RECENZJE

Wdowa
Superextra

2010, Alkopoligamia 5.6

To ja zacznę od malkontenctwa. Jeżeli ktoś siedzący od, za przeproszeniem, chuja w hip-hopie powie mi, że nie ma najmniejszego problemu z tą płytą, jako żywo wyśmieję. Pierwsza do odstrzału kwalifikuje się wymęczona, tania zjadliwość na kulisy szołbiznesu. Ja rozumiem, że życie w relatywnym luksusie i błysku fleszy boli jak skurwysyn, ale z kawałka na kawałek suchość się wkrada. Po drugie walory wokalne. Flow Wdowy od czasu do czasu daje rady niczym granat ręczny, ale znacznie częściej głos ściśniętogardły Najlepszej Polskiej Raperki zahacza o rejestry, które być może lepiej odnalazłyby się w – idzie diss, idzie diss – jakimś, nie wiem, electroclashu? Po trzecie: ile można, zaprawdę ile można jeszcze wycisnąć z tego nieszczęsnego, wybaczcie słowo, paradygmatu "Jestem taka nieznośna"? We aren't supposed to fake it past 25, dziewczyno!

A teraz pora przytaknięć i szacunków. Jestem totalnym hołdownikiem damskiego rapu, a Wdowa w dziedzinie propagowania i pracy u podstaw, odpracowała swoje i za to należy obsypać ją piąteczkami. Więcej takich wydawnictw, wystąpień, obecności a może coś drgnie w scenie i wybuchnie estrogenem. Samemu Superextra, owszem, przydarza się mocarność. Jak wiadomo długość znaczy – stu ośmioma minutami płyty i bonusów można się zadławić, ale trafiają się momenty wynagradzające ten dyskomfort. W natłoku wrażeń niespodziewanie jaśnieje "Cholera Tak!!!", które na wysokości porcastu pozostawiło mnie zmieszaną. A tu proszę, zaczynam doznawać, że szczera acz przewrotna krytyka "kultury klabingu", podszyta sonicznym pejzażem ORAZ goodshitem, z pięknymi wrzutami "patrz na to chude duupsko / wódka z redbullem LAJT" (0:45) i "nananana-nananana" (0:58). Półtora kwadransa i jednego Czesława Mozila później wchodzi natomiast "Łokciem", niegodziwy brat bliźniak "Difficult-icult-icult-icult". I siada! Ziom łokciem, łokciem, ziom.

Kolejne poboczne propsy: doprawdy galant podkłady. W głowie się może zakręcić. Ale serio. No i ficzuringi, ficzuringi... Warszafski Deszcz w dom, Bóg w dom. Zresztą, "sprawdźcie se sami".

Na deser tej fascynującej muzycznej podróży poproszę Pharrella o werbel dla recenzenta Onetu: "Jest [Wdowa] bardzo, wręcz do bólu autentyczna, ale nie pozbawiona też dystansu. Jest ironiczna wobec innych, ale w stosunku do siebie. Ponadto bardzo krytyczna, przez co mamy wrażenia obcowania z osobą w jakiś sposób bliską słuchaczowi."

Wdowo, pokaż im kiedyś. Andrzeju Cała, jestem cała twoja,

Aleksandra Graczyk    
13 sierpnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie