RECENZJE

Zero 7
Simple Things

2002, Palm Pictures 6.6

To dobry longplej. Równy, przemyślany, zawodowy pop. Jedyne, co można mu zarzucić, to przesadna czasem cukierkowatość, która objawia się silnie w czasie pochmurnych dni, czy też wtedy, gdy nie jesteśmy rozklejeni przez słońce. Podobne piosenki stworzyliby zapewne Air na wspólnej sesji z Morcheebą, ale po Simple Things nie będzie to konieczne. Inną sprawą jest, że takich bogatych i przemiłych aranżacji nie usłyszycie ani u jednych ani u drugich.

Wszystko jest zalane loungowym sosem i leniwą narracją. Miało być słodko i przyjemnie. I tak zapewne jest. Nie ma tutaj słabych kompozycji. Są średnie i kilka lepszych niż średnie. Do tych wyróżniających się zaliczam na przykład "Destiny" – prosty, melodyjny, z sexy wokalem, po którym szukamy coś do przytulania. Kolejny "Give It Away" również pozostawia po sobie miły ślad. Równo prowadzony, z rhodesami, akustyczną gitarą, puszystymi dęciakami i sekcją smyczkową rodzi zwyczajnie ciepły, letni klimacik. W doskonałym "Likufanele" słyszymy nawet chórek gospel oraz niewinne i skromne skrecze.

Całość spokojnie nazwać można europejską adaptacją soulu, z bogatymi aranżacjami zakorzenionymi we francuskim easy listening. Ale nie tylko. Sądząc po przepychu delikatności oraz spójności albumu, można dojść do wniosku, że celem autorów nie była próba imitacji soulu, ale stworzenie spokojnej, romantycznej, słodkiej składanki przy wykorzystaniu różnych elementów z tego co do tej pory spokojnego, romantycznego i słodkiego słyszeli oni w swoim życiu. Wyszło bardzo sympatycznie.

Jeśli nakrzyczał na ciebie szef w pracy, jeśli splamiłaś sobie ulubioną bluzkę, jeśli dostałaś dwóję z biologii, jeśli opuścił/a cię chłopak/dziewczyna, jeśli złamałeś/aś sobie nos albo chłopak w którym się zakochałaś okazał się dziewczyną, nie załamuj się. Sięgnij po Zero 7.

Krzysztof Zakrocki    
13 maja 2002
BIEŻĄCE
Hockeysmith"Lonely Loving Me"
10 najlepszych płyt 2018