RECENZJE - BRUDNOPIS

Wild Nothing
Nocturne

2012, Captured Tracks 7.0

Jakże miły powrót Wrażliwości, bo o Wrażliwości będziemy tu także mówić. Nie tylko o umiejętności pisania piosenek. O tym, że Jack Tatum ma zadatki na całkiem niezłego kompozytora wiadomo przecież od dłuższego czasu. Płyta Gemini, nieco oszczędna w brzmieniu, potrafiła zauroczyć szkicowymi wprawkami z inspiracji, niezbyt rozległych, lecz spójnych. W skromnych piosenkach słychać było rekę twórcy, który próbuje zapanować nad rozbieganym, czasem chaotycznym materiałem, ciągle umykającym w bliżej nieokreślonym kierunku. Oczywiście, można było podejść do albumu z niechęcią i krytykować za odtwórczość, brak wyrazistości, czy zapamiętywalnych na dłużej melodii. Działo się jednak w strukturze Gemini coś przyciągającego, piosenki zostawiały dość wyraźnie ślady niedookreślonego potencjału, a najbardziej ciekawiła dość unikalna Wrażliwość. Pojęcie prawie niemożliwe do zdefiniowania, ale rozumiane intuicyjnie. Wrażliwość wołająca do Wrażliwości słuchacza: „tu jestem, taka jestem, czy ty tam jesteś?“.

Otwierające Nocturne ”Shadow” daje odpowiedź na pytania i wątpliwości towarzyszące odsłuchom Gemini. Co by było, gdyby Jack Tatum potrafił w jakiś sposób powściągnąć tendencje do rozmywania treści? Jaka byłaby jego muzyka, gdyby pozwolić jej zaistnieć w bogatszej aranżacji i pełniejszym brzmieniu?

Odpowiedź jest onieśmielająca. Nie ma już mowy niepewności, znika wrażenie stąpania po kruchym lodzie, nawet jeśli wydawało się to kiedyś urocze. Zupełnie jak nieporadne próby sklecenia pierwszego zdania przez dziecko, które wie, że ma światu wokół tak dużo do powiedzenia i tak bardzo by chciało w swoim pierwszym zdaniu zawrzeć wszystko. ”Shadow” mówi językiem dorosłego, umiejętnie dobranymi słowami i stroi się w eleganckie brzmienie. Przeskok od Gemini jest bardzo wyraźny. Partia skrzypiec unosi melodię i piosenka szybuje wysoko, ani na moment nie pozwalając sobie na dekoncentrację, która mogłaby zburzyć precyzyjną konstrukcję.

Podobne wrażenie zostawia nagranie tytułowe, oparte o dialog linii melodycznych i cwaną repetycję utrwalającą w pamięci refren, jeden z tych, które umieją przypomnieć o sobie i domagać się zanucenia. Klarowną, sztywną sekcję, trzymającą całość w określonych ryzach uzupełnia romantyzująca nadbudowa z gitarowych ornamentów i wokaliz nawiązujących dość czytelnie do Cocteau Twins. ”Through the Grass” mknie przez umajone pustkowia, urastając w naturalny sposób do roli ścieżki dźwiękowej wypełniającej wiosenne spacery. ”Only Heather”, dość bliskie piosenkom z Gemini przypomina muzykę Jesus And Mary Chain z debiutu, po odjęciu zgrzytliwej tkanki brzmieniowej klasyka. W warstwie czysto kompozycyjnej zwracają na siebie uwagę poszczególne, oszczędnie dawkowane elementy, wokół których rozwija się narracja. Przebojowa partia gitary w post-smithsowsko ujętym ”Disappear Always” i basowy pochód w ”Paradise” zdają się grać główne role w tych mini-spektaklach i przyćmiewają podporządkowane tłu partie wokalne. Nie jest to oczywiście zabieg szczególnie odkrywczy, ale podejście Tatuma do roli instrumentów wydaje się dość interesujące w perspektywie wielu projektów sięgających obecnie do dream popowych inspiracji. Przejrzystość partii gitarowych, która przydaje Nocturne rysów przebojowości (”Counting Days”) jest głównym kompozycyjnym atutem płyty.

Miękką siłą, dzięki której te wszystkie atuty mogły zalśnić okazalej jest unikatowa Wrażliwość Jacka Tatuma, jedna z nici najsilniej łączących Gemini i ubiegłoroczny album. Wrażliwość, która chroni jego muzykę przed pułapką trywialnego naśladownictwa. Wrażliwość wyrażona najpełniej w tych igrających z przeszłością fragmentach płyty, gdzie nazwanie inspiracji nie wystarcza do opisu, ponieważ twórcy udało się obarczyć dzieło ciężarem własnej osobowości. Wrażliwości Nocturne brakuje jednak umiejętności przekroczenia samej siebie, znalezienia się na zewnątrz własnej kreacji i twórczego zaprzeczenia sobie. Jack Tatum nagrałby płytę znacznie lepszą, gdyby zdobył się na minimalny sprzeciw wobec własnej Wrażliwości i spróbował podważyć jej autorytet, choćby niewinnym żartem, krzywym spojrzeniem dysonansowego akordu, podchwytliwym pytaniem rzuconym zarówno samemu sobie jak i słuchaczowi. Nocturne zostało uszyte za bardzo na miarę, zbyt oczywistymi nićmi, by wzbudzić fascynację większą od tej, która staje się udziałem widza wpatrzonego w obraz widziany już wielokrotnie.

To i tak bardzo wiele.

Piotr Gołąb    
15 lutego 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie