RECENZJE

Unknown Mortal Orchestra
Unknown Mortal Orchestra

2011, Fat Possum 6.8

PM: Tak jak gros współczesnych amerykańskich zespołów złożonych z dwudziestoparolatków wychowanych na "interesowaniu się muzyką", Unknown Mortal Orchestra cierpią na syndrom post-indie: kreatywność brzmienia nie potrafi dogadać się tu z ambicjami motywo-twórczymi, zamkniętymi w celi wysokiej szóstkowości. Serio, gdyby Kurt Vile, Tune Yards, Ducktails czy właśnie UMO potrafili pisać naprawdę dobre kawałki, mielibyśmy do czynienia z najciekawszymi projektami ostatnich pięciu lub dziesięciu lat. A tak jest tylko "mocno": w przypadku chłopaków z Portland oznacza to funkujący indie-pop w Tame Impala'owskim sosie psychodelicznie zabarwionej garażówki; dwa świetne utwory z potencjałem singlowym ("FFunny FFrends" i "How Can You Love Me", szczególnie w wersji żywej), przekornie mechanicznie-brzmiącą perkusję i gitarzystę, który nie lubi piórek. W nieuchronnie zbliżającej się rzeczywistości, gdzie każda nowa płyta mieści się w przedziale "sześć siedem do dziewięć", UMO to mój krążek roku.

RP: No naprawdę. Tylko, że w porównaniu z takim Tune Yards, Unknown Mortal Orchestra oferują te piosenki rzeczywiście mocne i trudno przestać ich słuchać nawet jeśli ponad poziomy nie wylatują. Album jest też równy, nie sądzę, żeby któreś numery wyraźnie się wybijały, czy (tym bardziej) odstawały. Projekt wyrasta oczywiście nieuchronnie z krajobrazu po Pinku ("Nerve Damage!"), traktuje też Elephant 6 jako genre i z niego wyrasta: zarówno Of Montreal ("Though Ballune"), jak i Olivia Tremor Control ("Boy Witch"), a w konsekwencji lubieżnym okiem patrzy także na wszelkie przejawy amerykańskiej muzyki lat sześćdziesiątych. Oczywiście jest coś i dotknął tego Patryk, co nie pozwala mi wpaść w zachwyt, ale zabawa jest przednia, bas niby taki prosty, a pocina przefajnie i generalnie wielki plus. Płyta roku, rzeczywiście. Nie wiem dla kogo, ale gdybym traktował świat trochę mniej poważnie i ambicjonalnie, mógłbym być tym kimś. I dobrze bym się bawił.

MR: Zdarzyło wam się kiedyś wejść do kuchni, gdy wasz współlokator ze słuchawkami na uszach wyklepuje kotlety rytmicznie uderzając tłuczkiem w soczyste mięso i w sposób całościowo zaangażowany podśpiewuje? Założę się, że słucha wtedy Unknown Mortal Orchestra. I że płyta kończy się, zanim zdąża spreparować mięsiwo, a on z żalu wszczyna głodówkę.

Ta oto scenka rodzajowa mieści w sobie zarówno mocne, jak i słabe strony krążka UMO. Nie poświęcimy nawet 30 minut na jego kontemplację w skupieniu, bo nie znajdziemy tam łamigłówek ani objawień. Z drugiej strony – to przyjemny materiał, który dobrze się układa na każdej figurze i niesie w sobie nieścieralne pokłady energii. "Ffuny Ffrends" jest pierwszym symptomem stawiania na beat, chropowaty wokal i niebanalne melodie. Dalej UMO obwieszcza, że nieobce im popowe harmonie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, w "How Can You Love Me" na pierwszy plan wysuwa się soczysty bas, a "Jello And Juggernauts (moje naj) powiewa funkiem i psychodelią. Chociaż UMO śmiało mogliby ustawić sobie ołtarzyk ze zdjęć Beatlesów, Neu!, czy nawet Tame Impala, to pomysły i kombinacje są autorskie. Może geograficzna separacja pozwala na twórczy dystans. Płyta równa, sprytnie zaplanowana – i tak spędzi się z nią przynajmniej godzinę. Poniżej dwóch razy nie poleci.

KFB: Trochę żałowałem, że przeoczyliśmy moment wydania "How Can You Love Me" w grudniu 2010, bo to piosenka, która spokojnie mogłaby się otrzeć o dół porcysowego rankingu singli. W tym zestawie nadal lśni pełnią blasku, podobnie jak na wydanej kilka miesięcy temu EP-ce. A UMO? Cóż, kapela z Portland konsekwentnie podąża obraną wcześniej ścieżką, sprawnie łącząc zakwaszany psych pop z niedbałą garażową produkcją. Są szanse, że ktoś, kto odkryje ich muzykę za trzydzieści lat, nie będzie mógł uwierzyć, że powstała ona w roku 2011. Sam do końca w to nie wierzę, ale słuchając tego debiutanckiego longplaya takie rozważania siłą rzeczy schodzą na dalszy plan - tyle tu fajnych piosenek, że głowa mała. Lepiej miejcie na nich oko.

Radek Pulkowski     Monika Riegel     Kacper Bartosiak     Patryk Mrozek    
29 czerwca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie