SPECJALNE - Rubryka

Rekapitulacja 2017: Elektronika

4 stycznia 2018

Pozwólcie, że podaruję sobie jakieś obszerne wstępy, bo tematem "muzyki elektronicznej" zajmuję się wyłącznie "hobbystycznie". W sensie nie sprawdzam każdego nowego albumu i nie śledzę z wypiekami najważniejszych portali poświęconych elektronice – raczej wybieram sobie z ogromu wydawnictw te, które w jakiś sposób mnie interesują i to tyle. Ale nawet z pozycji takiego laika jak jak widać, że w 2017 roku nie pojawiło się jakieś kosmiczne arcydzieło czy album, który wniósłby coś, czego "jeszcze nie było". No cóż, takie czasy. Ale za to pojawiło się mnóstwo interesujących wydawnictw, które chcieliśmy wam zarekomendować (jesteśmy w składzie: Adela Kiszka, Antoni Barszczak, Krzysztof Łaciak i ja). Pewnie o kilku albumach zapomnieliśmy, o kilku pisaliśmy już wcześniej w ramach recenzji albo Krótkich Piłek, a kilka z nich po prostu nie przypadły nam do gustu. Mniejsza z tym. Oto nasza subiektywan lista płyt z kręgu "muzyki elektronicznej" z krótkimi opisami. W bonusie playlista na Spoti. To co? Miłego czytania. –Tomasz Skowyra


Actress: AZD

Actress
AZD
[Ninja Tune]

Darren Jordan Cunningham aka Actress wrócił z nowym longplayem, ale ze starymi pomysłami. Kolejny raz raczy nas swoimi przybrudzonymi basami, zatopionymi w smole bitami i niewyraźnymi, klawiszowymi sygnałami. Taka przechadzka po deep-house'owych terenach (czy wręcz outsider house'owych) pewnie nie zrobi dziś na nikim kolosalnego wrażenia, ale oddajmy producentowi, że jest cierpliwy i swoje zadania wykonuje starannie, więc i efekt nie najgorszy. AZD to świetny soundtrack do robienia porządków w piwnicy, ale i całkiem sprawnie sklecony, zaszurany house, a to oznacza, że roku 2017 Darren nie zmarnował. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Akufen: Akufen (EP)

Akufen
Akufen (EP)
[Karat]

Niemałym zaskoczeniem dla mnie jest, że Akufen, gość znany głównie z płyty sprzed 15 lat, poruszający się po dość mało współczesnym gruncie glitchowego microhouse'u, nagrał jedo z moich ulubionych krótkogrających wydawnictw 2017 roku. Trudno jednak by było inaczej, gdy do czynienina mamy z tak pieczołowicie skonstruowanymi utworami, które wprost tętnią życiem i nieprzejednaną muzykalnością ich autora. Skojarzenie z Toddem Edwardsem działa tylko na korzyść tego wydawnictwa. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Bicep: Bicep

Bicep
Bicep
[Ninja Tune]

Po niezliczonej ilości singli, czterech EP-kach i wielu świetnych mixach, w 2017 r. w końcu doczekaliśmy się albumu. Albumu, który jest potwierdzeniem produkcyjnej maestrii duo z Belfastu w dziedzinie elektronicznej muzyki tanecznej. Na Bicep znajdziemy "to co już raz słyszeliśmy", a więc efektowną mieszankę techno, trance'u, czy też progresywnego house'u, przyprawioną ambientowym minimalizmem. Niech was nie zwiedzie jednak ewentualne podejrzenie czystej repetycji dotychczasowego dorobku. Czerpiąc inspiracje z przeszłości, Bicep ciągle tworzy rzeczy nowe, uwspółcześnia znane formy sprawiając, że ich twórczość ciągle brzmi świeżo i ekstatycznie. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


DJ Python: Dulce Compañia

DJ Python
Dulce Compañia
[Incienso]

DJ Python rozlał się w głęboko niebieski, jak okładka Dulce Compañia, ocean. Rozleniwia, powtarza motywy oscylujące wokół około stoBMPemowej linii basowej na całym przekroju płyty poprzecznie prążkowanej. Przyjemne downtempo i ambient house z prawdziwego zdarzenia; zdarzenia lubianego, choć mało zaskakującego. Płytka do czucia spokoju, do oswajania ze światem, bez rudych lisów, bez róż z kolcami. –Adela Kiszka

posłuchaj


DJ Seinfeld: Time Spent Away From U

DJ Seinfeld
Time Spent Away From U
[Lobster Theremin]

Dobry, niezobowiązujący album, którego trzeba słuchać tylko za pomocą dobrego sprzętu, który może was obdarzyć fajnym, wyraźnym basem – inaczej, wydaje mi się, Spent Time Away From U może nieco zblednąć. Typowy, współczesny house o bardzo ciepłym zabarwieniu, ale nie jest to mazgajowate ciepło, tylko takie nastawione na krótki, zmysłowy romans, który nie pozostawia po sobie żadnego niesmaku. Płyta do położenia pod językiem albo do położenia języka na innym języku. –Adela Kiszka

posłuchaj


DJ Sports: Modern Species

DJ Sports
Modern Species
[Firecracker]

Nie wiem, na ile jest to moja fanaberia, a na ile teza godna obrony, ale w moim odczuciu Modern Spieces jest pewnego rodzaju współczesną wariacją na temat "muzyki czwartego świata" Eno i Hassela. Współczesną, bo jednak mimo wszystko zupełnie elektroniczną, a także mocno podporządkowaną tanecznej pulsacji. Mimo wszystko w tej relaksującej, gęstej magmie oblewającej rytm widzę pełnogrający debiut Duńczyka jako idealną propozycję między muzyką snów, a muzyką do lumpeksów. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Deeper Kenz: Deeper Kenz

Deeper Kenz
Deeper Kenz
[100% Silk]

Wydany w 100% Silk debiut (?) enigmatycznego producenta był jednym z najbardziej interesujących materiałów z kręgu "house'u na marginesie" w zeszłym już roku. Ciekawe, kto stoi za tym projektem, bo ten ktoś ma naprawdę spore skille w budowaniu "transowego", parkietowego house'u zaglądającego na lo-fi'ową stronę mocy. Choć uczciwie trzeba przyznać, że z tym outsider house'em jest tu różnie: Deeper chyba po prostu szukał odpowiedniego soundu do swoich rytmicznych wzorów i być może w takim dźwiękowym skafandrze wszystko zagrało mu najlepiej. Ale to kolejne domniemywanie i kolejna zagadka, a ja wolę skupić się na takich trackach jak "On The Viaduct", "K & A Shade" czy "Jack's Famous", choć te mniej dance'owe też spoko. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Differ-Ent: It's Good To Be Differ-Ent

Differ-Ent
It's Good To Be Differ-Ent
[Don't Be Affraid]

Differ-Ent to oczywiście DJ Bone, czyli Eric Dulan – jeden z "weteranów" sceny Detroit, który w 2017 roku postanowił wydać prawdziwą techno-odyseję, o której było całkiem głośno w kręgach "muzyki elektronicznej". I wszystko byłoby pięknie, gdyby udało się utrzymać równą formę przez 80 minut. Bo jeśli miałbym zrobić z tego półgodzinną EP-kę, to pewnie skleciłbym materiał pod listę roku (wziąłbym na przykład okraszony mrugającymi wzorkami "Compute Her" albo zionący chłodem futurystycznej metropolii "I. M. Differ-Ent"). Ale w obliczu tak ogromnego materiału ryzyko, że pojawią się wypełniacze jest wielkie. Ale bardzo możliwe, że tym, którym W DUSZY GRA TECHNO, It's Good To Be Differ-Ent absolutnie się spodoba i nie będą się nawet chwilę zastanawiać nad większymi czy mniejszymi wadami materiału. Jak kto lubi – dla mnie fajne doświadczenie, jednak do całości nie czuję się przekonany, ale do niektórych tracków będę jeszcze wracał. I niech tak już zostanie. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Equiknoxx: Colón Man

Equiknoxx
Colón Man
[DDS]

Musujące, beatowe staccata i zero przypadkowości rysują razem wyważony, ale jednocześnie żywy ciąg samowystarczalnych melodii. Lekka psychodela, budowana przez osobliwą, transową otoczkę jest poprzecinana gdzieniegdzie odgłosami zwierząt dających się znaleźć w zarośniętej brakiem człowieka dżungli. Colón Man jest pełne zachwycających detali – jest to płyta do słuchania przez mikroskop. W ogóle mam wrażenie, że Equiknoxx świetnie się bawili tworząc ten energiczny i beztroski album; nie chce im się trzymać elektro-konwenansów, wnoszą na dancehallową scenę egzotyczną świeżość prosto z Jamajki, mieszając przy tym pozornie niemieszalne dźwięki. –Adela Kiszka

posłuchaj


FP-Oner: 7

FP-Oner
7
[Mule Musiq]

Tu mamy przypadek płyty, która zbiera niezłe recenzje (wysoka nota na RA chociażby), ale o której wiedzą chyba tylko koneserzy i wytrawni ZNAWCY GATUNKU. Ja się akurat do nich nie zaliczam, ale z chęcią posłuchałem 7 – kolejną część serii z numerkami nagranej przez ukrywającego się pod pseudonimem FP-Owner Freda Peterkina. I cóż mogę napisać: gdy zbliża się do niepokoju DJ-a Sprinklesa (np. w "Smiles & Cries") czy cudownego flow z wczesnych płyt Luomo ("Light Years"), wtedy jest mi naprawdę bliski. Pewnie nieco skróciłbym ten trwający niemal 80 minut album, ale mimo wszystko dość często wracałem do tej płyty, a przynajmniej do moich ulubionych tracków, a w 2017 roku to sporo nobilitacja, c'nie? –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Forest Swords: Compassion

Forest Swords
Compassion
[Ninja Tune]

Warto wiedzieć, że Matthew Barnes oprócz swojej działalności jako Forest Swords stworzył też m.in. zajebisty zwiastun do Assassins Creed Rogue albo soundtrack do krótkometrażowego filmu In The Robot Skies. Nie znajdziemy na Compassion jakiegoś szalonego basu, nieprzyswajalnych melodii, żadnych nieprzyjemnych dla ucha zabiegów – Compassion to przede wszystkim klimat. Filmowa, może nawet lekko patetyczna atmosfera powoduje, że ten album świetnie sprawdza się jako prozaiczny background albo autonomiczny przewodnik po niezbadanych odmętach swoich myśli. Dzikie, plemienne konteksty, rozelektryzowane elementy jazzowe i nieopisana głębokość tego lasu, robią z tego albumu coś prawdziwie mistycznego. "The Highest Flood" i "Raw Language" robiły soundtrack do mojego życia w październiku i było mi z nimi jakoś fajniej. –Adela Kiszka

posłuchaj


Four Tet: New Energy

Four Tet
New Energy
[Text]

Świetnie się stało, że Kieran Hebdan porzucił rozmyślania nad dubstepem i podobnymi stylistykami (choć rytm w "LA Trance" sugeruje, że dubstep jest cały czas w sercu producenta) i poniekąd "wrócił do źródeł". A to oznacza, że New Energy przynosi dawkę melancholijnej, skrytej za fasadą smutku, jesiennej muzyki należącej wyłącznie do Fout Teta. Bo zawsze intrygowało mnie, jak nazwać to, co znajduje się na albumach Hebdena: niby to ambient z dodatkiem downtempo, IDM-u "wagi lekkiej" i jakimś "emotronicznym" duchem sprzed piętnastu lat, ale takie gatunkowe kluczenie nie wydaje mi się zbyt satysfakcjonujące. Dlatego też bardziej przemawia do mnie to, że Fout Tet po prostu utworzył własny idom, do którego można przyrównywać innych. I w takim właśnie rejestrze porusza się jego ostatni, niezwykle udany długograj. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Gaussian Curve: The Distance

Gaussian Curve
The Distance
[Music From Memory]

Trio w składzie Gigi Masin, Jonny Nash i Marco Sterk (o każdym z tych panów można mówić wiele, ale o tym powinniście już wiedzieć) pokazuje, jak powinno się nagrywać kontemplacyjno-ambientową elektronikę. Jest w tych statycznych impresjach jakaś magia, która przyciąga, jest coś, co pozwala schłodzić głowę i na moment stracić poczucie czasu. Ale nie ma się co dziwić: panowie korzystają tu z nienagannych inspiracji i kreują doskonale relaksujący materiał, w którym każdy element jawi się wymuskanym skarbem. Polecam zanurzyć się w świecie The Distance i nie pytać o więcej. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


James Holden: The Animal Spirits

James Holden
The Animal Spirits
[Border Community]

Nad The Animal Spirits narozwodziłam się pisząc recenzję pod koniec listopada – wyniosłam tam Holdena pod nieboskłon jak tylko miałam siłę, ale nawet dziś, po upływie czasu, nie zeszłabym z tonu ani trochę. To jest chyba najlepszy elektryczno-free-jazzowy album jaki słyszałam w życiu. Medytacyjny, ale wcale nie lekki klimat, wprowadza w prawdziwy trans – o ile ma się na to ochotę. Spirytualny, psychodeliczny jazz transcendentnie dotyka i symultanicznie trzyma z dystansu. Jak jeszcze się z Holdenem nie znacie – nie wiem na co czekacie. –Adela Kiszka

posłuchaj


Honey Dijon: The Best Of Both Worlds

Honey Dijon
The Best Of Both Worlds
[Classic Music]

Przepełniony gośćmi, imprezowy zestaw serwowany przez amerykańską DJ-kę Honey Redmond, to pełna najróżniejszych kolorów i odcieni mieszanka tanecznej elektroniki. Są tu echa deep-house'u Larry'ego Hearda ("Burn"), jest wyciszone downtempo ("Love Muscle"), jest konkretne dancefloorowe wymiatanie ("State Of Confusion" i ogólnie połowa tracklisty), ale jest też miejsce dla r&b zmieszanego z dance'em ("Look Ahead"), więc eklektyzm panoszy się na The Best Of Both Worlds dość swobodnie. Może trochę nierówny ten albumik, ale za kilka strzałów Honey Dijon bez wątpienia należą się propsy. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Iglooghost: Neō Wax Bloom

Iglooghost
Neō Wax Bloom
[Brainfeeder]

Na swoim bandcampowym profilu Seamus Malliagh wyjaśnia: "Neō Wax Bloom follows the events surrounding two giant eyeballs crashing into the mysterious world of Mamu". Nie wiem na ile taki opis pozwala na wyobrażenie sobie tego, jak brzmi album, ale po jego przesłuchaniu fantastyczny świat wykreowany przez zdolnego Irlandczyka nie pozostawia obojętnym. Neō Wax Bloom to maksymalistyczna kanonada pędzących w szaleńczym tempie utworów, zachwycających feerią swych dźwiękowych barw. Intrygująca mieszanka wonky, glitch i bubblegum popu przypomina dokonania Lido, Rustiego czy Hudsona Mohawke, w którym to towarzystwie Iglooghost nie ma się czego wstydzić. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


Ikonika: Distractions

Ikonika
Distractions
[Hyperdub]

Po trzyletniej nieobecności Sara Abdel-Hamid wydała Distractions i jak zwykle jest to materiał zróżnicowany, jak zwykle godny tego, by się w nim zanurzyć. Futurystyczne r&b, grime, ejtisowe synthy, downtempo, video gamingowe odniesienia, funk, glitch i... Jessy Lanza – to elementy, które spajają nowe wydawnictwo Ikoniki, jednej z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych (i słusznie) postaci klubowej brytyjskiej sceny muzycznej. Distractions brakuje może jednej spójnej wizji, ale z drugiej strony jej kalejdoskopowość wcale nie musi stać na przeszkodzie, by się nią cieszyć. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


Jacques Greene: Feel Infinite

Jacques Greene
Feel Infinite
[LuckyMe]

Długo przyszło nam czekać na LP Kanadyjczyka, aczkolwiek biorąc pod uwagę fakt, że wydanie longpleja nie jest priorytetem dla DJ-ów czy też producentów muzycznych, to może nie powinniśmy się aż tak dziwić. Tak czy inaczej, Feel Infinite jest tym, czego należało się spodziewać po utalentowanym Jacquesu, a więc klubowym wojażem w rytmie techno i house, syntezatorowymi wycieczkami i urywanymi wokalnymi samplami. Moim faworytem w zestawie jest "Real Time" i prócz reszty udanych tracków, tak tylko do jednego można by się przyczepić – featuringu z koleżką Greene'a – Tomem Krellem. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


Jana Rush: Pariah

Jana Rush
Pariah
[Objects Limited]

To dopiero historia. Pochodząca z Chicago Jana Rush nie jest producentką z rocznika 1996 czy późniejszego, tylko niezwykle doświadczoną DJ-ką, która w 1996 śmigała już z setami w najlepsze. Ale swój debiutancki album wypuściła dopiero w 2017 roku, choć teraz to nie techno zajmuję Rush najbardziej. Pariah to footworkowo-juke'owe roszady i przekładańce, w których nie można się zagubić, ale można do woli zgłębiać. Pewnie, może czasem są to numery mało przystępne, ale mimo wszystko zawsze jest jakieś uzasadnienie wyboru odpowiednio dobranych elementów. Ale nie martwcie się: kilka minut wystarczy, aby załapać klimat, a jeśli podobała Wam się płyta Jlin albo Ziúr (choć to jednak dwie różne filozofie footworku), to tym albumem również nie powinniście się zawieść. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Jefre Cantu-Ledesma: On The Echoing Green

Jefre Cantu-Ledesma
On The Echoing Green
[Mexican Summer]

Po zeszłorocznym – jak to trafnie określił redaktor Tyczka – drono-ambiento-noise'owym In Summer, w tym roku JCL wraz z On The Echoing Green nurza się w połyskującym słońcem leniwych gitarowych riffów, muskanych morską bryzą syntezatorowych dźwięków shoegazie. Zwiastujący album singiel "A Song Of Summer" okazał się spełnionym prognostykiem albumu, w którym zdecydowanie więcej ciepłych melodii, a mniej noisowo-kakofonicznych wycieczek do jakich przyzwyczaił nas Kalifornijczyk. On The Echoing Green przywołuje wrażenie tymczasowości i ulotności istnienia, ale pomimo nostalgicznego wyrazu, nie jest to wizja przygnębiająca, a raczej ciepła i optymistyczna. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


Jlin: Black Origami

Jlin
Black Origami
[Planet Mu]

Zdarzyło mi się o Jlin już pisać i miało to miejsce ponad dwa lata temu przy okazji jej debiutanckiego materiału Dark Energy. Zarzucałem jej wtedy, że pomimo niepodważalnej wartościowości materiału, jest on wyjątkowo męczący i nieprzyjemny przy dłuższym obcowaniu. Całe szczęście Black Origami z powodzeniem realizuje potencjał reprezentantki Planet Mu i jest zdecydowanym krokiem naprzód. Gęste rytmiczne struktury pozostały, a melodii nadal ze świecą szukać, ale to nic nie szkodzi. Industrialność poprzednika ustąpiła miejsca bogatemu wachlarzowi perkusyjnych brzmień, przeszkadzajek, dodając całości nieco etnicznego posmaku. Jednak tym, co robi największą różnice jest przestrzeń. Całość oddycha, a termin IDM w 2017 znowu zaczął mieć sens. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Kaitlyn Aurelia Smith: The Kid

Kaitlyn Aurelia Smith
The Kid
[Western Vinyl]

The Kid to introspektywny i dojrzały album, na którym Kaitlyn zbudowała prostą, konceptualną opowiastkę wycelowaną w każdego, kto będzie jej słuchał. Ciąg zdarzeniowy od narodzin do śmierci otulony bujnymi, ambientowo-popowymi bitami i mocno osadzony na samym głosie artystki. Posłużę się truizmem nad truizmy, że w życiu to w sumie różnie bywa, ale Smith podchodzi do egzystencji raczej radośnie, dając nam przy okazji w prezencie swoją perspektywę. –Adela Kiszka

posłuchaj


Kedr Livanskiy: Ariadna

Kedr Livanskiy
Ariadna
[2MR]

Zeszłorocznym January Sun Kedr narzuciła sobie niepokojąco wysoko poprzeczkę i miałam pewne obawy co do tegorocznego albumu, ale jak się okazało – zupełnie niesłusznie. Złośliwi mogliby jej zarzucić pewną stylistyczną powtarzalność, ale ja jestem za tym, żeby dobre rzeczy rozwijać, a nie zmieniać. Ariadna rozwija niteczki przytulnej, nad wyraz spójnej i spokojnej elektroniki dopełnionej ujmująco melodyjnym, rosyjskim zaśpiewem Kedr. Nawet przy rosnącej na świecie popularności słowiańskich tworów około-rapowych i mojej prywatnej sympatii do nich – jeżeli byłabym zmuszona zostać muzycznie przy jednym artyście spod rosyjskiej flagi, bez mrugnięcia okiem wybieram Kedr Livanskiy i jej rozkoszny ambient pop. –Adela Kiszka

posłuchaj


Kelly Lee Owens: Kelly Lee Owens

Kelly Lee Owens
Kelly Lee Owens
[Smalltown Supersound]

Debiut Kelly Lee Owens jest magnetycznym manifestem leniwego minimal techno 2017. Przeczytałam gdzieś, że ten album to "more bedroom than dancefloor" i właśnie tak go czuję – niby Kelly chce, żebym się pobujała w zwolnionym fizjologicznie stroboskopie, ale z drugiej strony zaprasza w gęstą, puchatą pościel najpiękniejszych snów. Ja się rozdzieram i w zależności od tego, na co mam akurat ochotę słuchając Owens – tańczę we śnie albo sennie się bujam. Aksamitne linie basu, dziewczęca melodyka i przesiąknięte łagodnością wibracje syntezatora składają się, według mnie, na jeden z ciekawszych debiutów tego roku. –Adela Kiszka

posłuchaj


Laurel Halo: Dust

Laurel Halo
Dust
[Hyperdub]

Surrealistyczne kompozycje Laurel Halo brzmią jakby poruszała się w każdym z zaświatów muzycznego multiwersum jednocześnie. Nie mogąc zdecydować się na obecność tylko w jednym, konkretnym obszarze, czyni z Dust część wspólną onirycznych pejzaży, w której mnogość dźwiękowych barw i kształtów pozwala nieomal doznać wrażeń synestetycznych. Laurel Halo z chaosu zmysłowych brzmień krystalizuje swój pomysł na muzykę, unikając jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej, wykracza poza krępujące kreację formalne ramy. Jeden z najlepszych albumów tego roku? Nie śmiem twierdzić inaczej. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


Laurence Guy: Saw You For The First Time

Laurence Guy
Saw You For The First Time
[Church]

Jeden z moich ulubionych deep-house'owych albumów tego roku nagrał niepozorny pan nazywający się (lub siebie) Laurence Guy. Wolne tempo, mięciutkie beaty, delikatne sample, afrykanizujące motywiki, jazzowe partie instrumentów i błoga atmosfera – o takie granie będę walczył zawsze. Poza tym ambientowe wstawki w rodzaju Vynehalla (przecież "Claudi" brzmi DOSŁOWNIE jak interludium wyjęte z Music For The Uninvited – nawet barwa smyczków...). Poza tym Saw You For The First Time stoi na dość wysokim poziomie grywalności (załączam i potem na ripicie) przy jednoczesnym pozostaniu w swoich blokach i nieszukaniu przygód na innych terytoriach. Wyśmienity soundtrack do chillowania. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Lee Gamble: Mnestic Pressure

Lee Gamble
Mnestic Pressure
[Hyperdub]

Jakże wielkie oczy miał strach co poniektórych na wieść o transferze Lee z PANu do Hyperdubu. Na Mnestic Pressure Brytyjczyk udowadnia, że nic takiego jak antycypowane "odejście od ideałów" nie ma miejsca. W kontekście jego dotychczasowej twórczości, tegoroczny album stanowi bardziej powykręcaną, abstrakcyjną wizję muzyki klubowej: kompozycje pełne frenetycznych bębnów, z rzadka przeplatanych skrawkami melodii, często na tle ambientowych krajobrazów, z podskórnie wyczuwalną warstwą trzasków pływających w syntetycznej mgle. Świetne. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


Lone: Ambivert Tools, Vol. 1 & 2

Lone
Ambivert Tools, Vol. 1 & 2 (EPs)
[R&S]

Appendix do zeszłorocznego (bardzo dobrego) Levitate w dalszym ciągu penetruje nostalgiczne, retro-rave'owe rejony. Sięgając po prymitywizm (w najlepszym tego słowa znaczeniu) Lone po raz kolejny oddaje hołd minionej epoce, często robiąc to (wolumen pierwszy) w sposób tak mało delikatny jak skuteczny, bezpruderyjnie atakując słuchacza prostym bitem. Druga część Ambivert Tools z kolei opiera się przede wszystkim na "Mind's Eye Melody" oraz repertyzie tego kawałka, które reprezentują bardziej introspektywną, spokojną i ambientową stronę tego brytyjskiego producenta. Który to już rok się przesuwa w kalendarzu, a Lone dalej wymiata? –Antoni Barszczak

posłuchaj

posłuchaj


M.E.S.H.: Hesaitix

M.E.S.H.
Hesaitix
[PAN]

James Whipple czaił się z tym wydawnictwem od co najmniej kilku sezonów. Pamiętam, że przy pierwszym odsłuchu Hesaitix początek niezbyt mnie wciągnął, ale "im dalej w las", tym M.E.S.H. zyskiwał moją atencję. Jak stwierdził red. Pytel, jest to "album żonglujący tropami IDM'owymi w służbie futuryzmu Autechre 2.0 i wyciągający element dance z muzyki klubowej w celu drastycznych formalnych przekształceń". I myślę, że to świetne podsumowanie tej digitalnej dżungli, w której można nawet znaleźć zamknięte w wirtualnej klatce małpy walczące na śmierć i życie, do której (klatki) wdziera się po chwili jakiś zew z innego wymiaru ("Coercer"). A to tylko przykład z brzegu: Whipple stworzył swój własny świat na nowym LP i podejrzewam, że każdy z nas jest zaproszony, aby go zwiedzić. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Maxo: Skyriser (EP)

Maxo
Skyriser (EP)
[Trekkie Trax]

Chordslayer był moją ulubioną płytką 2015 i "nie wiem, czy to świat zwariował, czy to ja łapie lekką schizofrenie i dziwnego doła", ale tegoroczne wydawnictwo Brooklynskiego wymiatacza jakoś mnie obeszło. Złego słowa jednak o nim powiedzieć nie mogę – to dalej niesamowicie wciągająca jazda bez trzymanki przez wielobarwny, geekowski świat fantazji. Tym razem rewolucji nie ma, ale jeszcze więcej tego (bardzo dobrego) samego? Jak najbardziej. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Octo Octa: Where Are We Going?

Octo Octa
Where Are We Going?
[Honey Soundsystem]

Już w maju zeszłego roku chwaliłem Where Are We Going?, ale z przyjemnością zrobię to po raz drugi już w 2018. Z perspektywy czasu album Octo Octy wydaje mi się lekko niedoceniony, bo czy w 2017 ukazało się wiele równie świetnych krążków z house'owym rodowodem? Śmiem wątpić, dlatego też po raz kolejny zachęcam do sprawdzania tej przesiąkniętej stylistyką Terre Thaemlitz aka DJ Sprinkles, grywalnej bryły. Po nieco szerszy opis odsyłam do mojej piłki. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Porter Ricks: Anguilla Electrica

Porter Ricks
Anguilla Electrica
[Tresor]

Rok temu Thomas Köner i Andy Mellwig po blisko dwóch dekadach od czasu debiutanckiego Biokinetics połączyli swe siły oraz moce przerobowe i wydali EP-kę Shadow Boat. Jak się okazało, był to przedsmak przed tegorocznym długograjem. Anguilla Electrica okazał się nieco bardziej "rozrywkową" wersją dub techno, niż to, które znane jest nam z poprzednich wydawnictw Berlińczyków. Już nie tak zamglone, nie tak przybrudzone, ale ciągle skąpane w mroku chropowate loopy i metalicznie szemrzące tła oraz pulsujący pod powierzchnią bas, sprawiają że mimo upływu lat Porter Ricks brzmią może i rozpoznawalnie, ale jakże oryginalnie zarazem. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


TQD: ukg

TQD
ukg
[Butterz]

Chyba tylko jakaś niespodziewana katastrofa mogła sprawić, że UKG okaże się niewypałem. Ten album to potwierdzenie, że dziś na 2-stepowej niwie o brytyjskim zabarwieniu rządzą trzy osoby: chwalona przez nas producentka Flava D, weteran imprezowych sztosów DJ Q oraz trochę przyczajony, ale równie istotny element tego teamu, czyli Royal-T, którego ciągnie w stronę grime'u. Połączenie tych trzech pierwiastków zaowocowało materiałem bezlitośnie tanecznym, ale jednocześnie przemycającym sporo refleksyjnego klimatu. Można powiedzieć, że to fuzja unikatowa w obecnych czasach, dlatego jeśli jakimś cudem jeszcze nie zaznajomiliście się z tym kapitalnym albumikiem, to naprawdę jest to już najwyższy czas. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Teengirl Fantasy: 8 AM

Teengirl Fantasy
8 AM
[Planet Mu]

Nie wiem, czy pamiętacie jeszcze o ich albumie Tracer, na którym gościnnie pojawili się m.in. Panda Bear czy Laurel Halo? To był świetny zestaw doskonale pasujący do czasu (rok 2012), w którym został wypuszczony. Wraz z 8 AM Teengirl Fantasy nieco okrzepli i już nie udaje mi się w tak dużym stopniu porażać słuchacza oryginalną wizją tanecznej elektroniki wrzuconej w ramy IDM-u i ambientu (czy nawet industrialu). Ale to nie znaczy, że kolesie zapomnieli, jak tworzyć posiadającą charakter muzykę: to wciąż tracki mające w sobie wiele interesujących zagrań i nadal kryjące chwytliwe melodyjne rozwiązania ozdobione świetną produkcją. Problemem jest tylko to, że czasy zmieniają się niesamowicie szybko i wciąż trzeba za nimi nadążać. Nie chcę pisać, że duet zaspał i został mocno w tyle, ale wcześniejszy longplay był mimo wszystko znacznie bardziej błyskotliwy. Choć absolutnie zachęcam do słuchania, bo wciąż jest świetnie. –Tomasz Skowyra

posłuchaj


Yves Tumor: Experiencing The Deposit Of Faith

Yves Tumor
Experiencing The Deposit Of Faith
[self-released]

Yves Tumor zanim jeszcze wstąpił do Warpa, zdążył wydać w tym roku własnym sumptem kompilację Experiencing The Deposit Of Faith, będącą zbiorem szkiców i sonicznych kolaży, nieprzewidywalnych struktur, ambientowych kompozycji, field recordingowych miraży. Tumor to osobliwość muzyczna i sceniczna, jego koncerty (performensy?) przypominają często stroboskopowe przedsionki piekieł, ale na nowym albumie pokazuje się ze zdecydowanie przystępniejszej strony. Sanktuarium Experiencing The Deposit Of Faith, mimo że zbudowane relatywnie prostymi środkami wyrazu, hipnotyzuje i pochłania słuchacza muzycznie wielowątkową ekspresją. –Krzysztof Łaciak

posłuchaj


Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Friendly FiresInflorescent
DrakeCare Package