SPECJALNE - Rubryka

Porcys Składak: Panda Bear

3 września 2019

Wstydliwe wyznanie. Moje osobiste miłostki muzyczne nie zawsze i nie do końca pokrywają się z zakładką "O NAS" na Porcys. Jeśli A to redaktorzy Porcys, a B to zakładka "O NAS": A\B={ja}, co znaczy, że jestem różnicą zbiorów. Moja relacja z setką najlepszych płyt dekady, dwudziestką najlepszych singli stulecia, Porcys’s Guide to Pop, utworami, które coś zmieniają i esencjonalnymi kawałkami tego czy tamtych, przypomina relację Tomasza i Teresy z Nieznośnej Lekkości Bytu, gdzie to ja jestem niewiernym Tomaszem, a redakcja wciąż mnie trzyma i z nieoczywistych powodów nie wyrzuca za drzwi. W moich wyobrażonych dyskusjach o muzyce, zawsze pojawia się pytanie o przełom, o top jeden, o najważniejszą postać. Dla mnie to nie Beach Boys, nie Papa Dance, nie Brian Eno, nie Loveless, nie Sos Ciuchy i Borciuchy. Gdyby nie Noah Lennox, nie chciałoby mi się pisać na Porcys i można mówić takich głupot w brud; że gdyby nie Basic Channel, Erik Satie, Kylie Minogue, Metallica, Wu Tang Clan i The Clientele, nie powstałoby Person Pitch; że gdyby nie było Lennoxa, nie byłoby oczywiście Animal Collective, a gdyby Lennox nie kibicowałby Washington Wizards, to by tyle nie przegrywali. Gdyby ludzie na Chatroulette byli trochę ciekawsi, może Noah częściej przekraczałby granice swojego introwertyzmu, kto to wie. Na szczęście nikt. Wspaniale.

Muzyka wyrwana z kontekstu, magia repetycji, potęga samplowania. Ucho do elektroniki, ucho do folku i do muzyki tanecznej, Panda zamiast wielbłąda przechodzi przez ucho igielne muzyki tzw. "rozrywkowej", używam zbyt wielu równoważników zdań. Wielowarstwowość melodii, gdzie przedrostkiem "wielo-" wygrywasz wszystkie bitwy w Heros III, a potem świętujesz kolażem radości z radością, beztroski z bytem w lekkości. 9.4 na Pitchforku = 7.1 na Porcys, wszystko gra, szafa gra, a właściwie to prawdziwa szafa grająca, zamykanie oczu i liczenie do nieskończoności. Jam truskawkowy i akustyczny, rok 2007 i rok 2004, odpowiednio. Dyskografia Pandy jest tym uczuciem w głowie, gdy wiesz, że wstałeś o wiele za szybko. Prawdziwą katorgą było układanie plejki – bo chciałoby się wrzucić cały arcydzielny Person Pitch, cały Tomboy, który zabieram ze sobą na bezludną wyspę razem z paczką różowych orbit, połowę Buoys, 7/13 Panda Bear Meets The Grim Reaper i prawie nic z solo debiutu, a A Day With The Homies nie ma na Spotify, więc nikt prawie nie słuchał, jak i dwóch innych małoistotnych mini albumów. Oto subiektywna sklejka moich najszczęśliwszych chwil w życiu; and last but not least – things Panda Bear wants you to remember to always have: good time, good time, good time, good time, good time, good time, good time, good time, good time, good time. Enjoy.

Adela Kiszka    
BIEŻĄCE
Friendly FiresInflorescent
DrakeCare Package