RECENZJE

William Basinski & Lawrence English
Selva Obscura

2018, Musex International / Temporary Residence 6.9

Stawiam, że to wina zrozumiałej nieśmiałości związanej z podziałem zadań w grupie. Wiążący się z tym naturalny strach i nienaturalna uprzejmość, aby swoimi pomysłami nie przygnieść i onieśmielić dobrze znanego kolegi. Nie powinno zatem dziwić, że praca w takim stanie musiała skończyć się wiadomym efektem. Produktem tkwiącym nad wyraz grzecznie w silnie utemperowanych ramach podjętej kontemplacyjnej konwencji.

Rewolucji tutaj nie ma, zewsząd wyłazi skrajna konserwa i paradoksalnie, jak bardzo nie brzmiałoby to wszystko źle na papierze, nie zmienia to faktu, że płyta będąca teoretycznie mało istotnym projektem w karierach wybitnych muzyków – płyta, w której sukces dzieli się przez dwa – staje się jednym z bardziej przejmujących ambientów, jakie dane mi było w tym roku słyszeć. Ambient profesjonalny, rzemieślniczy, stabilny oraz generyczny, ale w tej swojej kłopotliwej generyczności niezwykle satysfakcjonujący. Wykonany pieczołowicie mechaniczny wzór. Zestandaryzowana matryca albo reklamowa wkładka przeznaczona dla przyszłych pokoleń. Tak po prostu, w razie przykrego przypadku, gdyby spytało ono: proszę pana bezzębnego grzyba, co to ten słynny ambient? I z jednej strony nie chcę, aby postrzegało go ociekającym filmowym vibe'em bezpiecznym dreptaniem w miejscu, z drugiej – nie jest to dostateczny powód, aby trzaskać na do widzenia przed Selva Obscura drzwiami.

Bo jak tu nie kochać słyszanych miliard razy wszelkich tub i dzwonów, wydobywających się z czeluści oceanicznych biomów startującego "Mono No Aware". Ujętych na taśmie chwil, w których w stanie upadlającego spożycia siedzisz uwięziony na pokładzie pikującej w dół podwodnej łodzi. Łodzi powoli opadającej w stronę mrocznej głębiny pełnej vangelisowskich tropów, wciśniętych w repetycję Basinskiego, z ustawicznym lękiem spowodowanym zaskakującymi turbulencjami przemyślanej progresywności. Ambient prawie pierwotny, który w przeciwieństwie do filigranowego ambientu Eno nie pragnie ograniczyć się do bycia skromnym kojącym tłem, ale ambient dronowy, w swoim wyrazie despotyczny, nienagannie intensywny, przejmujący świadomość swoją wszechogarniającą ciężką fakturą, powoli gniotącą siłą swojego ciśnienia nieustannie kurczącą się metalową przestrzeń...

Po prostu kolejny typowy Basinski i kolejny typowy Lawrence, dający z siebie wszystko w ramach dokładnie tych samych zasad gry ustalonych już kilkanaście lat temu. Jak nie dostajecie z tego powodu nudności, bolesnych palpitacji, jesteście paskudnymi nudziarzami i od lat lubicie co sobotę zamawiać chińczyka z tej samej knajpy, to cieplutko witam na pokładzie USS Basinski/Lawrence. Biec szybciutko do odbiorników i odpalać bez zastanowienia, bo materiał wyjątkowo zacny.

Michał Kołaczyk    
9 listopada 2018
BIEŻĄCE
RobynHoney
Steve HauschildtDissolvi