RECENZJE

Zackey Force Funk
Money Green Viper

2014, Hit+run 6.7

Zachary Hose to dosyć osobliwa postać. Urodzony w Tucson, w stanie Arizona, wychowany w niedostatku, w sąsiedztwie gangów, karteli i ogólnego braku perspektyw, co – jak się słusznie domyślacie – zaskutkowało licznymi ekscesami z narkotykami i prawem. Żydowsko-meksykańskie pochodzenie również nie ułatwiało Hose'owi życia, tak jak i bardzo wczesny rozwód rodziców. Pewnie się zastanawiacie, po jaką cholerę o tym piszę? Dawaj o muzyce, lamusie, a nie o tym, jak to jakiś randomowy ziomek miał pod górkę, co mnie to obchodzi? Zgoda, mi też przyświeca postulat wyższości treści i jakości materiału nad całą jego otoczką i historią, jednak w tym przypadku niebagatelna wydaje się również podszyta wyraźną cudacznością osobowość typa, który to w romantyczny sposób znalazł język wyrazu, pozwalający na zgrabną ucieczkę od biograficznego bagażu, jaki od lat na nim ciążył. "My shit’s weird", mówi Zachary, tłumacząc, dlaczego nie umawia się z kobietami słuchającymi jego muzyki. I tę dziwność wyraźnie słychać na Money Green Viper – albumie szalenie zainfekowanym ekscentryzmem swojego twórcy.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilkę przy życiorysie, a konkretniej przy wspomnianym rozstaniu rodziców. To w tym okresie młody Zachary ukształtował swoje muzyczne fascynacje, lawirując między codziennym życiem w Tucson – gdzie godzinami katował kalifornijski elektro-hop i kalejdoskopowy elektro-funk spod znaku Gap Band, który podrzucali mu znajomi z Los Angeles – a wakacyjnymi wyjazdami z ojcem na wschodnie wybrzeże, podczas których wchłaniał bogatszy z każdym kolejnym rokiem dorobek nowojorskiej rapgry. Z tych właśnie bodźców narodziły się później zarówno fetyszyzujące Run D.M.C., solowe nagrywki pod ksywką Zackey Force Funk (btw, zajebistość tej nazwy, props), jak i zdehumanizowane, syntezatorowe psycho-boogie z Exercise Tapes, zeszłorocznego albumu Demon Queen, kolabo z producentem Tobacco. Money Green Viper brzmi natomiast jak amalgamat tych wszystkich dokonań z domieszką prince’owskich fiksacji, dâm-funkowej klawiszologii i lekkiego skrętu w stronę eksperymentu.

Najlepsze kąski na płycie to te najbardziej przebojowe i zgodnie z powyższym, highlight dostajemy już na wysokości openera. "Glass Tear Groove" startuje od quasi-egzotycznego bitu, a po chwili ściana klawiszowych pisków toruje drogę dla daftpunkowego motywu, wokół którego budowany jest utwór. Falsetowy hook i pulsująca, zaloopowana progresja, decydują o ogromnej chwytliwości i tanecznym charakterze kawałka. Ta nieskrępowana zaraźliwość powraca nieco zakamuflowana także w "Cocaine Lady". Księciowskie rozerotyzowanie rozkwita tu na funkowo-cloudrapowym lo-fi podkładzie, nie mogąc się jednak w pełni zmaterializować, pozostając jedynie senną fantazją. Na pierwszej połówce płyty wyróżniłbym jeszcze oddychający istnie jensenowską delikatnością "Montego Bay" i jego czkające faktury, za które nie jeden pościelowy nadwrażliwiec dałby się pochlastać.

Drugą, bardziej eksperymentalną część wydawnictwa, inauguruje wściekle postrzępiony "A$$$Low", któremu bliżej chyba do labiryntów Flying Lotusa niż do tradycyjnie pojmowanego funku. W "Zackey Can’t Rap" Hose w kapitalny, auto-dissujący sposób obśmiewa braki w dystansie do siebie i wszelkie próby kategoryzowania jego twórczości - w dodatku na świetnym, zadymionym bicie. "Out My Mind" mógłby natomiast odnaleźć się na Reality Testing, gdyby Cutler zakumplował się z Dâm-Funkiem. Nieprzypadkowo zresztą drugi raz wspominam Riddicka, bo chociaż Zackey miejscami obnaża braki w umiejętności utrzymywania satysfakcjonującego poziomu przez cały album (patrz: zadyszka pod koniec), to stylistyczne porównania z naszym ulubionym dekonstruktorem najlepszej czarnej muzyki są w przypadku Money Green Viper jak najbardziej na miejscu – a wręcz wskazane – co dla szanującego się porcysiaka powinno być wystarczającą rekomendacją. Należy jednak zauważyć, że krążek ten wyraźnie brzmi jak coś stworzonego bardzo po swojemu – pomimo wyraźnych inspiracji, force-funk Force Funka ciężko z czymkolwiek pomylić. I ciężko go nie polubić.

Wojciech Chełmecki    
29 września 2014
BIEŻĄCE
Hockeysmith"Lonely Loving Me"
10 najlepszych płyt 2018