SPECJALNE - Rubryka

Ekstrakt #8 (2025)

16 stycznia 2026

Jacek Marczuk:

Siemano w 2026 roku! Przyznam się, że w ubiegłym roku "nie urobiłem się po pachy" w sprawdzaniu najświeższych, pachnących wydawnictw, a tak naprawdę często mi się nie chciało. Może to "wysługa lat", może zbyt duża, przesadna wręcz ilość nowych płyt, a może zwykłe lenistwo. Wzorem Marka Scouta z Severance powinienem poprosić o rozdzielenie osobowości, zwolnienie z roboty i bez jakichkolwiek wspomnień skoncentrować się wyłącznie na muzyce, ale czy to się opłaca, skoro i tak w 9/10 przypadków będę zrzędził na brak jakości? Ogólnie szału w tym roku nie było (jak zwykle), ale udało mi się wyrzeźbić 15 mikroskopijnych blurbów, blurbików, blurbiczków bez jakichkolwiek podziałów gatunkowych oraz równie skromne, dość eklektyczne podsumowanie. Z prywatnych powodów tym razem bez polskich wykonawców. Jedziemy.


Amaraae Black Star

Nie da się nie lubić Ghany, zwłaszcza w kontekście piłki nożnej i przebojowych, świetnie dryblujących skrzydłowych – Kudus oraz Semenyo to wiadomo, ale nawet Belg Doku ma ghańskie korzenie. Takie pochodzenie ma również Amaraae – bohaterka tego blurbu, która na swoim sofomorze serwuje agresywny, intensywny, precyzyjnie skrojony, klubowy alt-r&b. Tak płyta jest taka, jak wspomniani wcześniej skrzydłowi: PRZEBOJOWA. Trzeba powiedzieć tak: Azealia Banks z 2012 roku marzy o wysłaniu jej w przyszłość, by brzmieć dokładnie tak, jak na Black Star.

Barker Stochastic Drift

To zdecydowanie jeden z moich tegorocznych faworytów i druga najlepsza płyta z szeroko zakrojonej elektroniki, jakiej słuchałem w 2025 roku, bowiem królem tego podwórka (i nie tylko) był oczywiście Tranquilizer. Każdy numer ze Stochastic Drift to wycyzelowana, wyżyłowana robota godna najlepszego dźwiękowego architekta, a jest w czym wybierać w tej zacnej galerii ośmiu kompozycji. Oneohtrixowe "Difference And Repetition", "The Remembering Self" – new age'owe słuchowisko w duchu Steve'a Roacha, a także jazzujące, mające w sobie korzeń Squarepushera "Fluid Mechanics" są dowodem tego, że rozmawiamy o poważnym graczu. Jest gość z tego Barkera.

Bad Bunny Debí Tirar Más Fotos

Jeńców nie bierze ten nasz Portorykańczyk. Prawdziwy podpalacz i dekonstruktor reggaetonu, wskrzesiciel salsy, mesjasz pleny oraz caribeños. Nie mam pojęcia, czy songwritersko to jego najlepszy album, ale niewiele mnie to interesuje, albowiem Debí Tirar Más Fotos to ponad 60 minut szalonej imprezy, po której nikt nie wyjdzie bez "lima" oraz "śliwy", chyba że nie ma za grosz poczucia rytmu. Widzimy się na Narodowym w sierpniu.

Carrier Rhythm Immortal

To intrygująca płyta, która z jednej strony bada poletko wysuszonego, złowrogiego ambient dubu z naciskiem na twórczość Thomasa Könera, Lustmorda czy Vladislava Delaya, a z drugiej czaruje abstrakcyjną, poszarpaną elektroniką na wzór Autechre. Najlepszy jest jednak closer a la Dntel, który spuszcza nieco powietrze z chłodu całości, nadając albumowi o wiele bardziej subtelnego i wzruszającego tonu. Rzecz warta sprawdzenia.

Cole Pulice Land's End Eternal

O taki ambient jazz nic nie robiłem. Wyobraźcie sobie połączenie Harolda Budda, Alice Coltrane, Pharaoha Sandersa, Nali Sinephro oraz Gigiego Masina. Tak mniej więcej brzmi Lad's End Eternal. Ten kontemplacyjny, medytacyjny materiał to jedna z moich ulubionych ubiegłorocznych rzeczy w kategorii open.

Djrum Under Tangled Silence

Faktycznie, sporo miałem w tym roku przygód z tak zwanym IDM-em, a mariaże elektroniki z muzyką klasyczną to nic odkrywczego i często ma się wrażenie "zgranej karty", ale w tym przypadku jest zgoła inaczej. Londyńczyk umie w wyważenie proporcji oraz materiałową elegancję i symetrię. Słucha się tego nad wyraz dobrze. "Brawo" jak to mówi Zibi Boniek.

Geese Getting Killed

Dla wielu płyta roku, dla niektórych okropny przehajp, przywoływanie nu indie oraz zrzynanie na potęgę z Radiohead oraz Waitsa. I spoko. Sam mam w tej materii trochę rozbieżności, ale po "rachunku zysków i strat" oraz "analizie SWOT" mogę napisać ze swojej strony, że w dość znacznej mierze to kawał fajnego, indie rockowego grania, które sprawiało mi więcej przyjemności niż rozczarowania, a takie Getting Killed ląduje wcale nie tak daleko od najbardziej pamiętnych momentów Broken Social Scene.

Huremic Seeking Darkness

Totalny frazes: cholernie intrygujący to nie powiedzieć nic o tym krążku. Side project Parannoula stawia mnie w niekomfortowej sytuacji, bo zaczynam mieć podejrzenia, że to jedno wielkie oszustwo oraz wydmuszka, ale nawet jeśli to... potężnych rozmiarów. Z jednej strony nawiązania do Radiohead, natomiast z drugiej to wszystko jest porąbanym mariażem GY!BE czy innego Boredoms, podanym na sterydach, w totalnie maksymalistycznym wydaniu. Szalone, ale Azjaci tak już mają. Huremic nie brakuje odwagi, a wy dajcie znać, co o tym myślicie.

Ichiko Aoba Luminescent Creatures

Bardzo spoko. Japonka z jednej strony czaruje baśniowym chamber folkiem spod ręki Lenker, Newsom, Drake'a czy Lindy Perchacs, ale jest na Luminescent Creatures również ambientowy czy wręcz new age'owy rewers, który dodaje całemu zamieszaniu dodatkowej tajemnicy. Super aranżacje, materiał do wielokrotnego odtwarzania (choć ze 2-3 numery bym usunął), a całość dopełnia idealnie korespondująca z zawartością wspaniała okładka. Podobno gra koncert w Polsce w tym roku, więc chyba warto się wybrać.

Makaya McCraven Off The Record

Ten materiał to de facto zarejestrowane na żywo cztery EP-ki, ale przyznam, że kompletnie nie rozumiem takiej organizacji tego wydawnictwa. Zostawmy to, bo prawda jest taka, że słucha się tego z prawdziwą przyjemnością, jest to jazz wyluzowany, nienachalny, skąpany marimbą i wibrafonem, ale zagrany po mistrzowsku i z zegarmistrzowską precyzją. Skojarzenia biegną ku Jaga Jazzist, Tortoise, ale również polskim projektom: Extra Ball, Laboratorium czy Fusion zmarłego niedawno Michała Urbaniaka. Rób tak dalej, Makaya.

Nick León A Tropical Entrophy

Zdecydowanie bardziej preferowałbym Rosalię na bitach Nicka Leona, Nazara, Verraco lub Lechugi Zafiro aniżeli w art-popowym, rozgorączkowanym, ale nieco nadąsanym anturażu. Wędrówka Leona to pchanie się w dżunglę pełną neoperreo, changi tuki, ale również latynoskich odnóg IDM-u oraz pojechanych mutacji niezalowego r&b. Tak czy siak, z ręką na sercu muszę przyznać, że całość materiału budzi moją ciekawość oraz dozgonny respekt. Idealny soundtrack pod nocny, narkotyczny trip nocnym Miami. Wchodzę w to.

Nazar Demilitarize

Nazar na swoim drugim, wydanym w Hyperdubie krążku, bawi się ideą deconstructed clubu, future garage'u, post-dubstepu, kuduro oraz tarraxinhy, ale jest w tym materiale chyba coś więcej niż skategoryzowanie go poprzez fajnie brzmiące metki. Ten gość gra emocjami, a także filtruje i dekoduje ducha D'Angelo, Junior Boys oraz pierwszej Jessy Lanzy przez własny temperament, czyniąc Demilitarize pozycją wyjątkową w moim rankingu płyt 2025 roku. To słuchowisko wysokich lotów, niekiedy przypominające ostatnie próby Buriala i choć czasem jest nieco chaotyczne i nieuporządkowane, to na końcu ma się pożądane uczucie satysfakcji z odsłuchu całości. Czekam na więcej w przyszłości, Panie kolego.

Nourished By Time The Passionate Ones

Fajna analogia Stasia sprzed kilku lat w kontekście pierwszego krążka tego ancymona – Yves Tumor spotyka Autre Ne Veut! Ha, niewątpliwie coś w tym jest! To prawdopodobnie najczęściej słuchana przeze mnie płyta ubiegłego roku – przebojowa, nienadąsana, uwypuklająca kreatywne ciągoty Marcusa Browna na temat synth-popu, r&b czy sypialnianych brzmień. Mietek Szcześniak sprzed 30 lat czy inny Piaseczny mieliby z tego ubaw. Ja bawiłem się przednio. I spoko, że ludzie hajpowali.

Purelink Faith

O Purelink zawsze dobrze i zawsze w samych superlatywach. Z punktu widzenia emotycznego ambientu, nieco nasiąkniętego dowtempo i dubem, Amerykanie grają we własnej lidze, choć taka Ulla, Loraine James czy Florian T M Zeisig też nie ułomki. Te sześć numerów to galeria melancholijnych, niezwykle wciągających fresków, które odwołują się do zarówno do twórczości Jelinka, jak również do Arovane, Glam Mouse on Mars czy nieodżałowanego Life Is Full Of Possibilities Dntela, ale takiej przyjemności nigdy za wiele. Rekomenduję z całego serca.

SML How You Been

Jako że słuchałem w tym roku dużo Milesa z okresu fusion, Mahavishnu Orchestra czy Herbiego, to muszę przyznać, że drugi album supergrupy SML, którą zrzeszają muzycy na co dzień współpracujący z Jeffem Parkerem, Makayą McCravenem, Danielem Villarrealem czy Carlosem Niño, siadł mi na tyle, że niemal z miejsca wytypowałem go do czołowej piątki swoich ulubionych tegorocznych płyt. To transowy, intensywny, mocno doznaniowy post-jazz, który nie bierze jeńców i od miesiąca nie schodzi z moich słuchawek. "Taking Out The Trash", "Chicago Four" czy "Moving Walkway" to tematy pisane wręcz pode mnie, a to nie zdarza się często. Intenational Anthem, kłaniam się nisko!

To wszystko. Do zobaczenia za rok.


TOP 10 PŁYT:
Oneohtrix Point Never Tranquilizer
Playboi Carti Music
Bad Bunny Debí Tirar Más Fotos
SML How You Been
Daniel Lopatin Marty Supreme
Barker Stochastic Drift
Cole Pulice Land's End Eternal
Nala Sinephro The Smashing Machine
Nazar Demilitarize
Earl Sweatshirt Live Laugh Love

TOP 10 SINGLI:
Dijon "Yamaha"
Amaarae "S.M.O."
Addison Rae "Headphones On"
Playboi Carti "I SEEEE YOU BABY BOI"
Turnstile "Seein' Stars"
PinkPantheress "Tonight"
Piri & Tommy "Lights Off"
Young Franco "Going On (Higgo Remix)"
Smerz "You Got Time And I Got Money"
Sally Shapiro "The Other Days"


Strona #1    Strona #2    Strona #3    Strona #4    Strona #5    Strona #6

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Ekstrakt #7 (OPN: Tranquilizer)
Ekstrakt #6 (Playboi Carti: Music)