RECENZJE

Vashti Bunyan
Lookaftering

2005, Fat Cat 6.3

Decyzja o nagłym powrocie na muzyczną scenę musi być chyba najtrudniejszą, z jaką zmierzyć się może artysta u progu swej "drugiej szansy". Szczególnie, gdy tego typu powrót następuje w ponad trzydzieści lat po zaprzestaniu artystycznej kariery – a taką właśnie sytuacje mamy w przypadku uroczej kompozytorki folk Vashti Bunyan. W przeciwieństwie do "zespołów-legend", szumnie rozpadających się i powracających tryumfalnie wraz z komercyjnie okrzykniętym jako masterpiece albumem średnio co jakieś pięć lat, brytyjska pieśniarka nie ma jednak absolutnie nic do stracenia – ani wiarygodności, ani godności – bowiem jej jedyne studyjne dziełko sprzed trzech bitych dekad, Just Another Diamond Day, to skrycie czczony przez nielicznych fascynatów akustyczny rarytas – nagranie zapomniane i szerszej publice nieznane, acz wręcz domagające się sprawnej kontynuacji.

I taką właśnie rolę spełnia tu Lookaftering. Najlepsze, że nawet po kilku przesłuchaniach trudno oprzeć się wrażeniu, iż sofomor tenże wydany mógł zostać najwyżej w trzy lata po swym poprzedniku, ale na pewno nie aż trzy dekady. Oszczędna, acz wyszukana stylistyka preferowana przez Brytyjkę nie zmieniła się praktycznie w ogóle, a nawet sam jej głos pobrzmiewa tu z identycznie krystaliczną czystością, łagodnością i wdziękiem, jak całe trzydzieści lat temu. Jedyna ważna odnotowania zmiana automatycznie zalicza się na plus, a są nią kolaboracje wybitnych gości: znanego z genialnych contemporary-klasycznych nagrań instrumentalisty Maxa Richtera (również w roli producenta), wielce popularnego ostatnio singer-songwritera Devendry Banharta oraz natchnionej harfistki Joanny Newsom, by wymienić tylko tych najbardziej znaczących. Umiejętnie wspierają oni Vashti w jej wokalnych misteriach i delikatnych, akustyczno-gitarkowych partiach, pogłębiając tylko brzmieniowe walory tej kolącej, neo-folkowej opowieści.

Pod pewnym względem rezultat jest w istocie piorunująco śliczny. Chyba najlepiej można określić dźwięki zawarte na Lookaftering jako zjawiskowo pięknie i niebiańsko działające – niczym balsam – na późno-zimowe zmęczenie codzienną egzystencją i skołatane nerwy. Jedyny szkopuł w tym, że jakkolwiek urocza i anielska, muzyka Bunyan średnio sprawdza się w jakimkolwiek innym kontekście, niż weekendowy odpoczynek w domku w górach, tudzież przyjemnego soundtracku do wielce emocjonującego procesu zwanego zasypianiem. Uspokaja i koi, ale nie porywa.

Patryk Mrozek    
9 lutego 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy