SPECJALNE - Rubryka

Rekapitulacja roczna 2012: Muzyka polska

13 stycznia 2013



Rekapitulacja roczna 2012: Muzyka polska
autorzy: Kacper Bartosiak, Ryszard Gawroński, Michał Hantke, Wawrzyn Kowalski, Karolina Miszczak, Marcin Sonnenberg, Jakub Wencel

Poprzedni rok nie był jakiś wielce udany dla rodzimej muzyki, porównując go z 2011 można nawet mówić o pewnym zastoju. Niemniej w całym tym zalewie przeciętniactwa, znalazło się też kilka interesujących premier. Poniżej prezentujemy komentarze do blisko 30 polskich albumów z 2012 roku, o których mieliśmy akurat ochotę napisać. Celowo pominęliśmy polski rap, gdyż szerzej wspomnimy o nim w rekapie hip-hopowym. Miłej lektury!

Afro Kolektyw: Piosenki Po Polsku
No i o czym tu jeszcze napisać? Ile można przekonywać, że to świetny, popowy zespół, jakiego długo w tym kraju brakowało? Trochę nie mam już siły, więc KMWTW. Ale serio, jeśli ktoś potrafi oprzeć się zaraźliwemu optymizmowi (!) takiego na przykład "Śniegu", to ja mu szczerze gratuluję. Z różnych względów, w rozmaitych okolicznościach przyrody, miałem wiele kontaktów z Piosenkami i w żadnym wypadku to nie "cola, konserwy, smutne miny bez przerwy" (no, poza jakimiś dwoma wyjątkami, hihi). A jeśli miałbym wskazać mój ulubiony kierunek, to byłby to ten z "Do Ukochanej Pracy", choć do końca nawet nie wiem, do czego go porównać. –Kacper Bartosiak

Alte Zachen: Total Gimel
Chasydzi! Surf Rock! Zbieracze złomu w Izraelu! Okładka! Total Gimel budził we mnie same okrzyki zachwytu przez cały 2012 rok. Raphael Rogiński postanowił zmieszać coś, co wcześniej nie do końca było łączone i wyszła mu najbardziej inteligentna płyta w polskiej muzyce i jedna z najbardziej przystępnych z Lado ABC. Każdy numerek melodyjki na płycie wciąga, każdy wierci się w głowie i nie odpuszcza. Moja polska płyta roku! –Ryszard Gawroński

Asia i Koty: Miserable Miaow
Wszyscy o tych kotach, a przecież to wcale nie kocia muzyka, trochę bardziej a-a-a kotki dwa, bo w sennym tonie. Utarta, w naszych stronach niezwykle też popularna, formuła piosenki na akustyk i głos w realizacji Joanny Kuźmy przy wsparciu Karola Schwarza zyskuje nudnawą, ale jednak, szlachetność, która paradoksalnie sprawia, że tej nudy nie odczuwa się prawie wcale. –Wawrzyn Kowalski

Braty z Rakemna: Krew, Sex, Popyt, Podaż
Linijka "szukam dziewczyny swojego psa" jest dla mnie jedną z najbardziej frapujących linijek w polskiej muzyce ever. Na Krwi, Seksie, Popycie, Podażu Braty nie szarżują już takimi zawijasami lirycznymi, ale wciąż mamy do czynienia z uroczym bełkotem. Głupoty w tekstach muszą nieźle wkurzać wszystkich hejterów, zwłaszcza, że gdzieś po ośmiu latach od debiutu pogubił się spoko-moko poziom melodii i kompozycji. Została Bratom już tylko jedna rakemnowa cecha i tylko jej fanom można tę płytkę polecić. –Ryszard Gawroński

Czechoslovakia: Made In Czechoslovakia
W czasach, kiedy Braty z Rakemna nie są w stanie już wyprodukować głupio frapujących linijek w swoich piosenkach, wyskoczyli oni, obierając ziemniaki na obiad i w życiu cel. Na Porcysie generalnie chyba nie lubimy muzyki, gdzie główną rolę ma grać tekst i to na dodatek specjalnie grafomański, ale te głupiutkie nawijki okraszone źle wyprodukowanym lo-fi spod znaku pustelni Radia Rodoz są po prostu urocze. Recenzenci mówią, że Made In ma być hołdem dla dzieciństwa. Dla mnie jest muzyką nagrywaną na potwornym kacu w pustym domku na działce. Do niczego nie zobowiązuje w lekki spoko sposób. –Ryszard Gawroński

Daniel Drumz: Sleepless State Of Mind (EP)
Słuchasz sobie "Dope" i myślisz "O, jest ten zajebisty sampel z "Rock The Boat"". No wiecie, ten z "Float" Zomby'ego. To był numer. Potem słuchasz dalej i myślisz sobie, że w sumie głupio spierdolić tak dobry sampel. Potem słuchasz jeszcze trochę i myślisz, że w sumie nie jest tak źle, a jak przesłuchasz do końca całą EP-kę to myślisz sobie, że nie ma co się obrażać za ten jeden track i wciskasz rewind i myślisz sobie, że potem też wciśniesz chyba. –Marcin Sonnenberg

Enchanted Hunters: Peoria
Chyba trochę pochopnie gani się czasem ten album za zapatrzenie już to w Stereolab, już w folk zza Wody. Czy te zarzuty rzeczywiście są tak ciężkie w obliczu muzyki w tak naturalnie sposób lekkiej? Ja nie mam z nimi większych problemów. Ulotny odsłuch, ale przecież nie stracony czas, urokliwy na tyle, aby go poszukać jeszcze przez chwilę. –Wawrzyn Kowalski

Furia: Marzannie, Królowej Polski
Wracając do bardziej prymitywnych zagrań już na wstępie pochówkowego "Wyjcie Psy!", Ślązacy, wykupując odpusty, zmywają w moich oczach grzech częstochowski (obecnie śląskie, przecież), a wkraczają w naiwny świat Długoszowego panteonu, jasełkowych szatanów, księżyca z sera i zarazy. Są prymitywni i szarzy w stylu polskiej ekstremy, są prymitywni i pstrokaci jak malowidła Ociepki. Połączenie kombinowania i pierwotności słychać natomiast w wieńczącym "Są To Koła" - trochę okultystyczny avant-cyrkiel, trochę dzikie czarcie kręgi. –Wawrzyn Kowalski

Hey: Do Rycerzy, Do Szlachty, Doo Mieszczan
Za przyczyną utworu tytułowego zastanawialiśmy się w październiku czy legendarna szczecińska formacja nawiąże do fenomenu Jezus Marii Peszek. Niemal się udało. Liryczne kombinowanie jak Katarzyna Nosowska pod górkę i wielkie nic dziejące się w piosenkach podobnie zmuszają do przemyśleń, kto wie, może niektórzy stali słuchacze przewartościują swoje życie. Najbardziej obiektywnie jak tylko umiem: Hey podtrzymuje formę z ostatnich lat. –Michał Hantke

Kamp!: Kamp!
Rok miniony, to finalizacja hajpu podsycanego od kilku lat wokół łódzko-wrocławskiego trio. Debiut płytowy okazał się być aż do przesady wypieszczonym produkcyjnie dryfem od jednej do drugiej znajomej nam już wysepki. Kamp! można potraktować jako fajny ambient przełamany hajlajtami z ostatnich kilku lat. –Michał Hantke

Kapela Ze Wsi Warszawa, Nord
Jedyny raz, gdy wspominaliśmy o nich na łamach serwisu, Wojtek chciał zrobić mały jettison. Myślę, że zbyt pochopnie planował wyrzucić muzyków za burtę, bo to oni pozbyli się zbędnych balastów. Pomimo silnego zakorzenienia w polskiej folk scenie, wśród muzyki łemkowszczyzny, michnikowszczyzny, bojkowszczyzny, to przecież, bojku!, nieodwracalny uprooting dokonał się nie tylko w sferze tytułów. Nie zmienią tego ani Hedningarna, ani grająca na szamańskim bębnie Sandy Scofield. Zresztą nie jest dobrym pomysłem rozpatrywać twórczość Kapeli w relacji tradycja/ nowoczesność, czy też zaścianek/world music. Tym, co drażniło mnie poprzednio, były próby wystrychnięcia na dudka przesadzoną elektroniką, piski o jazzie na dudach i inne smalone dub duby. Teraz kompozycyjnie jest dużo zwięźlej, aranżacyjnie wcale nie ubożej. Szkoda tak marginalizować, wziąć w nawias utarte kryteria oceny wydaje się lepszym pomysłem. –Wawrzyn Kowalski

KDMS: Kinky Dramas & Magic Stories
Długo oczekiwany longplay Maksa i Kathy dla Gommy jest dokładnie takim albumem, na jaki liczyliśmy w wykonaniu tego duetu. Bas – kiedy trzeba – jedzie jak trzeba i to nawet mimo tego (a może dzięki temu?), że całość nie brzmi jak rzecz do końca dzisiejsza. I dobrze, bo zdecydowanie lepiej pokazywać światu w 50% polskie KDMS niż kilka innych stuprocentowo bagiennych rodzimych stworków. Nie sądzę, żeby z takim graniem Max i Kathy byli w stanie trafić do szerszego grona słuchaczy, dlatego cieszmy się samą jakością tych pomysłów. Ale nie tylko tych z Kinky Dramas... – tegoroczne "przełożenie" nowego singla Madonny na język wczesnej Madonny to też osiągnięcie z gatunku niezwykle budujących. –Kacper Bartosiak

Mela Koteluk: Spadochron
Wokalnie słyszę tu chwilami hipotetyczną krzyżówkę Brodki z Nosowską, tekstowo chyba zresztą też. Ale nic to, bo Koteluk poza tym, że w wielu aspektach przypomina czołowe zawodniczki współczesnej "polskiej piosenki autorskiej", to chwilami potrafi opakować te dosyć jednoznaczne inspiracje w intrygujący, retro-popowy anturaż. Rzetelne granie, chyba pora zapoznać ze Spadochronem moich rodziców. –Kacper Bartosiak

Niechęć: Śmierć W Miękkim Futerku
Rynek księgarń przy galeriach sztuki współczesnej – i już jest śmiesznie – jest bez mała tak zagadkowy, jak zmarszczona w akordeon skroń kolekcjonera obmyślającego zakup winyla 19 Wiosen. Byłam, widziałam, te płyty nadal tam leżą. Dlatego też, zważywszy na afiliacje pomiędzy sympatycznym kwintetem a warszawską galerią Czułość, znalezienie wśród niezawierających treści katalogów wystaw w Hajfie i opasłych albumisk japońskich fotografii antologii tekstów skupionych wokół debiutanckiego longpleja Niechęci dziwiłoby pewnie nie bardziej, niż wydanie Manifestu Oburzonych Ekonomistów i fakt, że za te japonki można by z powodzeniem kupić używany samochód, jeśli nie dwa. Ostatecznie publikacja podobnego folderu mogła nie dojść do skutku tyleż z racji na to, że pomysł jest kretyński, co ze względu na fakt, iż pod pewnymi względami nie było w roku ubiegłym zespołu mniej dyskutowanego. Po świetnej EP-ce ukazać się miał równie znakomity album. I, owszem, ukazał się, a wraz z nim dziesiątki wyróżnień, apologetycznych recenzji i tytułów polskiej płyty roku. Jedyny prawdziwy spór toczył się chyba tylko o wiek Stefana, ale i o tym przecież nie można prawić w nieskończoność. Nic więc nudniejszego nad czytanie i pisanie w nowym roku o tym krążku, o którym wiemy wszyscy, że brzmi doskonale. –Karolina Miszczak

Piotr Kurek: Edena
Na zdjęciu z 1967 roku, ukazującym wizytę hippisowskiego guru edena ahbeza w studiu nagrywających Smile Beach Boysów, Brian Wilson nie wygląda na szczególnie zachwyconego. Konkretnie – wywraca oczami na spieczonego na brąz dziada w sandałach i jego korzonki. Mimo prób, ahbezowi nie udaje się zjednać skwaszonego Bri nawet przebojową kompozycją "Surf Rider" i jedyne, co mu pozostaje, to opuścić samotnie grono słonecznych chłopaków, mamrocząc pod nosem mantrę typu: In the lonely chanting of the sea / I heard the echoes of eternity, czy inny nieznośny bełkot z nagranego kilka lat wcześniej utworu "La Mar". Utwór ten, przy okazji podsumowań roku 2011, wyciąga zupełnie od czapy średniawo znany student prawa KUL-u, by po roku wypuścić kasetę Edena z dekoracyjnymi falami i gibniętym znakiem nieskończoności na okładce. I choć pokrewieństwo zawartości Edeny z tym, co zwykliśmy kojarzyć jako Porcysowy gust, odpowiada obecnemu w powyższej anegdocie związkowi między Kurkiem a Wilsonem, to niewątpliwie ostatnia propozycja Sangoplasmo, urzekająca tyleż surową precyzją katalogów sampli, co ironiczną wyobraźnią sounddesignu syntezatorowych grzbietów, zasłużenie zdobywa zainteresowanie nie tylko zwolenników obskurów rosnących na półkach library music. –Karolina Miszczak

Plum: Emergence
Sprawy wokół Plum tak się rozpędziły, że goście na luzie mogą przyjąć miano zespołu z samymi świetnymi płytami. Emergence ciśnie energią, kozackimi kompozycjami i całą gamą dobrych spraw, które można było usłyszeć na wcześniejszych płytach. Zajebiście, że mamy kolejny zespół naznaczony taką marką! –Ryszard Gawroński

Płyny: Vacatunes!
Płyny i Roux Spana, umiejscowieni w zupełnie innych rejonach polskiej sceny, w tym roku intensywnie pokazywali, że najfajniejsze są miejskie wakacje. Vacatunes! jest wypełniona dowcipem i dystansem, okazjonalnym akordeonem i przeszkadzaczami oraz prostymi melodiami. Super! –Ryszard Gawroński

Private Silence: EP
Roux Spana poza byciem wymiatającym producentem hiphopowym studiuje na Wydziale Jazzu w The Academy of Music and Dramatic Arts in Southern Denmark w Odense. Private Silence to projekt, który w jakiś sposób pokazuje bardziej poważną stronę muzyka. Na EP-ce Roux, 3K i Joanna Kucharczyk serwują cztery utwory soulowe na minimalu, które potem kolejno są remiksowane przez Teielte, Spisek Jednego, Twardowskigo i samego Spanę. Spełnia ambicje i budzi ciekawość koncertów! –Ryszard Gawroński

Roux Spana: 9 Weeks Of Sun
Tutaj wystarczy sam opis i każdy Porcysiak od razu sam z siebie da na starcie pozytywną ocenę: Roux Spana postanowił złożyć hołd słońcu i latu co tydzień publikując jeden utwór-celebrację. Zebrany materiał potem nazwał 9 Weeks Of Sun i wrzucił na bandcampa z opcją "za darmo", by każdy mógł zachwycać się ciepłem. Dużo lat 80, dużo popu, pow pow wow, 9 Weeks Of Sun to jedna z najlepszych polskich płytek w tym roku! –Ryszard Gawroński

Różni Wykonawcy: Niewidzialna Nerka
Za Niewidzialną Nerką stoi koncept, a tym zamysłem jest złożenie hołdu polskiemu oldskulowi z lat 90 przez współczesnych producentów i twórców elektroniki. Dużo na płycie U Know Me, dużo pozdrowień od wszystkich, co wtedy działali i dużo fascynujących sampli z tamtych czasów. Tacy kolesie, jak Daniel Drumz, Dizkret, Metro czy Puzzel, obracają te fragmenty i tworzą zupełnie współczesny (Onra, Dam-Funk i wszystko co dobre teraz) przejazd. Niesamowite i z miejsca w polskiej czołówce. –Ryszard Gawroński

Smolik: The Trip
Improv Everywhere to grupa ludzi z Nowego Jorku, którzy stwierdzili, że jest nudno i teraz będą robili fajne rzeczy. Do ich osiągnięć należy zmiana meczu podwórkowej ligi w pełnoprawny mecz baseballa, spacer w strojach wieczorowych po plaży czy zorganizowanie wielkiego wesela losowej parze, która wzięła skromny ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego. Ich największym osiągnięciem jest coroczne No Pants Subway Ride, gdzie cała trupa przejeżdża się nowojorskim metrem bez spodni. Jednym z ich sztandarowych numerów jest Mp3 Experiment, który polega na tym, że chętni do wzięcia udziału ściągają mp3 z rozkazami, by robić głupie rzeczy i o określonej godzinie w danym miejscu odpalają mp3.



The Trip jest utrzymane w estetyce takiej empetrójki. Dodatkowo też jest eksperymentem i prawdopodobnie też usłyszysz go wyłącznie z mp3. Przez wszystkie utwory, podbity efektami studyjnymi głos sprzedaje nam kocopały na tle muzyki skierowanej dla nudnych ludzi. To podobno jest soundtrack, ale kto słucha soundtracków? Nudni ludzie. Kto zajmuje się eksperymentami rodem z telewizji śniadaniowej? Nudni ludzie. Wbijcie lepiej na konto YouTube grupy Improv Everywhere i bądźcie szczęśliwi. Obczajcie symfonię alarmów samochodowych! –Ryszard Gawroński

T.Love: Old Is Gold
T.Love po sześciu latach przerwy i czterech latach pracy puścił w obieg dwupłytowego kolosa. Nagrany na analogowym sprzęcie "hołd dla korzeni rock'n'rolla" jest recenzowany wszędzie entuzjastycznie i zgodnie z materiałami prasowymi zespołu. Cóż, nieprawdą jest, że zespół zmierzył się z trudną materią i uniknął autokarykaturalności. Na przestrzeni dwudziestu dwóch tracków trafiają się utwory intrygująco bekowe, przewidywalnie odtwórcze, ale i przyzwoicie średnie. Przesadzony jest entuzjazm mainstreamu, ale mimo wszystko przesadzone są też zjebki moich kolegów z biurowca (jak tak ze sobą gadaliśmy). Nie jest to tak odrzucające i kwadratowe jak rzeczy Jacka White'a. Z jakichś powodów do szesnastego utworu utrzymywałem koncentrację i byłem zaciekawiony tym albumem; albumem, który z pewnością pogodzi Annę Gacek i Wojciecha Manna (a może to się już wydarzyło publicznie, nie wiem, kurcze, nie śledzę). –Michał Hantke

Teielte: Wooden Love EP
Mówimy o światowego formatu produkcji pochodzącego z Płocka Pawła Strzelczyka. Teielte wyprzedził tą EP-ką wielu kalifornisjkich FlyLo wannabies, prezentując świeże pomysły łamania konwencji hip-hopu, synth-funku i glitchu. Dominującą cechą jest gęstość i zmienność - poszczególne tracki unikają monotonii zapętlenia, fluktuując w futurystycznych teksturach. Człowiek z Polski stworzył własny oryginalny styl na scenie nowej muzyki bitowej. –Michał Hantke

Turnip Farm: The Great Division
Jeśli ktoś lubi Dinosaur Jr., Superchunk i inne takie, to znajdzie tutaj właśnie takie. Podobnie jak na poprzednim albumie, All The Tangled Girls, grupa z Kubą Ziołkiem na wokalu nagrała luzackiego lo-fi indie rocka rodem z wczesnych 90s. Płyta jest po amerykańsku. –Michał Hantke

Twardowski: A Soundtrack To Growing Up
A Soundtrack To Growing Up przesłuchałem niedawno, podczas ostatniego etapu "czyszczenia" listy albumów, które chciałem poznać przed ułożeniem podsumowującego rok rankingu i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie tylko dlatego, że nie mogłem wtedy skojarzyć z pamięci żadnego z podkładów typa, ale także z powodu raczej mieszanych i mało licznych reakcji ("relatywnie skromne" 460 lajków na Facebooku), jakich doczekał się krążek w momencie premiery. A przecież w kontekście zmasowanego nawału przehajpowanych, przeciętnych lub po prostu słabych wydawnictw na polskim rynku muzycznym w 2012 roku (Kamp!, UL/KR, Piotr Kurek, Maria Peszek...) wymuskany boogie-trip Twardowskiego, choć pozbawiony spektakularnych atrakcji, nie pozwala na niepotrzebną nudę. To właśnie równa, selekcjonowana potężnym basem motoryka rozpędzonego nu-disco, od czasu do czasu pozwalającego sobie na flirt z housem, electro-funkiem i hip-hopem, decyduje o skuteczności dopracowanego do perfekcji przez Dam-Funka zaproszenia do galaktycznego transu. –Jakub Wencel

UL/KR: UL/KR
Kiedy pisałem zajawkę zapowiadającego debiut UL/KR (longplej? EP-kę? 22 minuty materiału to trochę zbyt skromna liczba, żeby mówić o "pełnometrażowym" wydawnictwie) singla "Tuż Nad Głowami" przeczuwałem, co się święci. Co tu dużo mówić – MIŁO, że Błażej Król popisuje się sprawnością w konstruowaniu niebanalnych aranżacji i nie ukrywa swojego wysmakowanego wyczucia dźwiękowej kolorystyki, ale ta "elektryfikacja brzasku" (sieciowi writerzy wytykają pokrewieństwo z elektroniką spod szyldu lo-fi i Forest Swords, ale mi spowijająca te wszystkie pół-piosenki magmowa siateczka kojarzy się raczej z demoniczna, new-age'ową egzotyką Dead Can Dance i tańcem cieni późniejszych Boards Of Canada) skrywa zaskakująco ubogi zestaw kompozycji. Wielokrotne słuchanie UL/KR – raczej nużącego, choć nie do końca siebie przekreślającego festiwalu zmarnowanych okazji – staje się przez to wyjątkowo niezręczne; szczególnie w kontekście wszechobecnych zachwytów nad krążkiem. –Jakub Wencel

Wojt i Vreen: Kandibura
Okolice Radio Rodoz specjalizują się w slackerskim niezobowiązującym graniu i Kandibura nie dodaje ani nie odejmuje punktów w utrzymaniu tej pozycji. Złośliwcy mogą czepiać się naprawdę mega złej produkcji na płytce czy kaleczenia obcych języków, ale trudno być na Vreena zanurzonego w swojej roli niezobowiązywania do niczego poważnego wkurzonym, że znów gra to samo co płytkę wcześniej solo czy w duecie. –Ryszard Gawroński

Wolfgang In A Truck: Sun Cream (EP)
Sun Cream nie zaskakuje: zgodnie ze specyfiką regionu twórczość Wolfgang In A Truck (ciekawostka: kiedyś grali bardziej gitarowo) łagodzi napięcia pomiędzy umiarkowanie eterycznym new-romantic, ejstisowym disco a rozpalonym housem. W przeciwieństwie do Kamp! i Viadriny propsuje się tutaj raczej wyłącznie plażowe balety i ten zaledwie trzynastominutowy secik jest zdecydowanie bardziej wakacyjny niż cokolwiek wyprodukowane przez wyżej wymienione składy. Żadnych zaskoczeń i iluminacji; trudno zresztą po debiucie Kamp! pisać o takich zespołach inaczej niż w kontekście lekko krzywdzącej "apologii normalności", więc lepiej pisać jak najzwięźlej się da. Ładne, bezbolesne i jeszcze dostępne od ręki na Soundcloudzie. 6.0, buzi. –Jakub Wencel

ZaStary: Stary Dance (EP)
Jeśli debiut Kamp! był na mapie wydawnictw 2012 roku spóźnionym symptomem gatunkowego uregulowania się polskiej sceny muzycznej, to pomniejsze, kiełkujące gdzieś w ściółce Internetu projekty w rodzaju Crab Invasion, Damiano CZ, Sorji Morji czy Królów Dnia Ostatniego są dowodem na to, że te uregulowanie się (długa, wycieńczająca, pełna wstydliwych zapośredniczeń w rodzaju "kompleksu Open'era" kulturowa praca, jedynie symbolicznie zwieńczona długogrającym wydawnictwem autorów "Cairo") było konieczne – dopiero w takich warunkach skutecznie "zaczęło mieć miejsce" to, co naprawdę nas interesuje: songwriting. Kuba Sikora rozpuszcza bigbitową manieryczność z w melodyczno-rytmiczno-harmonicznej operatywności współczesnego psych-popu; czysto kombinatorycznej fascynacji tym, jak bardzo można "skomplikować" pod względem kompozycyjnym klasyczną formę piosenki. I choć Stary Dance w skali historycznej jest zaledwie chwilową namiastką wrażliwości, której jest wyrazem, to porywa swoja naturalnością. Tak po prostu. I jeśli można dzisiaj jakoś obronić kryterium autentyczności w wartościowaniu muzyki, to chyba tylko poprzez badanie napięcia pomiędzy otaczającą muzyka nieautentycznością, a jego sprawnością w posługiwaniu się jej logiką. Gelassenheit albo to, co innymi słowami w swojej kapitalnej recenzji wyłożył Krzysiek Michalak. –Jakub Wencel

***


Warte uwagi:

en2ak: Minerva, Mayhem And Margaritas
Innercity Ensemble: Katahdin
Jakub Nox Ambroziak: Dark Side Of The Sun
Jazzpospolita: Impulse
Krzysztof Penderecki / Jonny Greenwood: Threnody For The Victims Of Hiroshima...
Latest Artist: Diamonds
Loco Star: Shelter
Lutto Lento: Duch Gór
Maki i Chłopaki: Dni Mrozów
Małe Instrumenty: Chemia i Fizyka
Mika Urbaniak: Follow You
Muchy: chcecicospowiedziec
Paula & Karol: Whole Again
Robert Piernikowski: Się Żegnaj
UMBA: UMBA (EP)
We Call It A Sound: Homes & Houses

BIEŻĄCE
RideWeather Diaries
Brian EllisMirror/Mirror