RECENZJE

Twin Shadow
Forget

2010, 4AD 6.2

Niektórzy pisali, że w tym sezonie jesteśmy rozentuzjazmowani jak Pitchfork po zmianie adresu, stawiając na lewo i prawo szóstki i siódemki, pławiąc się w zachwytach i hejtując hejterów. Może i też. Trochę. Ale poza tym jesteśmy już poważnymi ludźmi i nie chce nam się iść na noże z wiatrakami – muzyka słaba była, jest i będzie, ale skoro tyle smakołyków kryje się w zakamarkach MySpace'a i Soundclouda, to po co tworzyć sobie jeszcze jakieś quasi-problemy. Większego znaczenia nabierają więc te cyferki po przecinku. To wciąż indywidualna kwestia – dla mnie przedział 6.1-6.4 to płyta godna wielokrotnej uwagi, do której kiedyś zatęsknię, ale bez wpływu na cokolwiek.

I tak George Lewis Jr. nie przesuwa rzeczywistości o milimetr w żadną stronę, natomiast stanowi przyjemny suplement dla takich czynności jak – legendarne już – jechanie windą czy ścieranie kurzu z pomniejszych turniejowych trofeów (to do bardziej dyskotekowych fragmentów, skoncentrowanych w drugiej części płyty). Swoim okrutnie eightiesowym stylem, pełnym delikatności i marzycielstwa trafia na obszar zajmowany wspólnie przez The Smiths, Depeche Mode i jeszcze jakiś zespół new wave'owy. Fantastyczne remedium na rozczarowanie po Hurts. Co to w ogóle za moda na doprodukowywanie drugiego teledysku do kawałka, który osiągnął popularność? Czyli że jak na wiosnę MTV odkryje "Slow" to w miejsce Lewisa wstawi sobowtóra Burta Bacharacha?

Jednak mimo wąsów i mimo tego, że dopiero debiutuje, Twin Shadow prawiczkiem nie jest. Stąd wiele konceptów jak na retro-płytę zaskakujących, wprowadzających tchnienie współczesności. Już minimalistyczny bit w otwieraczu "Tyrant Destroyed" jest tak fajny w swojej prostocie, że chce się wyłapywać podobne smaczki dalej. Proszę bardzo – produkcja "For Now", rozstrojone dalsze ścieżki w "Forget", etc. Kulminacja zaskakujących elementów to – najlepsze w zestawie – posępne "Tether Beat" pełne moogowego rzężenia. Czy wspomniałem już jak przyjemny jest Morrissey'owaty głos Lewisa Jr.? No właśnie. I sam sobie robi chórki.

Nikomu nie są potrzebne dogłębniejsze analizy Forget, podobnie jak i sama płyta, ale to zawsze radość zawiesić ucho na bezpretensjonalnych kompozycjach, które choć odrobinę idą w poprzek tegorocznym trendom. I jeszcze ostatnia wątpliwość – czy taki image, to jakaś zemsta na ojcu-fryzjerze? Tylko takie wytłumaczenie jestem w stanie zaakceptować.

Filip Kekusz    
13 października 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie