RECENZJE

Yumi Zouma
II (EP)

2015, Cascine 6.8

Jedna plamka syntezatora w pierwszych sekundach otwierającego "Dodi" i już wiem, że jestem u siebie. Tak, owszem, zacząłem tę recenzję trochę od środka, bez żadnego wstępu, ale słuchając Yumi Zouma, podskórnie czuję, że wszystko mi wolno, wszak nic o mnie nie wiecie. Poza tym sprawa jest dziecinnie prosta: albo rozkochałeś się na wysokości debiutu, albo nie ma już dla Ciebie ratunku i nowa EP-ka niewiele tu zmieni. Albo robisz, albo nie. Koniec końców mówimy o zespole, przy opisywaniu którego aż cisną się na usta tak okropne określenia, jak "uroczy" lub "śliczny". Już odkładając cynizm na bok – z Yumi Zouma naprawdę można poczuć się lepiej.

II brzmi jak logiczna konsekwencja swojej poprzedniczki. Nie ma żadnych rewolucji, zespół dalej drąży wypracowane przez siebie brzmienie, a jednocześnie łatwo zanotować kilka nowych rozwiązań w strukturze samych utworów, objawiających się głównie w sferze rytmicznej, smagniętej łagodnym tanecznym podmuchem. Najwyraźniej słychać to w najbardziej nietypowej, singlowej "Alenie", sięgającej miejscami po wręcz house’owy oręż, od zadziornych stuknięć w klawisze po kreowanie typowo parkietowej hymniczności. Punktem wyjścia i słowem kluczem pozostaje wszędobylska w twórczości tercetu nostalgia, a z nią uczucie snu na jawie, jakiego zawsze chciałeś doświadczyć, więc łatka daydream-pop wydaje się w tym wypadku dosyć trafna.

Tak samo jak w przypadku Yumi Zouma, II jest kopalnią ujmująco chwytliwych melodii i przyjemnie funkujących linii basu, osadzoną na delikatnej, gitarowo-syntezatorowej tkance, tym razem wywołującej bardziej wiosenne niż letnie skojarzenia. Na szczęście Nowozelandczycy nie stracili tej charakterystycznej lekkości motywów i zdolności do ich wzajemnego wiązania w taki sposób, aby wycisnąć z nich maksimum. Weźmy choćby końcówkę "Dodi", w której dwa głosy i gitka w nieskończoność prowadzą równolegle tę samą, prościutką nucankę albo podskakujący przebieg melodyczny "Catastrophe" i sposób, w jaki zaiwania tam bas – to są rzeczy, koło których nie sposób przejść całkowicie obojętnie. Podobnie zresztą jak zażerający, niemal szkolnie poprowadzony i wyłaniający się znikąd refren ewokującego wspomnienia pierwszych przyjaźni "Song For Zoe & Gwen". Dla porządku dodam, że tracklistę dopełnia "Second Wave", który akurat podoba mi się w tym zestawie najmniej (ale jednak podoba), mimo że wykazuje pewne podobieństwa do "Sålka Gets Her Hopes Up", pozostającego moją ulubioną piosenką zespołu.

Drugi rok z rzędu Yumi Zouma stało się dla mnie naturalnym dopełnieniem pierwszych dni marca i liczę na zachowanie tej reguły na kolejne lata. Co prawda intuicyjnie wyczuwa się, że nigdy nie otrzymamy od nich niczego wybitnego, ale jeśli mają systematycznie wydawać tak ładne zbiory piosenek, to ja nie mam prawa się obrażać. A może następnym razem longplay?

Wojciech Chełmecki    
16 marca 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie