RECENZJE

Zero 7
When It Falls

2004, Ultimate Dilemma 4.8

Jakże sympatycznie po nudnym dniu na uczelni zastać w dziale płytowym najbardziej kameralnego warszawskiego Empiku (tego przy Nowym Świecie) najładniejszą obecnie Polkę. "Karola? Cześć, mówi Pola", oznajmiła donośnie miss Babiak. "Jak się nazywał ten zespół, który mi polecałaś? Zero 7?". Drobny ten incydent mówi równie dużo o urodziwej Apolonii, co o charakterze formacji propagowanej przez Karolę. Duet brytyjskich producentów, stawiających pierwsze kroki w "branży" jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych, odnajduje się w estetyce eleganckiego alternatywnego popu równie dobrze, jak Pola przed kamerami. To muzyka jakby stworzona dla dbających przede wszystkim o image młodych prezenterek MTV – wyjałowiona z emocji, pusta, ale z zewnątrz pięknie wypolerowana i dopracowana w najmniejszych produkcyjnych szczegółach. Muzyka stworzona po to, żeby Pola chwaląc się przed kolegami swoimi dźwiękowymi "fascynacjami" mogła wymienić coś alternatywnego, ale nie przesadnie undergroundowego; coś ekskluzywnego, ale nie zbyt elitarnego; sterylnego, ale nie plastikowego; łagodnego i miłego, ale nie ciotowskiego. Poli nie do twarzy z Behemothem, więc słucha Zero 7, grupy z powodzeniem wskrzeszającej delikatne brzmienia Air z Premiers Symptomes, od siebie dodającej jeszcze jakieś trip-hopowe wątki, parę coldplayowych melodii, wczesnofloydową psychodelię w możliwe najbardziej przystępnym i ukomercyjnionym wydaniu oraz przyjemniackie filmowe smyki. Zero 7 to cholernie profesjonalny, alternatywno-popowy twór trafiający w złoty środek na wszelkich możliwych płaszczyznach, a więc granie odpowiadające chyba każdemu. No, może z wyjątkiem tych, którzy z niechęcią reagują na różnego rodzaju "podejrzane konfekcje".

Michał Zagroba    
10 września 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja