RECENZJE

Twin Sister
In Heaven

2011, Domino 6.3

Pochodzący z Long Island Twin Sister sprawiają wrażenie modelowego zespołu epoki pitchforkowych festiwali, tudzież nu-indie wkradającego się na przedmieścia pod mainstreamowym sztandardem korporacyjnej sieciówki Urban Outfitters. Są młodzi ("The average age of the band was 22 as of September 2010", za Wikipedią), mają gitary, klawisze i perkusje, śpiewają o niedawaniu dupy i spacerach po mieście, wyglądając przy tym niczym postaci z mumblecore'owych filmów Andrew Bujalskiego. Problem w tym, że muzycznie In Heaven, czyli długogrający debiut formacji, z niezal-rockiem w którymkolwiek stadium swojej ewolucji wiele wspólnego nie ma. Jest to raczej postmodernistyczny sensitive-pop: lounge'ujący kolaż łagodnie skocznych stylistyk, które indie wrażliwość przekazują (jeśli już) w swoim podskórnym nastroju, a nie rozwiązaniach melodycznych czy brzmieniu.

Z wielką gracją poruszają się zresztą Twin Sister w gąszczu obranych przez siebie kulturowych tropów, w czym przypominają o innym zespole zajmującym podobną pozycję na diagramie niezalu i "autentyczności" – Bird And The Bee. Tak jak tamta para zdradzają oczarowanie muzyką lat sześćdziesiątych w swojej najbardziej soundtrackowej postaci: wyszukany "Spain" to trochę tegoroczny odpowiednik koktajlowego "Witch", a jego teatralność może kojarzyć się także z nagraniami Alison Goldfrapp. Podobne klimaty kontynuuje dynamiczny "Gene Ciampi", tym razem jednak nawiązując swoim charakterystycznym, pseudo-dziko-zachodnim brzmieniem gitary do spaghetti westernów. Ale lata sześćdziesiąte to tylko jedna strona medalu, bo Twin Sister potrafią też grać funk o syntezowanym, eightiesowym obliczu, o czym dobitnie świadczy singlowy "Bad Street" (najlepszy utwór w zestawieniu zresztą). Reszta przestrzeni płyty wypełniona jest na zmianę ciekawostkami pokroju Cocteau Twins kowerujących Lenny Valentino kowerujących "Don't Answer Me" (w "Kimmi In A Rice Field"), oraz niezal-popem bardziej standardowego rzutu ("Saturday Sunday").

Lecz mimo tak licznego pola odniesień Twin Sister nie brzmią jak zespół-kopia, co w epoce zespołów-kopii stanowi już niemałe osiągnięcie. Muzyka kwintetu wywołuje uczucia nostalgii, ale jest to nostalgia abstrakcyjna – oderwana od konkretnego czasu i miejsca. Wszystkie gatunkowe odsyłacze na In Heaven zlewają się w wielce przyjemny dla ucha mus nieoczywistości; tak jak chociażby Stereolab dwie dekady wcześniej, Twin Sister łączą stare inspiracje w nowo-brzmiący kompozyt. A ja bardzo lubię Stereolab.

Patryk Mrozek    
10 października 2011
BIEŻĄCE
TuzzaMoon Mood (EP)
HelmChemical Flowers