RECENZJE

Yagya
Rhythm Of Snow

2002, Force Inc. 8.2

Lubicie podróże? Ale nie z Białegostoku do Londynu. Fascynuje was kosmos? Przestrzeń? Czy potraficie sobie wyobrazić ten dreszcz emocji w momencie, w którym lewitując w próżni oglądacie jeden z księżyców Jowisza? Tak, moi drodzy, dziś muzyka potrafi wywołać w człowieku, zbliżyć go, do tego typu emocji. Projektować przestrzeń. Zresztą zaczęło to się już dawno temu i zdążyły już światło dzienne ujrzeć takie monumenty jak The Orb's Adventures Beyond The Ultraworld. Wystarczy tylko popuścić wodze wyobraźni... żeby się gdzieś tam znaleźć.

Oczywiście ktoś powie, że to muzyka dla debili, że żyjemy tu i teraz, że zastanawiamy się nad istnieniem dziesięciowymiarowych światów, podczas gdy czasem nie potrafimy się dogadać z Kargulem zza płota, ba, nie znamy dobrze samych siebie. I że powinniśmy się skupić na działaniu i funkcjonowaniu w realnym świecie. Ale czy muzyka nie była właśnie zawsze ucieczką od tego świata. Czy nie zaglądaliśmy w jej obręb aby dowiedzieć się czegoś nowego, spojrzeć na sprawy z innej strony, poszerzyć horyzonty i to nie tylko te muzyczne. I czy to nie Einstein powiedział: "Kto nie fascynuje się wszechświatem, nie posiada duszy"? Dziś, słuchając muzyki ta fascynacja staje się namacalna, przez co możemy doświadczać czegoś naprawdę głębokiego. I wcale nie potrzeba do tego syntetycznych stymulantów, wykrzywiających nam nasze neurony i dokonujących gwałtu na psychofizyce.

Poszczególne emisje na Rhythm Of The Snow noszą nazwę "Snowflakes" (zmienia się tylko numerująca cyferka). Inspiracją do ich powstania, jak zresztą nietrudno się domyśleć, mógł być padający śnieg, na który może pewnego dnia natknął się w Islandii Aalsteinn Gumundsson. I właściwie nie ma większego znaczenia, czy cała płyta zadedykowana jest stanowi natchnienia w jakim znalazł się być może wtedy nasz bohater, czy jest próbą opisania wspaniałego, potężnego rytmu gęstego opadu śniegu, czy może, gdy spojrzeć przez pryzmat nazw utworów, są to apostrofy na cześć fenomenu fraktali, który akurat w tym momencie dotknął artystę. Fenomenu tego, że w tej gęstwinie miliardów płatków śniegu, które na pierwszy rzut oka wyglądają tak samo, nie ma dwóch identycznych egzemplarzy! Być może wszystko co tu napisałem to pusta, akademicka egzaltacja. Bardziej filozoficzna niż merytorycznie poprawna. Trzeba jednak pamiętać o tym, że te myśli nie przychodzą znikąd, to nie ja je wymyślam. One rodzą się z muzyki. Sami widzicie do czego jest zdolna... Też jestem z niej dumny.

Force Inc. to instytut, główny obecnie gmach elektronicznej muzyki na świecie, którym dowodzi Achim Szepanski. Ukazują się tam pozycje, które definiują i poszerzają, nigdy odkrywają, muzyczne pomysły z całego globu (od odkrywania Achim ma swoją Mille Plateaux i ogromny, bulgocący świat wytwórni, którą może założyć każdy kto ma troszkę kasy i przeświadczenie, że może powiedzieć w muzyce coś interesującego). Yagya na swej płycie podejmuje język, który opracowywał na swych dziełach twórca z Kolonii, Wolfgang Voigt (Gas, Mike Ink). Dlatego nie jest to płyta wyłomowa, ale na pewno serwuje nam arcyciekawą przygodę, stonowaną, otulającą i potężną. Powiedziałem o czym może to być muzyka, ostateczny rys interpretacji pozostawiam każdemu z osobna. Niektóre z "płatków" są naprawdę fascynujące i to powinno wystarczyć. Koniec i bomba, kto nie zrozumiał ten trąba.

Krzysztof Zakrocki    
8 maja 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie