RECENZJE

tUnE-yArDs
w h o k i l l

2011, 4AD 4.9

PM:Jak na dzisiejsze czasy, w h o k i l l zdaje się być całkiem typową kontynuacją drogi rozpoczętej dziełkiem nieśmiałym i idiosynkratycznym (chodzi mi o wrodzoną nadwrażliwość na substancje białkowe oczywiście), jakim w tym wypadku był śliczny Bird Brains sprzed dwóch lat. Już pal sześć fi, ale Garbus trzyma się pomysłów, które nadają jej muzyce brzmienia szczerze niepodobnego niczemu innemu w tej chwili (coś w rodzaju minimalnego drama-club tribal popu przepuszczonego przez nowoangielską artsy-multikulturowość z zaskakującą dawką hip-hopu). Na minus zakrawa fakt, że strukturalnie kawałki starają się tu współgrać z pitchforkowym, mainstream-indie podejściem do melodyki, co momentami wychodzi bardzo dobrze (jak w energetycznych "Gangsta" czy "Bizness"), ale bardzo często też spływa gładko po receptorze hooków (nudne "Riotriot"). W ogólnym rozrachunku przegrywa odrobinę to profesjonalne rozplanowanie ze spontaniczną, bezpretensjonalną oryginalnością debiutu.

RG: Super, że to, co smaży projekt pisany falką, można opisać jako "minimalny drama-club tribal pop przepuszczony przez nowoangielską artsy-multikulturowość z zaskakującą dawką hip-hopu", bo pojawia się jakaś nowa szufladka, która długo będzie niewypełniona i przez to intrygująca oryginalnością. Problemem jest to, że Bird Brains i w h o k i l l to płyty z dźwiękiem, brzmieniem i inspiracjami, ale nurkujące w średniactwie kompozycyjnym. Sięganie po tribale i stereotyp Afryki serio mogłoby przynieść wiele dobrego indie, a tak znowu można się tylko zirytować, że takie świetne rzeczy jak w "Gangsta" i "Bizness" nie dzieją się na całej płycie. Nie wierzcie temu na górze!

KM: Nie no, ja wymiękam. To są, kurwa, wybory estetyczne nieprzystające do mojej wrażliwości. Nie znoszę białej artsy-multikulturowości, mdli mnie na samo wyobrażenie o czymś takim. Patrzę na sposób zapisu nazwy projektu i robi mi się niedobrze. Oglądam teledyski i robi mi się niedobrze. Słucham muzyki i myślę o Coco Rosie oraz całej zgrai ich fanek z pierwszych lat kulturoznawstwa. I robi mi się niedobrze. Serio, to są antypody mojego idealnego świata, w którym chciałbym żyć, jakieś jego nieśmieszne wykoślawienie. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Wojtek mówił, że ta płytka to trochę jakby Vampire Weekend 2. I wiecie co? Cieszę się, że nie znam zespołu Vampire Weekend! Niech inni tego wszystkiego słuchają, jeśli tylko chcą. Na tym albumie mogą na przykład znaleźć trzy dobre piosenki. Niech sobie słuchają, niech się zachwycają. Ja nie będę. A, jeszcze jedno: hip-hop? Blanty i hip-hop, dwie najlepsze rzeczy, bardzo nie lubię, jak ktoś to kaleczy. Afryka? Piękny kontynent, piękna muzyka, ale fartsy-srindie niech od tego zmyka.

WS:

Krzysztof Michalak     Patryk Mrozek     Ryszard Gawroński     Wojciech Sawicki    
30 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie