RECENZJE

Vitalic
Ok Cowboy

2005, PIAS 6.5

Ok Cowboy był jednym z najbardziej oczekiwanych longplayów w technicznej muzyce tego roku – francuz Pascal Arbez-Nicolas narobił wcześniej apetytu EP-kami Poney, Fanfares i My Friend Dario, a "La Rock" gościło na rozchwytywanym w środowisku składaku As Heard On Radio Soulwax, Pt. 2 belgijskich współ-labelowiczów Soulwax (tam pod efemeryczną nazwą 2 Many DJ's). Arbez reprezentuje według obserwatorów drugie pokolenie "french touch" w elektronice i z pewnością coś jest na rzeczy – obie części "Poney", "My Friend Dario" czy "Newman" pulsują mechanicznym rockiem w guście "Da Funk", natrętne, irytujące nieraz monotonią bity reaktywują Mr. Oizo, a vocoderowe, rozmarzone wokale jak w "No Fun" ocierają się o Air. Czy zatem płyta istotnie zasługuje na miano godnego kontynuatora nurtu i poprawi humor rozczarowanym spadkiem formy Daftów? W zakresie wykończeniowym zdecydowanie tak – egzekucja zamierzonych pomysłów tu na najwyższe laury: weźmy organy w "Wooo", brzmiące jak pojedyncze wprawki Keitha Emersona, zsamplowane i poszatkowane loopem drumów albo sposób w jaki rozstrojone syntezatory prowokują "wschodnio-ludową", skoczną katarynkę w "Polkamatic" – zabiegi te celują w istną błyskotliwość. Jeśli można mieć zastrzeżenia, to raczej do sfery materiału – chwilami wizja artysty wygląda (jak na – w zamierzeniu – album maksymalistyczny) nieco zbyt wątło. Jednym z sekretów uniwersalnego appealu Discovery było przemycenie pod dyskotekową łupanką lekkiego, zwiewnego, popowego śpiewnika. Vitalic natomiast maszeruje ociężale i kapkę zbyt mrocznie – co zresztą idealnie pasuje do sugestywnej, kolorystycznie gęstej, post-industrialnej estetyki artworku. Tak czy owak, Ok Cowboy to idealna propozycja na lanserską imprezę w zadymionym, "gay-friendly" klubie (Tomek, grają to w paryskich lokalach?) i nie wyobrażam sobie, żeby ci śledzący zjawiska około-house'owe pominęli ją w swoich łowach.

Borys Dejnarowicz    
13 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy