RECENZJE

Warszafski Deszcz
PraWFDepowiedziafszy

2011, Wielkie Joł 6.6

Recenzowanie albumu w dniu jego faktycznej premiery to bardzo niewdzięczne zadanie, ale nie wiem, czy akurat do tego trzeba kogoś specjalnie przekonywać. Sprawa robi się wyjątkowo ciężka, gdy dotyczy najnowszej płyty WFD. Sięgając pamięcią do ich poprzedniego longplaya, przypominam sobie, że nie było to wydawnictwo, którym byłbym w stanie zajawić się z miejsca. A w sumie to chyba powinienem – wiadomo, powrót do gry po latach, za konsoletą między innymi Kixnare i SirMichu, na papierze "to nie mogło się nie udać". I chociaż wyszło jak najbardziej w porządku, to poza paroma ewidentnymi petardami czułem jednak lekki niedosyt związany z całościowym charakterem przedsięwzięcia. To, że na kolejną porcję świeżego materiału nie trzeba było czekać tak długo, jak moglibyśmy przypuszczać, można interpretować na różne sposoby, ale patrząc przez pryzmat jakości tych kawałków, chyba trudno mieć jakiekolwiek pretensje.

Dobra, to teraz wszystkie oczy na mnie, bo przechodzimy do konkretów. PraWFDepowiedziafszy w porównaniu do poprzednika jest albumem nie tylko bardziej konkretnym (zawiera niemal dwadzieścia minut muzyki mniej), ale i spójniejszym. Za bity w dziewięciu z trzynastu kawałków odpowiada sam Tede i jakość tych podkładów stanowi jeden z najbardziej ewidentnych atutów tego krążka. Wiadomo, Granieckiego ostatnio wszędzie pełno, ale abstrahując od oceny jego najświeższej solowej twórczości, trzeba przyznać, że z mnóstwa podkładów nasiekanych z myślą o WFD potrafił z pomocą znajomych wyselekcjonować te najlepsze. Poza niezwykle trafnie dobranymi singlami wyróżniłbym zwłaszcza soulowo kołyszący "Czwartek" i rozbuchany "Czarny I Biały", ale pod względem produkcyjnym właściwie żaden track specjalnie tu nie odstaje.

Jeśli zaś idzie o zawartość liryczną, to Tede i Numer Raz na swoim najnowszym albumie nie jawią się jako jacyś wariaci czy nawet kandydaci na szaleńców – to zdystansowani, doświadczeni gracze, którzy grają o zupełnie inną stawkę niż reszta sceny. I chociaż różnie można oceniać to sporadyczne moralizatorstwo w ich wykonaniu, to nie sposób odmówić im szczerości, nawet jeśli chwilami idzie za tym lekka naiwność. Mam tu na myśli zwłaszcza ostatnie na trackliście, "Zrobiliśmy Coś Ważnego", rozpoczynający się fragmentem z Psów. Rozumiem charakter tego "rozliczeniowego" utworu oraz to, że Tede mógł czegoś takiego potrzebować, natomiast jakakolwiek próba przemawiania do rozsądku hejterom to trochę zaadaptowanie walki z wiatrakami do naszych czasów. Zupełnie mija się to z celem, szkoda czasu i zdrowia na taką sztukę dla sztuki. Patrząc z perspektywy całego albumu można też odczuć pewien deficyt morderczych punchline’ów, ale poniekąd rekompensują to ciekawe formy narracji i zdrowa dawka wielkomiejskiej rozkminy. Oprócz wspomnień sprzed ponad dekady, rozsianych tu i ówdzie na PraWFDepowiedziafszy, na plus zaliczyłbym zwłaszcza tę swoistą "wymianę uprzejmości" z "Czwartku". To ciekawy zapis "chemii" panującej pomiędzy dwoma stołecznymi emce, zresztą dobrym punktem wyjścia do rozważań na ten temat jest już sama, mocno przewrotna, okładka najnowszej płyty. I jeszcze jedno – niby wiadomo, ale powiedzmy to głośno – najlepiej obaj raperzy brzmią w duecie, bo solowe próby zarówno Numera w "Dniu Świstaka", jak i Tedego w "Zrobiliśmy Coś Ważnego", sprawiają wrażenie, jakby czegoś im brakowało i nieco zaburzają ogólny obraz całości.

"Do dziś nie rozumiem jak zostałem raperem" – dziwi się Jacek Graniecki pod koniec "Być W Życiu Kimś", ale nie oszukujmy się, to nic innego, jak tylko sprytnie zawoalowana kurtuazja. Słuchając najnowszego albumu Warszafskiego Deszczu nie sposób oprzeć się wrażeniu, że obaj stołeczni raperzy pomimo tego, że siedzą w tej grze ładnych kilkanaście lat wciąż mają jeszcze coś do powiedzenia. I na swoje i nasze szczęście są to tak ciekawe i dobrze zrobione rzeczy, że składają się na jedną z ważniejszych tegorocznych polskich płyt.

Kacper Bartosiak    
16 czerwca 2011
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships