SPECJALNE - Rubryka

Rekomendacje singlowe 2016

10 stycznia 2017

W tej rubryce zawsze przypominamy garść utworów z minionego roku, które (choć nie trafiły do naszego zestawienia najlepszych dwudziestu singli) uważamy za ciekawe i godne odnotowania.

 

Beach Season: Body Heat

Beach Season
Body Heat
[Universal]

 

 

 

Beach Season: Body Heat

−Tomasz Skowyra

posłuchaj


Chinah: Can't Remember How I Feel

Chinah
Can't Remember How It Feels
[No3]

Zawsze gdy natrafiam gdzieś w czeluściach SoundClouda na świetny kawałek kompletnie anonimowego składu, zaczynam się zastanawiać, ile jeszcze takich bandów może się kryć gdzieś głęboko zakopanych albo zupełnie niezauważonych? 10? 50? 1000? Naprawdę ciężko to oszacować, a najgorsze jest to, że nie dysponujemy jeszcze takimi narzędziami researchu, które pozwoliłyby nam na błyskawiczne wyłapanie potencjalnych sztosów. Ale to tylko taka refleksja wokół tematu, bo przecież blurb jest o duńskim trio Chinah i ich singielku "Can't Remember How It Feels". Sprawdzałem ich pozostałe wałki, ale jednak nic nie umywa się do tego, o którym właśnie próbuję zacząć pisać. Zatem moje pierwsze skojarzenie: gdyby Ballet School nie inspirowali się Cocteau Twins, tylko na przykład niektórymi piosenkami Sandry albo formacją Japan? Hmmm. Myślę, że coś jest w takim zestawieniu: ten dostojny, chłodny pochód klawiszy, potem wyrazisty, mocno zaznaczony, pełen ekspresji refren, no i wreszcie niebanalny kompozycyjny układ (druga zwrotka melodycznie brzmi nieco inaczej od pierwszej − lubię takie zagrania!). Czyli coś w sam raz dla stałych czytelników jarających się ejtisami. −Tomasz Skowyra

posłuchaj


Half Waif: Nest

Half Waif
Nest
[self-released]

Nandi Rose Plunkett lubi proste piosenki – jak sama to ujęła: szanuje gości, którzy potrafią pisać dobre, zażerające dwuakordowce. Cóż, łatwo o takie deklaracje, gdy jest się członkiem Pinegrove, ale też swoich własnych bogów panna szuka gdzie indziej. Wspierana przez sekcję macierzystego zespołu, zainspirowana Björk i Tori Amos, tworzy naszpikowany niespodziewanymi kontrastami, syntetycznie zorkiestrowany, somnambuliczny art-pop. O ile jednak fascynujące na papierze Probable Depths ostatecznie skończyło się lekkim zawodem (warto odnotować jeszcze hajpowany swego czasu przez P4K "Turn Me Around"), o tyle udało mi się uszczknąć z tego zawodu coś dla siebie – pierwszy, promujący ten minialbumik singiel, przesłuchałem w tym roku chyba z tysiąc razy. I nadal nie mam dość.

"Nest" to utwór pełen sprzeczności: krautowo zastygły, ale naznaczony barokowym dynamizmem; zaśpiewany podniośle, lecz w wycofany w zalewie instrumentacji sposób; kompozycyjnie chłodno wykalkulowany, lirycznie natomiast niezwykle emocjonalny i osobisty. Portretując stan niekończącego się, paranoicznego oczekiwania na kolejny etap jednostronnego – jak się później z pewnością okaże – związku, Plunkett miota się w crescendach, niemal na ślepo rozrzuca psychodelizujące ornamenty, dramatyzuje, a jednocześnie jest w tej dantejskiej dysharmonii jakaś równowaga, jakiś świetlisty ambient zawieszony na drugim końcu kija. Wciąga to strasznie. Nic w 2016 nie brzmiało jak "Nest" i cieszę się, że nie muszę osobiście przeżywać antyuniesień stojących u podstaw tego numeru, by w pełni go docenić: w świecie bez rapu i Sally Shapiro byłby to mój singiel roku. –Wojciech Chełmecki

posłuchaj


Jumpy feat. Morimoto:  Something's Going On

Jumpy feat. Morimoto
Something's Going On
[Dark World]

W "Something's Going On" spotyka się dziwaczny bop (?) tworzony przez spokojniejszą wersję Maxo, w sumie trochę na podobieństwo zeszłorocznego singla "Franklin" Kinga Deazela. Rapowe i śpiewane wstawki przeplatają się swobodnie, a refren stawia przed oczami taką scenę: pijani goście w pubie, zamiast drzeć się, wyśpiewując jakiś maskulinistyczny PRZEBÓJ Oasis, rzewno-pijackim tonem wyją do "Nothing's Gonna Stop Us Now" Starship. Do tego jeszcze ten poryty chórek w zwrotce albo ekstatyczny zaśpiew od 2:34... Wszystko spowija aura outsider music, ale widać jak na dłoni, że mamy do czynienia z kumatymi ludźmi. W końcu nie tylko Jumpy, ale i Morimoto nie raz nie dwa prezentował internetowi swój dżezawy rap, a nawet zdarzało mu się zahaczać o r&b. Teraz już sam nie wiem, czy wolę "Nothing's Gonna Stop Us Now", czy może lo-fi, porytą dekonstrukcję tego kawałka, bo od pierwszego odsłuchu skojarzyłem oba utwory i tak mi już zostało. W głowie mam jeden wielki mash-up, nic nie poradzę. A na koniec sprawdźcie jeszcze to. –Jakub Bugdol

posłuchaj


Last Japan feat. AJ Tracey:  Ascend

Last Japan feat. AJ Tracey
Ascend
[Coyote]

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że jeżeli chodzi o grime, to rok należał do Skepty. Jednak spłycanie tematu do tego jednego zawodnika jest dosyć nietaktowne, bo bez dwóch zdań przeżywamy obecnie renesans tego gatunku. Spośród wielu pretendentów do tronu, wyjątkowo mocno zaznaczył się dla mnie napędzany podkładem Last Japan AJ Tracey. Najprościej byłoby wkleić tutaj ze trzy fire emoji, ale jednak postaram się posłużyć słowem. Na kunsztownym, piętrowym szkielecie pędzący emce pokazuje, czym jest ten słynny "ogień ". Energia, jaka wydziera się z tego nagrania, i zwyczajna nośność dają jasny znak, że trzeba jeszcze uważniej śledzić brytyjską scenę, by takie kawałki, których – nie wątpię – jest więcej, nie przechodziły gdzieś bokiem. Zapętlam po raz wtóry i biję się w pierś, że choć złapałem ten numer w okolicy premiery, to przypomniałem sobie o nim dopiero teraz. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Mislaw: 3008

Mislaw
3008
[self-released]

Omawiany track to jedna z najspokojniej płynących propozycji w dotychczasowym katalogu Rybnickiego muzyka rezydującego we Wrocławiu. To kawałek skrojony pod poranne zamknięcie wyczerpującego seta, kiedy wymęczeni, ledwo podrygujący już rejwerzy z zamkniętymi oczami, znajdują w sobie resztki energii na ostatni parkietowy zryw. Mislaw gra tu kontemplacyjny deep-house, który z każdą kolejną dodaną ścieżką coraz zuchwalej zaprasza do tańca. Od początkowej pętli nawiedzanej ambientowymi plamami, w dziwny sposób kojarzącymi się z bardziej uduchowionymi pracami Moby'ego jakoś sprzed lat dwudziestu, przechodzimy do przypalanych, ciekawie rozwijanych synthowych melodyjek. Dostojnego klimatu dopełnia czarno-biały teledysk retro, więc oprócz obowiązkowego sprawdzenia samego artysty, polecam też obejrzeć klip do "3008". –Stanisław Kuczok

posłuchaj


Moon Bounce: Wingman

Moon Bounce
Wingman
[Activia Benz]

Moon Bounce to projekt, za którym stoi pochodzący z Filadelfii Corey Regensburg. Mutant Pop – czyli nazwa wytwórni, którą Amerykanin zarządza, właściwie dobrze koresponduje z tym, co typ wyczynia na numerach wrzucanych przez niego do sieci. Spora dawka hooków i zapamiętywalnych melodii, przefiltrowana przez powyginaną produkcję, przynosi znakomite rezultaty i dowód na sporą muzyczną wyobraźnię artysty. "Wingman" jest najświeższym tego przykładem – to coś z pogranicza vaporwave'u, chillwave'u i synthpopu. Roztańczony bicik coraz donośniej dochodzi zza ściany, Regensburg raczy nas swoim przyjemnym głosem i pociętymi, wokalnymi samplami, a w drugiej połowie wałka zapętla wokalną frazę i atakuje synthowymi wjazdami jakby z innej bajki. Koniecznie sprawdźcie też wcześniejsze nagrywki Moon Bounce – choćby mojego cichego faworyta "Echo Back" sprzed dwóch lat, nie zawiedziecie się. –Stanisław Kuczok

posłuchaj


Rogal DDL: Mutant

Rogal DDL
Mutant
[self-released]

Zakładam kaptur, chociaż jest mi gorąco. Dobra, dobra, dobra, dobra, okej, spokojnie, daj bit! Sprawa jest poważna, gdyż piszę o autorze zdań, którymi rozmawiam z kolegami, czytelnikami. Rozumiem, że dla kogoś problemem może się okazać starcie z radykalnie osiedlową estetyką, ale cóż – tak wygląda prawdziwe życie, kochana, kochany. Ty się na snapach czujesz lepszy? Sram w taki prestiż.

To hiperuliczny rap, który rewitalizuje zapomniane i wyśmiane kategorie: pasję, szczerość, prawilność. Warto zauważyć, że tu nie ma ani jednej straconej sekundy – każdy wers jest kluczowy, każdy panczlajn napierdala jak zły. Rogal, jak słusznie zauważył mój przyjaciel (prywatnie wielbiciel Rogala DDL i Captaina Beefhearta), "pomiędzy wersami zdaje się pisać jakiś bardzo świadomy metatraktat o rapie ulicznym". Bez zażenowania posługuje się anachronicznymi atrybutami (kpiny z żelu do włosów, lakierki jako symbol bogactwa), z przekrwionymi oczyma krytykuje narkomanów, rozlicza się Bogiem, ale pozostaje wierny tradycyjnym wartościom. To ulicznik pełen sprzeczności, czasami balansujący na cienkiej granicy śmieszności i geniuszu ("posypie koperkiem / zrobi z niego mizerię"), czasami zaskakujący poetycką wrażliwością ("nocą nie mogę zasnąć / Braille'em czytam po gwiazdach"). Jest śmiertelnie poważny, jednak zaleca, by do tego rapu podchodzić z dystansem. Możemy chyba mówić o Dadalizmie – sztuce poza granicami prawa. Wtapiająca w asfalt, rozgrzebująca step, podążająca niby prosto, ale na skróty i na trzeźwo, monogamicznie. Co jeszcze? Może rzucane na wyjebce najlepsze wersy roku: "chuj im na trabę / nie płynę z prądem / chyba że płynę z prądem / kurwa, masz jakiś problem?". Zdecydowanie lepsze od E do L, ewidentnie, skumaj, zwłaszcza że najsłabsze ogniwo to wciąż człowiek (idealne podłoże pod grzyby atomowe). Ode mnie dla nich pogarda-a-a-a-ach. Ripit, ripit, r.i.p. –Paweł Wycisło

posłuchaj


sleeptalking: warmsandcolsky

sleeptalking
warmsandcolsky
[self-released]

Jakie zespoły w naszym kraju parają się teraz mieszaniną noise rocka, dream popu i shoegaze'u z przyzwoitym skutkiem? Złota Jesień? W mojej tegorocznej liście osobistej najlepszych polskich singli "W Marcepanie" znalazło się na pierwszym miejscu, zresztą – grali już na scenie eksperymentalnej OFF Festivalu, a na facebooku udało im się przekroczyć magiczną liczbę tysiąca lajków. Evvolves? Też niedawno w Jasieniu ukazał się ich album – solidny chleb razowy. Do tej grupy wpatrzonych w buty dołączył Bastian Najdek, nagrywający jako sleeptalking – koleś z Poznania, tworzący w sypialni, który za pieniądze zarobione na swoich nagraniach jest w stanie kupić sobie sok bananowy i Marsa w Biedronce. Rzutem na taśmę wydał w grudniu debiutancką EP–kę, dajcie mu szansę. Ale zacznijcie od "warmsandcolsky", może jeszcze da nadzieję na polskie Souvlaki. –Agata Kania

posłuchaj


Sweat Enzo: If Only You Could Know

Sweat Enzo
If Only You Could Know
[Dark World]

Odkrycie dokonań niezalowego labelu Dark World to jedna z nielicznych rzeczy, które w 2016 roku muzycznie trzymały mnie przy życiu. Nie wiem, na jakiej zasadzie funkcjonuje ta amerykańska Stajnia Sobieski, ale różnorodność stylistyczna poszczególnych projektów nieustannie mnie zachwyca. Normcore'owe rapsy DJ-a Lucasa, przećpany Gods Wisdom, najwszechstronniej utalentowany chyba z tego grona Morimoto... Jeśli na coś liczę w 2017 roku, to na dalszy rozwój tej zacnej ekipy.

Jak się do tego ma Sweat Enzo? Raczej nijak, bo to band powołany do życia z jasno określoną misją propagowania indierockowych ideałów sierpnia (polecam ładne "Leavin'" sprzed trzech lat). "If Only You Could Know" to zdecydowanie ich najlepsza piosenka, która nie tylko za sprawą chałupniczego wideoklipu sprawia wrażenie, jakby została żywcem wyjęta ze złotej ery flanelowych koszul, Archers of Loaf, Pavementów i innych Sebadohów. I to mnie w 2016 roku wzruszało niemal na równi z odejściem kolejnych popkulturowych herosów. –Kacper Bartosiak

posłuchaj

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Tłusty Piątek: 22 września 2017
Oneothrix Point NeverGood Time