RECENZJE

Vince Staples
Big Fish Theory

2017, Def Jam 6.9

Próba, którą Staples podjął na swoim najnowszym/nie najnowszym wydawnictwie (od czerwca trochę czasu jednak minęło) wydaje się dość ryzykowna. Amerykanin, który po serii kozackich mixtape'ów, dzięki potwierdzającemu klasę długogrającemu debiutowi zagościł w czołówce najzdolniejszych, młodych, rapowych mord, powinien (przynajmniej na tym etapie) raczej myśleć o gruntowaniu swojej pozycji po najbezpieczniejszej linii, tymczasem na Big Fish Theory penetruje rejony nieobecne na swoich wcześniejszych nagrywkach i dość wyraźnie zrywa z uniwersum Summertime '06 i w warstwie lirycznej, i tej bitowej.

Od podkładowej hegemonii No I.D. z czasów długogrającego debiutu, Vince częściowo odchodził już na zeszłorocznej EP-ce Prima Donna, dając Wilsonowi wyprodukować tylko jeden z siedmiu tracków, ale ostateczna zmiana warty dokonała się dopiero na omawianym LP, na którym bitów tegoż w creditsach nie uświadczymy w ogóle, za to znajdziemy tam dość różnorodną ekipę od przedszkola do Opola, od Flume'a czy Vernona z Bon Iver, przez chłopaków z GTA, po Zacka Sekoffa, który na płycie otrzymał największe pole do popisu. Nie o same nazwiska jednak się tu rozchodzi. Pewnie nie wszyscy się zgodzą, ale produkcyjny worek z prezentami, który No I.D. rozsypał na całej długości wspominanego już debiutu Staplesa, był idealnym dopełnieniem wersów Vince'a, ale nigdy nie wybiegał przed szereg i nie przytłaczał mistrza ceremonii. Amerykanin na tle wyważonych, czasem ślamazarnych (w pozytywnym sensie) podkładów był w komfortowej sytuacji i walczył właściwie jedynie z własnymi słabościami.

Na Big Fish Theory sytuacja maluje się zgoła odmiennie. Słowo ślamazarny jest ostatnim, które przyszło by mi do głowy przy opisywaniu sonicznego otoczenia, w którym porusza się tu Vince. Pierwszy w zestawie "Crabs In A Bucket", który równie dobrze mógłby otwierać ten album ustawia nam dalszą grę. Do "Love Can Be" Azealia Banks z powodzeniem mogłaby dorzucić parę zwrotek, a "Homage" i "Party People" rozkręcają tę imprezę na dobre. Z resztą w tym drugim, sam Staples bez ogródek przyznaje o co tutaj chodzi, powtarzając "Party People, I'd like to see you dance". Taka parkietowa, tu house'owa, tam 2-stepowa odsłona BFT, to tylko jedna strona medalu. Drugą są numery, do których potańczyć zdecydowanie się nie da, a które zachodnie media określały jako EDM-ową awangardę. Nie wiem czy to najbardziej trafny termin, mnie te tracki kojarzą się z rejonami, które ostatnimi czasy eksplorował Kanye. Pierwsza połowa "Alyssa Interlude" to "Low Lights" w krzywym zwierciadle, "Yeah Right" i "SAMO" odsyłają do okresu Yeezusa, a kończący album "Rain Come Down" dość wyraźnie nawiązuje do Pablowego "Fade".

Wersy rapera w takim towarzystwie bronią się naprawdę przyzwoicie. Staples porzuca wspominki z ciężkiego dzieciństwa, które dominowały na Summertime, na rzecz sporej ilości celnego i często zabawnego komentarza do tego co dziś go zajmuje. I tak we wspomnianym "Love Can Be" rzuca "Just crashed a sports car, so much for fast life" czy "Never let a bitch Bow Wow me", a taki początek singlowego "BagBak" to uliczna poezja adresowana do przyszłej wybranki rapera, która mnie rozczula, ale do tej Pani pewnie znów nie trafi. Sformułowanie "bronią się" znalazło się wyżej nieprzypadkowo. Staples decydując się na tym albumie sięgnąć po tego rodzaju bity ryzykował sporo, ale z większości przypadków wyszedł obronną ręką. O tym jak dobrym raperem jest Amerykanin niech świadczy fakt, że z tymi podkładami czasem musi mocno się pościgać, innym razem na nawijkę zostawia sobie tylko niewielką część utworu, a jeszcze gdzie indziej bawi się głównie w skandowanie i rozkręcanie imprezy, a jednak jego punche nie giną gdzieś w tłumie, a typ dalej jest tu pierwszoplanową postacią. I nawet jeśli niewielkimi fragmentami te eksperymenty wydają się nietrafione i odwracają uwagę od nawijkowych umiejętności Vince'a, ten zaraz przypomina kto tu rozdaje karty i ostatecznie po raz kolejny odnosi (przynajmniej częściowy) sukces.

Stanisław Kuczok    
6 listopada 2017
BIEŻĄCE
John MausScreen Memories
Tame Impala"List Of People (To Try And Forget About)"