RECENZJE

Wolves In The Throne Room
Celestial Lineage

2011, Southern Lord 6.6

WK: Jest kilka powodów, przez które ostatni (być może w ogóle) album Wilków uważam za najbardziej udany. Myślę, że otoczka, jaką stworzono wokół zespołu zawsze wynikała z przelotnego zauroczenia niezal mediów amerykańską sceną black metalową dobrych kilka lat temu. Pomijam przy tym dwie dosyć surowe demówki, przechodząc wprost do Diadem Of 12 Stars, który epicką długością utworów i rozmytymi wstawkami pretendującymi do miana postshoegaze'owych idealnie imitował nową jakość w swym gatunku. Dochodziła do tego swoista eko-okultystyczna filozofia, która mogła wtedy w jakiś pokrętny sposób korespondować z przejściem muzyki folk w stan większych udziwnień. Jak ujął to jeden z branżowych recenzentów: czarnego kozła zastąpiły baraszkujące wśród drzew łasice, a norweskich błaznów - zdziczeli hipisi. Następnie wkroczenie grupy w szeregi Southern Lord jedynie zwiększyło zainteresowanie muzyką, którą w innych okolicznościach wielu nazwałoby przesadnym i pełnym patosu przynudzaniem. Co więcej, została ona pozbawiona niezbędnego kontekstu w postaci zjawisk, które zaczęły zdarzać się w deszczowe i mgliste dni w mokrych lasach okolic Cascade Range, gdzie w dosyć krótkim czasie zniknęło wielu ludzi, a pojawiły się zjawy takie jak Fauna, Skagos, Fell Voices czy Ash Borer, złączone wspólnym celem: aby w szumie drzew i szmerze strumieni dało się usłyszeć styl Weakling. W taki sposób sztandarowe Two Hunters skonstruowane według podobnej formuły nie podejmowało nawet walki z hookami Agalloch, w swych psalmodycznych partiach z gościnnym udziałem Jessiki Kinney kojarząc się wręcz z nieco przejrzałą norweską klasyką w rodzaju Omnio In The Woods... Na tym tle najnowsze dzieło grupy prezentuje się po prostu subtelniej. Zachowując idealny balans pomiędzy delikatnym a brutalnym, pierwsze pozbawiono pretensjonalności, drugie wzbogacono o parę bardziej melodyjnych rozwiązań, dzięki czemu płyta nie sprawia wrażenia nachalnie przyciętej do stosowanej od lat w "klimatycznym" blacku miarki. Także jej recepcja nie obciążona tak jak poprzednio ciekawostkami rodem z Avatara pozwala pełniej spojrzeć na miejsce, do którego przez te kilka lat zespół chciał poprowadzić. Tak. Tym razem nareszcie znalazł drogę do sali tronowej.

PM: Mnie z kolei u Wolves In The Throne Room frapują właśnie oblicza post-rockowe i shoegaze-ambientowe, czyli rozlegle pasaże przelewających się fal lodowatej północno-zachodniej wody. Zespół potrafi operować przestrzenią (zarówno fizyczną-aranżacyjną jak i temporalną) jak nikt inny, a w połączeniu z monumentalizmem produkcji pozwoliło im to jak dotąd na nagranie genialnych form pokroju "Vastness And Sorrow" z Two Hunters czy równie zajebistego "Wanderer Above the Sea of Fog" z płyty następującej. Stąd też, o ironio, mój największy zarzut pod względem Celestial Lineage: na płycie dzieje się za dużo, a motywy są zbyt skondensowane. Tego typu podejście pasuje jak ulał na tegorocznym Mastodonie, lecz duet z waszyngtońskich lasów powinien obchodzić się z nim nadzwyczaj ostrożnie.

RP: Tak, jeśli spojrzeć na kategorię klimatu, Celestial Lineage to nic śmiesznego, nic pretensjonalnego. Wręcz odwrotnie – przy kontakcie z płytą od razu włącza się myślenie magiczne. Nie ma tu może namacalnego zła Burzum, ale też zero przebieranek. Zmiany świadomości, mity i baśnie. Wystarczy. A że jeszcze do tego rzeczywiście bardzo dużo tu pierwiastka muzycznego, no cóż, tylko słuchać. Niezależnie czy "klimatycznych wstawek" (dwa przerywniki i eteryczny, zaśpiewany przez jakąś elfkę "Woodland Cathedral") czy metalowego mięsa "klimatycznego" bez względu na to czy perkusja jest spowolniona czy opętana. Świetny album jak dla mnie.

KFB: Cieszę się, że trafiłem na Celestial Lineage w chwili, kiedy zacząłem wątpić, czy metal to w ogóle jeszcze muzyka dla mnie. Okazuje się, że ten zróżnicowany album nie daje się nie lubić – koledzy wyżej celnie wyłożyli wszystkie jego atuty, ja mogę tylko się podpisać. Świeże "mięso" zasmakuje każdemu żądnemu białka, a zróżnicowane dodatki zapewnią niezbędną równowagę. Nic, tylko pałaszować.

Radek Pulkowski     Kacper Bartosiak     Wawrzyn Kowalski     Patryk Mrozek    
7 października 2011
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"