RECENZJE

Xiu Xiu
Dear God, I Hate Myself

2010, Kill Rock Stars 5.0

MZ: Ze względu na umiarkowanie intrygujące podkłady to jeszcze jakośtam działa, funkcjonuje, ale progresu nie widać – Jamie Stewart wciąż pozuje na zabłąkaną, schizofreniczną duszę, co było ciekawe na Knife Play i A Promise. "To mogło wtedy imponować, teraz śmieszy". Jakoś trudno mi uwierzyć, że nie da się śpiewać mniej płaczliwym, mniej samobójczym głosem – a taki środek wyrazu zadziała raz czy drugi, później staje się swoją karykaturą. Przykładowe tytuły: "Dear God, I Hate Myself", "Gray Death", "This Too Shall Pass Away". Muzycznie Xiu Xiu podąża konsekwentnie w kierunku coraz bardziej bedroomowej estetyki, minimalistyczne podkłady mocno syntezatorowe i ze zdrową porcją cyfrowego noise'u i dziwności.

PM:



KFB:
Pierwsze przedstawienia węża połykającego własny ogon pochodzą z Egiptu i datowane są na rok 1600 przed narodzeniem Chrystusa. Stamtąd symbol powędrował do fenickich i greckich filozofów, którzy nadali mu imię ouroboros – "pożeracz ogona". Prawdopodobnie inspiracją dla wizerunku uroborosa była Droga Mleczna. Mity mówią o świetlistym wężu mieszkającym w niebiosach. Nasza galaktyka rzeczywiście wygląda jak pierścień gwiazd. Jeśli przyjrzeć się jej dokładnie, to w centrum niedaleko gwiazdozbioru strzelca rzeczywiście wygląda jak wąż gryzący własny ogon... Często też ten mityczny wąż personifikuje nieśmiertelność, gdyż uroboros sam siebie zabija i zjada, aby móc się ponownie narodzić. (nie mówcie tego Stewartowi, bo kto wie do czego ten emo-czub jest jeszcze zdolny – dop. KFB). (całość tekstu tutaj)


MHJ: Album niemal bezszwowo nawiązuje do wcześniejszych dokonań Jamie'go Stewarta i rotacyjnych spółek. Na czole ponownie nerwowa żyłka, nie ma spokoju. Nihilistyczne i autodestrukcyjne zapędy, niebezpiecznie wiodące w mroczne czeluście, protoindustrialnym szlakiem Throbbling Gristle. Na to treściwa okrasa, bo w tym kiosku wszystko "się przyda". Warunki są proste: ma być dziwacznie i eklektycznie. Infantylne, miniaturowe melodyjki, zmajstrowane na dziecięcych, "fisherowych" organkach, migotliwe, elektroniczne wtręty, albo kilka warstw później – rozmyte partie syntezatorów, infiltrowane jątrzącym, rzewnym wokalem. Całość poupinana bałaganiarsko i chaotycznie w rozklekotane aranżacje, sieje w trzewiach srogą degrengoladę.

Magda Janicka     Kacper Bartosiak     Patryk Mrozek     Michał Zagroba    
4 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja