RECENZJE

White Lung
Paradise

2016, Domino 7.1

Do grudnia jeszcze daleko, a nie znam osoby, która jest na tyle wielkim szalikowcem Świętego Mikołaja, że już dziś zastanawia się u kogo kupić srebrny świerk, który się nie posypie, a z kolei wieczorami, przy kominku zagląda do archiwalnych numerów Tele Tygodnia, aby na ich podstawie wytypować wymarzoną świąteczną ramówkę. Z drugiej strony, flegmatycznie żółwim tempem możemy zacząć wybiegać myślami w końcówkę roku i delikatnymi pociągnięciami ołówka szkicować wstępne płytowe zestawienia. No dobra, mnie się jeszcze nie chce, ale jeżeli ktoś podnosi rękawicę, to pominięcie jednej kardynalnie ważnej daty, będzie jak pójście na basen bez czepka. Otóż stan nowości, które pojawiły się na półkach 6 maja, jest taki jak asortyment sklepów "wszystko po 5zł" – każdy znajdzie coś dla siebie, z tą różnicą, że wartość tych płyt jest zdecydowanie wyższa od plastikowych wazoników, czy psów z kiwającą głową. Tego ciepłego dnia ukazała się Konnichiwa Skepty, 99% Kaytranady, Hopelessness wielkiej nieobecnej Off Festivalu, czy wyczekiwany przeze mnie drugi solowy album Chrisa Cohena As If Apart. Zwrócenie szczególnej uwagi na 6 maja w kontekście tej recenzji stałoby się oczywistym bezsensem, gdyby tego właśnie dnia nie ukazało się również nowe White Lung.

No właśnie – "nowe". Kanadyjczycy dobijają trzydziestki, coraz bardziej oddalając się od czasów, gdy przed koncertami Mish Barber-Way jako jedyna dorosła przemycała siwuchę dla wówczas niepełnoletniej reszty zespołu. Pomimo tego dopiero teraz trio oficjalnie obrało sobie za cel nagranie czegoś, co zabrzmi zupełnie współcześnie, a co za tym idzie nie do końca pozwalając mi na bezmyślne kopiowanie zdań ze starszych recenzji, głoszących że mamy tu do czynienia z gitarowym revivalem ninetisów, punkiem w duchu riot grrrl, oraz że znów ktoś wyciął w drzewie serce z napisem "Courtney Love" w środku. Niby można się tym zgodzić, to wciąż stare, dobre White Lung, ale producent Lars Stalfors, specjalnie oddelegowany do nadania płycie teraźniejszego sznytu, nieco okiełznał brudne brzmienie zespołu, sprawiając, że Paradise ma większy popowy potencjał, oddalony jednak od hitów Best Coast, a bardziej zbliżony do nośnych utworów Pretty Girls Make Graves. W 28 minutach zmieszczono 10 krótkich, ostrych utworów, które sprawiają, że w czasie odsłuchu nie przyjmiemy do wiadomości myśli, że na ziemi może żyć kobieta z większą charyzmą od "Myszki". Między Deep Fantasy, a Paradise niewątpliwie ważnym wydarzeniem w jej życiu była zmiana stanu cywilnego, dlatego w tekstach znajdziemy odniesienia do jej szczęśliwego małżeństwa (nie mówię tu o utworze "Sister" gdzie Mish wciela się w rolę Karli Homolki – seryjnej morderczyni, która wraz z mężem zabiła m. in. własną siostrę). Poza tym nie brakuje spodziewanych akcentów feministycznych i ogólnospołecznych, a to wszystko pod gitarowe wycinanki Kennetha Wiliama, ułożone w melodyjne riffy i nieodpychające solówki. Nie jestem fanem Anne-Marrie Vassilou, bo praktycznie w każdym utworze bębni niemal identycznie, tak jakby jedynym plakatem, który wisiał w jej pokoju, był ten przedstawiający Bena Newmana – pałkarza DIIV, chociaż właściwie co ja się będę dopierdalał, przecież to punk rock, a dziewczyna gra w zespole od początku. Niech żyje przyjaźń!

Paradise jest najlepszym albumem w dorobku grupy z Vancouver. Z jednej strony atakuje dobrze znanymi, ale w żadnym stopniu nieprzeżartymi schematami, a z drugiej ilustruje nowe podeście do składania utworów, czego czołowym przykładem jest singlowe "Bellow". Specjalnie zrobiłem sobie krótką przebieżkę po dyskografii zespołu dostępnej na Spotify, aby potwierdzić przypuszczenie, że w żadnym wcześniejszym numerze, grupa tak długo nie dawkowała napięcia, wystrzeliwując dopiero po minucie, w momencie, gdy wjeżdża refren. To właśnie ta sporadyczna wstrzemięźliwość sprawia, że nie czujemy się przytłoczeni zasadniczo krótkim, ale bardzo intensywnym materiałem. White Lung z płyty na płytę gra coraz lepiej, dlatego śledźcie ich rozwój, nie pomijając też społecznej aktywności wokalistki na przykład na lokalnym kanadyjskim portalu westender.com, gdzie ta odpowiada na pytania czytelników dotyczące problemów damsko-męskich w cyklu artykułów o odważnym tytule "Sex With Mish Way".

Artur Kasprzycki    
24 sierpnia 2016
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"