SPECJALNE - Rubryka

Rekapitulacja 2016: Metal

2 stycznia 2017

Poniżej znajdziecie niewyczerpujący opis kilkudziesięciu płyt, które w ubiegłym roku podobały się nam i naszym kolegom. Żaden metal nie uderzył tak mocno jak rzeczywistość, dlatego też poziom zbrutalizowania listy jest odpowiednio wyższy. Jak zauważył Michael Nelson, rozprawiając się z nową Metallicą, "udawany gniew grupy multimilionerów wydaje się bardzo błahy w kraju nagle opanowanym przez prawdziwą wściekłość", a ja wcale nie jestem pewien, czy nawet dużo bardziej dziś zręczne metalowe brzytwy są w stanie jakoś spuentować narastający pesymizm. Wyróżniłbym trzy strategie, które w minionym roku rzucały się w oczy: celowy anachronizm stosowany przez zręcznych imitatorów-zgrywusów (Bat, Sacrificio, Baphomet's Blood, Sumerlands, Spell itd.) nadal jest w cenie, zapewniając momenty hedonistyczno-sadystycznej zabawy na granicy kpiny i überzgrabnej mistyfikacji. Po drugie – w modzie jest progowy eskapizm, powrót do melodyjnych czy tzw. "symfonicznych" środków, który zazwyczaj znaczy czasy dekadencji (zob. druga poł. lat 90.). W tej kategorii znajdą się płyty bardziej (Hammers Of Misfortune) i mniej (Vektor) tradycyjne, nagrane przez prekursorów (Megadeth) i kontynuatorów (Ihsahn) pewnych nurtów, których wspólnym mianownikiem jest wracający do łask przerost formy w sensie bezwzględnym, związany z równie wybujałą treścią. Po trzecie dochodzi do głosu cała wataha blackmetalowych wilków, która, kierując swoją twórczość do niestandardowej publiczności, ani myśli o jednoczesnych koncesjach na rzecz niemetalowych słuchaczy (Alkerdeel, Shataan, Ustalost, Book Of Sand) i gra muzykę gęstą, brutalną, uciekającą od łatki zużytego blackgaze'u.

Moim ulubionym albumem, i zarazem całkiem osobnym zjawiskiem, był jednak Księżyc Milczy Luty. Furia zaimponowała mi wyborem muzycznych i tekstowych odniesień. Między słynnym już "Wełnowcem a Siemianowicami" leży starzejący się świat wypalanych traw, pieczonych w ogniu ziemniaków, zardzewiałych bram i łuszczących się murów, bliski wizji Stasiuka. W wieńczącym "Zwykłe Czary Wieją" estetyka tekstów Kata została przez Nihila podniesiona do rangi solidarnościowego wezwania, na który odpowiadają trupy górników, czarty i widma transformacji, tańcząc w korowodzie nad truchłami hut i kopalń. W tym roku Polska rzeczywiście wstał z martwych również za sprawą albumu Arkony (w poważnym Debemur Morti), projektu Sarsa – Wędrowcy-Tułacze-Zbiegi, wspomnianych niżej Cultes Des Ghoules i Sierści, a także zaskakującej adaptacji piosenki "Spotkanie z Diabłem" Klenczona (z tekstem tenora Olechowskiego) w wykonaniu krakowskiego Ragehammer, którą kończy gardłowe: "do zobaczenia w piekle hahaha!"

PS Podziękowania dla redaktorów Antoniego Barszczaka i Witolda Tyczki za udział w przedsięwzięciu.

 

40Watt: Wider

40 Watt Sun
Wider Than The Sky
[Radiance]

Zaczynamy od Patricka Walkera odpowiedzialnego dawniej za kilka świetnych albumów Warning - jednej z legend ujmującego angielskiego doomu. Kilka lat temu debiut nowego projektu tego współczesnego Lakisty sklasyfikowaliśmy jako w sumie niezły kawałek poetyckiego metalu, tym razem Walker postanowił jednak nagrać rzecz bardziej w duchu późnej Anathemy, a ja nie mogę się zdecydować, by holistycznie pogrzebać ten moment szczerości, który w czasie nocy muzycznych pejzaży grano by pewnie do znudzenia – w moim przypadku: dość szybkiego znudzenia, nie na tyle jednak, aby nie odnotować.

posłuchaj


A Pregnant: Rocky

A Pregnant Light
Rocky
[Colloquial Sound]

Damian Master już od kilku lat regularnie gości w tym rekapie. Podoba mi się to, co dzieje się w wytwórni Colloquial Sound, lubię też receptę APL na dosyć oryginalne brzmienie i sposób, w jaki mieszankę blackgaze'u i hardcore'u uzupełniono tutaj akustycznymi miniaturkami o dużym uroku. Chwaliliśmy tę EP-kę nie tak dawno. Na pewno jedno z ciekawszych wydawnictw w minionym roku.

posłuchaj


Abbath: Abbath

Abbath
Abbath
[Season of Mist]

Frogman z Hordalandu, ex-frontman nieśmiertelnego Immortal na solo prezentuje się całkiem prężnie, nagrywając muskularny album, na którym wdeptujące marszowym rytmem wezwanie "To War!" niesie się echem przez kolejnych kilkadziesiąt minut, czasem nieco monotonnie, ale na całej długości ostro jak ukłucia mrozu. W tym odmierzonym blacku wyraźnie postawiono na rozwiązania siłowe, na perkusyjno-gitarową nawałę kosztem niewyraźnych zamieci skandynawskich sag, i nie był to najgorszy wybór.

posłuchaj


Abigail: Final

Abigail
The Final Damnation
[Nuclear War Now!]

Japończycy od czasu Intercourse & Lust mają kosmate myśli, a tak długi materiał wydają od wielkiego dzwonu. Jeśli ktoś lubi Venom, street metal, rynsztokowy punk i proto-black okraszony knajacką atmosferą, to z tym zestawem gitarowych wycierek powinien czym prędzej się skamracić.

posłuchaj


Alaric: End

Alaric
End of Mirrors
[Neurot]

W przeciwieństwie do słynnego imiennika ten Alaric może Rzymu by nie zdobył, ale mieszanką deathrocka, gotyku, wojennych tańców Amebix i Killing Joke z powodzeniem mógłby przeprowadzić inwazję gothów na jakieś amerykańskie miasteczko. Grupa wydaje album w Neurot i również ta inspiracja cięższym postmetalowym graniem kładzie się cieniem na brytyjskim postpunkowym makijażu.

posłuchaj


Alkerdeel: Lede

Alkerdeel
Lede
[ConSouling Sounds]

Ten osaczający album przytrzymuje słuchacza, aby żywcem go oprawić. Jeszcze bardziej nieustępliwy niż Morinde, nie szamocz się, to nie pomoże, belgijski kwartet przyciska kolanem do ziemi, a w kategorii surowego, masywnego black metalu na pełnym wkurwie zyskałby w tym roku najcenniejsze rogate trofea.

posłuchaj


Aluk: Voix

Aluk Todolo
Voix
[Ajna Offensive]

Francuskie trio zdążyło już sobie wyrobić nie lada markę wśród tych kilku wielbicieli nie-tylko-metalowej awangardy, instru-metali i okultystycznego rocka na kosmicznych, niemieckich motorach przechodzących w jazzującą sekcję. Voix tę markę jeszcze ugruntuje, choć nie wszyscy fani Diamatregon uznają takie randez-vous w ciemno za udane.

posłuchaj


Antaeus: Condemnation

Antaeus
Condemnation
[Norma Evangelium Diaboli]

Francja? Wiadomo: Deathspell Omega, ale goście już dawno opuścili miejscowe rewiry - w nich lokalne black-standardy, muzyczny odpowiednik New French Extremity, najdosadniej reprezentował duet Antaeus powracający z pierwszym LP od dekady. To wściekle brutalna, rytualna rzeźnia z gitarami tnącymi jak żyleta. Nic ponadto, lecz album toczy pianę do zmęczenia materiału.

posłuchaj


Arabrot: Gospel

Årabrot
The Gospel
[Fysisk]

W jednym tylko "Tall Man", wychodząc od punkowego otwarcia, przy akompaniamencie dęciaków Norwegowie wprowadzają refren hetfieldowski, by skończyć na adaptacji hałaśliwego post-sludge'u, której nie powstydziliby się Melvins czy Harvey Milk. Następnego "Faustusa" otwiera już chorał. Dziwna jak zawsze mieszanka bezpardonowego rocka, noise'u, z dominującą postacią Kjetila Nernesa oraz Tedem Parsonsem, ojcem O'Malley i gościem z Kvelertak w roli gości. Można dodać, że to płyta roku według Quietusa.

posłuchaj


Arizmenda: Beneath

Arizmenda
Beneath This Reality Of Flesh
[Crepúsculo Negro]

Wydawnictwa z kręgu Black Twilight wyróżnia specyficzna wrażliwość, nadająca dość ekstremalnym lo-fi hekatombom letargiczny posmak. Podobno w języku Azteków słowo "historia" było synonimem wojny i można w to uwierzyć, gdy słucha się tego wyrwanego wraz z sercem, egzotycznie uwodzącego blacku, który nurza się peyotlu i pustynnych koszmarach.

posłuchaj


Ash Borer: Irrepassable

Ash Borer
The Irrepassable Gate
[Profound Lore]

Z podziemnej sensacji Ash Borer przepoczwarzył się w zespół wyznaczający granice możliwości nowoczesnego blacku. I choć jako probierze nowych standardów goście całkiem się posypali, zamykając w wygodnych katakumbach z muzyką Ericha Zanna, to jednak w tym co robią, nadal czują się bardzo pewnie. Następca Cold Of Ages (i EP-ki Bloodlands) jest nim również w sensie artystycznym. Klawiszowe zorze znów górują nad nieco pobladłymi ścianami gitar. W tej działce było ostatnio kilka lepszych wydawnictw, lecz przez te wrota również można przejść bez większych strat estetycznych.

posłuchaj


Atomikyla

Atomikylä
Keräily
[Svart]

Znane są inklinacje Finów do muchomorowych wizji na brzozowej korze i psychodelicznych seansów w saunach zakopanych wśród bagien. Jak nie Abyssion i Oranssi Pazuzu (którego lider zresztą tutaj się wywewnętrznia) to zaraz inny mvmїn odpala kwaśny kraut-trip przez tysiące jezior.

posłuchaj


Baphomets: In Satan

Baphomet's Blood
In Satan We Trust
[Iron Bonehead]

Słuchając nieco przydługiego, symfonicznego intro, zacząłem sie poważnie niepokoić, czy ktoś nie za bardzo się zawierzył i nie stetryczał. Jednak nie – Włosi ciągle grają w karty z Lemmym, nie w szachy ze śmiercią, nadal wciągają speed metal z brudnych masek zdezelowanych starych fiatów.

posłuchaj


Bat: Wings

Bat
Wings Of Chains
[Hells Headbangers]

Gracka gra słów wprowadza w błąd co do natury kalamburu: w grę wchodzą ejtisy, ale piłka nie jest po stronie Scorpions, raczej bat po stronie Venom. Niby błahe wygłupy, lecz takich uliczników słucha się nadal z nieskrywaną przyjemnością.

posłuchaj


Big Business: Command

Big Business
Command Your Weather
[Gold Metal]

Uznany duet wytwórni Hydra Head nie zmienia formuły, nadal poruszając się gdzieś na rubieżach metalowej stylistyki. To melvinsowskie recepty z wyczerpującą sekcją Coady Willisa, mocarnym basem i wokalami przypominającymi odlegle Iana MacKaye'a. Po ostatnim Battlefields Forever (którego pominięcie w rekapie sprzed trzech lat ciągle sobie wyrzucam) wydawało się, że syndrom "super piosenek, średnich albumów" weterani mają już za sobą, kolejna płyta chyba to potwierdza, choć nie gwarantuję, czy nie przesłania mi widoku fakt, że goście to Mohikanie takiego hydrowego grania.

posłuchaj


Blood Incantation: Starspawn

Blood Incantation
Starspawn
[Dark Descent]

Ten album pogodził w tym roku wielbicieli technicznego z jednej, a dzikiego death metalu z drugiej strony, a także przekonał do tego gatunku tych zazwyczaj nieprzekonanych (lub zwyczajnie przestraszonych). Choć mowa o dość precyzyjnym graniu, jednak zespół z Colorado to zupełnie inna bestia niż typowy przedstawiciel technicznego deathu zdefiniowanego przez ostatnie kilkanaście lat. Kosmiczna tematyka też nie jest tu związana z żadnym futuryzmem. Muzykom Blood Incantation nie brak zamiłowania do zmian tempa, heavymetalowych riffów, kontrolowanego chaosu czy akustycznych ornamentów, co pozwala umieścić debiut grupy zarówno na orbicie, po której porusza się Gorguts, jak i w tych apokaliptycznych otchłaniach, gdzie żyją tacy kudłacze jak Obliteration czy Horrendous.

posłuchaj


The Body: One Day

Body/ Full Of Hell
One Day You Will Ache Like I Ache
[Neurot]

Jak zwykle tour de force. Ciężarowy kolos, soundtrack kosmicznych horrorów, tortura muzyką tyleż agonalną, co prenatalną, powstałą albo u źródeł, albo w dalekiej przyszłości w chmurach pyłu potrzaskanego świata. W każdej kolejnej kolabo The Body uzyskują podobny efekt rzeczy krańcowych, a brutalny kop ze strony Full Of Hell pasuje tej muzyce jak pięść do nosa, czyli w tym wypadku bardzo dobrze.

posłuchaj


Bolzer: Hero

Bölzer
Hero
[Iron Bonehead]

Mój kontakt z Aurą i Somą nastąpił w tym samym czasie i dla mnie te EP-ki tworzą pewnego rodzaju całość, zresztą bardzo często słuchałem ich razem, jedna po drugiej. Moje oczekiwania wobec Hero były bardzo duże, bo wspomniane dwie EP-ki zrobiły na mnie ogromne wrażenie, sprawnie balansując gdzieś pomiędzy black, a death metalem oferując techniczny wpierdol, a przy tym ogromną słuchalność i muzyczne bogactwo. Na debiutanckim albumie Szwajcarzy uczynili swoją muzykę nieco bardziej przystępną nieco odchudzając brzmienie, dzięki czemu melodie są łatwiej zauważalne, a znaczną ilość wokali przeobrażając w przebojowe zaśpiewy w stylu Mastodona. Może nie do końca tego oczekiwałem, ale złego słowa powiedzieć nie mogę – każdy kawałek jest na poziomie, żaden nie przynudza, całość się ładnie zasklepia. Brakuje mi trochę euforii w kontakcie z tym materiałem, więc z jednej strony lekkie rozczarowanie, a z drugiej: gdyby każde tak wyglądało, to świat byłby zdecydowanie lepszym miejscem. –Antoni Barszczak

posłuchaj

Book: Occult

Book Of Sand
Occult Anarchist Propaganda
[Mouthbreather]

Typ ukrywający się pod ksywą dcrf, a motywowany przez adhd, wydał przez sześć lat taką samą liczbę LP (a zdążył jeszcze na The Bees And The Butterflies zająć się reinterpretacją tradycyjnych angielskich pieśni). W nazwie nawiązanie do Borgesa, w tytule do jakiegoś politycznie mglistego konceptu, muzycznie to piasek, dym i lustra tak rozedrgany jest ten black metal z dużą ilością atonalnych przejść, perkusyjnych efektów oraz atmosferą, która najbardziej kojarzy mi się ze wczesnym Fell Voices lub WITTR. Wycieczka do postapokaliptycznych puszcz nietkniętych ludzką stopą.

posłuchaj


Carlson Dylan: Falling

Dylan Carlson & Coleman Grey
Falling With A Thousend Stars And Other Wonders From The House Of Albion
[white label]

Zamglone wybrzeża Anglii, dróżki wiodące przez pola donikąd, kopuły wzgórz Szkocji są bohaterami tych siedmiu ballad w medytacyjnej interpretacji Dylana Carlsona, człowieka z Earth, który wziął na warsztat tradycyjne brytyjskie melodie i zadedykował album bajecznym postaciom: Reinardowi Lisowi, słynnemu hochsztaplerowi ze średniowiecznych awantur, Tam Linowi oraz innym ludziom porwanym przez elfy do Faire pod zielony pagór.

posłuchaj


Cauchemar: Chapelle

Cauchemar
Chapelle Ardente
[Nuclear War Now!]

Occult rock potrzebuje dobrych melodii i intrygujących riffów, a nie kostiumów i precjozów. Ilustruje to nowy album Blood Ceremony, gdzie tzw. psychodeliczne elementy okazały się częścią szerzej zakrojonej cepeliady. Ich frankofońscy krajani z Cuachemar grają mniej wymuszone piosenki, a stawiając na ascetycznie heavymetalowe brzmienie, uzyskali całkiem niezły sabbatyczny efekt.

posłuchaj


Caveman Cult: Savage

Caveman Cult
Savage War Is Destiny
[Wohrt]

Znakomite podsumowanie roku na świecie. Deathmetalowy soundtrack pod kanibalistyczne praktyki ludzi ocalałych z pogromów i apokalipsy. Nie wiadomo, co się właściwie wydarzyło. Nic nie jest jasne, poza tym, że słychać szczęk gruchotanych kości, wysysany szpik.

posłuchaj


Cemetery: Order

Cemetery Piss
Order Of The Vulture
[Cricket Cemetery]

Na pierwszym LP flagowy okręt Cricket Cemetery dostarcza to, do czego ów label powoli przyzwyczaja, a Kim Kelly pisze, że ten zestaw staro-nowych rozpruwaczy sprawia, że "metal znów jest sexy". Cokolwiek to może oznaczać, trzeba przyznać, że koitus hardcore'u i nowoczesnego blacku jest tutaj dość intensywny. Przywołując tytuł jednego z utworów: "Such The Vultures Love".

posłuchaj


Cobalt: Slow

Cobalt
Slow Forever
[Profound Lore]

Na następcę Gin przyszło czekać siedem chudych lat, ale efekt robi wrażenie. Pozornie wielkie, zmiany były do przewidzenia, z oryginalnego duetu pozostał tylko Erik Wunder, a Cobalt daleko zostawili black, którym afiszowali się początkowo na rzecz czarnego art-core'u. Nadal jednak jest to wojenny metal, oparty na nieustępliwych, lecz melodyjnie-ezoterycznych riffach i "trybalnych" bębnach, od których fanom Lateralusa otwiera w szyszynce trzecie oko.

posłuchaj


Cultes Des Ghoules: Coven

Cultes Des Ghoules
Coven, Or Evil Ways Instead Of Love

[Under The Sign Of Garazel]

Łotrzykowska operetka w duchu Franty Štorma i jilemnickich okultystów, a także mistrza Sędziwoja, średniowiecznych alchemików i kuglarzy to zaraz po Furii najlepsza rodzima produkcja. Długość materiału koresponduje z opętańczym śmiechem, bo sto minut blacku według czarnej czeskiej receptury nawet wytrawnym czortom może być czasem ponad dostatkiem. W tym silva rerum znajdują się rzeczy z rozmaitych kazamatów: teatralne melodeklamacje, blackowy szał, opętańcze oberki, czarne msze, ale od tego przybytku głowa jednak nie boli.

posłuchaj


Deathspell: Synarchy

Deathspell Omega
The Synarchy Of Molten Bones
[Norma Evangelium Diaboli]

Redaktor Antoni Barszczak wyczerpał już temat tej listowej płyty w recenzji. Pół godziny to nie dużo jak na pierwszy album od sześciu lat, ale mam wrażenie, że jest to tylko rozgrzewka przed jakąś nową summą Francuzów. Poza tym czuję się usatysfakcjonowany kolejną odsłoną blackowej podróży na najwyższy krąg piekieł, gdzie i tak większość wymienionych w tym rekapie diabłów nigdy nie zagości.

posłuchaj


Deftones: Gore

Deftones
Gore
[Reprise]

Mam ogromny sentyment do White Pony, dlatego byłem rozczarowany kolejnymi niepowodzeniami artysty znanego w mojej okolicy jako CZIKO Moreno. Nie można powiedzieć, że się nie starał, chyba nawet próbował aż za bardzo nadać swojemu projektowi bardziej ambitny azymut, lecz (poza kilkoma jaskółkami) w rozdzierających refrenach z upływem czasu charakterystyczny teenage angst zmienił się w drażniący ból dupy. Chciałbym napisać, że nowy album jest świetny właśnie dlatego, że muzycy dali sobie trochę luzu – ale to nieprawda. Ten album jest dobry właśnie dlatego, że od początku do końca cechuje go precyzja, przełożona na uderzającą spójność brzmieniową tego materiału. Oczywiście o powrocie do złotej ery nu-metalu dla fanów Donnie Darko nie może być mowy, nadal jednak nie ma wątpliwości, kogo tu słuchamy. Moreno robi to co zawsze: uspokaja, wrzeszczy, rzuca pełen rezygnacji refren. W kilku wypadkach, jak w openerze "Prayers/Triangles", najbliższym Kucykowi - "Doomed User" i zamykającym "Rubicon" słychać, że ten głos może znów stanowić atut, ale większe brawa należą się jednak sekcji rytmicznej, która zupełnie zrewitalizowała muzykę zespołu oraz Stephenowi Carpenterowi, który potrafił utrzymać oniryczną atmosferę przez kilkadziesiąt minut, grając przy tym raz jak rasowy alt-metalowiec, raz jak fan Weezer dwadzieścia lat później, innym razem jeszcze przesiadając się na mathmetalowe konie mechaniczne. Gore!

posłuchaj


Destroyer: Wildfire

Deströyer 666
Wildfire
[Season Of Mist]

Dziki ogień jest tym, co obiecuje - szaloną jazdą wśród proto-blackowych biesów na oślizgłej kobyle piekielnego thrashu, której typy wcale nie boją się zajeździć. Dość oszałamiające dionizyjskie doświadczenie przypominające o zapomnianych już niebezpieczeństwach zabawy ostrym metalowym narzędziem.

posłuchaj


Devil Worshipper

Devil Worshipper
Devil Worshipper
[Holy Mountain]

Nietypowy, zamglony stoner z psycho-przechyłem, lucyferiańską poetyką i skłonnością do Earthowych medytacji. Według zapowiedzi: album o mrocznych czasach na post-reaganowskim Zachodzie. Mógłby komentować w Hell or High Water panoramy pustyni powoli powracającej tam, gdzie kiedyś stały farmy i wędrowali ludzie.

posłuchaj


Dillinger: Dissociation

Dillinger Escape Plan
Dissociation
[Party Smasher]

Dissociation to prawdopodobnie ostatni album grupy, a DEP pozostają na nim zespołem bardzo konserwatywnym w swym dążeniu do z innowacji. Grupa jest oczywiście ikoną technicznego metalcore'u i swego czasu rzeczywiście było to dosyć świeże, z drugiej strony mam wrażenie, że muzycy nigdy nie wykorzystali popowego potencjału i pozostali w gruncie rzeczy specjalistami od ekstremalnych kolaży, tymi typami od Pattona, którzy już za chwilę naprawdę nas czymś zaskoczą.

posłuchaj


El-Ahrairah

El-Ahrairah
El-Ahrairah
[Underground Soundscapes]

Kolejny po Fall Of Efrafa projekt, który tematycznie nawiązuje do Wodnikowego wzgórza Richarda Adamsa i jego bohaterów - paki króliczych śmiałków. Kwartet pod wezwaniem gryzoniowego Robin Hooda to żadne zajęcze serca, a tak frapującego miksu dzikiego blacku, noise'owej surowizny, hardcore'owej drapieżności i postrockowych wykończeń nie znajdziecie w pierwszej lepszej norze.

posłuchaj


Eternal: Armor

Eternal Champion
The Armor Of Ire
[No Remorse]

Inspirowana nie tylko nowofalowym cyklem książek Michaela Moorcocka, ale przede wszystkim oldschoolowym heroic fantasy i podobnym heavy metalem płyta tej supergrupy, w której skład wchodzą muzycy Sumerlands i Power Trip to chyba najfajniejszy pastisz amerykańskiej epiki spod skórzanych gatek Manowar, jaki w tamtym roku słyszałem. Na pytanie, czego we współczesnym metalu mu najbardziej brak, wokalista grupy Jason Tarpey odpowiada: "Balls. And Swords". Bo czego chcieć więcej?

posłuchaj


Forteresse: Rebellion

Forteresse
Thèmes Pour La Rébellion
[Sepulchral]

Quebec wyrobił sobie w ostatnich latach nie lada pozycję, a związane z tą prowincją brzmienie, w którym amerykański black grany jest z dużą dbałością o widmowe melodie i ozdobiony nostalgiczno-depresyjną aurą wraz z takimi zespołami jak Gris, Sombres Forêts czy właśnie Forteresse uznać można za jedno z ciekawszych mikrozjawisk na metalowej scenie. Piąty już na przestrzeni dekady album kwartetu poświęcony został tzw. Rebelii Patriotycznej w Dolnej Kanadzie z 1837/38 r., kiedy to mieszkańcy Quebecu bezskutecznie próbowali uzyskać niezależność. Jednak nie historyczne ciekawostki interesują nas tu najbardziej, lecz raczej sposób, w jaki znani z fantastycznego Ephemer: Fiel i Moribond z kolegami używają kontrolowanego patosu, melodyjnych pejzaży włączonych w ścianę dźwięku i nawały kanonierskich bębnów.

posłuchaj


Furia: Księżyc

Furia
Księżyc Milczy Luty
[Pagan]

Nigdy nie byłem przesadnym fanem Furii, bo choć co prawda moja znajomość ich dorobku jest cokolwiek niezachwycająca, to znane mi płyty raczej mnie nie porwały. Tym większym zaskoczeniem okazał się tegoroczny album Ślązaków. Te sześć kawałków okraszone raczej typowo nachalnym tytułem (ale jakże trafnym) z miejsca zdobyło miejsce w moim serduszku. Oddalając się daleko od blacku, inkorporując w strukturę tuziny innych pierwiastków, nierzadko będąc bliżej jakiejś ekscentrycznej wariacji post-hardcore'u/rocka, Nihil wraz z ekipą węglem nakreślił rewelacyjną opowieść. Nie tylko moja ulubiona tegoroczna polska płyta, ale też metalowa w ogóle, gdzieś między Wełnowcem i Siemianowicami. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Ghoul: Dungeon

Ghoul
Dungeon Bastards
[Tankcrimes]

Banda trupojadów zarejestrowała najlepszy materiał od czasu Splatterthrash z 2006 r. Przez tę dekadę niewiele się w muzyce ghuli pozmieniało. To nadal archaizowany hc-thrash podpatrzony u Cro-Mags, Exodus, czy Anthrax z dodatkiem grindowych ochłapów. Niezbyt świeże to mięso, ale nikt się nie otruje.

posłuchaj


Gorguts: Pleiades

Gorguts
Pleiade's Dust
[Season Of Mist]

Przeczytałem gdzieś ostatnio, że goście z Meshuggah nie wiedzą, co robią, a gdyby mieli wyprowadzić równanie, to ten ich matematyczny metal, zostałby przez nich błędnie obliczony. Później przeczytałem gdzie indziej, że to wspaniałe i odważne nagrać półgodzinny utwór jak Gorguts, bo innym zespołom po 11 minutach zaczynają mięknąć nogi. Trochę powagi. Takie przedsięwzięcia już nie ziębią, ani grzeją, prawdą jest natomiast, że Gorguts nagrali w ubiegłym roku trochę lepszy album niż Meshuggah, więc jak ktoś ma wolne półgodziny to zachęcam, choć nie gwarantuję, że na 11 minucie średni statystyczny odsłuch tego dzieła się nie kończy.

posłuchaj


Graves: Curse

Graves At Sea
The Curse That Is
[Relapse]

Choć grupa z Oregonu dla wielu miłośników sludge'u nie jest anonimowa, dopiero teraz debiutuje w dłuższej formie, stąd też może uczucie, że obcujemy z jakimś zaginionym materiałem sprzed dobrych kilku lat, kiedy tego typu muzyka była u szczytu popularności. Przysłowiowa mieszanka świeżości i rutyny owocuje świetnym wynikiem tego teamu. Dla mnie ciut wyżej niż inni wieczni drugoligowcy z Cough, którzy w tym roku też wydali w Relapse aspirujący LP. W kontekście Graves At Sea nazwa naszych faworytów z Thou pada dosyć często. Niebezpodstawnie.

posłuchaj


Hammers Of: Dead

Hammers Of Misfortune
Dead Revolution
[Metal Blade]

Najlepszą kosmiczną przygodę (obok Vektor i dystopii Megadeth) nagrał John Cobbett ze swoim zespołem. To heavymetalowa podróż z naprawdę nośną melodią, power-refrenami (ale nie: powermetalowymi), Joe Huttonem na mikrofonie, który czasem brzmi jak Josh Homme śpiewający w Yes oraz folkowymi ozdobnikami, które nadają kompozycjom staroświeckiego kolorytu. Taki prog słucha się z dużą przyjemnością. Up the hammers!

posłuchaj


Horseback: Dead

Horseback
Dead Ringers
[Relapse]

Jenks Miller daleko odjechał od pierwotnego krautowego black metalu, od którego zaczynał. To co gra dziś Horseback opisano już jako mariaż Neila Younga z Sunn O))), jakkolwiek niedorzecznie brzmi tego typu metka, lecz chyba trafniej określić można tę muzykę, powołując się na Earth – gdyby leniwe ziemskie landszafty zyskały oprawę nawiązującą do kosmische musik i okazjonalne ficzuringi Davida TIbeta, to pewnie mogłyby brzmieć podobnie do Dead Ringers.

posłuchaj


Ihsahn: Arktis

Ihsahn
Arktis.
[Candlelight]

Ihsahn nie mógł lepiej trafić z tym albumem. Do głosu wydają się dochodzić zespoły, dla których odniesieniem przestają być same kudłate ur-początki norweskiego blacku, lecz raczej ich symfoniczne rozwinięcie, a dalej również awangardowe projekty zmiennokształtnych dziwaków łączących melodie z elektroniką, prog-rockiem i barokiem. Arktis. to być może najlepsze solowe nagranie frontmana Emperor, poświęcona odkrywcom północy, pełna rozmachu historia, w której nie brakuje metal-hitów ("Mass Darkness") i zaskoczeń na miarę fragmentów jazzowego popu ("Crooked Red Line"), a także typowego w wypadku tego artysty przetopienia nadmiaru środków w niezwykle melodyjną całość.

posłuchaj


In The Woods: Pure

In The Woods...
Pure
[Debemur Morti]

Dawno już nie wracałem do żadnego albumu tej formacji, która w latach 90. kształtowała legendarne brzmienie Misanthropy Records. Najlepiej pamiętam blackowy Heart Of Ages, które stylistycznie zwiastowało WITTR, a także duszną atmosferę Strange In Stereo - wzorcowego albumu wyrosłej z ekstremy norweskiej metal-awangardy. Po siedemnastoletniej przerwie In The Woods... brzmią jednak inaczej, odsyłając raczej do specyficznej, trącącej myszką odmiany prog metalu pozostającego pod silnym wpływem brzmienia Peaceville. Przypomina to trochę debiut Green Carnation lub Arcturus, a trochę Paradise Lost zainspirowany albumem Crack The Skye Mastodon. Efekt niedzisiejszości takich dźwięków trochę odrzuca, lecz właściwie to całkiem treściwy album dla tych, którym marzą się drakońskie czasy, raj utracony.

posłuchaj


Inquisition: Bloodshed

Inquisition
Bloodshed Across The Empyrean Altar Beyond The Celestial Zenith
[Season of Mist]

Bardziej okazały tytuł znaczy jednak pewną obniżkę formy, przynajmniej jeśli najbardziej w tym projekcie ceniliście lotność riffów na powierzchni perkusyjnego szturmu. Goście nadal pozostają chyba na absolutnym topie, gdy weźmiemy pod uwagę szybki black znaczony drugą falą, lecz tym razem dla wielu słuchaczy będą po prostu w tym pędzie nieuchwytni.

posłuchaj


Jute: Perdurance

Jute Gyte
Perdurance
[Jeshimoth]

Hipsterstwo w muzyce można rozpatrywać na dwa sposoby. Dla jednych będą to ludzie jeżdżący na Openera, bywalcy sieciówek z nieproporcjonalnie drogą do jakości kawą albo "pedały w rurkach" z Deafheaven. Kumaci jednak wiedzą, że prawdziwe hipsterstwo to co innego. Jeśli Jute Gyte, jednoosobowy projekt Adama Kalmbacha nie zasługuje na to miano, to nic nie zasługuje. Chore, powykręcane Perdurance autentycznie przeraża. Ta godzina nieludzko skomplikowanego łojenia i rzępolenia to twór równie dziwny, co fascynujący. Jednocześnie nie mamy wątpliwości z czym obcujemy – to ciągle black metal. Napędzane matematycznymi, atonalnymi riffami i automatem perkusyjnym sześć opowieści o bóg wie czym, bo zabrakło mi odwagi spoglądać w teksty przyprawiają o dreszcze i ból głowy. Zresztą wystarczy mi bandcampowa notka od atutora: "The pitch content that opens “Woodcutter” is a microtonal extension of the opening theme of Brahms' first piano quartet, though it's not easy (or necessary) to hear the source in the final arrangement". Taka muzyka sprawia, że Gorguts brzmi jak liveband z Jaka to melodia?. Gdzie jestem, co się dzieje? Niech ktoś mi powie i pomoże to zrozumieć. Może za parę lat? –Antoni Barszczak

posłuchaj


Kvelertak: Nattesferd

Kvelertak
Nattesferd
[Roadrunner]

Tych rock'n'rollowców z nie trzeba specjalnie przedstawiać. Norwegowie już od lat nagrywają sympatyczne albumy, gdzie energetyczne hc-pokrzykiwania uzupełniane są niezłymi refrenami, a proporcje solówek, hardrockowych riffów i stopień ustylizowania brzmienia są zbyt dobrze odmierzone, aby mogły się komukolwiek nie spodobać. Tak jest i teraz: zarówno przy bujającym utworze tytułowym, nieco wścieklejszym "Berserkrze czy "Svartmesse" z purplowskim otwarciem bawię się bardzo dobrze.

posłuchaj


Martyrdod: List

Martyrdöd
List
[D-Takt & Råpunk]

Zaczyna się trzyminutowym trzęsieniem ziemi, potem po drodze "Wipeout" i "Harmagedon". Od kilku lat Szwedzi dostarczają d-beat na brytyjskich heavymetalowych riffach i nie jest to, kurcze, żaden wielki movement, ale tak bezzadyszkowa siekanka, że zawody drwali mają żelaznego faworyta.

posłuchaj


Megadeth: Dystopia

Megadeth
Dystopia
[Tradecraft]

Spośród czterech thrashowych jeźdźców Megadeth prezentowali się najmniej wyraźnie i chyba dla licealisty też nie najciekawiej. Slayera, Metallicę i Anthrax wyróżniały siła, rozmach i charyzma, a zespół Dave'a Mustaine'a zbyt wyraźnie zbliżał się do prog-stulejarzy i był raczej wątpliwą koszulkową zajawką Oczywiście moje spojrzenie wtedy było skażone przez brak równowagi hormonalnej i życiowego doświadczenia. Z Megadeth przeprosiłem się już dawno temu i w 2016 roku – roku, w którym swoje płyty wydała Metallica, zaprezentował Anthrax, niezbyt przejąłem się tymi ich pakamerskimi próbami restauracji utraconej czci. Dystopia natomiast nie żenuje, brzmi całkiem świeżo i nawet aktualnie jako akompaniament przetaczających się za oknem fars i kataklizmów.

posłuchaj


Nadra: Allir

Naðra
Allir Vegir Til Glötunar
[Vánagandr]

Niektórzy mowią, że islandzka Naðra to ekwiwalent, ubiegłorocznego Misþyrming, albo że Allir Vegir Til Glötunar to nowe Söngvar Elds Og Óreiðu, co może wynikać z faktu, że poza wokalistą wszyscy muzycy grają w obydwu wymienionych projektach. W Naðra zdradzają jednak dużo większe niż można było przypuszczać uwielbienie dla chwytliwych melodii, "wikińskich" wypadów pod patronatem dawnego Enslaved, a ich efektem rabunkowy album, który Ameryki nie odkrywa, ale jakiś Winland króla Bathorego to już prędzej.

posłuchaj


Nails: You Will

Nails
You Will Never Be One Of Us
[Nuclear Blast]

Nails jak to Nails – z chirurgiczną precyzją, co trzy lata, dostarczają kolejny grindcore'owy wygrzew. Nieco ponad dwadzieścia minut agresji w stylu Unsilent Death i Abandon All Life z dwoma subtelnymi różnicami: po pierwsze, chłopacy nie nagrywają u Southern Lorda, a materiał wydają nakładem Nuclear Blast Entertainment, która to wytwórnia w "środowisku" nie cieszy się najlepszą estymą. Po drugie, amerykański zespół zgodnie z panującymi na scenie trendami przesunął się niemal niezauważenie z quasi-core'owych rejonów w stronę popularnego dziś hc metalu, nieznacznie tracąc przy tym "pazur". Ale mimo to przyznać należy, że w dobie dziesiątek bandcampowych, utrzymanych w duchu DIY blast-bandów, to właśnie riffy furiatów z Oxnard w Kalifornii brzmią najciekawiej. Pytanie tylko, w jakim kierunku Nails pójdą w 2019 roku, bo nie ukrywam, że z wielką nadzieją wypatruję wydawnictwa matematycznego, metalcore'owego - utrzymanego w stylu pierwszych ważnych albumów Converge. Potencjał na stylistyczną woltę jest ogromny. –Witold Tyczka

posłuchaj


Neurosis: Fires

Neurosis
Fires Within Fires
[Neurot]

Mam wrażenie, że od Given To The Rising począwszy, panowie z Neurosis zaczęli podsumowywać swój własny, bogaty dorobek serią albumów, w których zespół zamyka obszar stylistyczny i świadomy własnych osiągnięć, nagrywa rzeczywiście już tylko dla własnej satysfakcji, nie bardzo starając się uczynić każdą nową płytę wydarzeniem. Fires Within Fires pokazuje spokojniejsze oblicze, nieco zrezygnowane na tle licznych pokazów woli mocy z przeszłości. Jest to w jakimś sensie "starczy " album z drzemiącą w nim siła spokoju, pewną nieustępliwą prostotą, gdzie folkowa tęsknota uśmierzona zostaje przez subtelne, psychodeliczne wycieczki.

posłuchaj


Nox: Ancestral

Nox
Ancestral Arte Negro
[Forever Plagued]

Dobrze wiedzieć, że ktoś jeszcze potrafi zagrać black metal bez wydziwiania i kaprysów. Jest połykanie ognia, są zabawy z bronią białą, seanse spirytualistyczne i spirytusowe. Dwadzieścia minut gitarowego wymiatania z Medellín, które zachowało jeszcze urok grania po bramach.

posłuchaj


Oathbreaker: Rheia

Oathbreaker
Rheia
[Deathwish]

Całe szczęście, że belgijskiego Oathbreaker z wytwórni Deathwish jeszcze nie wywiało, bo oprócz reedycji You Fail Me oraz kolejnego kolekcjonerskiego wosku Jane Doe, to właśnie autorzy Rheia uratowali honor Jacoba Bannona w roku 2016. Europejski kwintet przy okazji swojej trzeciej studyjnej płyty przesunął się z rejonów czysto crustpunkowych gdzieś na obrzeża popularnego dziś hc metalu. Jest rozwleklej - kompozycje zostały w stosunku do dwóch poprzednich krążków odpowiednio wydłużone, wokal pani Caro Tanghe należycie wyeksponowany (nawet w momentach czystego blackened screamo), a ostateczny kształt całego nagrania przybrał post-rockowe barwy z dodatkiem przysadzistych, agresywno-doomowych gitarowych sekwencji. Wszyscy głośno myślą o "feminizowanym" Deafheaven i jest w tym ziarnko prawdy, i jednocześnie wielka wiara w brązowy medal w tegorocznych metalowych podsumowaniach. –Witold Tyczka

posłuchaj


Oranssi: Varahtelija

Oranssi Pazuzu
Värähtelijä
[Svart]

Z zespołu zwariowanych freak-metalowców Finowie przeistoczyli się w dużo poważniejszego stwora. Doceniają ich wszyscy, każdy za nieco inne rzeczy: za blackowe plemienne rytuały, ślady hipnotycznych odjazdów, nieoczywistą atmosferę, która zyskała im posłuch poza czarnym kręgiem. Otwierający "Saturaatio", ponad jedenastominutowy tunel w kwaśnej glebie dobrze wprowadza w ten poważny, groźny świat. Względem poprzednika album wydaje się nieco bardziej zniuansowany, blackowe elementy ukryte jeszcze bardziej pod świerkowymi gałęziami szmerów, pomruków, grozy, budowanej przez subtelne elektroniczne świsty, wysuniętą perkusję. Nawet cięższe, szybsze fragmenty, jak "Hypnotisoitu Viharukous" czy początek "Vasemman Käden Hierarkia" to tylko przerywnik w gąszczach piłujących pseudo-drone'ów i trybalnych tam-tamów rozwijanych na długim dystansie.

posłuchaj


Okkultokrati: Raspberry

Okkultokrati
Raspberry Dawn
[Southern Lord]

Młodsi koledzy Darkthrone od lat garują swój heavy punk, garażując w nim piwniczne blackmetalowe wpływy. Tym razem zamiast dusznej atmosfery szkicowych hałasów przykładają większą wagę do melodii, jak w utworze tytułowym, dodając trochę matalicznej elektroniki jak w "Hard To Please, Easy To Kill". Trochę rebeliancka, ale stylowa jazda przez graty trzymane w piwnicy.

posłuchaj


Panphage: Drengskapr

Panphage
Drengskapr
[Nordvis]

Znakomity lo-fi black z dodatkiem pogańskich folk-akcentów. W każdym dźwięku czuć radość grania, jaką z grubsza anonimowy pan Phage przelał w te interpretacje bohaterskiej islandzkiej sagi, spuentowawszy je łupieżczym śmiechem i pohukiwaniem. Utwory rozpoczyna szum fal lub ducie wiatru, co sugerować może miejsce kolejnych krwawych przygód, oby zakończonych następną epicką batalią.

posłuchaj


Ranger: Speed

Ranger
Speed & Violence
[Spinefarm]

Po sprężystym thrashowym debiucie Finowie postanowili sięgnąć bruku, przenosząc swoją uwagę na bardziej uliczne, by nie rzec: rynsztokowe, elementy. Są skandowane punkowe refreny, skundlone falsetto przechodzące w deliryczny omam, bębny miarowo gubią rytm, trochę brakuje dawnej charyzmy, więcej w tej recepcie antykwarycznego zapału (czytaj: próby wskrzeszenia domowym sposobem smaku taniego Mamrota), ale koneserzy docenią.

posłuchaj


Sacrificio: Guerra

Sacrificio
Guerra Eterna
[Iron Bonehead]

W podziemnych katowniach i lochach hiszpańska anty-inkwizycja nie waha się użyć Hellhammera oraz narzędzi dźwiękowych tortur spod czarnego znaku. Sacrificio dozują je jednak z zimną krwią, uwypuklając przede wszystkim perwersyjne smaczki pierwszej fali blacku, dbając o detale i atmosferę w czasie tych wisielczych spytek.

posłuchaj


Salems: Pronounce

Salem's Pot
Pronounce This!
[RidingEasy]

Gdy ostatnio odwiedzaliśmy ten dom na kurzej stopce, Szwedzi zdawali się serwować muzyczny seans z filmami Jesúsa Franco: śródziemnomorskie wampy, opętani lekarze-czarnoksiężnicy, spadek po wujach z Transylwanii. Co nieczęste, lepsza produkcja sofomora nie wypędziła z tego materiału czarnej magii, a całość brzmi naprawdę solidnie. Jeśli marzył wam się w jakimś majaku mariaż Electric Wizard z nieco bardziej standardowym hippisowskim prog-rockiem to koszmar właśnie obleka się w ciało.

posłuchaj


Shataan: Weigh

Shataan
Weigh Of The Wolf
[Iron Bonehead]

Wśród kilku naprawdę nieustępliwych, lecz ekscytujących fragmentów tegorocznego blacku (Alkerdeel, El-Ahrairah, Ustalost), to chyba właśnie Shataan absorbuje najbardziej. Projekt zrodził sie w kręgach Black Twilight. Oprócz eponimicznego lidera, udział biorą Volahn i tworzący Arizmendę – Murdunbad, album różni się od jednak od standardowych postazteckich miraży. To bardzo oryginalna mieszanka blacku, noise'u, punkowych wokaliz i medytacji z fletem(wcale nie w funkcji pastuszych przeszkadzajek), jesli wyobraziłbym sobie wczesny Mercury Rev grający black to taka wizja miałaby podobny koloryt. Nigdy sobie tego jednak nie wyobrażałem.

posłuchaj


Sierść: Its Easy

Sierść
It's Easy
[Enjoy Life]

Album warszawskiej formacji przynosi prawdziwie fowizującą jazdę, w której drapie punkowy pazur, latają blackowe kłaki, szczerzą się noise'owe kły. Zwierzęca żywotność i zwichrzone podejście do czupurnego nieładu to jeden z atutów tego projektu, mam nadzieję przeniesiony wkrótce na kolejne nagrania.

posłuchaj


Spell: For None

Spell
For None And All
[Bad Omen]

Rejony okultystyczno-rockowe zostały przez Kanadyjczyków prawie zmonopolizowane. Co prawda Lord Of Misrule Blood Ceremony trochę odrzucał elementami piosenki biesiadnej, to jednak Cauchemar czy Spell ratowali reputację wiedźmiarzy. To co najbardziej wyróżnia For None And All, to całkiem rześkie refreny; kiedy już myślisz, że słuchasz generycznego broom rocka, który ma przede wszystkim nie przeszkadzać, pojawia się jakaś całkiem zgrabna melodia, albo mostek, które wyróżniają trio spośród szeregu podobnych, lecz mniej czarujących jegomości.

posłuchaj


Spiritus: The Year

Spiritus Mortis
The Year Is One
[Svart]

Na okładce tego wydawnictwa "Zatonięcie statku Nadzieja" Caspara Davida Friedricha, na który to obraz natknąłem się ostatnio przypadkowo, czytając artykuł Marka Bieńczyka o eksploratorach Przejścia Północnego. W skrajnych warunkach klimatycznych dawni polarnicy przymierali głodem, zamarzali, gdy lód skuł szlak powrotny, jadali paski, cholewki i siebie nawzajem. Spiritus Mortis, jedyny nadal ocalały zespół spośród "Wielkiej Trójki Fińskiego Doomu" (omne trinum perfectum, wiadomo) jednak nie o tym. A o czym? Nie wiem dokładnie, jaki jest koncept, ale jestem pewien, że Cathedral i Candlemass patronują tej znakomitej, tradycyjnej wyprawie.

posłuchaj


Stalker: Satanic

Stälker
Satanic Panic
[white label]

Tym razem nie na strychu, lecz w twojej piwnicy. Dziesięć minut na nowozelandzkich dożynkach, gdzie kudłate kiwi na szybko zawstydzają tegoroczny materiał Ranger i masę zaplutych speedmetalowych wannabe.

posłuchaj


Sumerlads: Sumerlands

Sumerlands
Sumerlands
[Relapse]

Muzycy Sumerlands przemycają klasyczny heavy metal pod przebraniem - pod płaszczykiem mają barbarzyńskie portki, lecz są nadal do przyjęcia dla kogoś, komu nie podoba się bohaterska otoczka Eternal Champion (projektu, w którym dwóch muzyków Sumerlands bierze zresztą udział) albo beermetalowa stylistyka High Spirits. Filadelfijczycy grają więc bardziej jak Sabbath z czasów Dio niż Tony'ego Martina, a całość równie mocno przypomina In Solitude, co galopującą nową falę amerykańskiego heavy.

posłuchaj


Ulcerate: Shrines

Ulcerate
Shrines of the Paralysis
[Relapse]

Techniczny death wyraźnie wypadł ostatnio z łask. Poszerzanie stylistyki poprzez "matematyczne" układanki zawsze wiązało się z ryzykiem kompozycyjnego niedoboru albo, co gorsza, brzmieniowej rutyny. Ulcerate nie jest na tym polu wyjątkiem, jednak Shrines of the Paralysis daleko jeszcze do powtarzania geriatrycznych nawyków. Niby Nowozelandczycy realizują znany już z poprzednich krążków pomysł na wywołanie zjawisk sejsmicznych, lecz ich brutalny death z ważnym efektem tsunami przerywanego monumentalnym tąpnięciem nadal robi dosłownie przytłaczające wrażenie.

posłuchaj


Ulver: ATGCLVLSSCAP

Ulver
ATGCLVLSSCAP
[House of Mythology]

Ok, Ulver od dawna nie gra już blacku, ale goście to nadal tricksterzy, którzy cenią sobie ezoterykę w każdym wydaniu. Poświęcony znakom zodiaku improwizowany album to wycieczka w stronę kosmicznych drone'ów, New Age, egzotycznej psychodelii, Floydów, a do tego jedna z lepszych płyt zespołu spośród tych,na których brak jest choćby grama metalu. Z ciekawostek: następny album ma podobno nosić tytuł: The Assassination Of Julius Caesar. Chciałbym to usłyszeć.

posłuchaj


Urfaust: Empty

Urfaust
Empty Space Meditation
[Ván]

Od kilku nagrań Urfaust coraz bardziej oddala się od średniowiecznych korzeni. Najpierw była fascynacja koptyjskim ruchem anachoreckim, plotynizmem i gnozą, teraz kolejne medytacje prowadzą do jądra symfonicznego doom/blacku. Być może to jakiś revival takiego grania, muszę jednak przyznać, że bardziej pasował mi teutoński faust wcześniejszych nagrań duetu niż te ich duchowe peregrynacje.

posłuchaj


Ustalost: Spoor

Ustalost
The Spoor Of Vipers
[Sibir]

Projekt znanego z Yellow Eyes Willa Skarstada udanie penetruje nowe black-otchłanie, w których takie grupy jak Ash Borer czy Fell Voices czuły się jak u siebie. Ambientowe tła stają się tutaj kanwą dla bogatych gitarowych motywów , a atonalne arpeggia ustępują hipnotycznym, melodyjnym riffom, które kojarzą się zarówno z atmosferycznymi standardami, jak i z cieniem kaskadyjskich enviromentalistów. W tym roku lepsze nawet niż Jesionowe Żuki.

posłuchaj


Vektor: Terminal

Vektor
Terminal Redux
[Earache]

Nasz drugi typ z Earache, o którym kolega Wawrzyn Kowalski obszerniej pisał w ramach dłuższej recenzji na Porcys, to Vektor. Młodzi amerykanie przebojem wbili się na metalowe top-listy w 2009 roku i po dziś dzień dostarczają najbardziej nie-wapniacki koniobijczy prog. Terminal Redux broni się muzycznie nawet w oderwaniu od rozdmuchanego narracyjnego konceptu utrzymanego w duchu science fiction. A wszystko za sprawą niesamowitej zdolności do integrowania kilku metalowych podgatunków i komponowaniu z użyciem różnych środków pompatycznych, acz nie kiczowatych suit. "Na jednym wdechu", po prostu. –Witold Tyczka

posłuchaj


Violet Cold: Magic

Violet Cold
Magic Night
[Tridroid]

Pozwolę sobie na odrobinę prywaty. Dużą część minionego roku spędziłem w Baku, dlatego też nie mogłem nie odnotować obecności azerskiego blackgaze'u na "światowych listach". Wydaje mi się, że to miasto jest kiepskim miejscem do grania metalu, choć sporadycznie rejestrowałem obecność ziomków z gitarami przemykających po wysokich, bezkolizyjnych chodnikach. Kibicuję Magic Night, choć to całkiem generyczne granie. Ładne, że aż czasami irytuje (zwłaszcza to pianino), z drugiej strony jest polski akcent na trackliście, więc ofiar wśród Polaków nie będzie, a materiał może chyba przemówić do tych, którzy lubią takie post-posty. Explosions In The Sky w kaspijskie księżycowe noce.

posłuchaj


Wormrot: Voices

Wormrot
Voices
[Earache]

W tym roku Singapur grzeczniej. Zmiana perkusisty składu, próba wyjścia poza ramy czystego grindcore'u i chęć wplecenia trochę "piosenkowej" melodii zaowocowała uładzonym Wormrot. Riffy na miejscu, chaos obecny, ale nie da się oprzeć wrażeniu, że to już nie ten sam wymiar gitarowej dezorientacji, który praktykowali przed laty. Niemniej w świecie (jak już pisałem przy okazji krótkiego komentarza do tegorocznego Nails) wątpliwej jakości projektów tego rodzaju, singapurczycy wypadają całkiem nieźle. Choć przyznaję, że brakuje w 2016 takiej petardy na miarę technicznego do bólu Gridlink (nawet bez futurystycznego, mangowego backgroundu). –Witold Tyczka

posłuchaj


Zeal: Devil

Zeal & Ardor
Devil Is Fine
[Mvka]

Manuel Gagneux przez przypadek i dla żartu postanowił ożenić black metal z "muzyką czarną", a jego pomysł zrobił furorę najpierw jako fenomen internetowy, następnie doceniony przez różne opiniotwórcze media (album wylądował wysoko na liście roku Noisey). Niewolniczy black, rytuały voodoo, duchowość amerykańskiego Południa to na razie rekwizyty, z których Gagneux korzysta całkiem swobodnie, prezentując muzykę bardzo eklektyczną, przypominającą pod tym względem Fantômas czy Mr. Bungle sprzed kilkunastu lat. Trudno nie zauważyć, że afroamerykańskie elementy trochę zbyt często opierają się na stereotypach. Z drugiej strony metal od zawsze buduje przecież swoje narracje na konwencjonalnych wyobrażeniach, a tego typu muzycznych odniesień jeszcze na tym polu nie słyszałem.

posłuchaj

Wawrzyn Kowalski    
BIEŻĄCE
RideWeather Diaries
Brian EllisMirror/Mirror