RECENZJE

ZaStary
Stary Dance (EP)

2012, self-released 7.0

"Nic tylko czekać na inwazję. A już myślałem, że za stary jestem na gitary" – tak kilka miesięcy temu Wojtek Sawicki pisał o Crab Invasion. Chłopaki wciąż szykują się do zbiorowych salw na cześć gitarowego rzępolenia z klasą, ale ich wokalista postanowił wystrzelić nieco wcześniej. I jego solowy pocisk bynajmniej nie jest jakimś poślednim niewypałem.

Zawsze postrzegałem Lublin jako barwne miasteczko na styku kultur, do cna przesiąknięte polskością i po polsku goszczące przeróżnych oryginałów, którzy mogą w nim znaleźć spokój, bezpieczeństwo i ukojenie. Wiecie, Isaac Bashevis Singer, Jasza Mazur i kochająca Estera, magia prowincji i piękno tradycji. Radość życia. Niedawno podobne wrażenia przywiózł stamtąd Jan Błaszczak, a teraz moje nigdy niezweryfikowane fantazje potwierdza poniekąd Jakub Sikora. Gra na gitarze Michaja Burano, a EP-kę tytułuje Stary Dance, ale bigbitowa hymniczność ogniska i chodnikowa ludyczność smakowitych harmonii to u niego zaledwie ślady, zazwyczaj prowadzące gorliwych interpretatorów na manowce. To ci dopiero chytra hauntologia niebytu. I tak, może Damiano CZ przy odrobinie dobrej woli nagrałby coś podobnego do "Resztek", ale ZaStaremu chodzi o coś innego: o spiętrzenie, które prowadzi do spłaszczenia, zniwelowania wszelkich odniesień, przeszłości i przyszłości. Rozpłynięcia się w fascynującym tu i teraz.

A w kalejdoskopie świdruje: skoczne oberki wywijają Ariel Rosenberg, Panda Bear, Toro i ja. Jak w lunaparku Lenny'ego Valentino, z którego spolegliwa, wyrozumiała dojrzałość przegania dziecięce neurozy morzem wódki i machem aromatycznego bucha. Maciej Cieślak i Jacek Lachowicz pobrzmiewają tu zresztą dosyć często, ale zazwyczaj po chwili oddają pola dziwacznemu lo-fi przesiąkniętemu post-wilsonowskimi melodiami. Ta feeria barw nie ma jednak nic wspólnego ze zgiełkiem współczesności, bo wszystko spowija urok czułego ciepła i bezpretensjonalnej, domowej intymności.

Chwilkę, przecież taką muzykę mogą grać w Polsce tylko nasi znajomi. Z chęcią machnąłbym z TooOldem bruderszafta – jego familiarna wrażliwość jest gwarantem długotrwałej przyjaźni. Jednak Stary Dance jest dla mnie czymś znacznie więcej niż tylko pretekstem do poklepywania po ramionach: to swoista deklaracja ogarniania, kreatywności i szerokich horyzontów. Zatem, choć stwarzanie teraz jakiejkolwiek presji byłoby nie na miejscu, to wypada mi powtórzyć słowa naczelnego: tylko czekać na inwazję.

Krzysztof Michalak    
9 czerwca 2012
BIEŻĄCE
Hockeysmith"Lonely Loving Me"
10 najlepszych płyt 2018