SPECJALNE - Rubryka
Ekstrakt #8 (2025)
16 stycznia 2026Łukasz Łachecki:
Gdy pod koniec roku gruchnęła niepoparta niczym konkretnym wiadomość o nadchodzącej premierze wydania deluxe Whole Lotta Red Playboia Cartiego, po raz kolejny w ostatnim czasie miałem wrażenie, że timeline Cartiego chybocze się na wszystkie strony; że czas jest "out of joint". Już w maju, gdy publikowaliśmy nasz special o Music, można było śmiało ułożyć listę najlepszych płyt roku, które prawdopodobnie by nie powstały, gdyby nie album z 2020 roku – wśród nich bezbłędne arcydziełko ultrachwytliwego i niebinarnego abrasive hypertrapu, czyli Unmusique Lucy Bedroque, prezentowany po kawałku niczym Skreślili mnie Młodego Westa Pinkprint Skaiwatera czy transgatunkowy indie rage Revengeseekerz Jane Remover. Później dołączyli też OsamaSon, bijący rekordy produktywności Lazer Dim 700, Glokk40Spaz, Molly Santana…
Wiodące na manowce prawo analogii wymagałoby, żeby monumentalne jak Solenoid Cărtărescu ("w dziwnym, położonym na generatorze pola magnetycznego domu w kształcie parowca opętany geniusz spędza życie na tworzeniu w swojej głowie alternatywnych rzeczywistości, zapisywaniu snów i koszmarów w szalonym dzienniku, wędrując umysłem po halucynacyjnej, pulsującej, ektoplazmatycznej Atlancie czasów schyłku", odsłaniając "spisek normalności") Music stanowiło kluczowy punkt odniesienia dla wyborów połówkowych i finalnych w 2030 roku, wykorzystanie AI każące ponownie postawić sobie pytanie o to, czy muzyka jest odkrywana, czy konstruowana?, wpływ na wokabularz mierzalny dorocznymi młodzieżowskimi rankingami czy skojarzeniowe hiperlinki odsyłające już raczej do harsh noise'u niż do Warpa to jednak wciąż tylko kropelka w oceanie dzisiejszej kultury.
Konsekwentna redukcja udziału imperializmu w moich wyborach estetycznych i ideologiczna podejrzliwość przyczyniły się do tworzenia kolejnych side projectów na 2026 rok, ale poza postindustrialno-satanistycznymi terytoriami zamorskimi Cartiego z amerykańskiego rapu zapamiętam z ubiegłego roku frakcję maślarzy (Baby Smoove, NAV, Baby Drill), młodzież spod skrzydeł Pi'erre'a Bourne'a (zbiór nieprzypadkowo nakładający się – Che, 808eight, Prettifun, Kassgocrazy) i zaskakująco żywotną "szlachetną gadkę" do mniej lub bardziej alchemistowych beatów (Armand Hammer, Earl Sweatshirt).
Mój kolega reaguje autentycznym gniewem na frazę "koncert mocarstw", ale i ja mierząc się przez kolejny rok z tego typu wątpliwymi metaforami nie uniknąłem poszukiwania alternatywnych sojuszy polityczno-muzycznych. Jak każdy dekadencki Europejczyk doznałem szoku w wyniku spóźnionego kontaktu z rapującą po francusku Theodorą, która w 2025 r. opublikowała rozszerzoną wersję albumu Bad Boy Lovestory. 22-latka już dziś jest artystką kompletną, perfekcyjnie łączącą eurotrap z afropopem, kimś co najmniej na miarę Amaarae wschodniej hemisfery.
Na blogu Eurokołłkhozine, poświęconym współczesnej kulturze krajów europejskich, w 2026 roku będę pisał także o artystach z Polski, bo choć ministra kultury w rozmowie z "Vogue" wskazuje na modę jako wykwit "sektora kreatywnego" pozwalający na budowanie "politycznej soft power", to ja od dawna widziałbym w tej roli takich gagatków, jak Tosiek, który EP-ką Pojednanie wszedł do elitarnej ligi twórców operujących bardzo indywidualnym postrapowym idiomem, w tym przypadku z solidną domieszką lokalnej zimnej fali i elementami lo-fi deconstructed clubu.
Gdy Młody West po kilku latach intensywnej pracy w studiu postanowił poświęcić rok na zbieranie plonów swojej pracy i stając się (zasłużenie) artystą, na którego kolejny album czeka cały kraj, nagle okazało się, że na peryferiach odgrywa rolę podobną do Cartiego i stworzył kurczę movement. Wydłubywani na własną rękę albo podrzucani przez Tomka Skowyrę postweściarze, tacy jak Kidzlori (jego Krzyki śmiało można stawiać obok dokonań ojca założyciela), Wane (ze świecą szukać w ostatnich 10 latach tak mocnych debiutów jak Ten Sam Stan) czy Reeb, wraz z mocno osadzonymi już gwiazdami pokroju Nath, Bambi czy Sobla to nasze najlepsze towary eksportowe i atuty w dyplomatycznej rozgrywce.
Coraz wyraźniej widać, jak wpływowy okazał się wydany pod koniec 2018 roku album 13th Month Kelmana Durana. Producent z Dominikany, obficie czerpiąc z trapowych sampli, reggaetonowego szkieletu rytmicznego i latynoskiego chopped and screwed – którego korzenie w postaci cumbias rabejadas przypominali m.in. Joshua Chuquimii Cramptona i Chuquimamani-Condori (jako Los Thuthanaka i w przypadku tej drugiej – solowo), Debit oraz kompilacje sięgające swoją historią wczesnych lat 90. – stworzył epickiego potwora, którego echa usłyszymy na albumach neoperreo czy epic collage.
Sam Duran wypuścił w ubiegłym roku jeden ze swoich najlepszych albumów, przydymiony, trip-hopowo-jazzowy nokturn Scorpio Falling, zagrał na Unsoundzie i pod koniec stycznia wydaje z berlińską kompozytorką i wokalistką Frankie McArthura, kolejną płytę do obowiązkowego sprawdzenia. Jego mniej lub bardziej jawny, a czasami tylko delikatnie sygnalizowany wpływ odnajdziemy m.in. na płytach Isabelli Lovestory, Easykida czy Bautisty, który na Personalidad al limite połączył reggaeton z queerowym emo r'n'b – z zachwycającymi efektami.
Dorzućmy do tego jeszcze nieprzerwany pochód brazylijskiego baile funku, w jego odmianach ekstremalnych (Oque as Mulheres Querem D.Silvestre'a, Radio Libertadora! DJ-a K) i, cóż, duranowych (O Ultimo Anjo DJ-a Arany), a zacieśniona współpraca Europy z Mercosurem okaże się lepszą wiadomością niż sugerowałaby mądrość ludowa.
TOP 10 PŁYT:
Lucy Bedroque Unmusique
Theodora Mega BBL
Bautista Personalidad al limite
Playboi Carti Music
Kelman Duran Scorpio Falling
Tosiek Pojednanie
John Glacier Like A Ribbon
Laura Groves Yes
DJ Arana O Ultimo Anjo
Debit Desaceleradas
TOP 10 SINGLI:
Real Lies "Shulgin"
Yumi Zouma "Bashville On The Sugar"
Jane Remover "JRJRJR"
Jim Legxacy "Tiger Driver '91"
Che "Dior Leopard"
Jnhygs "All Yours"
Młody West "100 Tysięcy"
Sobel " Balasana"
J. Balvin "KLK"
Sally Shapiro "Did You Call Tonight"