RECENZJE

Violens
True

2012, Slumberland 8.3

Interesuje mnie wypełnianie przestrzeni muzyką. Jest to dla mnie ciekawe, ponieważ sprawia mi przyjemność. Ciekawość badacza jest zatem podsycona przyjemnością odbiorcy i naiwnym zdziwieniem rezultatami eksperymentu. Na wzór zeszłorocznej kampanii ''Jedziemy na wycieczkę, bierzemy Zbiga w teczkę'', która realizowała się w wymianie setek smsów ze znajomymi, którzy prześcigali się w pomysłach na najdziwniejszy kontekst odsłuchu Zbigniewa Wodeckiego (''Zbig autokarze do Holandii o czwartej nad ranem!''), postanowiłam ugościć chłopaków z Violens w kilku swoich miejscach i wetknąć ich nosy w swoje sprawunki. Chciałam zobaczyć, jak się komponują z moim życiem, jak się prezentują w moim towarzystwie, czy czują podobnie, czy do siebie pasujemy.

Zaczęliśmy spędzać razem całe dnie. Chwilami czułam się jakbym miała do czynienia z pięćdziesięcioletnim dorobkiem Zombies, innym razem – z dobrze trzymającą się trzydziestką z Durutti Column czy Prefab Sprout. Czasami w moich myślach pojawiał się Bono i Niezapomniany Ogień, ale zdarzał się też rzutki powiew 90s w wykonaniu Sonic Youth. Nie zdziwiło mnie, że Violens pojeździli tu i tam z przestrzennymi harmoniami Grizzly Bear czy psychodelicznymi progresjami MGMT, zaakceptowałam ich znajomość z Caroline Polachek. Po jakimś czasie zrozumiałam, że porównywanie kogoś tak wyjątkowego z innymi nie ma sensu, i tylko oni sami dla siebie są właściwym punktem odniesienia. To, jak dojrzeli od czasu Amoral , narobiło mi sporych nadziei na niekończący się progres.

Czy fajnie jest usłyszeć, że nigdy się komuś nie znudzisz? Nowa, ''Prawdziwa'' płyto Violens, odpowiedz! Odsłuchałam Cię już w kinie, w Lublinie, w metrze i w swetrze, cytując Halinkę Młynkową. Nie siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy, jak by to powiedział inny klasyk. Nadal odczuwam niedosyt. I nie będzie tak, że kiedyś powiem ci ''mógłbym cię połknąć tak dobrze cię znam/chciałbym cię spotkać jeszcze jeden raz''. Jeśli nikt mi ciebie nie sprezentuje, to sama się nagrodzę, i już nikt nas nie rozdzieli.

Ale moje odczucia są nieprzypadkowe. Jorge Elbrecht, Iddo Arad i Miles Matheny świadomie i umiejętnie zawiesili płytę poza czasoprzestrzenią. Umieszczając na niej kawałki z zeszłorocznego Nine Songs oraz stopniowo oswajając słuchacza z nowym materiałem, zadbali aby nie postrzegać albumu True jako osobnego zjawiska. To tylko pewien punkt na kontinuum ich talentu, pomysłowości i rozwoju. Tego, co stworzyli, nie sposób oderwać ani od przeszłości, ani od przyszłości.

Jestem zdania, że tytuł dzieła zobowiązuje. Kiedy oglądam Wstyd chcę poczuć po wyjściu z kina, że ktoś odkrył wszystkie moje najciemniejsze strony. Kiedy czytam Wiosnę, oczekuję, że drzewa dokoła staną się bardziej zielone. Nazwanie czegoś True to pewna odpowiedzialność za wzbudzone zaufanie. Co to znaczy, że album aspiruje do bycia prawdziwym, co takiego jest w nim prawdziwe, i czy rzeczywiście jest takie w subiektywnym odbiorze? Jeśli miarą tej prawdziwości mogą być wzbudzane w słuchaczu autentyczne emocje, odpowiedź brzmi: tak. Paradoksalnie, płyta w swej stylistyce ma więcej wspólnego ze snem niż jawą, ale to jest sen, który chciałoby się ziścić.

Właściwie kluczem do każdego utworu jest kolaż trzech niezmiennie zachwycających elementów stworzonych przez trzy niezwykle zdolne osoby. W rolach głównych: wokal, gitara, i perkusja, jako: łagodność, elegancja i energia. Całość albumu to jednak coś więcej niż suma pojedynczych kawałków (żeby nikt się nie przywalił, że siódemki dały ósemkę), to spójna kompozycja, w której nie ma nadwyżki etatów. Perełki z ubiegłorocznego zestawu singli pojawiają się, aby zabrzmieć świeżo w innym kontekście (''When To Let Go'' wciąż rozbrajające, przepiękne!). Single od niedawna znane, ale już zrecenzowane, przekonują, że dobra opinia była zasłużona. A do tego przyszło nowe: zajebiste ''Sariza Spring'', neutralizujące ''Lavender Forces'', zadumane ''Watch The Streams'', psychodeliczne ''Lucent Caries''. I do tego historia kończy się happy endem.

Proszę państwa, przed państwem: łagodność, elegancja i energia, w sztuce pod tytułem: True.

Monika Riegel    
19 maja 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja