwa, co jest fajnego-nowego? nelly furtado, rihanna i nowy album kobiet. jeszcze jedno, max wu rąk nie brudzi, więc sori ale bez typów idealnych i generalizowania sie nie da obyć.
    żoliborski inteligent sam (26 sierpnia 2007)
  • nie wiktor, nie nudzi. jak wspomniał I-należy szukać z nieco większym poświęceniem a perełki same się nawiną wtedy. czy znając nudne oasis mam odpuścić modest mouse? i powiem Ci, że długo musiałam na nich czekać-nie widziałam klipu do 'float on', nie czytałam recek na porcysie, polecono mi 'the stars are projectors' na długiej liście kawałków do poznania i co? tak więc życzę wysokiej klasy filtra w uchu, ale wertuj bo jeszcze wiele przed Tobą
    insect (25 sierpnia 2007)
  • aaaa jaki 1992, albo sluchasz rocka, czyli wszystkiego z gitara, albo jestes dyskomulem, ale jeśli wciąż tego nie wiecie, liczą się tylko dwa zespoły tzn guns'n'roses i public enemy
    halciion (25 sierpnia 2007)
  • zreszto kurwa, o co wogle chodzi. proponuje, mimo wszystko, jebać jebanie indie, czy też indie-polo. bo co? dla mnie yo la tengo to jest rzecz beznadziejna np. trail of death czy cos tam też. ja bym mógł wogle jebać indie od lat, ale po co mi to. zero nienawiści, pokój i Jah.
    żoliborski inteligent i jego brat (25 sierpnia 2007)
  • Panie Low otworzyłeś Pan konserwę z Pandorą, czy jak to się tam mówi...
    konserwa (25 sierpnia 2007)
  • Źą miałem na myśli "indie" jako stylistykę (trampki o których piszesz) mainstreamu. > To nie jest prawda. Np. elektronika się rozwija. A te twoje indie to zazwyczaj (nie zawsze) gitara + bas + perkusja. Źą, nie wiem czego ty słuchasz ("twoje indie" - wtf?, na pewno nie słuchamy tego samego), nie wiem co masz na myśli pisząc indie (wychodzi na to, że muzyka wydawana w małych, niezależnych labelach nie łapie się pod Twoją definicje indie). My nie mamy o czym dyskutować. > jak metal-licealista To wniosek na podstawie linku do klipu Yo La Tengo? > który uważa się za lepszego Jasne, że uważam się za lepszego - w przeciwieństwie do Ciebie mogę pisać o muzyce, której słuchanie sprawia mi ogromną przyjemność a ty ciągle żalisz się, że najczęściej trafiasz na gówniane i oklepane brzmienia. > śmieje się z osób słuchającyh (np.) Michaela Jackosna. Szkoda na Ciebie klawiatury.
    I (25 sierpnia 2007)
  • wiktor, jesteś z łodzi?
    łodzianin (25 sierpnia 2007)
  • Ej, kurwa, dlaczego jak ktoś umie grać to koniecznie musi popierdolić trampki i krawaty. Bo co? Hendrix pajacował w tym sajkodelik wdzianku i jak rozumiem ujmuje jego numerom z 9.5 na 3.2, tak? Oczywiście, że jest w chuj indie-srindi, tak samo jak jak rapu-srapu. I? Akurat 80% r'n'b też zżera własny ogon aktualnie a jednak nie rzutuje to na ocenę r'n'b jako takiego. Można je lubić i narzekać na jego niski poziom, chyba oczywiste? Więc jeśli w ogóle istnieje jakieś indie jako styl muzyczny, co mi się wydaje jakimś jebanym chciejstwem tak miłośników jak i przeciwników, to dlaczego nie miałoby być tak samo? Ktoś może lubić trampki, krawaty i gitara + bas + perkusja (na tym się jak rozumiem opiera ta rewelacyjna definicja jaka domyślnie funkcjonuje w tym temacie) i cierpieć, że nowe zespoły kultywujące tą estetykę ssają pytonga. Czy mam uważać Libsów za obciach, bo są The View? To może uznam klasykę rapu za obciach, bo Doniu ma swoje skarby.
    Korki Taczer (25 sierpnia 2007)
  • > Mnie nie, najwyraźniej źle szukasz tych "dobrych kawałków". Mainstream zawsze zalatuje kiczem. Trzeba się umieć w tym poruszać i omijać indi-srindi. Zawsze? To ja moge napisać, że indie zawsze zalatuje pretensjonalnością. Ale to nie prawda. Guru, takie uogólnienia są niebezpieczne i zawsze mylne. > większość nowej muzyki spod tego gatunku to kopia tego co już było. Zauważ, że większość nowej muzyki spod innych gatunków to jeszcze większa kopia tego co już było. To nie jest prawda. Np. elektronika się rozwija. A te twoje indie to zazwyczaj (nie zawsze) gitara + bas + perkusja. Oczywiście to nie znaczy, że tak jest źle. Świetny utwór można wykonać na grzebieniu. Ale (z grubsza) ostatnio indie to pozerstwo. Jak ktoś portafi grać to pierdoli trampki i krawaty i po prostu gra. > Pierdolisz wiktor dla samej satysfakcji pierdolenia - idź na spacer. Zaoszczędź takie rady dla członów swojej rodziny. Zachowujesz się jak metal-licealista, który uważa się za lepszego i śmieje się z osób słuchającyh (np.) Michaela Jackosna.
    wiktor (25 sierpnia 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)