SPECJALNE - Rubryka

Ekstrakt #8 (2025)

16 stycznia 2026

Natalia Jałmużna:

Duwap Kaine "Trapaholic Intro": Yes, I got a problem / but I don't see it killing me, so I don't got a problem...

Przez ostatni rok moi znajomi co jakiś czas wspominali o "polepszaniu relacji" z muzyką, słuchając jej mniej, o "zanieczyszczaniu" audiosfery, o zwiększaniu "intencjonalności" hipotetycznym przejściem ze spotifaja na ipoda (jak z aparatu w iphonie na cyfrówkę), porównywali też zatyczki do uszu. Uprzejmie kiwałam głową szczerze nieprzekonana – nie no, jasne, ma to sens – gasząc pet o śmietnik, odchodząc z 1 Maja na SKM z Sopotu czy gdzieś tam, w ciszę korka na Grunwaldzkiej. Uhahana za winklem odpalałam sobie i raz, i dwa (reż. Edward Yang, 2000) wściekłą i rozpędzoną do czerwoności rage-nutkę, w której 37Nestee rozjeżdża najdalej kilkuletnie wspomnienie "rudej kurwy od polskiego", cisnąc równie furiacko, co lekko, slajdując po wersach, jakby wbijał combo w tonym hawku4 na kodzie moon gravity. I na całej, 19-trackowej płytce INTERGALACTIC młody elblążanin czyniąc digitalowokalne, małpie wygibasy wykręca chore wyniki w kategoriach syropowych balladek, ód do skuna, post-three6mafia, szansonetek plażowych…

Przy czym ta wielość stylistyk nie świadczy, że chłop to kameleon – może multiflow to jakiś Elbląg thing (chodzi o Pikersa), nie wiem. Często po "ZNOWU TO SAMO", tworząc przy okazji rym liryczno-logiczny, wrzucałam w kolejkę "Buffalo" Drabusheyki – też pocieszny, piotruśpański kawałek z buchem w tle, chyba najłagodniejszy w wyrazie, jaki z katalogu tego diabła śląsko-tasmańskiego kojarzę. Choć Drabzzy na HYPNOZIZ peak zalicza moim zdaniem na podbitym deftonsiarskim hookiem "Śnie". Ale to słowem tzw. luźnej dygresji, rabini się już na temat tego albumu z pewnością wypowiedzieli. Z tego miejsca jeszcze serdecznie dziękuję Ozzy'emu, że wziął pod skrzydła młodszych kolegów po fachu – Spazmę i izonyę polska – i nagrali 300% trapu bez pretensji na OBsesji, frazami typu "ona lubi mn" i "ucałuj chuj" utwierdzając w poczuciu, że pewien poziom lirycznej swobody pozostaje niedostępny najmodniejszym conceptom hiphopowym i że im mniej rozumiem, tym lepiej się bawię i essa, obczaj ten swag, typie.

Na ubiegłorocznym OFF-ie lekko wzruś mnie ścisnął, gdy młodociani drainiarze wykrzykiwali refreny Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach, jak Ecco2k dał najstylowszy koncert na festynie, we wianku mbanku na glacy, na kilka chwil po tym, jak nieświadoma jeszcze zaśmiałam się do ziomka, że taki item to już jail – i kiedy po dropie "Makki" lekko w szoku ogarnęłam, że fakeminkoza zdążyła się udzielić całemu mnóstwu moich rodaków… A UK underground wciąż skrywa perełki, wzmiankowany przeze mnie w Ekstrakcie rozliczającym rok 2024 fashionista Elijah Aike po raz kolejny uszył cacko-bengerek – "Celibate" ze skrawków iconic bitu Cassie "Me & U". FengFffffeng, Ffffffeng – na What The Feng wyszeptał trap subtelny jak muśnięcie satynowej pościeli przyprószonej popiołem po tinder hookup w rytm diva house'u ("XY"), idealny pod poranne krzątanko & szlajanko, z intrumentalami, którym regularnie przysłuchuje się s a m Lucy Bedroque chociażby – na zmianę z twórczością Zukovstheworld, autora alt-radiowych szlagierków skompletowanych ostatnio na albumie o sugestywnym tytule The End Of The World.

Zuko współpracował też z Deer Parkiem – inżynierem XL Recordings, odpowiedzialnym za riff do wspomnianego wyżej kolabu fakeminka z Mechatokiem i Ecco, i który to też po LP "Terra Infirma" mógłby z już z całą pewnością podpisać się pod wyznaniem w tytule kawałka nahdoitagain: "Thank You Dean Blunt For Saving My Life". Znad szota wódeczki w krakowskim 69, tego ostatniego dobrze wspomina też Joanne Robertson w przerwie swojego koncertu na Unsoundzie. Jej najnowszy album Blurrrr to, można powiedzieć, taki Burce Springsteen – Nebraska dla kobiet, czyli gitara, reverb i samotny spacer po małej, osobistej przeszłości, cisza po burzy nad Bałtykiem w chłodne, kwietniowe przedpołudnie, ślicznie smutne piosenki, intymne, że można się chwilę speszyć. Trochę bardziej marzycielski, muzyczny pamiętnik z migawek w klimacie prozy przedmieść uwiecznionej na flickrowych zdjęciach z instagramowego muzeum fotografii @tvwishes spisała też pochodząca z Toronto deskorolkara Sophia Steel. Zainspirowana piosenkopisarstwem Sufjana Stevensa i Young Thuga EP-ka How To Win At Solitaire czerpie też garściami ze wszystkiego, co najlżejsze i najzgrabniejsze w brzmieniu Chapterhouse i Oklou.

:::::::::::::W międzyniedoczasie:::::::::::::

Leniwe poranki w nudne soboty, gdy czlowiek too lowkey to care zasiada na amen z fitującym kompletem hypnagogicznych reworków Anysii Kym, Azealii Banks, Madvillaina, Khii, jakby brzęczących z puszczonych samopas słuchawek, czekających samotnie na stole – Dr. Grabba II by DJ Blackpower (raper MIKE, gdy nie rapuje);

Strupieszały juke od DJ Elmoe – nutka "Yes I Do" na Battle Zone to jakby Andy Stott czkawki dostał (?) (?);

tHISiSNOTa 537H aLBuM – w istocie album 537H – z winylem s/t Buriala trzymanym na okladce przypomniał Machinedruma w sztosie Room(s);

Rat Heart Dancin' In The Streets – jak na scenę Northern Gothic dość pogodne brzdryngolenie na gitarce, a'la Durutti Column, może i coś z Prince'a momentami, D'Angelo, Arthur Russell na pewno... Ale ulubiony kawałek tam, gdzie chłop na całe płuca wyje i kulawy reggaeton jak z bicza strzela;

(...) *** (...)

Jako szugejziara jaram się też, ile w 2025 powychodziło muzyki ATMOSFERYCZNEJ – i zwiewnej, skraplającej chuchane flow jak płyta II Yungwebstera ze Space Afriką u produkcyjnego steru, jak i tej której słucha się całym ciałem – wszechogarniającej jak wietrzysko, jak ulewa. Cloud tego typu w eter puszczał icewings – na And You Dance With No Regret, jakby z drzemki przy akompaniamencie sklejonej na prędce plejki The Best of Eric Dingus, wytrąca w rozgwieżdżony mroczkami półsen, w samo serce zawieruchy z pejzaży Williama Turnera i The Aneglic Process. Na plazmowo-brokatowych, ambientowych aplach sampluje wspomnienia z Memphis, czasem lula jak aniołek, czyni z teledzwonków ptasi świergot, gdzieniegdzie podburza cały ten błogostan wyładowaniami junglowej perkusji i kotłującymi się na dziesiątym planie spitchowanymi do pokemona wokalikami. Ktoś skrycie nienawidzący muzyki nazwałby to jakimś tam ADHD music.

Mało tego! Meksykański projekt Evergreen Brdrml to już totalny gobelin wyszyty Pollockiem, mashup przepuszczony przez dymny filtr Boards of Canada, z cudnej urody ornamentami z orientalnych wokaliz… "Pattern recognition" – jak sugeruje jeden z tytułów zawartych w tym labiryncie zasłyszanych kiedyś-gdzieś-tam melodii doprowadzonych do zgliszczy.

A co dopiero cybertelluryczny rytuał przeprowadzony przez rodzeństwo Cramptonów (Chuquimamani-Condori & Joshua Condori-Crampton) na Los Thuthanaka, megazordzie z łacińskich tradycji melodyczno-rytmicznych i riffów rozwibrowanych i rozpromienionych jak na Vision Creation Newsun i Loveless przynajmniej – przelot nad Andami wszech czasów i żuraw zapuszczony do jądra Ziemi… Ogłuchnąć i oszaleć od muzyki uważam nie tylko za swój obowiązek, ale i zaszczyt.

No i wreszcie epicki kolaż składu weed420 – pamiętam jak karnęłam się raz busem do Bartoszyc i kierowca zapuścił Brathanki i doznałam full decorum jak mieszczuch najgorszy, że ale tera se na prowincje jade, i jest to wbrew pozorom punkt wyjściowy zbliżony do powyższego wenezuelskiego, gdzie na podobnych przejażdżkach trasę również animuje się muzycznymi regionalizmami, a uznając dzisiejszą pozycję Skolima w showbizie, w ogóle jesteśmy sobie bliżsi niż dalsi… Jednak w Amor De Encava, poza splotem reggaetonów i cumbiów rebajadów, rozczytamy również dziedzictwo Kelmana Durana z 13th Month, salsę románticę serwowaną na chłodno i w kłębach vapornoise'u i jeszcze "dużo różnych"... Formuła megamiksu wywołuje seans spirytystyczny, w czasie którego radiowe duchy Południowej Ameryki wirują w dirty dancing, wprawiając w ruch kadry jak z mikroświatów uwikłanych w dziwaczne science fiction Jamesa Ferraro. Dość powiedzieć, że weed420 to formacja małolatów i tym bardziej kopara opada na ich występ w Radio Nudista...

...kiedy reformułując ten cały poplą-taniec dowieźli iście lunatyczny MBV experience na tle wizek z CS'a.

Wspaniały rok dla muzyki jako doomsday confetti.


TOP 10 PŁYT:
weed420 Amor De Encava / Live: "Primer En Vivo De weed420 En El Garibaldi @ Radio Nudista
Los Thuthanaka Los Thuthanaka
Lucy Bedroque Unmusique
Rat Heart Dancin' In The Streets
Brdrml Evergreen
icewings And You Dance With No Regret
Joanne Robertson Blurrr
African-American Sound Recordings Hits Of Ash / Runway Cremations / Be Somewhere Twice
Nazar Demilitarize
Erika de Casier Lifetime

TOP 10 SINGLI:
Los Thuthanaka "Parrandita"
weed420 "La Guerra De Los Sexos"
Brdrml "Pattern Recognition"
Rat Heart "Operation Always Be A Brave Little Cunt"
Marsh Crane "Ha"
Elijah Aike "Celibate"
Jane Remover "JRJRJR"
Lucy Bedroque "Smackdown"
Tosiek "Stoje przed sciana"
Duwap Kaine "Trapaholic Intro"


Strona #1    Strona #2    Strona #3    Strona #4    Strona #5    Strona #6

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Ekstrakt #7 (OPN: Tranquilizer)
Ekstrakt #6 (Playboi Carti: Music)