SPECJALNE - Rubryka

Porcify: Małgola, No

5 kwietnia 2017

Kolejnym gościem naszego cyklu Porcify jest Małgola, No – autorka A/B, najwyżej ocenionej przez nas polskiej płyty z ubiegłego roku. Poniżej znajdziecie dwadzieścia kompozycji (wraz z krótkim komentarzem), które Małgola wytypowała specjalnie dla naszego cyklu. Częstujcie się!

 

Lilys "With Candy"

W tej piosence wszystko jest bezbłędne, w każdej warstwie. Gitary? Klimatyczne brzmienie i świetne motywy. Perkusja? Ciągle coś wariuje. Syntezatorek? Idealnie dopełnia refren. Melodia? Na miejscu, do tego pełna ekspresji i jeszcze jak fajnie nagrany ten wokal z chuchaniem. A to wszystko mieszczące się w trzech minutach i wcale nie sztampowej, popowej (zwrotkowo-refrenowej) kompozycji. Kurt Heasley – najbardziej niedoceniony piosenkarz świata.

Fabulous/Arabia "Give Me Love Tonight"

Wyobrażone wakacje all inclusive, które pozwoliły mi przetrwać najbardziej kryzysowe momenty mojego życia. Słucham płyty Unlimitted Buffet i w głowie dryfuję w basenie, leżę na plaży, patrzę w gwiazdy i leję kolejne kieliszki szampana. Jest najpiękniej na świecie, zwłaszcza że cofam się do przełomu lat 60. i 70. Cała płyta to dla mnie majstersztyk w wykonaniu najzdolniejszych piosenkarza (Lawrence Arabia) i producenta (Mike Fabulous) współczesnej Nowej Zelandii. "Give Me Love Tonight" jako przebojowy reprezentant.

Rupert Holmes "Him"

Kolejny wybitny piosenkarz na mojej liście:) Nie dość, że niesłychanie utalentowany muzycznie, bo melodie wraz z harmoniami, jakie układał, to jest klasa sama w sobie po prostu, na dodatek teksty zawsze mądre (koncepcyjnie i językowo), z zabawną ("Answering Machine") albo tragiczną ("Brass Knuckles") lub zabawną i tragiczną jednocześnie ("I Don’t Need You", "Escape”) pointą. Uwielbiam gościa, a "Him” to kolejny niedoceniony popowy klasyk.

Gorky’s Zygotic Mynci "Freckles"

Zaczyna się niepozornie, myślisz: balladka – gdyby nie to, że już pierwsze wersy nieprzewidywalnie tną metrum. Jest melodia, ale meandruje wbrew konwencjom i to w taki sposób, że nawet nie zauważasz momentu, w którym wszystko się idealnie składa w pełne harmonie – najpierw piękne, a potem tak smutne, że dostajesz dreszczy. Dalej instrumentalnie wszystko rozwija się jeszcze bardziej i na drugim refrenie nie masz już wątpliwości, że to klasyk gatunku. Są szczere emocje, naiwna melancholia godna Beach Boys, swoboda muzycznej wyobraźni. A najlepsze jest to, że to wszystko na przestrzeni ledwo ponad trzech minut. Gorky stworzyli zupełnie osobny muzyczny wszechświat i gdyby nadal grali, byliby najlepszym zespołem na świecie.

Polvo "Crumbling Down"

Rebus: nerw + progresje + piosenkowa melodyjność, motywy + brudne gitary z USA lat 90. + poczucie humoru = ?

odp. Polvo

Talking Heads "Cities"

Do I smell? I smell homecooking? Zaglądam do piekarnika, a tam. Piosenka jak zaczyna się z grubej rury, tak przez całą długość kręci się równo. Hipnotyczny groove basowy, zapętlony jak katarynka na haju, perkusja nie do zatrzymania, na to wszystko niepokojące wariactwo w zmianach tonacji i postępujący obłęd wokalu i tekstu. Gitary w drugiej minucie chcą odjechać, ale z tego demonicznego perpetuum mobile nikomu nie uda się wysiąść.

Ryan Power "Sample Lives"

Artysta popowy, piosenkarz, multiinstrumentalista. "Sample Lives" otwiera jego ostatni album z rybą i wykorzystuje niewielkie instrumentarium budujące napięcie w maksymalny sposób. W piosenkach Powera słychać tak różne wpływy, jak Ariel Pink, Fleetwood Mac, Spandau Ballet, Justin Timberlake (zakład?), Talk Talk, Elliott Smith (porównajcie jego sposoby prowadzenia melodii do np. "Waltz #1"). Jeśli muzyka nie wciąga Cię od pierwszego odsłuchu (głuchyś?), to wniknij w teksty. Mnie zafascynowały, przeraziły, rozkochały; mam niepokojące wrażenie, że Power wie więcej o mnie, niż ja sama. Słuchałam każdej jego płyty i zamierzam kupić wszystkie, jak tylko dostanę wypłatę.

XTC "Seagulls Screaming Kiss Her Kiss Her"

Jak tego słucham, to mi się maluje taka randka na deszczowym angielskim molo, ale kręcona jak filmy noir. A mewy to najwredniejsze ptaszyska (zapytaj Alfreda) i jeszcze śpiewają głosem Partridge’a. (No i jednak "sorry, Colin", bo każda z piosenek, między którymi się wahałam, to jednak Andy. Damn.)

Burt Bacharach "A House Is Not A Home

Mistrz świata. Reżyser muzyki – już on wie, za jakie sznureczki pociągnąć, skubany. Wiem, wiem, powinnam dać jakiś szlagier w wykonaniu Dionne Warwick albo Barbary Streisand (uwielbiam obie!), ale przy takich utworach… naprawdę, nie trzeba.

Kalina Jędrusik "Jesienna Dziewczyna"

Jak już polska reprezentacja, to najmocniejsza i z reprezentantką na czele. Chciałabym móc znaleźć właściwe porównanie dla duetu Wasowski-Przybora, ale biją wszystkich na głowę. Tekstowo, bo piosenki są bardzo mądre, wzruszające, głębokie, a zarazem dowcipne. Muzycznie, bo ani aranż, ani melodie nie starzeją się, ba, dysonanse w motywach gitarowych ("Zmierzch") czy powtarzalne sekwencje pianina, fagotów ("Jesienna dziewczyna") śmiało mogłyby być samplowane współcześnie. O emocjach i głosie Kaliny nie wspominając.

Acid Casuals "Roads"

Acid Casuals to projekt Ciana Ciarana z Super Furry Animals, który miesza w wiadrze miłość do Polygon Window, Beach Boys i syntezatorów. Smakowita mieszanka. Polecam łykać płytę Omni w całości.

Junior Senior "Boy Meets Girl"

Duńscy fascynaci disco i lat 60. W tej piosence bawią się najbardziej klasycznymi muzycznymi patternami w sferze tak samo melodycznej, harmonicznej, rytmicznej, jak tekstowej. Robią to świadomie i zajebiście, wystarczy posłuchać, jak po niemal psychodelicznych (a to przecież tylko głupi POP wczesnych lat 00.) organowych akordach wchodzi tak klimatyczny motyw na gitarze, że od razu wiesz, że to spadkobiecy "She Said She Said”. A zarazem widzisz ten tęczowy soundsystem na okładce… Gdzie oni się uchowali?

Walter Becker And Donald Fagen "Barrytown"

Tych dwóch to inaczej Steely Dan, ale celowo wybrałam gołą wersję utworu (sam wokal plus pianino), żeby pokazać, że dobra piosenka to nie techniczne umiejętności muzyków sesyjnych, epickie solóweczki, tłuste basiki, słodkie pianina, wysmakowane groovy, silne wokale. Żeby piosenka była dobra, trzeba mieć wokół czego budować, musi być porywająca melodia, charakterystyczny motyw, harmonie, pomysł, emocje, mocny tekst. Minimum środków – maksimum wyrazu. Znowu niecałe trzy minuty, a wszystko tu jest.

Elliott Smith "Waltz #1"

Najsilniejsze wspomnienie związane z Elliottem Smithem to siedzenie pod biurkiem, przy gorącym kaloryferze i regularne spijanie po kryjomu czerwonego Martini z pięciolitrowej butelki, którą moja siostra dostała na osiemnastkę. Każdy ma swojego Elliotta; mój śpiewa o uczuciach i o tym, co wewnątrz.

Beach Boys "All I Wanna Do"

Największa ironia polega na tym, że to piosenka Mike’a Love. Ale uwielbiam ją za nadziejny* klimat, utopijny tekst, błogą senność, melancholię i motyw na gitarze. Tak, myślę, iż ten numer poprzez muzykę wyraża termin "marzenie".

*Istnieje taki typ piosenki, który nie klasyfikuje się ani jako piosenka wesoła, ani smutna; jest niejednoznaczna, ale niesie uczucie pozytywnej tęsknoty. Piosenkę taką zwę "nadziejną". Samozwańczy Minister Nazywania Rzeczy, kłaniam się.

Lansing-Dreiden "A Sectioned Beam"

Najstarszy z projektów Jorge'a Elbrechta, o którym mi wiadomo. Cała EP-ka A Sectioned Beam przywodzi mi na myśl klimat czasów dzieciństwa. Mam wrażenie, że kojarzy mi się z wieloma rzeczami, ale żadnej nie mogę sprecyzować. Nie muzycznie, tylko wspomnieniowo. Niesamowite.

Paul McCartney "Souvenir"

Każdy, kto mnie zna, wie, że kocham Beatlesów. W Ringo kocham się do tej pory (hehe), ale, nie oszukujmy się, to McCartney pisze najlepsze piosenki (przypowieść mojego taty głosi, że współpraca Lennona przy "Hey Jude" polegała na dodaniu "la la laa laaaajako drugiej połowy piosenki, trudno się nie zgodzić). Flaming Pie to nie jest jego najlepsza płyta, ale do dziś pamiętam dzień, w którym rodzice przynieśli ją do domu wraz z kolosalnych rozmiarów plakatem, a potem wałkowaliśmy ją w nieskończoność (plakat wisi do dziś). "Souvenir" to ballada ze świetnymi gitarami i progresjami, które budują dynamiczną kompozycję, rodzaj kołysanki dla hałaśliwych dzieci.

Blur "Inertia"

Blur był moim ulubionym zespołem przez całą nastoletniość i przede wszystkim zapoczątkował moje zainteresowanie alternatywą, ale także kulturą brytyjską. Piosenki Blur są nią przesiąknięte, a "Inertia" to b-side, który przedstawia specyficzny rodzaj melancholii. Jest to przygnębienie i obojętność, w Damona głosie i akcencie słychać też naturalną kpinę. Jakby to nie było wystarczająco dla stworzenia uczucia stagnacji i beznadziei, pełna pogłosu, leniwa, potężna perkusja i niemal shoegaze’owe, przytłaczające gitary Coxona dobijają jeszcze mocniej.

Ween "Roses Are Free"

Ween są super! Bawią się konwencjami, melodiami, tekstami, robią to naturalnie i piosenkowo. A piosenki piszą bezbłędne, w każdym stylu. Mnie się wydaje, że potrafią wszystko.

Super Furry Animals "Zoom!"

Arcydzieło z najsmutniejszej i najmniej docenionej płyty Walijczyków pt. Love Kraft. SFA OK.


Porcify: Małgola, No

Małgola, No    
BIEŻĄCE
SZACtrl
Saint EtienneHome Counties