RECENZJE
XXANAXX

XXANAXX
Triangles

2014, Warner 5.0

Warszawski zespół o tandetnej nazwie XXANAXX tworzą producent Michał Wasilewski oraz wokalistka Klaudia Szafrańska. Debiutancki LP tego niewinnego, sympatycznego skądinąd dueciku padł ofiarą niepoważnych recenzji niepoważnych recenzentów, usilnie kreujących go na ultrakreatywnych zbawicieli polskiego popu. Ja wiem, że żyjemy w kraju, w którym muzyka popularna powszechnie kojarzona jest z Marylą Rodowicz śpiewającą (o zgrozo) "On Tańczy Dla Mnie" na festiwalu w Opolu, ale stwierdzenia, że George Reid może być zazdrosny i porównania do Radiohead to już lekkie przegięcie przysłowiowej pytki. Czytaliście w ogóle jakiekolwiek teksty o tej płycie? Wszędzie te same obrzydliwe, wyświechtane frazesy: że odpadnięcie z X Factora i szukanie drugiej muzycznej połówki, że dziewiętnastolatka, że Roland Tr-808 (obowiązkowo razem ze słowem "kultowy"), że nazwa zespołu dobrze opisuje tworzoną muzykę. Serio? Naprawdę w czyjejś chorej wyobraźni pojawił się pomysł, że ktoś chce czytać takie rzeczy? Ludzie, litości.

Zamiast rozwodzić się nad kondycją osób pretendujących do miejsca w dyskursie, zastanówmy się lepiej na spokojnie co tu jest, czego nie ma i dlaczego ocena jest taka, a nie inna. Mocne otwarcie w postaci dwóch pierwszych utworów trzeźwo przeszczepia brytyjskie r&b zajawki na cierpiące na przygnębiający niedobór tego typu brzmień, krajowe podwórko. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj drugi na trackliśćie "Shadows", z rozbieganym jak kuleczki w maszynie losującej, kozackim bitem, znakomitym refrenem i kojarzącym się trochę z "Attracting Flies" groovem. To nie tylko highlight płyty, ale jeden z lepszych numerów tego roku na rodzimej scenie około-elektroniczno-popowej, delikatna wskazówka dla tandemu na przyszłość i klucz do zrozumienia dlaczego czwórkowa w zasadzie płyta dostała piątkę na przedzie – uznajmy to drobne szalbierstwo za niemy okrzyk podziwu dla "Shadows". Niestety na tym idylla się kończy i dalej bywa już różnie.

Powtórzmy to jeszcze raz, głośno i wyraźnie: Triangles to czwórkowa płyta. A co za tym idzie: przeciętność, schematyczność, lokalna nuda i przede wszystkim ewidentny brak pomysłów na melodie, którego porządna (choć chwilami nieco monotonna i zbyt silnie wysługująca się nastrojem) produkcja nie jest w stanie zakamuflować. Od "Stay" wzwyż piosenki zaczynają straszliwie się zlewać i miejscami trącają topornością. Jak na płytę skierowaną do popowo zorientowanego słuchacza, stanowczo za mało tu wyrazistych hooków. Sprawy nie ułatwia również głos Klaudii Szafrańskiej, ze względu na barwę słusznie porównywany do głosu Aluny Francis. Zabrakło jednak charakterystycznej dla Angielki zadziorności i po prostu charyzmy, przez co efekt końcowy bywa nużący. Takie właśnie są "Garden", wspomniany już, singlowy "Stay", czy ciągnący się w nieskończoność, mimo że jedynie trzyipółminutowy "Kingdom of Dust": nużące.

Oczywiście krzywdzącym i nieuczciwym byłoby zakończyć tę recenzję w tym miejscu. Trzeba przyznać, że jest to w dalszym ciągu całkiem poprawny materiał, a są i fragmenty, które wybijają się nawet ponad to, jak na przykład nagrany we współpracy z Tomkiem Makowieckim kawałek "Wolves" albo świetny, płynący w podobnym kierunku co "Shadows" refren "Oxymorons". Fajnie by było, gdyby duet zamiast silić się na tanią nastrojowość, poszedł w tę właśnie stronę i skupił się na wymyślaniu plus-minus r&b’sowych, rześkich jak pom-pom-pom pomidory melodii, choć z tego co zdążyłem się dowiedzieć z kilku pośpiesznie oglądniętych wywiadów (przy czym nie wiem na ile są one aktualne), nie jest to do końca stylóweczka, którą chcieliby się parać. Szkoda, ale zawsze można mieć nadzieję, że zmienią zdanie.

Wojciech Chełmecki    
12 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja