RECENZJE

Walkmen
Everyone Who Pretended To Like Me Is Gone

2002, StarTime 7.5

The Walkmen to grupa z Nowego Jorku, utworzona dwa lata temu w wyniku fuzji części zespołów Jonathan Fire*Eater i Recoys. Fakt, że członkowie powstałej w ten sposób formacji nie stanowili nowych twarzy w muzycznym światku, zapewnił im profesjonalne studio, wyposażone całkiem hojnie w masę cennego, starego sprzętu. Ten przywilej dowolnego operowania środkami panowie Walkmeni wykorzystali do granic możliwości. Staroświeckie instrumentarium słychać na Everyone dosłownie wszędzie, a jak wiemy, w połączeniu z odpowiednią realizacją i dobrymi kompozycjami, może to zaowocować czymś o naprawdę wyjątkowym klimacie.

Pierwszym elementem zwracającym uwagę jest dość charakterystyczny głos frontmana. Trochę rozmarzony, melancholijny, przeciągły a jednocześnie pełen rockowej werwy. Nienajlepsza pamięć nie pozwala mi w tej chwili na przytoczenie szeregu nazwisk wokalistów z lat 60-tych i 70-tych, ale duch minionych dziesięcioleci niewątpliwie obecny jest w sposobie śpiewania Hamiltona Leithausera. Ze współczesnych może Conrad Keely z Trail Of Dead, gdyby wylądował za fortepianem w jakiejś parszywej jazzowej kafejce? Może Julian Casablancas, gdyby ten z kolei nie kojarzył się z tysiącem swoich idoli, których ślepo naśladuje?

Trzon kompozycji Everyone Who Pretended To Like Me Is Gone zdaje się tworzyć sekcja rytmiczna w połączeniu z wokalem, pozostałe warstwy sprawiają wrażenie dołożonych. O oryginalności, a nawet odrobinie nowatorstwa decydują niesamowicie zaaranżowane partie pianina – nieco stłumionego, dobiegającego z oddali, a mimo to bardzo wyraźnego i tworzącego w dużej mierze nastrój całości. Najciekawsze jest chyba to, że trudno wskazać tu instrument służący wybudowaniu utworów w jakimś określonym kształcie, element przewodni. Nawet wspomnianego pianina nie można uznać za arche albumu – tworzy ono raczej usypiające tło, decyduje o klimacie, ale rzadko prowadzi główne motywy. Sporadycznie słyszymy urywane partie smyków, a nawet komputerowo wygenerowane beaty. To wszystko podkład, fascynujące rzeczy, które dzieją się gdzieś z tyłu. I chociaż nie można odnaleźć na Everyone wielu popisów wokalnych (w każdym kawałku Leithauser śpiewa dokładnie tak samo), to chyba głos jest ogniwem najważniejszym, jakkolwiek banalnie by to zabrzmiało.

Everyone Who Pretended To Like Me potrafi wzbudzić w człowieku sporo melancholii. Co ważne, nie zahacza przy tym o płaczliwe wzruszenie. The Walkmen w sposób bardzo umiejętny, próbują uchwycić pewną atmosferę, dla nas trudną być może do określenia. Ale ten klimat Nowego Jorku (prawdopodobnie z okresu ważnego dla autorów dzieła) czuje się tu przez skórę. Klimat muzycznego rozkwitu, klimat sztuki.

Michał Zagroba    
28 czerwca 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie