RECENZJE

War On Drugs
Slave Ambient

2011, Secretely Canadian 6.6

Każda era ma swoją americanę; interesujące jest to, jak ta w gruncie rzeczy niejednoznaczna i elastyczna kategoria zmienia się pod wpływem obowiązujących trendów i brzmieniowych tendencji. W dwa tysiące trzecim jedną z najfajniejszych grup parających się współczesnym roots i alt-country było My Morning Jacket; ich It Still Moves update'ował zachodnią tradycję pod perspektywę indie-rockową, czyli dominujący kontynentem niezależny styl tamtych lat. Najlepszym świadectwem powyższego było hiciarskie "Just One Thing", zuchwale przypominające o rootsowych zacięciach Built To Spill i Stephena Malkmusa.

W dwa tysiące jedenastym niezal rock podobnej siły rażenia i oddźwięku jednak nie posiada; Slave Ambient, drugi pełnoprawny album Adama Granduciela dla Secretely Canadian, zmuszony jest więc opierać swój feeling na zgoła innych stylistycznych tropach. Pierwszym z nich jest w tym przypadku hypnagoniczny pop: otwierające "Best Night" i "Brothers" odnoszą się bezpośrednio do chill-rootsowej stylistyki Kurta Vile'a (który zresztą przez pewien czas był członkiem War On Drugs, z tegorocznym albumem nie miał jednak, o ironio, nic wspólnego). Mamy tu prosty bit na raz-dwa, równie częste zmiany akordów, "zbite" instrumenty i zagęszczoną produkcję, czyli wszystkie elementy, które na stałe przenikły z House Arrest do repertuaru sporej części nowo-powstających niezależnych kapel.

Znakiem rozpoznawczym War On Drugs jest jednak inny postmodernistyczny trend, czyli eklektyczne zestawianie ze sobą melodyjnych tematów głównych i ambientowego podłoża. Instrumentalny przerywnik "Animator" ujawnia organiczny kolaż modulowanych gitar i syntezowanych tematów, który stanowi nieśmiałe tło dla większości utworów Slave Ambient (a sam utwór, w swojej praktycznie niezmienionej postaci, dla "Come To The City"). "City Reprise #12" odwołuje się tymczasem do shoegaze'u spod znaku wczesnego M83. Mikstura wszystkich mikro-stylistyk zawartych na albumie przyczynia się do niespotykanego jak na americanę motywicznego bogactwa.

Główną konsekwencją tego typu podejścia do songwritingu jest też wyjątkowa równowaga nastrojów, która stanowi poważny atut całego przedsięwzięcia. Slave Ambient brzmi równocześnie pomnikowo i kameralnie, a jego dominujący motyw dylanowsko-springsteenowskiej muzyki drogi podany jest w intrygującym, oryginalnym świetle. Parafrazując recenzję Toro Y Moi, Adam Granduciel umie Nebraskę, ale umie też znacznie więcej.

Patryk Mrozek    
23 września 2011
BIEŻĄCE
Hockeysmith"Lonely Loving Me"
10 najlepszych płyt 2018