RECENZJE

VNM
De Nekst Best

2011, Prosto 6.3

Każdy tylko Venom, Venom, co za kot, propsy, król podziemia, najlepszy, czołówka. A mnie na tym albumie najbardziej pociągają podkłady. Nowoczesne, bez zbędnych sentymentów dopasowują się do niesztampowego rapu i chyba czasami go przysłaniają. Przede wszystkim zaś, uspójniają De Nekst Best i nadają mu charakterystycznego rytmu, chociaż w gruncie rzeczy są bardzo zróżnicowane.

Bity Kazzushiego były wcześniej postrzegane jako producenckie odbicie nawijki VNM-a. Niepodobne do niczego w tym kraju, czasem porywały ostrym vibem, a czasem odpychały nadmierną nonszalancją i (paradoksalnie) na dłuższą metę nużyły jednostajnością stylu. I teraz rewolucji nie ma. To wciąż ten sam typ, z tymi samymi patentami – zresztą, "Cypher" może prowokować mimowolne ziewnięcia i zgryźliwe uwagi o sztampowej niesztampowości. Dalej jest jednak znacznie lepiej. "Skąd Spadli" uderza nieudawaną przebojowością, a "Lawa" zagęszcza niby-timbalandowe nabicia, destylując styl ursynowskiego beatmakera i nadając mu pełnych kształtów. Prawdziwy strzał czeka natomiast pod koniec albumu – "Nie Mów" to z pewnością jedna z najciekawszych polskich produkcji ostatnich miesięcy. Ten basowy eksperyment, zahaczający o dubstep i klubową elektronikę, balansuje pomiędzy ciężkim melanżem w momencie "pardon, chyba nadchodzi zgon", a niedzielnym, kanapowym tripem na dobicie weekendu. Zaskakuje przy tym konsekwencją i pewnością w egzekwowaniu treściwej wizji, która autentycznie daleko odbiega od szablonowych schematów.

Niskimi rejestrami, znacznie subtelniej i mniej śmiało, bawi się także Czarny. "Chora Ambicja" cieszy zwinną, trzymającą w napięciu narracją, ale tak naprawdę styl producenta HIFI Bandy skradł niezbyt znany Kudel. Jego podkłady są najrówniejsze na całym De Nekst, a doskonałe wyczucie sampli, zupełny brak spinki i jakaś trudna do wyrażenia iskra emocji pozwalają upatrywać w nim wielkiej nadziei. Uznanie należy się tym bardziej, że bity tego obiecującego, choć jeszcze niemal anonimowego producenta pojawiają się w towarzystwie jointów od takiego weterana, jak 600V. Sebastian Imbierowicz nie potraktował zresztą Venoma rutynowo – "Flaj" błyska lekką bangerowością, a jakby skitowy (albo po prostu bonusowy) "Placek Z Haszem" cieszy żwawo skaczącą gitarką.

Nieco imprezowo-zabawowy klimat pozostałych podkładów ciekawie kontrują natomiast produkcje RX-a. Na łagodnych "Fleszach" doskonale zbudował zamyślony, trochę melancholijny nastrój, dobierając mięciutkie sample, a "Widzę Ich" wybrano nawet drugim singlem. Taka decyzja może zaskakiwać, bo to chyba najbardziej klasycznie i zachowawczo brzmiący kawałek na całym albumie. Subtelne, trochę tapeciarskie pianinko, krótko cięte smyki oraz budzące skojarzenia z jakąś bliżej niezidentyfikowaną "filmowością" dęciaki w tle wypadają całkiem przyjemnie, ale z całą pewnością nie są zbyt reprezentatywne dla De Nekst Best, ani też nie wnoszą jakiejś szczególnej świeżości. Może chodziło o świetny, dokumentalistyczny storytelling Venoma?

Chciałbym napisać jeszcze coś o doskonałej pracy Kebsa i Medyka za gramofonami, ale skoro już wspomniałem o VNM-ie, to może w końcu poświęcę mu akapit? Bądź co bądź, to jego oficjalny debiut i to on powinien być na nim gwiazdą. Płynące zewsząd pochwały nie są zresztą pozbawione podstaw – elblążanin jest niezwykle charyzmatycznym raperem, któremu zdarzają fenomenalne złożenia. Mnie jednak nie porywa tak, jak niektórych. Natrętne anglicyzmy, przeciąganie sylab, banalne epifory i nużący miejscami autotematyzm nie są przecież oznakami wybitnych MC. Z drugiej strony, Venom jak mało kto potrafi przekuć swoje wady w zalety i oprzeć na nich specyfikę własnego, niepowtarzalnego stylu. Zatem jeśli dotąd nie posłuchaliście De Nekst Best, zróbcie to jak najprędzej, a może przypadnie Wam do gustu.

Krzysztof Michalak    
13 marca 2011
BIEŻĄCE
FKA twigs / FKA twigs feat. Future"Cellophane" / "Holy Terrain"
Porcys Składak: Lush