SPECJALNE - Rubryka

Paradne!: Zalany łabędź

7 września 2017

Czy warto wskrzeszać emerytowaną, ledwo ruszoną formę Paradne? Czy komukolwiek to potrzebne? Dobra, do kosza z tym pytaniem. Nie będę ukrywać, że w ostatnim czasie obrodziło po całym internetowo-muzycznym świecie wybornymi tekstami. I nie mowa tutaj o zabawnych pomyłkach, nieścisłościach, przesadzonych metaforach, o lekkich potknięciach, dramatycznych przykładach ambitnych intencji wchodzących w sprzeczność ze zrujnowaną zasadą decorum. Nie, nie, nie... Mowa tu o MOCARZACH – absolutach sztuki słowotwórczej w przeważającej części skupionej wokół średnio-udanego estetycznie, ale komercyjnie trafionego Lust For Life, który – oprócz bycia nużącym albumem – stał się pewnego rodzaju nocnym światłem, łapką na ćmy i demonicznym katalizatorem tych wszystkich niezbyt trafionych w swojej treści, ale na swój sposób inspirujących artykułów oraz tekstów.

Oczywiście, wiemy, wiemy... Wciąż zdajemy sobie sprawę z tego, że z zebranego bukietu nagromadzonych ostatnim czasem porcysowych przesadnie literackich kwiatków można byłoby stworzyć analogiczną, równie urokliwie-ironiczną kompozycję, na którą wszyscy w braterskim akcie pluliby gruźliczą krwią zrzucając nam na barki poczucie winy wymieszane z wielotygodniową pozbawioną radości pokutą. Dlatego nie pozostaje nam nic innego jak pokornie unieść nasze chude rączki niczym anteny do nieba w ramach targanej wiatrem, błazeńskiej białej flagi; nie-dumnie łopoczącej, pomimo tego, jak bardzo staramy się o to, aby nie być w swych słowach oraz czynach odbierani jako bezpieczni i generalnie kids friendly – tak więc niech cały ten poddańczy akt będzie tylko szczerym słowem, gestem, znakiem i symbolem tego, że nie chcemy tutaj na serwisie nikogo przesadnie urazić i proszę mieć to zawsze na uwadze czując ogarniające empatyczne ciepło w waszych tykających małych serduszkach zarówno do nas, jak i do autorów wszystkich tych tekstowych wspaniałości.

Tak więc czas spuścić cyfrowe psy miałkiej nienawiści rozpoczynając wspaniały obrazkowy festiwal leczenia kompleksów poprzez czepianie się nieistotnych pierdół. I to nie w celu edukacji pokoleń, pracy u podstaw, skutecznej auto-prezencji, czy też, o zgrozo!, podjęcia konstruktywnego dialogu; ale w imię prozaicznej walki z porażającą groźbą nudy – Panie i Panowie, przed wami recenzja recenzji Lust For Life Lany Del Rey, przed Wami kolejne Paradne! –Michał Kołaczyk


"Lust for Life" – recenzja Spider's Web

Lana Del Rey nagrała najlepszą płytę w swojej karierze! "Lust for Life" – recenzja Spider's Web

Paradne

Królowa dream popu amerykańskich przedmieść niecałe dwa lata po premierze udanego albumu "Honeymoon" wraca ze swoim opus magnum.

Paradne

Brzmieniowo "Lust for Life" nie przynosi żadnej rewolucji. Ale to dobrze, bo Lana Del Rey pokazuje, że brak zmian nie musi od razu oznaczać stania w miejscu. Wokalistka postawiła na doprowadzanie do perfekcji dźwięków i motywów muzycznych, którymi zadomowiła się już na dobre w świadomości swoich fanów.

Paradne

Na "Lust for Life" znajdziemy więc aż 16 (!) pięknych, spokojnych i kontemplacyjnych utworów o życiu, miłości, pożądaniu, ale też odnoszących się do polityki i społeczeństwa.

Paradne

Piąty album Del Rey, to już kolejna po krążku "Melodrama" autorstwa Lorde płyta, która wynosi szeroko pojmowany pop do poziomu sztuki wysokiej.

Paradne

I jest to bardzo dobry sygnał dojrzewania (w końcu) tego gatunku w XXI wieku. W latach 70. i 80. pop był na dobrej drodze do przepoczwarzenia się w coś więcej, niż tylko komercyjne i nic nie znaczące przeboje do radia. Przystępna i przyjemna w obyciu forma sprawiała, że pop mógł stać się idealną platformą dla ambitniejszych tematów oraz drzwiami, przez które słuchacze mogliby trafiać na jeszcze ciekawsze gatunki muzyczne.

Paradne

Przyszły lata 90. i wszystko legło z w gruzach wraz z ekspansją euro-dance’u, boysbandów i sentymentalnych oraz eskapistycznych "księżniczek popu".

Paradne

Raz na jakiś czas nieśmiało niektóre obecnie artystki pop eksperymentują w obrębie tego gatunku. Zrobiły tak Beyonce na płycie "Lemonade" czy Lorde w "Melodrama". Całkiem niedawno również i Katy Perry na płycie "Witness" próbowała zawrzeć bardziej ambitniejszy przekaz, tyle że ubrany w szaty tanecznych przebojów.

Paradne

Lana Del Rey prezentuje jednak z całego tego grona najbardziej spójną wizję. Chwilami ironiczną, chwilami przemyślanie ostrą recenzję świata, który wokalistka widzi wokół siebie.

Paradne

Już sama okładka "Lust for Life" zapowiada jednak pewną zmianę. Lana się w końcu uśmiecha!

Paradne

To niejako znak jej przebudzenia. Dojrzewania, rozumianego jako akceptacja prawideł rządzących naszą rzeczywistością. Oczywiście nie bez jej kontestowania. Ale jej uśmiech to też nadzieja. Bo nawet gdy Del Rey punktuje rzeczywistość, to tym razem zdaje się widzieć światełko w tunelu i wierzy, że to co jest złe można naprawić.

Paradne

"Lust fo Life" jest płytą spokojną, pełną pięknych melodii. Największy potencjał komercyjny z nich wszystkich ma utwór tytułowy napisany wspólnie z The Weekend i wyprodukowany przez króla popowych przebojów, czyli Maksa Martina. Lust for Life to bez wątpienia jeden z najlepszych kawałków, jakie Martin wyprodukował od dłuższego czasu z kapitalną linią melodyczną w refrenie.

Paradne

13 Beaches to z kolei jeden z najlepszych popisów wokalnych Del Rey. Przejmujący, podniosły, pełen dramaturgii utwór, zaczynający się od budzącej dreszcz partii na orkiestrę. To wyjątkowa muzyczna perła udowadniająca, że Lana jest jedną z największych obecnie pieśniarek.

Paradne

W warstwie lirycznej chyba największy rezonans wywołuje When the World Was at War We Kept Dancing. Już sam tytuł mówi wszystko – gdy świat był ogarnięty wojną, my tańczyliśmy.

Paradne

To apel Del Rey byśmy otworzyli oczy, nie dali się uwieść eskapistycznej kulturze masowej, która próbuje "świecidełkami" odwrócić naszą uwagę od istotnych dla kraju i świata problemów.

Paradne

Lana Del Rey niepokojąco spokojnym głosem nawołuje do protestów, wyjścia na ulicę. Bo razem możemy zmienić świat, o ile nie damy się stłumić wygodom i luksusom codziennego życia. Artystka pisała ten utwór w kontekście wydarzeń w Ameryce, ale kawałek ten idealnie trafia też i w nasze polskie realia, choćby w obecne protesty przeciwko ustawie partii rządzącej dotyczącej Sądu Najwyższego.

Paradne

Wokalistka nie omieszkała nie zwrócić też uwagi na styczniowe marsze kobiet, którymi ewidentnie zainspirowany jest God Bless America – and All the Beautiful Women in It,odnoszący się do feminizmu w Ameryce za rządów Donalda Trumpa.

Paradne

"Lust for Life" to też naprawdę wspaniałe duety.

Paradne

Oprócz The Weeknd czy ASAP Rocky’ego, szczególną uwagę zwraca przepiękny kawałek Beautiful People Beautiful Problems nagrany ze Stevie Nicks, której wpływ na twórczość i stylistykę Del Rey jest słyszalny od pierwszej płyty wokalistki. Wspaniały głos Nicks idealnie współgra i chwilami łączy się w unialne unisono z głosem Del Rey.

Paradne

Inną, równie piękną i przejmującą kolaboracją jest Tomorrrow Never Came nagrany z synem Johna Lennona, Seanem, przywodzący skojarzenia z najlepszymi balladami pop z lat 60. Cudowna podróż w czasie. I też jest to kolaboracja, która ma swój sens i uzasadnienie, bowiem jest logiczną i spójną konstrukcją, która wynika z poetyki całej twórczości i wrażliwości Lany Del Rey.

Paradne

"Lust for Life" to naprawdę znakomita dawka popu na wysokim poziomie.

Paradne

Pod tym względem 2017 rok naprawdę bujnie obrodził w świetne albumy. A Lana Del Rey przeszła przy tym piękną przemianę, ze smutnego kaczątka w pełnego nadziei łabędzia o anielskim śpiewie. Oby tylko ta tendencja się utrzymała.

Paradne

Michał Kołaczyk     Paweł Wycisło    
BIEŻĄCE
Tłusty Piątek: 22 września 2017
Oneothrix Point NeverGood Time