SPECJALNE - Rubryka

Polish Songbook #1: Krzesimir Dębski & Jacek Cygan

7 czerwca 2011



Polish Songbook #1: Krzesimir Dębski & Jacek Cygan

Nie sposób nie zgodzić się z obserwacjami Borysa poczynionymi w felietonie dla Ery, znaczy się T-Mobile Music. "Stara polska muzyka to nowe hobby krajowych dyktatorów alternatywnych gustów", zarówno recenzentów, blogerów, jak i coraz większej liczby zespołów. Nerwowe Wakacje otwarcie przyznają się do odkurzania winyli Skaldów i Lady Pank, Afro Kolektyw na naszych oczach dokonuje sporej wolty stylistycznej, powstają znakomite składanki i remiksy polskiego funku. Krytycy z otwartymi głowami biorą się w tym czasie za barki z kanonem polskiej muzyki popularnej, ustalonym przed laty przez tak wybitnych dziennikarzy, jak Wiesław Weiss, Piotr Kaczkowski czy Marek Niedźwiecki. Skrupulatnie przeglądają ich rekomendacje w poszukiwaniu perełek, dyskutują, a nierzadko zupełnie ignorują zaśniedziałe sądy dawnych mentorów, na własną rękę poszukując wartościowych dzieł i rehabilitując artystów do tej pory niesłusznie bagatelizowanych.

Jedną z ciekawszych kwestii, jakie się przy tej okazji pojawiają, jest pytanie, czy chodzi tu wyłącznie o dodanie do playlist i wykazów inspiracji jeszcze większej ilości muzyki, szerzej nieznanych "obskurów", czy też może o zupełne przeobrażenie swojej wrażliwości muzycznej? Czy rzeczywiście można mówić o charakterystycznej, typowo polskiej estetyce piosenkowej – polskim podejściu do songwritingu, które znacząco różniłoby się od podejścia zachodniego? To temat na długie dyskusje.

Marzy nam się, aby ten cykl artykułów był do nich przyczynkiem. Jego tytuł, Polish Songbook, nawiązuje do projektu Great American Songbook, który pozwolił wyznaczyć kanon amerykańskiej muzyki popularnej sprzed ery rock'n'rolla. Nasze ambicje nie są aż tak wielkie (dlatego zrezygnowaliśmy z Great), ogólny plan działania jest jednak podobny. Chcemy zebrać najwybitniejsze według nas polskie piosenki, koncentrując się na osobach ich twórców – kompozytorów (bo niby dlaczego nazywać ich songwriterami?), a często również tekściarzy. Mamy nadzieję, że w ten sposób nie tylko ocalimy od zapomnienia kilka perełek, ale także przybliżymy Wam cały zestaw zagrań, stosowanych przed laty w rodzimych kawałkach.

Pierwszymi bohaterami Polish Songbook są Krzesimir Dębski i Jacek Cygan. Każdy z tych dwóch panów osiągnął ogromne sukcesy, działając w pojedynkę. Tak się jednak składa, że to właśnie efekty ich współpracy powalają jakimś trudnym do precyzyjnego określenia, podskórnym porozumieniem. Pracując nad utworami dla różnych wykonawców, niemal zawsze osiągali niespotykane u wielu innych twórców dopełnienie muzyki i tekstu, a ich dzieła, nawet te mniej znane, z powodzeniem można nazwać klasycznymi. Oto wybór dwudziestu z nich – tych, które najbardziej przypadły nam do gustu. Miłej lektury! –Krzysztof Michalak


20Ryszard Rynkowski
Życie Jest Nowelą


Może to nostalgia za domem, może za długo byłam w woju, ale od dłuższego już czasu zaczynam zdawać sobie sprawę, że w "dorosłym życiu" najbardziej brakuje mi telewizora i błogiej regularności rytmu tygodnia, którą gwarantowały Klan po powrocie ze szkoły i Dr. Quinn w niedzielę po Wiadomościach. "Życie jest nowelą" już od pierwszego taktu podkładu, który swoją drogą brzmi jak podkład do karaoke (czy to profesjonalny, czy z linią melodyczną), jest tak biograficznie uwikłane, że nie sposób pisać mi o nim jako o utworze muzycznym. Jedyne co mogę, to wymienić jakieś tam fakty, nie zadając sobie trudu, by je połączyć w narrację.

Skład "Cygan, Dębski, Rynkowski" to, w obrębie gatunku, jakim jest pop telewizyjny, supergrupa do zadań specjalnych. Przecież. Muzyka jest najrzewniejsza z rzewnych, tekst "mądry", ale i "zrozumiały dla prostych ludzi" (zawsze podejrzewałam, że wers "Nie pędź tak proszę, daj odpocząć" odnosi się dowcipnie do zawrotnego tempa serialu), a Rynkowski – Rynkowski śpiewa jak najsmutniejsi amanci dwudziestolecia międzywojennego. Gitara, kontrapunktująca słowa "Jak pory roku Vivaldiego" i "Zmienia się światło w twoich oczach" jest bardziej hiszpańska niż u Toni Braxton – uznajmy, że ma to głębszy sens kulturowy, biorąc pod uwagę mocno latynoskie korzenie polskiej telenoweli jako gatunku. Nowa, odświeżona aranżacja, na którą natknęłam się "surfując po Internecie" (skoro już mówimy o uroku lat dziewięćdziesiątych – "surfowanie po Internecie"!), daje mi co prawda możliwość zatańczenia do niej tanga, ale nic poza tym – może to moja światopoglądowa zachowawczość, za którą winę ponoszą republikańskie seriale Jedynki, a może po prostu znak, że oto nadchodzą białe, białe włosy. –Aleksandra Graczyk

posłuchaj »



19Stanisław Soyka & Arka Noego
Staś I Nel


Wejście tego refrenu definiuje dla mnie DOBROĆ. Nie tylko kompozycyjną, ale taką zwyczajną, ludzką. Jeśli was nie przekonałem, to w ramach lektury uzupełniającej odsyłam poniżej:
–Kacper Bartosiak

posłuchaj »



18FANT
Gejsze i Karateczki


Zabawne, sympatyczne kuriozum, utylizujące dla potrzeb piosenki dziecięcej dalekowschodni feeling, znany z "Kobiety Wschodu". Przede wszystkim – popis dobrotliwej wyobraźni rymotwórczej Jacka Cygana ("Już mam, Panasonic!"). Poza tym, wywołujące niemałą konsternację przywołanie postaci gejsz (piosenka dla dzieci, podkreślam!), które są konfrontowane z żywiołowymi karateczkami (te chórki są jak najlepsze ciosy Karate Kida w pierwszej części filmu). Chyba u wszystkich budzi niekontrolowany, serdeczny uśmiech. –Krzysztof Michalak

posłuchaj »



17Hanna Banaszak
Kobieta Wschodu


Ciekawa dalekowschodniość refrenu i czarujące jazz-folkowe, senne, lekko duszne zwrotki. Być może o to chodzi we freak folku, bo to jest strasznie dziwny utwór, gdzie ten refren nagle wywraca światowy ład i porządek. –Kamil Babacz

posłuchaj »



16FANT
Sery, Sery, Sery


Fenomen Krzesimira Dębskiego to zjawisko niewątpliwe złożone, ale jednym z bardziej frapujących aspektów popowej twórczości znanego kompozytora jest dla mnie jego umiejętność aranżowania utworów na określoną modłę. Ciekawy przykład takiego muzycznego "zapuszczenia się w nieznane" stanowi piosenka "Sery, Sery, Sery" stworzona dla dziecięcej grupy FANT. No właśnie, jakim trzeba być gościem, żeby grupie dzieci dać numer szyty na miarę "All You Pretty Girls" (przy okazji – brawa dla redaktora Michalaka za celne spostrzeżenie)… Czy ktoś kiedyś robił w Polsce takie rzeczy? Wątpię. Szkoda zatem, że album FANT o wiele mówiącym, intrygującym tytule Muzyczne Podróże nigdy oficjalnie nie ujrzał światła dziennego. Słuchając cudownie lekkiego refrenu "Serów…" przypomniałem sobie, że dawno już nie sprawdzałem kondycji naszego polskiego Radamera. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »



15Grażyna Łobaszewska
Czas Nas Uczy Pogody


Jedna z kilku wielkich rodzimych wokalistek działających w obrębie ujazzowionej piosenki (obok między innymi Bem czy Prońko), Łobaszewska to postać charakteryzująca się poważnym, "dorosłym", nieco posągowym wizerunkiem. Mówiąc wprost – to jedna z tych gwiazd krajowej estrady, która, w przeciwieństwie do wielu koleżanek i rywalek z branży "urodziła się na scenie stara" – trochę na zasadzie monumentalnego image'u Niny Simone albo Eryki Badu (choć to analogia w pół drogi między prawdą, a doszukiwaniem się Interpola w stylu grupy 1984 na podstawie zdjęcia, hłe hłe). Nie znam jej wszystkich piosenek tak, jak Bayer Full nie są w stanie poznać wszystkich Chińczyków, ale te które znam, jej największe evergreeny, to kontemplacyjne ballady z silnym backgroundem egzystencjalno-wręcz-duchowym i raczej próżno szukać u pani Grażyny parkietowych, tanecznych, imprezowych bangerów. Tempa małe, aranże niemodne, ekspresja gdzieś buja w obłokach, z introwertyzmu nagle wybuchając żarliwym płomieniem. Ogólnie "boli mnie życie" to dobre motto przewodnie. I "Czas Nas Uczy Pogody", jej ikoniczna pieśń, to w swoim przekazie właśnie próba pogodzenia się z tym bólem (brawo panie Jacku, "fajne"). Muzycznie, wisienką na torcie jest tu post-chorus (od słów "ilu ludzi czas wyleczył z ran"), harmonicznie usytuowany na skrzyżowaniu pierwszego wcielenia King Crimson, Genesis circa Selling i Szymanowskiego, przypominający o partyturowym rodowodzie pana Krzesimira. Konia z rzędem temu, kto bezbłędnie rozpisze ten pochód. A nawet na zachętę dorzucę Mattiego. W każdym razie – powodzenia. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »



14Krzysztof Antkowiak
Zwariowane Sam Na Sam


Nie będę udawał, owijał i ogólnie robił "ę", "ą": Krzysztof Antkowiak jest dla mnie największym odkryciem tego przeglądu. W trakcie badania wszystkich stron działalności omawianego duetu, słuchania kolejnej (już trochę przez to męczącej) kompozycji grupy Fant, obowiązkowego mruczenia do siebie "no, intro do Klanu to jednak niezły evergreen jest" – z tego wszystkiego zabrzmiał najbardziej świeżo i uniwersalnie. Jasne, w tym zestawieniu jest dużo stuffu na świetnym poziomie, ale dla mnie to właśnie mikstura talentu Dębskiego i Cygana wraz z charyzmą i talentem interpretatorskim Antkowiaka stworzyły najbardziej obowiązkowy z puli Zakazany Owoc. Płytkę otwiera "Zwariowane Sam Na Sam" i odpowiednio nastawia receptory na następne utwory: jest zaskakujące kozactwo kompozycyjne (dziecięcej gwieździe takie utwory na luzie dawać?) uwalone tym całym stanem możliwości producenckiego naszego popu, są teksty przygotowujące tysiące przaśnych żartów (no hoho, o czym też może być piosenka pod tytułem "Zwariowane Sam Na Sam") a całość oznacza swoim charakterem Antkowiak. Ten utwór poza tym ma wszystko, czego można chcieć od "dorosłego" headlinera popu właściwie każdej epoki. Ja przy nim odmieniam na wszystkie sposoby Justina (tego na T), znajomy widzi jakieś echa Jacksona, aż czekam, jak ktoś na odchodnym rzuci Prince’a. Nie olejcie tego kolesia, naprawdę warto! –Ryszard Gawroński

posłuchaj »



13Anna Jurksztowicz
Przenikam


Tę historię znają prawie wszyscy – znany kompozytor, człowiek o niespotykanym w Polsce talencie i wyczuciu, poświęcając się z miłości dla swojej żony "poszedł w pop" i stworzył dla niej zestaw niezwykle świeżo brzmiących, cudownie dopracowanych utworów. "Przenikam" to jeden z najbardziej ewidentnych przykładów kompozytorskiej maestrii pana Krzesimira – galopujące modulacje (których nie powstydziliby się współcześni wirtuozi spod znaku Tundry czy Nakaty) i niespotykane bogactwo instrumentalne dają tu bowiem jedyny w swoim rodzaju efekt "pędzącej" kompozycji, na tle której Anna Jurksztowicz brzmi jakby faktycznie miała "przenikać" wprost do podświadomości odbiorców. Niesamowita precyzja rozplanowania kompozycyjnego aż się prosi o nazwanie math-popem, ale nie zapominajmy o tekście, który współgra z tą popową wirtuozerią w stopniu trudnym do ogarnięcia nawet po tylu latach. "Kto wie, ten wie / Dziewczyna jest jak burza", ale mało kto wie to tak dobrze jak Jacek Cygan. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »



12Anna Jurksztowicz
Dziękuję, Nie Tańczę


W tym utworze, niczym w soczewce, skupiają się wszystkie klasyczne patenty Cygana i Dębskiego. Podszyta erotyzmem, zmysłowo napięta narracja tekstu, w której nad cyniczną obłudę, materializm i wyrachowanie stawia się młodzieńczą wrażliwość i wysublimowaną prostolinijność, stanowi wartość już tylko na mocy geniuszu językowego pana Jacka. Jej błyskotliwość docenimy jednak w pełni dopiero, gdy zdamy sobie sprawę, że to piosenka z '86 roku. Czasy krwiożerczych menadżerów, "wydawców-gnojków", pędzącego na złamanie karku szołbizu i wszechobecnego mobbingu w naszym kraju miały przecież dopiero nadejść, tymczasem Anna Jurksztowicz już się z nimi policzyła! Zrobiła to oczywiście w ultraporywającym refrenie, zamkniętym dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach, wykwintnym wyciszeniem. Gdyby tego zabrakło, to nie mogłaby być kompozycja Dębskiego, podobnie, jeśli "Dziękuję, Nie Tańczę" nie miałoby jakiegoś znaku szczególnego. W tej piosence to żrąca gitara elektryczna, uciekająca w progresywne solówki – element rzadko spotykany w kawałkach o radiowym formacie i raczej się z nim kłócący, ale dzięki sprytnej produkcji brzmiący u Jurksztowicz najzupełniej naturalnie, a dodatkowo ciekawie korespondujący z tekstem. Dowód na niezwykłość duetu Dębski-Cygan. –Krzysztof Michalak

posłuchaj »



11Krzysztof Antkowiak
Lekcja Angielskiego


Gdzie szukać początków MC Terminatora i Galvina Parisa, jeśli nie w "Lekcji Angielskiego"? Antkowiak trochę nieporadne flow nadrabia dobrymi wersami, które oczywiście mogły wyjść tylko spod ręki niezrównanego Jacka Cygana. "W szkole była znów afera / Chłopcy w holu u portiera / Oglądali pisma porno / Aż dyrektor wezwał ORMO" – psychodeliczny odbiór tego fragmentu wzmacnia to, co dzieje się w tej chwili w podkładzie, masakra… I kolejny dowód niezwykłej kompozytorskiej "chemii" między obydwoma panami. A storytelling? Jak w najlepszych momentach teenpopu AD 2005. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »



10Ryszard Rynkowski
Mały Biznes


Nie znam na wylot dorobku Ryszarda Rynkowskiego, ale to, co z niego kojarzę, jest paskudnie słabe. Z wyjątkiem utworu "Mały Biznes", który znam z dzieciństwa z filmu Mów Mi Rockefeller. Był to film dla dzieci i młodzieży, którego młodociani bohaterowie rozkręcali super dochodowy biznes – produkt wczesnych lat 90. i nastrojów transformacyjnych. Tak jak i piosenka Rynkowskiego – "jakiś biznes zrób / potem laba" radzi refren. A to w ogóle jest kawał refrenu – gwałtowny atak chwytliwości w stylu wczesnego Lady Pank zmusza do natychmiastowego docenienia talentu Dębskiego do aranżowania przebojów. Przez chwilę Rynkowski jest mocnym wokalistą rockowym, z chrypą i wszystkim, gościowi trzeba tylko odpowiedniego materiału. Reggae'owo-pastoralno-syntetyczne zwrotki to z kolei takie dziwy, że tylko na polskim soundtracku z lat 80. i wczesnych 90. mogłyby się znaleźć. To tylko kolejny powód, dla którego kawałek tak wymiata. –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »



09Anna Jurksztowicz
Video-Dotyk


Wkład własny w globalne procesy innowacji rynkowych był jednym z naszych największych kompleksów narodowych od czasów głębokiego PRL-u. Kiedy lokalny biznes w 2007 w końcu odetchnął i zachwycił się przyznaniem oscypkowi certyfikatu Unii Europejskiej, mało kto miał pojęcie, że ponad dwadzieścia lat wcześniej Jacek Cygan ustami Anny Jurksztowicz antycypował boom na ekrany dotykowe.

Ten akurat fikcyjny wkład w uniwersum technologicznych nowinek kapitalizmu miał okazać się przełomową ("Każdy chciałby to mieć!"), pozbawioną przaśnej "ułańskiej fantazji" realizacją lemowskiego romansu ("Shocking co noc / Wielka miłość na prąd"), futurystycznym wkroczeniem kobiecej zmysłowości do posthumanistycznego świata mediów, jakiego nie powstydziłyby się współczesne robo-divy pokroju Robyn ("Ekran i chłód / ...nagle dotyk mych ust!"). Chropowaty krzyk "Gonić Zachód!" co prawda zdradza desperacką, narzuconą z góry chęć odnalezienia się w ekranowej polityce dynamicznego montażu MTV, bezbłędnie odzwierciedloną jaskrawym synth-popem Dębskiego, ale też otwiera galerię alternatywnych ścieżek rozwoju – pogoń za interfejsowym orgazmem, zbliżenie taktylne, choć na odległość, cyfrowy romantyzm w czasach biznesu, polcolor-hit XXX wieku. –Mateusz Jędras

posłuchaj »



08Krzysztof Antkowiak
Zakazany Owoc


W oryginalnej, albumowej wersji to zupełnie poślednia piosenka. Ot, szkolna wprawka na lekcje muzyki. Aranżacyjnie ledwie naszkicowana dwoma ołówkami, wygwizdana, nomen omen – odbębniona. Wystarczy jednak włączyć ten występ z Opola, by ów niepozorny korpus ujawnił swą urokliwą melodykę i potencjał harmoniczny. Jeśli tam spokojnie można było odprawić ananasa z satysfakcjonującą oceną w dzienniczku po drugiej zwrotce, to tutaj w żadnym wypadku nie ma się ochoty przerywać jego sztubackiego gwizdania. Nawet, gdy jest już jasne, że to cwaniakowanie na do widzenia. Jakkolwiek, to wcale nie jest mój ulubiony "Zakazany Owoc". Grupa Artystyczna Arfik w swojej chałupniczej wersji utworu wydobyła z niego, zapewne na zupełnej nieświadomce, cały ładunek podskórnej, pre-arielowej psychodelii, drzemiącej w tylko pozornie cnotliwym tekście Cygana. Szemrane, pozytywkowe intro, syntezator narkotycznie rozjeżdżający się w niepokojące chórki, które robią tło dla dziecięcych wokali, i mamy dość spektakularną piosenkę o (nie)utraconej niewinności, o ciemnych żądzach, które wodzą bezgrzeszne duszyczki na manowce. Jeśli Twoje dziecko słucha takiej muzyki, wiedz, że coś się dzieje. Aż dziw, że można tyle wypreparować ze szkolnej wprawki. A może to wcale nie jest szkolna wprawka? –Krzysztof Michalak

posłuchaj »



07Anna Jurksztowicz
O Czym Marzą Dziewczyny


Ja nie przepadam za Jurksztowicz jako wokalistką (mam wrażenie, że często przesadza z ekspresją), ale muszę przyznać, że w tym przypadku wykonanie raczej nie budzi we mnie większych wątpliwości, bo nagle się okazuje, że jest ona w stanie operować dynamiką, co w tym utworze jest kluczowe. Kompozycja jest prosta, ale fascynująca – polega na powtarzaniu tej samej nieskomplikowanej melodii, jednak stopniowo wygrywa ją coraz głośniej coraz więcej instrumentów. Efekt dla miłośników repetycji i minimalizmu jest czarujący, co więcej nawarstwiają się też instrumenty perkusyjne, także o różnej dynamice, tak więc są i głośne bębny i ciche "plumkania", podobne do tych, które Herbert stosował na Around The House. A Cygan? Jego teksty nigdy nie będą dla mnie czymś, co potraktuję serio, choć w duecie z Dębskim nabierają przewrotnego aspektu estetycznego, jednak tutaj – w utworze intymnym, wręcz przypominającym mi coś na kształt polskiego "Fever" – "w mych marzeniach jest danie z mięs" gryzie mnie w uszy za każdym razem. –Kamil Babacz

posłuchaj »



06Zdzisława Sośnicka
Moje Sentymenty


Wiadomo, większości Polaków Aleja Gwiazd kojarzy się prawdopodobnie tylko z jednym utworem. Cóż, mogę im jedynie współczuć i zachęcić do poznawania pozostałych, które poziomem niekiedy przewyższają tytułowy numer z tej płyty. Weźmy takie "Moje Sentymenty" – harmonijnie rozwijającą się kompozycję z majestatycznym, jakby "płynącym pod wiatr" refrenem. Główny atut tej piosenki wiąże się właśnie z umiejętnym wyeksponowaniem tego najbardziej chwytliwego fragmentu, ale mimo kilkukrotnego powtórzenia tej części wciąż nie sposób nie doświadczyć pewnego uczucia niedosytu gdy całość delikatnie zaczyna zbliżać się ku końcowi. Ten utwór mógłby w zasadzie trwać w nieskończoność – Krzesimir Dębski, tym razem korzystając z ograniczonej palety barw, stworzył jedyny w swoim rodzaju delikatny, foniczny pejzaż, który Jacek Cygan ubarwił jednymi z najlepszych metafor ("A sentymenty jak łódki pod wiatr…") jakie kiedykolwiek udało mu się napisać. Coś jeszcze? –Kacper Bartosiak

posłuchaj »



05Anna Jurksztowicz
Stan Pogody


W świecie "Stanu Pogody" spokój wisi na włosku, a stan wojenny czy nawet wojna domowa to wciąż realne zagrożenia. Atmosfera się zagęszcza, ścierają fronty, a huragan znane ma imię. Innym razem odwilż. W serii nieprzewidywalnych kaprysów, czasem słońce, czasem deszcz albo sztorm, mróz aż strach a wszystko w takt przyspieszonego pulsu roziskrzonych serc. Tytuł piosenki wprowadza w błąd, gdyż nie ma w niej nic statycznego. Zawirowaniom tonacji towarzyszą zmiany uczuciowego mikroklimatu i aranżacyjne efekty, których nie powstydziłyby się dziś j-popowe tuzy. Rodzaj góralskiego barometru, w którym skaczące ciśnienie wyganiało z domku bacę (na pogodę), bądź babę (na słotę), z pewnością przydałby się każdemu, kogo zajmują akurat podobne rozterki. "Niech sputnik, hen, wykona serię zdjęć / Bym mogła wiedzieć jak przewidzieć nasz stan pogody" – jeśli w tym wersie piosenkarka za pomocą słów tekściarza zwracała się do kompozytora, to wszystko skończyło się globalnym ociepleniem. –Wawrzyn Kowalski

posłuchaj »



04Anna Jurksztowicz
Muszelko, Ratuj!


KFFP w Opolu, 1991r. Na tle neonowego napisu Opole, oczom audytorium ukazuje się długowłosa rusałka w krótkich spodniach do rajstop półkryjących. Tak zainicjowana frywolność za moment rozhulana jest już do granic ostateczności. Softowym głosem, przy wtórze całej masy ozdobników, roztaczających audio-wizję wdzięcznych plusków w morzu. Opowieść (o drobnych znamionach, uwaga, poczciwych pytań do redakcji działu zdrowie i uroda / mężczyźni i seks) absolutnie "wciąga, wciąga w swoją sieć", nie przypadkiem też dlatego, że nasza narratorka absolutnie nie kryje się z ekspresją sceniczną, chcąc jak najrzetelniej opisać swoje perypetie. Przewraca oczami, buja się w kolanach i efekciarsko marszczy brwi, co w efekcie składa się na rysopis idealnego rozkoszniaczka. Właśnie takiej performerki warta jest ta piosenka! Niespełnienie poprzez anturaż jest jak podlewa na lustrze, która drażliwy temat obraca w słodką błahostkę świata zdrobnień. Piosenka-bingo, bingo-piosenka, po której za każdym razem mam ochotę wstać i klaskać! –Magda Janicka

posłuchaj »



03Krzysztof Antkowiak
Za Mały


Za mały, za mały, też jestem za mały, w głowie mam migdały i jak puszczam w radiu Antkowiaka to dzwonią na antenę wzruszeni trzydziestolatkowie, mówią "jaka piękna muzyka (SAM JESTEŚ EJTISOWE KLIMATY)", a ja nie pamiętam. Nie pamiętam, nie znam i nie wiem o co mogło w tym całym typie chodzić. Jestem w dwa tysiące jedenastym, ja tu w tym gościu widzę Timberlake’a (ciekawe jakby wyglądał Mickey Mouse Club z Antkowiakiem), wymiatające tydy-tydytydy, charyzmę i Krzesimira, Dębskiego i Cygana z Jackiem. Dla mnie gość nigdy nie był za mały, a wszystkie jego następne ruchy nakreślają obraz totalnie odwrotny. Piosenki z jego powrotnego w 97 roku Delfina, z nieudaną ejtisową produkcja, z tekstami sugerującymi jakby wciąż miał tę piętnastkę, to wszystko krzyczy "za duży, za duży". Słuchasz i zachwycasz się tym całym Zakazanym Owocem, widzisz jak teraz siada przed pianinem, by zaśpiewać jakąś nudną balladę PO ANGIELSKU, jak pisze "kochani" do swoich fanów, "teraz gram tylko dorosły pop" i cała sytuacja układa się w jedną z największych ironii polskiej muzyki. "Za mały, by wiedzieć to, co nie należy"? "I już za duży, aby stchórzyć, aby stchórzyć, nagle poddać się"? Kaman! –Ryszard Gawroński

posłuchaj »



02Zdzisława Sośnicka
Realia


"Realia" zaczynają się depresyjnym, sentymentalnym intrem, ale później kompozycja rozjeżdża się w dwie strony. Z jednej – witalny bas chicowsko napędza dyskotekową kulę, połyskującą syntezatorowymi ozdobnikami. Z drugiej natomiast – z każdym wersem pewniejsza siebie Sośnicka bez szczególnej życzliwości drobiazgowo rozlicza swoją butwiejącą relację damsko-męską. Tak sobie myślę, że ten kawałek mógłby być wręcz modelową egzemplifikacją dobroczynnego, terapeutycznego wpływu popowej hedony. Dodajmy, że w tym przypadku to hedona na najwyższym poziomie, urzekająca nie tylko wigorem, ale również nietuzinkową elegancją. Aż szkoda, że panowie Dębski i Cygan nie sięgali częściej do funkowej estetyki disco, bo mogliby być jej mistrzami. –Krzysztof Michalak

posłuchaj »



01Anna Jurksztowicz
Hej Man!


Jeden z największych hooków w polskiej muzyce rozrywkowej i jednocześnie jeden z najlepszych tekstów Cygana ("Gubisz luz / Twój spada kurs"!), który wyjątkowo zabawnie opisuje tytułowego "Mana". Ten utwór jest przecież zapowiedzią przeboju "Chewing Gum" Annie, bo czy nie wyczuwacie pewnego melodycznego i lirycznego pokrewieństwa refrenów? Jednocześnie zwrotki czarują onirycznym nastrojem, lekko obojętnym wręcz ("I był nowy chłopak / Cóż, może kochał"), kiedy nagle prechorus wybudza z letargu i przynosi podekscytowanie ("O! Już ze snu / Wstają me emocje"). To jest perfekcyjny przykład jakiegoś twórczego porozumienia, jakie musiało występować między Cyganem i Dębskim. –Kamil Babacz

posłuchaj »

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019