SPECJALNE - Rubryka

Rekapitulacja 2017: Hip-hop

5 stycznia 2018

Słuchajcie, moi mili. Denerwuje mnie, że oddajemy pole pismakom, którzy kilkanaście lat temu pałowali się truskulowymi nudziarzami, tą całą obrzydliwą spuścizną po nanjtisowym rapie, tak nieciekawą, że przestaje mieć cechy muzyki popularnej, a teraz perorują z udawanym luzem i udawanym znawstwem, co na kilometr pachnie zresztą kijem w dupie. Widzisz, Porcys, tak jak i metal, był sekciarski. Ma swoją trudną historię, swoją pokrętną wielotorową ewolucję, swoją systematykę, swoją terminologię, swój mental. Jak się pojawiłem na Porcys, to zbierałem opierdol za to, że byłem niezrozumiały i nieśmieszny, że propsowałem patusów, nie jarałem się Purple Rain, nie widziałem na żywo Wojtka Sawickiego, a Borysa przypadkiem spotkałem na piwie i zrobiłem z siebie durnia. Siedział Naczelny – obecnie do poczytania na fanpejdżu Carpigiani – puszczał mi jakieś bisajdy 12 Rods i śmiał się, że nie rozpoznaję po kilku taktach. Może coś tam wtedy rozumiałem, ale rzeczywiście niewiele, za mało, żeby mądrzyć się tak, jak się mądrzyłem, za to doskonale rozumiem teraz takie reakcje. Mordo, nie wiesz, kto wygrał w pierwszym meczu Porcys vs Screenagers, nigdy nie pisałeś o antycypowanym sofomorze, nie katowałeś jak pojebany Loveless, kiedy Bonus RPK zawodził "A lamusy dupa cicho", nie kpiłeś z Teraz Rocka i nie nagrywałeś audycji o XTC, to weź może sprawdź, czy Grubson nie nagrał nowej płyty albo – nie wiem – poszukaj niedopalonych wonsów na Hip Hop Kemp, ale nie zabieraj się za pisanie o Lil Uzim Vercie i Bedoesie, chwilę po tym, jak media uświadomiły cię, że w ogóle wypada napisać. I uważaj, kogo nazywasz chujem na papierze, bo to ty od paru lat nie napisałeś ciekawej recenzji, frajerze.

Uniosłem się jak Ryszard Andrzejewski, ale już jestem spokojny i skupiony. To był świetny rok dla rapu, a selekcja, którą znajdziecie poniżej, raczej bezlitosna. Wspomnę nieobecnych: Gucci Mane, Brockhampton, Wiley, Young Thug, MIKE, Loyle Carner, Milo, Jaden Smith, Aminé, Yung Lean, Big K.R.I.T., Rapsody, Travis Scott, Big Boi, Talib Kweli, GoldLink, Armand Hammer, Billy Woods, Snoop Dogg, Lil Pump, Kamaiyah, Joey Bada$$, Oddisee, ASAP Mob, Jay-Z, Vic Mensa, Nav, Chief Keef, Big Sean, Stormzy, Dälek, XXXTENTACION, J Hus, Uncommon Nasa, DJ Khaled, Jidenna, Tay-K, Lil Yachty, Włodi, Kamil Pivot, Reno, Młody Bög, Otsochodzi, Beteo, Kobik, Faczyński z Kiddem, Young Multi, Kościey. Trochę zabrakło, kochani! Uwaga: nie piszę o dwóch świetnych projektach z Polski, ale każdy fan piwnicznego emo-rapu na pewno wie, o co chodzi. Przed Wami pięć najnudniejszych i czterdzieści pięć najciekawszych albumów w minionym roku. Polecam do lektury włączyć playlistę, która zawiera po jednej piosence z każdej z omawianych płyt.


NAJNUDNIEJSZE ALBUMY:

 

Adi Nowak: VR [Asfalt]

Fajna płytka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

B.R.O: Nowy Rozdział [Step]

Fajna płytka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Holak: Introvert [self-released]

Fajna płytka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Quebonafide: Egzotyka [QueQuality]

Fajna płytka

 

 

 

 

 

 

 

 

W.E.N.A: Niepamięć [Wyższe Dobro]

Fajna płytka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


NAJCIEKAWSZE ALBUMY:

 

03 Greedo: Purple Summer 04 Purple Hearted Soldier

03 Greedo
Purple Summer 04 Purple Hearted Soldier
[self-released]

Czuję się dobrze jak na molo ze świnią, chociaż sam nie wiem, kto zaczął, jak Han Solo i Greedo. Żołnierz o purpurowym sercu nie próżnował przez ostatnie miesiące – prawie 150 utworów, oczywiście rozlanych na kilka wcieleń, to nie przelewki. Z pokaźnego dorobku najmocniejszym uderzeniem wydaje się ten gargantuiczny mikstejp, w którym na przestrzeni ponad trzydziestu piosenek syntetyzuje cały współczesny niemainstreamowy trap. Łkający głos, rozpięty gdzieś pomiędzy histerią i zaćpaniem, powinien Was przekonać, jeśli dacie mu szansę. Świetną zwrotką popisał się również inny bardzo pracowity typ, o którym też wspominam w rekapie, czyli G Perico.

posłuchaj


21 Savage: Issa

21 Savage
Issa
[Epic]

Z początku nie doceniłem tej płyty, szczególnie mając w pamięci doskonałe efekty współpracy z Metro Boominem przy zeszłorocznym Savage Mode. W porównaniu z tym zwartym albumem, oficjalny debiut przy pierwszym kontakcie wydawał się ("przesłuchałem i-ssie") niepozbawiony dłużyzn i, co tu ukrywać, lekko męczył. Nawet jeśli nadal uważam, że ten najznakomitszy z najmniej uzdolnionych raperów, czyli "zawsze-skuty-nie-tylko-kajdankami" 21 Savant, lepiej wypada w krótszym materiale, o czym jeszcze wspomnę poniżej, to dla "Bank Account" włączałem Issę. Potem zaczynałem bezwiednie nucić refren trap-murmurandowe "Numb", bujać się przy "Thug Life" ("Dog ass bitch / I knew i never should've trusted you") i tak jakoś niepostrzeżenie docierałem do końca. Polecam, zwłaszcza jeżeli w przeciwieństwie do naszego bohatera nie urodziliście się bez serca. Issa chód, Issa song, Issa brzmienie, upośledzone flow i monotonnia wciągają nie tylko w sobotę.

posłuchaj


2 Chainz: Pretty Girls Like Trap Music

2 Chainz
Pretty Girls Like Trap Music
[Def Jam]

Życie zaczyna się po czterdziestce? Popularny Dwułańcuch, przez wielu spisany na straty, niespodziewanie jest jednym z największych wygranych w 2017 – wydał najlepszą płytę w swojej karierze, zaliczył featuring na najważniejszym hip-hopowym krążku w tym roku, znalazło się również dla niego miejsce na More Life. Pretty Girls Like Trap Music doskonale funkcjonuje jako tour de force współczesnego gadania na podkładach, praktycznie co utwór oddając głos najwybitniejszym postaciom na scenie: Nicki Minaj, Drake'owi, Migosom, Pharrellowi – jestem bezbronny w obliczu tak sensownego zbytku. Co najważniejsze: śliczne loszki może prowadzą do grobu i pułapki, ale przynajmniej lubią trap. Pewnie właśnie dlatego prowadzą do grobu ("I wrote this for a hater that was looking for some love"), co nie?

posłuchaj


Bedoes & Kubi Producent: Aby Śmierć Miała Znaczenie

Bedoes & Kubi Producent
Aby Śmierć Miała Znaczenie
[SB Maffija]

Dziwisz się, że nie okazuję serca? Chyba nie pamiętasz, że oddałem je Młodemu Borkowi, który "Gustawem" przekonał do siebie największych malkontentów. Może masz rację, za bardzo się wczuwam, ale nieliczne słabsze momenty (średnie gościnki na przykład) bledną przy przebojowym potencjale debiutu młodego Borysa. Najładniejsze wyznanie miłosne w tym roku ("Chcę z tobą napaść na bank") bez problemu egzystuje obok kiczowatego, ale zaraźliwego "C'est La Vie", paranoiczny hymn "NFZ" świetnie dopełnia bezpretensjonalny "Biały I Młody". I pamiętajcie: lepiej mieć pięć lub sześć malinek na szyi, niż czereśnie w kieszeni i komary, koszmary. W tym toku wypisywaliśmy "2115" na wszystkich szybach w Polsce. Niunia, co tam słychać? Jak tam Paktofonika?

posłuchaj


Bedwetter: Vol. 1 Flick Your Tongue Against Your Teeth And Describe The Present

Bedwetter
Vol. 1 Flick Your Tongue Against Your Teeth And Describe The Present
[self-released]

Nie o takie stemple na łóżku prosimy, ale czasami bywa i tak, czasem trzeba. Chyba nikogo nie powinien dziwić fakt, że za najmroczniejszą i najbardziej ponurą płytę w tej rekapitulacji odpowiada Travis Miller, znany przed wszystkim jako Lil Ugly Mane. Z jego Mista Thug Isolation spotkamy się, mam nadzieję, przy podsumowaniu dekady, teraz dostaliśmy kolejny świetny krążek. W swoim stylu wkurwiony, wręcz wypluwa kolejne wersy, jakby chciał się pozbyć żółci, która w nim zaległa, a wtórują mu zimne, nieprzyjemne podkłady – idealne dźwięki dla tak mrożacych krew w żyłach opowieści, jak historia porwania dziecka w "Man Wearing A Helmet". Bez dwóch zdań najlepszy eksperymentalny hip-hop w tym roku i idealna rzecz dla ludzi, którzy od Thuggera częściej słuchają GY!BE i Swans. Jeśli czujecie choćby lekkie pokrewieństwo ze słowami "Just a matter of time / I'm embracing death / Dead pool / You should place a bet", to nie ma odwrotu – musicie posłuchać.

posłuchaj


BonSoul: Lepiej Nie Wnikać (EP)

BonSoul
Lepiej Nie Wnikać (EP)
[SoRaw]

Miła odskocznia od okropnie paździerzastego S-T Almost Famous – przede wszystkim mniej spięta (serio, tam chyba jakieś najgorsze demony rap-rocka się ujawniły, jakiś duch postnuklearnego Black Keys; spora konsumpcja kraftowych piw też nie wpłynęła zbyt dobrze na formę Laikike1). Czaicie, Bonson nadal spox koleżka: wrodzona skłonność do rymów wielokrotnych (brzmią bardzo naturalnie, to rzadka umiejętność), dystans i odpowiednia dawka przewózki. Dodajmy do tego cieplutkie, tłustawe od soulowych sampli bity Soulpete'a i otrzymujemy materiał, który podtrzymuje przy życiu starszą falę polskiego rapu. Nie wnikam, nie pytam! "Jakby Ślizg otworzył rejestr, to byś wybrał nick Porażka", jeżeli przypadnie Wam do gustu ta płytka, to polecam również BonSoula z 2015 roku, a gdybym próbował swoich sił w didżejce, to wybrałbym nick...

posłuchaj


Borixon: Koktajl

Borixon
Koktajl
[New Bad]

Soreczka, Kamil Pivot, oglądałem vlogi Olivii i niekwestionowanym królem dad-rapu jest Tomasz Borycki. Hejterzy hejtują, że się wypalił, ale pewnie nikt w najśmielszych snach nie wymarzył, że to popularny Borygo jako jeden z pierwszych polskich rapgraczy udanie inkorporuje stylóweczkę Mobbyn. Transformacja przebiegła bezboleśnie i kto wie, czy Belmondo, zwłaszcza ze względu na ostatnie wybryki Oyche Doniza, nie nawiąże współpracy z BRX-em (wszak okienko transferowe już otwarte). Ale żarty na bok: hiciarksa "Yerba" to jedno, tak naprawdę cały Koktajl imponuje równym materiałem i wypada się tylko zasmucić, że niewielu weteranów tak dobrze radzi sobie z niuskulem. Chyba że w końcu rzucą to ścierwo.

posłuchaj


Cousin Stizz: One Night Only

Cousin Stizz
One Night Only
[self-released]

Jak sam przyznaje: "I ain't got no time for mistakes and foolishness". Prawdopodobnie nie poleci na to żadna siksa w tipsach, ponieważ następca świetnej MONDY to pozbawiona efekciarstwa, ale/dlatego niezwykle interesujaca pozycja. Sen jest kuzynem śmierci, lecz brak słabych piosenek to kuzyn mojego człowieka Stephena Gossa. Bostończyk obdarzony charakterystycznie ociężałym flow prowadzi nas do kresu nocy, piętnuje ludzkie przywary ("Jealous", "Doubted Me") i opowiada o swoich marzeniach ("Lambo"). Zajebistość tego, poziom tego, ripitowalność tego – tego bym nie przypuszczał. Oczywiście nie zabrakło również zwroty Offseta, gdyż trudno było w 2017 roku nagrać coś dobrego bez jego obecności.

posłuchaj


Daye Jack: No Data

Daye Jack
No Data
[Warner Bros.]

Możliwe, że najbardziej udany miks r'n'b i rapu, o którym nie mieliście pojęcia. Huncho Jack odrobinę zawiódł, więc pomocną dłoń podaje urodzony w Nigerii Daye Jack. Dorastający w Atlancie chłopak zaliczył już udział na albumie Ariany Grande, a teraz bez kompleksów pokazuje starszym, jak dojebać konkretnym, przebojowym pop-rapem, jednocześnie zakorzenionym w latach 80. (track tytułowy!) i na wskroś współczesnym. Nie brakuje zażerających refrenów ("Deep End"), potężnego basu, a nad całością niespodziewanie unosi sie duch jakiegoś, bo ja wiem, New Edition czy tego typu new-jack swingowych wykonawców sprzed lat. Nie będziecie żałować jak Edith Piaf.

posłuchaj


Drake: More Life

Drake
More Life
[Young Money]

Grower, jak zwykle w przypadku płyt utalentowanego Kanadyjczyka. Ta sofciarska plejka jedynie przy pierwszych odsłuchach wydaje się nierówna i za długa, dlatego warto poświęcić jej więcej uwagi. Potężne hajlajty (uroczo zwiewne "Passionfruit" i "Get It Together"), gatunkowe bogactwo (dancehall, pop, rap, r'nb i wiele, wiele więcej) i najlepsi raperzy ostatnich lat na featach składają się na relaksującą, ociekającą blichtrem, wyblakłą do słońca całość. Może brakuje trochę przebojowości, może skrócenie tracklisty nie byłoby najgorszym pomysłem, może moi ludzie mają rację, a może po prostu kiedyś wyluzuję, zaśpiewam "Harder buildin' trust from a distance / I think we should rule out commitment for now" i w pełni docenię More Life. Mimo wszystko Aubrey i muzyka to team jak Laikike1 i Bobair parę lat temu – nie zawodzi nigdy i nigdzie.

posłuchaj


Freddie Gibbs: You Only Live 2wice

Freddie Gibbs
You Only Live 2wice
[ESGN]

"Wprawdzie nie tak dobre jak Pinata, ale c'mon, to Freddie – nigdy w życiu nie dałby żenady" – tak pisał o poprzedniej płycie Gibbsa redaktor Marek w rekapitulacji 2015 roku i trzeba przyznać, że nic się w tej kwestii nie zmieniło. To wciąż ponure opowieści o wyjściu z więzienia, kokainie i niemiłych kobietach ("I can't keep a bitch 'cause I can't feel the love"), jak zawsze nawijane głosem, który mrozi czułych chłopców (serio, timbre 35-latka jest chyba jednym z najbardziej charakterystycznych na scenie). 30-minutowy, pozbawiony słabszych momentów album, czyli gówno wielokrotnego użytku i soundtrack drugiego życia, w którym to ulica jest domem ("Mama say I live next door to the death 'cause I live in the moment").

posłuchaj


Frostmen & Andrzej Dybiec: Florobo

Frostmen & Andrzej Dybiec
Florobo
[self-released]

Prawdę mówiąc, dawno nie było tak świeżego zjawiska na scenie. Osobną kwestią jest producencki wkład Andrzeja Dybca (robi muzyczkę i nie ma już hobby, za kaskady w "Bo Tak" należą się gromkie brawa): Frostmen zmuszony jest do poruszania się po trudnych, nierzadko house'ujących podkładach i ręce same składają się do oklasków, gdy słyszy się efekt. Chłopak słusznie podsumowuje kolegów po fachu ("Polscy raperzy to, kurwa, downy, nie czują muzy"), gdyż ze świecą szukać takiej wrażliwości na melodię i świadomości swoich skillów. Lekki problem mam z tekstami, doskwiera między innymi brak natychmiastowo zapamiętywalnych wersów (poza "Flamingiem" i "Bo Tak"). Jebać to, gość jest aspołeczny tak jak ja i też nienawidzi ludzi, więc dajcie mu trochę miłości, na którą zasłużył tak dobrą płytką. Bo tak.

posłuchaj


Future: HNDRXX

Future
HNDRXX
[Epic]

Maski z twarzy, czapki z głów – Future jest w formie i pozwala z optymizmem spoglądać w przyszłość Przyszłości. Praojciec Wojciech pisał do mnie po premierze, że to "jego (Future'a) Take Care" i nie potrafię się z tym nie zgodzić. Wilburn chyba nigdy nie miał tak przebojowego materiału i tak urozmiaconych bitów. Do poziomu Dirty Sprite 2 trochę brakuje, ale trudno w przepastnym katalogu rapera odnaleźć płytę będącą lepszym punktem startowym dla ludzi, którzy wcześniej nie mieli z nim do czynienia, o ile tacy nadal istnieją. W porównaniu do bez wątpienia udanego, acz niezbyt zaskakującego S/T, HNDRXX to halucynacyjny, pogrążony w introspekcji, ocierający się miejscami o arcydzielność materiał, zwłaszcza w zabójczej sekwencji dwóch ostatnich tracków.

posłuchaj


Future & Young Thug: SUPER SLIMEY

Future & Young Thug
SUPER SLIMEY
[Epic]

Twoich koleżanek uszy przejeżdżam Thugiem i przewiduję ich przyszłość. W zasadzie jedynym problemem w odbiorze tej płyty były moje wysokie oczekiwania. To miał być krążek zmieniający grę ("Rozkurwi ją od środka #Wallenrod_Konrad"), wyznaczający kolejne trendy (jak Jeffery, jak DS2), a tak jak w przypadku Watch The Throne mamy jedynie potwierdzenie wysokiej formy dwóch najważniejszych zawodników. W zasadzie trudno powiedzieć, czego zabrakło: większej odwagi, dezynwoltury, szaleństwa, może oryginalniejszych bitów. Solowy, ten niby "śpiewany" krążek Thuggera zawiódł, więc trzeba docenić bardzo dobre wydawnictwo. Niestety tylko bardzo dobre.

posłuchaj


G Herbo: Humble Beast

G Herbo
Humble Beast
[self-released]

Usiądź, weź krzesło, bądź miłą bestią. Uważniej śledzę karierę gościa dopiero od 2015 roku, gdy jeszcze jako Lil Herb wydał wymiatające pod wieloma względami, wydryllowane Ballin' Like I'm Kobe (kozackość "No Limit"...). Dwa lata później, na oficjalnym długograju, wciąż stosunkowo młody Herbert odrobinę poskromił swoje flow, uspokoił się, nie przestając wysyłać do piachu gorszych raperów. Ponadto dostaje się instagramowym panienkom ("Don't want that stupid bitch, bougie, stay on basic shit / All that makeup shit, man I hate that shit /Why yo' eyebrows fake? Bitch, erase that shit"), tym aspirującym również ("I like classy bitches, I met her at Bergdorf / Compliment her skirt, made her take her shirt off"), tak że uważajacie, z kim tego słuchacie, bo trochę siara przy małpie.

posłuchaj


G Perico: All Blue

G Perico
All Blue
[self-released]

Ma śmiechowe papiloty, co eksponują loczki – fryzjerka daje propsy jak Bedoesowi. Autorem najbardziej kozackiego West Coastu w tym roku niezbyt łaskawym dla klasyczniejszego rapu jest bez wątpienia pochodzący z Los Angeles Jeremy Nash. Giętkie, żwawe flow, jakby idealnie stworzone dla miękkich podkładów nie zawodzi przez ponad 30 minut. Typ w nastoletnim wieku należał do Cripsów, więc o brak prawilności nie można go podejrzewać, nawet jeśli zgodnie z tytułem nie ma jebanego uczulenia na kolor niebieski. Na All Blue składa się trzynaście cudnych dżointów, które pewnie znakomicie banglają w furce. Zeszłoroczny mikstejp Shit Don't Stop i niedawno wydane 2 Tha Left to kolejne udane epizody tej samej historii i również warto sprawdzić. Każdy fan YG i okładania kijem Ballasów w GTA będzie zadowolony.

posłuchaj


Injury Reserve: Drive It Like It Stolen (EP)

Injury Reserve
Drive It Like It Stolen (EP)
[Las Fuegas]

Trio z Arizony zasłużenie doczekało się uznania w niektórych miejscach za zeszłoroczny długograj, teraz jest jeszcze lepiej. To propozycja dla wszystkich wielbicieli Clipse, ponieważ dawno nie słyszałem tak udanej mimikry Neptunes jak w "See You Sweet" – abstrakcyjny i minimalistyczny podkład (sound bębnów!) powinien usatysfakcjonować wszystkich tęskniących za producenckim mistrzostwem Pharrella i Chada. Szkoda jedynie, że obecności drugiego Pushy-T nie odnotowano, ponieważ była szansa na coś jeszcze lepszego. Zamiast tego otrzymujemy na przykład wzruszający lament "North Pole"(jakiś James Blake w podkładzie...) i mroczne "Colors" ("Numbers On The Boards" 2017 roku?), a ja już nie mam powodów do narzekania.

posłuchaj


Jetlagz: WSK8OFMND

Jetlagz
WSK8OFMND
[OF, RHW]

Mój stosunek do JWP/BC jest z gatunku tych ambiwalentnych, więc skłamałbym pisząc, że czekałem z wypiekami na płytę Kosiego i Łajzola. A tu niespodzianka, bo panowie bardzo sprawnie brzmią "na tych nowszych bitach", czuć, że ćwiczyli "i to słychać", seplenienie też nie przeszkadza. Co jeszcze? "Ej, mógłbym w tobie się zadurzyć nawet bez MDMA" z "Egoisty" to bez wątpienia jeden z moich ulubionych wersów w tym roku i nieliczny przypadek, gdy słowa mają potencjał, by dogonić rzeczywistość. Co się tam pomoli odjebało? Niestotne, spełniają sny prawie nie śpiąc, tylko jeszcze drobne cięcia, bo nie do końca udało się utrzymać równy poziom na długości 15 piosenek, i wszyscy będą ukontentowani.

posłuchaj


Kaz Bałagane: Narkopop

Kaz Bałagane
Narkopop
[self-released]

Sporo na Porcys narkopoptymistów, ale chyba tylko dla mnie Sos, Ciuchy I Borciuchy to płyta formacyjna i, cóż, "poszerzająca dyskurs". Biorąc to pod uwagę, jest mi niezmiernie miło, że Warszawiak od paru lat nie zawodzi. Gdy niektórzy zaczęli już coś przebąkiwać o wyczerpaniu formuły Młodego G, Pan Jacek idealnie odpowiedział mocnym długograjem, błyskawicznie zamykając mordy hejterom i otwierając buzie dziewczętom. Bezpardonowo dorzuca kolejne znakomite tracki do swojej kolekcji ("Narcyz", "Spodenki Do Ćpania", "Stara Bida"), wyjaśnia truskulowych chujograjków i przypomina dobrym chłopakom, żeby szanowali swoje kobiety lub, gdy zajdzie taka potrzeba, nie szanowali: "kręci afery, to chuj z nią, byku".

posłuchaj


Kendrick Lamar: DAMN.

Kendrick Lamar
DAMN.
[Top Dawg]

Tłumacząc i parafrazując: kto by pomyślał, że nawiększy raper przypadkiem nagra nie największą płytę. Niestety niektóre decyzje artystyczne na albumie typa z Compton należy uznać za nietrafione. Ale jestem z tych, którzy w nerwach czekali na NATION., katowałem GKMD, bardzo lubię leszcza od Section 80 i to się raczej już nigdy nie zmieni. Więc nawet jeśli DAMN. nie do końca spełnia wygórowane oczekiwania – od wydawnictwa z odrzutami też wydaje się słabsze – to nie będę ukrywał, że w paru momentach (przyśpieszenia "FEEL.", podniosłe "GOD.", znakomity storytelling "DUCKWORTH.") chwilami coś łapało mnie za gardło. A to sporo, jeżeli mówimy o rapie, dlatego nadal możemy się za niego modlić.

posłuchaj


Kodak Black: Painting Pictures

Kodak Black
Painting Pictures
[Atlantic]

To była najbardziej przeze mnie wyczekiwana płyta w tym roku, a mój singiel roku i świetne mikstejpy (koniecznie sprawdźcie Institution i Lil B.I.G. Pac, jeżeli nie znacie) tylko zaostrzyły apetyt. I muszę uczciwie przyznać, że jestem zadowolony, mimo że drugiego "Tunnel Vision" ze świecą tam szukać. On nie rapuje, on maluje obrazki, Young Thug i Future zaliczają doskonałe gościnki – dziewiętnaście tracków przebiega żwawo i satysfakcjonująco, co przy tej liczbie jest rzadkością w rapgrze. Bełkoczący, spalony nie tylko słońcem Kodak jest już w kanonie i zakłada kominiarę, a chyba nie dba o swój wizerunek, bo starannie egzekwuje hooki. Dla tych wszystkich, którym ciągle mało, nasz enfant terrible przygotował jeszcze porządne Project Baby 2.

posłuchaj


Leh: LEP (EP)

Leh
LEP (EP)
[self-released]

Napisał ostatnio na tablicy, że uwielbia Lil Peepa, jak się napierdoli, więc łączy nas nie tylko sympatia do Elliotta Smitha. Kilka wersów z tego materiału usłyszałem parę miesięcy temu na żywo, gdy rozmawiałem z Lehem i wyraziłem podziw dla "Łabędzia". Niestety spisała go wtedy policja, a ja może nie wiem, jaki jest morał tej historii, ale mógłbym o tym kiedyś coś napisać. Trochę szkoda, że nie podążył "earlową" drogą, niemniej ta krótka EP-ka nie powinna zawieść żadnego wielbiciela talentu reprezentanta Gdyni (zróżnicowanej, plastycznej nawijki i całkiem błyskotliwych słów). W przeciwieństwie do płyt Kubana i Knapa – ciągle czekam na więcej.

posłuchaj


Lil B: Black Ken

Lil B
Black Ken
[BasedWorld]

"I take pride in my craft / Took two years off to perfect my pen / Now I'm back again" – rzeczywiście wrócił, naprawdę nie próżnował. Wymykający się prostym szufladkowaniem Lil B często sprawdzał granice wytrzymałości słuchaczy, ale rzadko z tak dobrym efektem. Ta pasjonująca, zniuansowana, ponadgodzinna eskpada po hip-hopowych podgatunkach, stylach i dekadach, podczas której ani przez chwilę nie przeszkadzają ograniczone umiejętności Brandona, z każdym przesłuchaniem coraz bardziej zadziwia rozmachem. Tym brawurowym mikstejpem przypomniał wszystkim, że na swoim poletku (czyli jakim?) wciąż pozostaje bez poważnej konkurencji.

posłuchaj


Lil Peep: Come Over When You're Sober, Pt.1

Lil Peep
Come Over When You're Sober, Pt. 1
[Metronome]

Jakoś po pierwszej w Sylwestra zadzwoniła do mnie znajoma i na jednym wdechu powiedziała: "Zjarałam się jak szpadel, słyszałeś może cover Awful Things w wykonaniu Good Charlotte?", więc moja słabość do tego typa to sprawa dla wszystkich oczywista. Materiał przedwcześnie zmarłego Gustava Åhra obfituje w hooki ocierające się o kicz i ordynarne refreny (przy "Awful Things" za każdym razem czuję się jak egzaltowana nastolatka – wbrew pozorom to przyjemne uczucie), którym miałbym za złe przekraczanie granic dobrego smaku, gdyby tak nie wkręcały się w moją głowę. Emo-pop-rap najlepszego sortu, który w dodatku udowadnia, że z inspiracji zespołami pokroju Good Charlotte może wynikać całkiem dobra muzyka. Co prawda tym razem obyło się bez samplowania Modest Mouse i Elveruma, nie zabrakło jednak mojego natrętnego ripitowania i smutku, gdy uświadomiłem sobie, że już tego chłopaka nie usłyszymy.

posłuchaj


Lil Uzi Vert: Luv Is Rage 2

Lil Uzi Vert
Luv Is Rage 2
[Atlantic]

Od razu uspokajam: co prawda brak tu drugiego tak porażającego singla jak ten, w którym nie obchodzi go, że typeska płacze, lecz niespełna godzinny trap-majstersztyk powinien to wszystkim wynagrodzić. Nie kłamie: ma pieniądze i siłę. Co ciekawe, o ile na starszych mikstejpach czasami brzmiał karykaturalnie, to na Luv Is Rage 2 jego powykręcana, vertykalna nawijka trzyma fason cały czas. Egzamin dojrzałości zdany na piątkę, a pewnie będzie jeszcze lepiej, bo na horyzoncie kolejne projekty. Biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje się, że ciążące nad wieloma okołotrapowymi albumami klątwy monotonii i powtarzalności mu nie grożą. Dziewczyno, mówisz, że jestem najgorszy, a ja nie boję się śmierci – obawiam się tylko, że ten szczyl może źle skończyć i nie będę miał czego słuchać.

posłuchaj


Migos: Culture

Migos
Culture
[Quality Control]

Pomówmy o MILF-ach: mamy nudziarza Zaytovena, mamy przygłupi (ale doskonały: "U-U / Now she want fuck with my crew") featuring Lil Uziego, mamy absurdalne hooki, mamy trzech oryginalnych MC's, mamy "polichromatyczne flow", mamy zdziwionego Gucci Mane'a ("I'm a murderer, nigga / But I don't promote violence"), mamy kreatywne ad-liby, mamy środkowy palec wymierzony w truskulowców, mamy porażający closer, mamy propsy od Simona Reynoldsa, ale przede wszystkim mamy najlepszą płytę z rapem w 2017. Warto jednak pamiętać, że gdy Migos zmieniali świat, to płakałem z Take Care do poduszki (szczególnie przy fragmencie "I know that showin' emotion don't ever mean i'm a pussy / Know i don't get music for niggas who don't get pussy"). Wybór należy do Was.

posłuchaj


Offset & 21 Savage & Metro Boomin: Without Warning

Offset & 21 Savage & Metro Boomin
Without Warning
[Epic]

Wybacz obcesowość, Cardi B, ale Culture i Without Warning to dwie najlepsze rzeczy, które Offset zrobił (w których maczał palce?) w 2017 roku. Freddy Krueger nie chce oddać mu koszmarów, więc z pomocą przybył Metro Boomin ze swoimi gotycko mrocznymi podkładami i razem z 21 Savage'em bez ostrzeżenia wbili do rocznego podsumowania. Wyczuwalna chemia pomiędzy cała trójką, a szczególnie to, w jaki sposób dopełniają się style ekstrawertycznego Cephusa i stoicko anemicznego autora Issy, powinno zadowolić każdego fana nowego rapu. Savage wbija słowa w głowy słuchaczy z łatwością Jasona z Piątku Trzynastego przebijającego tasakiem ciała nastolatków, Offset swoim flow niczym Michael Myers morduje Bogu ducha winnych ludzi. Liczę na więcej takich 30-minutowych perełek rodem z horroru, ale wszystko zależy od tego, czy Młody Metroniusz nam zaufa, uwierzy.

posłuchaj


Open Mike Eagle: Brick Body Kids Still Daydream

Open Mike Eagle
Brick Body Kids Still Daydream
[Mello]

2015 rok upłynął mi między innym na nałogowym słuchaniu "Ziggy'ego Starfisha" z EP-ki A Special Episode Ofi Wam też polecam zażyć przed konsumpcją Brick Body, bo nie zapomnę o nim przy podsumowaniu dekady. Miło (Milo też, chociaż nie porwał mnie w tym roku tak mocno, jak oczekiwałem), że inteligenty rap nie zawsze musi chować się za ironicznym nawiasem, prawda? Kolejny oficjalny długograj prawdoodobnie jedynego rapera, który follow-upuje Sufjana Stevensa i Broken Social Scene, nie zaskakuje, ale i nie zawodzi. Tym razem Mike wciela się w fikcyjnego superbohatera Iron Hooda (nazwa śmieszy) i nawiązuje do Bowiego, tak że jeżeli chcecie pokazać rodzicom, że rap to nie tylko pierdoły, włączcie im ten niegłupi, niepozbawiony wieloznaczności, skłaniający do refleksji album, a nie jakiegoś MC Silka, Bisza albo Eldo. Ty odkładasz majka, ja słucham Mike'a.

posłuchaj


Playboi Carti: Playboi Carti

Playboi Carti
Playboi Carti
[Interscope]

Wbrew pozorom to nie tylko "Magnolia" i reszta – wyczekiwany mikstejp Jordana Cartera bez problemu spełnia rozbudzone oczekiwania. Może wśród bandy młodziaków nie wyróżnia się specjalnie charyzmą i skillami, ale kreatywności w temacie ad-libów i świetnego odnajdywania się na bitach odmówić mu nie można, dzięki czemu zgrabnie unika pułapki trap-recyklingu. Typ z lekkością piórka i bez trzymanki fruwa po ślicznych, różnobarwnych podkładach (posłuchajcie chociażby "Other Shit"). Jeżeli nadal macie problem, to polecam potraktować głos Cartera jako kolejny instrument, co wbrew pozorom ma sporo sensu, a dostaniecie piękne instrumentale. Jedna z najlżejszych, najbardziej pozytywnych i sympatycznych pozycji w tej rekapitulacji, przy okazji esencja jaśniejszej strony trapu AD. 2017 i najciekawsze wydawnictwo autorstwa tegorocznego Freshmana (niezłe Good For You Aminé'a otarło się o tę listę).

posłuchaj


Princess Nokia: 1992 Deluxe

Princess Nokia
1992 Deluxe
[Rough Trade]

Destiny – imię piękne jak Nadzieja mająca korzenie w Portoryko. Kobiety mają przejebane w tej branży, dlatego tym bardziej warto docenić, że bezczelnie rozpycha się łokciami i walczy o swoje miejsce świetną muzyką. Przestrzenne podklady nie odwracają uwagi od słów niepokornej femi-księżniczki ("Missy Elliott, can't stand the rain / You lames playing the same game" wypada skomentować słowem roku PWN, co nie?), jak zawsze nie zawiódł Wiki w gościnnej zwrotce. Rozszerzona wersja zeszłorocznej EP-ki to dobra propozycja dla tych wszystkich, którzy z niesmakiem myślą o twórczości Wdowy, Lilu, Guovy czy Admy. Ktoś dzwoni? To nie mój kuzyn i nie mój człowiek portfel – to Nokia. Ona nie kocha ciebie, ona kocha swoją Nokię. Szacunek, dziewczyno, najwidoczniej Zomby słusznie pytał.

posłuchaj


Pro8l3m: Hack3d By GH05T 2.0 (EP)

PRO8L3M
Hack3d By GH05T 2.0 (EP)
[self-released]

Pewnie, rozumiem wszystkich, dla których ta EP-ka to zjadanie swojego ogona i odcinanie kuponów. I wbrew zachwytom Jakuba Żulczyka to na pewno nie jest najlepsze wcielenie popularnego duetu. Chociaż sam też wolę Oskara w ulicznych, bezkompromisowych storytellingach niż w nie do końca przekonujących wizjach przyszłości, muszę uznać tę kolekcję za całkiem udaną. Co więcej, też odważę się wysnuć futurystyczną wizję: jeżeli kategoria guilty pleasure wróci do łask, to z dumą ogłoszę, że włączałem "Makijaż" częściej, niż bym się spodziewał po premierze (trochę casus "Nostalgii" Taco, tylko tam przewijałem, ej, zawsze do momentu, ej, ze stanikiem, ej!).

posłuchaj


RJ: Mr. L.A.

RJMrLA
MrLA
[self-released]

Album, który dzięki rekomendacji redaktora Łacheckiego desperackim rzutem na taśmę zmieścił się w tej rekapitulacji (kooperacyjny mikstejp z Mustardem, który ukazał się trzy tygodnie temu, też był blisko). Reginald z dalekiej Kalifornii kulom się nie kłania, nie ma jednak problemu ze składaniem hołdu tradycji ("Still wearing clothes from the early 90s"). Obdarzony odrobinkę jękliwym głosem, umiejętnie podśpiewujący gospodarz, przejrzysta w fakturze, pianinkowa warstwa instrumentalna – to wszystko doskonale sprawdza się przy laidbackowych utworach, jak i agresywniejszych bangerach. Autentycznie nie ma tu musztardy po obiedzie, zamiast tego za konsoletą urzędują DJ Mustard i Authentic, którzy tym razem gwarantują wysoki poziom. Charakterny West Coast at its finest. Promiskuityzm, zabawy z bronią, kręcenie lolków, beefy z dilerem, dziewczyny nadal pragną go jak zwrotu podatku... Czego chcieć więcej od życia?

posłuchaj


Roc Marciano: Rosebudd's Revenge

Roc Marciano
Rosebudd's Revenge
[Marci Enterprises]

To jeden z niewielu "klasyków" na tej liście. Wybaczcie kliszę, ale jeśli poszukujecie muzycznej wersji filmu gangsterskiego, to trudno o lepszy wybór w 2017 roku – chyba od Pinaty Gibbsa i Madliba nie było tak dobrego materiału w tym mikrogatunku. Niespełna czterdziestoletni Marciano pojawił się jak Orson w Trzecim Człowieku i niespiesznym krokiem (prawie jak KA, który zresztą ma tu featuring) oddala się z miejsca zbrodni; chodnik usłany truchłami hiphopowych wacków ("We skin these motherfuckers / What they be yearning for"), soulowy sampel zapętlony, bit ciągle bije jak serce. Marci Beaucoup, Roc, twoje braggadocio to naprawdę stylowa rzecz.

posłuchaj


Rocks Foe: Fight The Good? Fight?

Rocks Foe
Fight The Good? Fight
[Black Acre]

Debiut młodego Anglika zaczyna się jak "All Caps" Madvillain, ale odpowiada raczej na pytanie, jak brzmiałoby połączenie Ghostface'a i Dizziego Rascala, jakkolwiek dziwnie by to nie wyglądało. Fight The Good? Fight odważnie wymyka się z ciasnawej grime'owej przegrody, nie zapominając przy tym o nieoczywistej przebojowości (wspaniały opener "Nitty Gritty", w którym rymy odpierdalają kankana, głosy zadzierają spódnice – zapraszam wszystkich do tańca) i przyswajalności. Znajdzie się też chwila na refleksję ("Rollin" przypomina mi troszkę Micka Jenkinsa), nie ma miejsca na nudę. "Much more than the other in the block you know", uwierzcie mu, proszę, jego kroki za niedługo będą obserwowały trzpioty. Niezbyt znana rzecz, tym bardziej godna uwagi.

posłuchaj


Rogal DDL: Nielegal 216

Rogal DDL
Nielegal 216
[self-released]

Gdyby nie okropnie obniżające poziom tracki AAAWARII (poza "Ale", które nie nic wspólnego z marnym eurolagerem, za to sporo ze słowami błyskawicznie lądującymi w głowie), to mówilibyśmy o projekcie na miarę co najmniej Nielegala 217, a tak przycisk skip nader często jest w użyciu. Nie zmienia to jednak faktu, że niepodrabialna stylówa warszawiaka winduje ten składak w miejsce, z którego może z pogardą zerkać przez oczodoły w kominiarce na resztę sceny. Czy to ze względu na miażdżące wersy i nie mniej masywne flow, czy z powodu niespotykanej charyzmy, dystansu i prawilności. I pamiętajcie, że to nie jest żaden obwieś i na pewno nie wasz ulubiony, bo jak nie potraficie odróżnić rapu od szopki, to jak mielibyście oddzielić farmazon od zwrotki?

posłuchaj


Rogal DDL: Nielegal 217

Rogal DDL
Nielegal 217
[self-released]

Rapowym sztosom czoła chylę, masz butelkę? Wychy-lylę! Pierdolę przy okazji szesnastki, które są tak oczywiste, jak to, że po nastuku oczy krwiste, dlatego z całych sił forsuję twórczość reprezentanta Warsaw State Of Mind. Pod koniec 2016 pisałem o "Mutancie" przy okazji rekomendacji singlowych na Porcys, nie podejrzewając, co przyniesie kolejny rok. W 2017 roku już bez wahania nie tylko pisałem o Rogalu, pisałem Rogalem, tweetowałem Rogalem, ale też mówiłem Rogalem i myślalem Rogalem, podczas gdy Rogal na luzie wrzucił sobie do piosenki follow-up do kultowego na Youtube filmu z wywiadem z Oksaną, ani przez chwilę nie ocierając się przy tym o żenadę. Ktoś napisał mi, że "Rogal posiada niezwykłą umiejętność przekształcenia największej głupoty w doskonały panczlajn" – trudno lepiej uchwycić sedno jego magii.

posłuchaj


Trippie Redd: A Love Letter To You

Trippie Redd
A Love Letter To You
[self-released]

Emo-rap, który nie brzmi jak 18L? Zawsze w cenie. Druga część Listu Miłosnego przykuła mą uwagę przede wszystkim niespodziewaną obecnością "Souvlaki Space Station" Slowdive w podkładzie "Back Back Back", jednak to jedynka zasługuje na więcej szacunku. Rozhisteryzowany Trippie przywołuje skojarzenia z bardziej niepokorną wersją Rae Sremmurd: skrzeczy, krzyczy, podśpiewuje na wciągających podkładach. Jakby tego było mało, to dla wszystkich wielbicieli klasyki też czeka niespodzianka – "Can You Rap Like Me?", czyli utwór żywcem wyjęty z połowy lat dziewięćdziesiątych. 30-minutowe listy miłosne rzadko bywają tak interesujące.

posłuchaj


Ty Dolla $ign: Beach House 3

Ty Dolla $ign
Beach House 3
[Atlantic]

Czas zmienić manko na buty Yanko. Jeden z moich ulubieńców, Taki Jeden Krzysiek, nawinął kiedyś: "Hajs suko... leżanko (mam po sufit)", i Ty Dolla, w przeciwieństwie do mnie, pewnie by się pod tymi słowami podpisał. Wystarczy rzucić okiem na tracklistę (Lil Wayne, Future, The-Dream...), by zorientować się, że to nie są tanie rzeczy, kochani. I rzeczywiście, bogactwo Beach House bije po uszach. W najlepszych momentach to pościelowy pop-trap na takim poziomie, że podczas słuchania nikt nie będzie potrzebował Kamagry i tym podobnych specyfików – po wszystkim zostanie jeszcze chwila na wyrafinowany pillow talk ze Zjaranym Ziomkiem ("Hehe? Hehe!"), Miguel może zaparzy kawę. Rzecz jasna dom przy plaży ulokowany jest niedaleko mielizn, na które jednak warto przymknąć oko (od razu przeskipujcie opener). Uda rozstąpione, jakby nazywał się Mojżesz, a nie Tyrone ("I just wanna see you on a Bed / Legs / Spread / Yeah").

posłuchaj


Tyler, The Creator: Flower Boy

Tyler, The Creator
Flower Boy
[Columbia]

Okej, okej, okej, okej, okej, szalony kalifornijczyk wrócił swoją najmądrzejszą, najbardziej muzyczną, bogatą pod względem aranżacyjnym płytą – i pozamiatał. Dojrzewanie raperów rzadko przebiega tak pomyślnie, a w tym przypadku jest lepiej, niż podejrzewałem: nie ma dłużyzn, zero BOREDOMBOREDOMBOREDOM (nie ma na nią czasu), refreny powinny zadowolić najbardziej wybrednych poptymistów, całość brzmi organicznie, gospodarz jest w życiowej formie. Ostatni raz tyle słuchałem Tylera w okolicach debiutu, gdy już od paru lat całował białych chłopców, ostatni raz tak często nuciłem refren "See You Again", że aż się zmartwiłem. Napiszcie ukochanej/ukochanemu: "I wonder if you look both ways / When you cross my mind", świat będzie piękniejszy, obiecuję.

posłuchaj


Undadasea: UNDAGROUND

Undadasea
UNDAGROUND
[self-released]

No hej, nie słyszeliśmy się od ostatniego słów swingu – "kiedyś była beka i gibony, teraz jest hajs, beka i gibony". Gdybym miał dwoma słowami podsumować ten rok w polskim rapie, to musiałbym napisać "brak luzu". Dlatego cieszy, że w odróżnieniu od bandy spiętych marniaków skład z Gdyni nagrał tak rozbisurmaniony, zrelaksowany mikstejp: powoli sączące się podkłady, leniwi nawijkarze i chyba jedyna raperka ("Osiem lat temu też miałem jedną na oku / Aż powiedziała, że nikt nie ma głosu jak Fokus) w Polsce, która mnie nie denerwuje. Najfajniejszy letniak od czasu Lavoramy? Niewykluczone. Nie popieramy narkotyków, ale jeżeli przypadkiem gibsztyl wpadnie wam w ręce, to wiecie, co wtedy włączyć. Obiecuję, że nawet zimową nocą podróżny poczuje lepiej przez chwilę. A ty wyluzuj i klaśnij w dłonie, bo niepotrzebnie tak gnasz.

posłuchaj


Vince Staples: Big Fish Theory

Vince Staples
Big Fish Theory
[Def Jam]

"It's funny I was going crazy not too long ago" – tak było. Pamiętam, że długo nie mogłem się przekonać do głosu Vince'a, ale wszystkie moje obiekcje już dawno zaginęły w obliczu faktu, że koleś chyba nie potrafi wypuścić słabej rzeczy. Sofomor Staplesa w porównaniu do ambitnego debiutu wypada stosunkowo skromnie, niemniej to niekoniecznie musi być wada. House'ujące "Crab In The Bucket", wciągający, anemiczny g-funk "745", Sophie za producenckim stołem (warto rozważyć, czy ktoś inny potrafiłby odnaleźć się na tych pojebanych bicikach) – czyste złoto. To nadal Vince, którego pokochaliśmy dzięki mikstejpom, Summertime '06 i EP-ce. I cieszy, że wciąż się rozwija.

posłuchaj


Wac Toja: High Quality

Wac Toja
High Quality
[QueQuality]

Czasami się spinam, czasem luzuję, czasem po nocach piszę o Wacy. Przysypiałem przy tych wszystkich tegorocznych Kubanach, Knapach, Sariusach i Wenach (czuję się, jakbym wymieniał nazwiska obrońców Liverpoolu), tutaj sen nikomu nie grozi, bo wack to nie on, o dziwo, i bliżej mu do Virgila Van Dijka w formie. Niech was nie zrazi fakt, że gość czasami brzmi jak jakiś ork – to solidny krążek po brzegi wypełniony bangerami ("Klej" z wersem "Jak Mickey, Minnie – poruszają cię te kreski, bejbi") inkrustowanymi wygrubaszoną produkcją. Naprawdę jest grubo pod względem tej ostatniej: sprawdźcie chociażby synthowy "Perfect", o których redaktor Bugdol napisałby, że jest sowizdrzalski, posłuchajcie futurystycznego "Prania Mózgu" i zwróćcie uwagę na manipulowanie wysokością wokali w "Czasem". Przymykamy uszko na ciarogennie żenadną zwrotkę Quebonafide, parę krindżowych linijek i można bez specjalnych wyrzutów sumienia czerpać sporo przyjemności.

posłuchaj


Wiki: No Mountains In Manhattan

Wiki
No Mountains In Manhattan
[XL]

Po bardzo obiecującym mikstejpie sprzed dwóch lat, Lil Me (koniecznie sprawdźcie), bezzębny członek Ratking wypada doskonale na oficjalnym długograju. Cieplutkie i bujające brzmienie (rzecz jasna na tyle, na ile gatunkowe ramy pozwalają), lekka ręka do hooków, nadnaturalne czucie melodii i charakterystyczny głos Patricka Morlesa tworzą wciągającą mieszankę, która bez trudu powinna przekonać do siebie zarówno wielbicieli klasyki, bielszego eksperymentalnego rapu, jak i fanów trapu. Z niecierpliwością czekam na płytę Secret Circle, czyli projektu Antwona, Travisa Miller i autora No Mountains In Manhattan, bo jest potencjał na potężnego rozkurwiacza.

posłuchaj


Young Dolph: Bulletproof

Young Dolph
Bulletproof
[Paper Route]

Jezu Chryste, do ludzi, o których piszę, strzelano! (pozdro, Eldo). Nieważne, w końcu zapytała go, czemu pije tyle kodeiny. Cóż, ponieważ jest chory, kochana, chodźmy lepiej nad jezioro. Z trzech wydanych w tym roku materiałów to Bulletproof wydaje się najmocniejszym strzałem trapowego weterana (ponad 30 lat na karku, to nie przelewki, a ładuje potrójnie jak Rocco Siffredi). Ten skurwysyn naprawdę jest bezczelny, kryminogenny i kuloodporny – odbija wszystkie moje zarzuty (monotonię, kalki, zamulanie...) chociażby chwytliwym purpledrinkowym hymnem "I'm So Real". Przez większą część roku miałem z typem problem, ale oświeciło mnie, gdy zrozumiałem, że Dolph Gabbana jest prawdziwy, my jesteśmy fałszywi. Możemy tylko pomarzyć o prawdziwej strzelaninie ("My babe looked at me and said: nigga, you too real / Thank you, babe").

posłuchaj


Young Igi: Trappist

Young Igi
Trappist
[self-released]

Na pewnym forum o rapie nazwałem Młodego Igora świetnym tekściarzem. I chociaż sam mówi, że teksty nie są dla niego najważniejsze, to ja nie potrafię nie doceniać naturalnej skłonności do rymowania (nawet tego najprostszego: Igi-figi w "Białym Trapie" nadal mnie bawi) i wrażliwości na słowo. Gdy dodamy do tego zaskakująco umiejętne posługiwanie się autotune'em (patrzę na ciebie, Fifi), bezpretensjonalność, udane ad-liby i nienachalną przebojowość, otrzymujemy udany album bardzo ciekawego młodziana, na którego kolejne ruchy na pewno warto czekać. Jeżeli w końcu pojawi się mikstejp z Pikersem, a Igi wciąż będzie rzucał wersy pokroju "palić to paliwo, jesteś spaliną, jestem na twej szyi maliną", to spotkamy się tu także za rok, wierzę! Na razie pijemy za ich zdrowie piwo uwarzone przez Trapistów.

posłuchaj


Paweł Wycisło    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2017: Polska muzyka
Lista przebojów Carpigiani: Notowanie #5