RECENZJE

Trans Am
TA

2002, Thrill Jockey 4.1

Kilka możliwych rozwinięć skrótu TA:

1. TAŃCZĄCY AMATORZY. Muzyka z nowej płyty Trans Am nadaje się do tańca, a i owszem. Ale pod jednym warunkiem. Osoby tańczące nie mogą być tancerzami, nie mogą tańczyć zawodowo. Obecne tu rytmy wprawiają często w mocny groove, lecz w tle dzieje się sporo dziwacznych, czasem wariackich i nieprzewidywalnych spraw, jak choćby nagłe zmiany tempa (przejście z "Molecules" do "Run With Me"). Poczciwcy, którzy stawiają na parkiecie swoje wczesne kroczki, powinni sobie z takim podkładem poradzić, bo i tak dopiero się uczą (czytaj: machają kończynami nie do taktu). Tym bardziej, że momentów tanecznych serwują tu Trans Am mnóstwo ("Cold War", "Different Kind Of Love", "Bonn" etc.).

2. TYMCZASOWO AMBITNI. Są chwile na TA, w których nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Trans Am wytwarzają klimat zgoła artystyczny, odwracają się od plastikowej, pastiszowej rypanki pop w stronę czegoś wznioślejszego. A może wtedy też robią sobie z nas żarty? Dość, że słuchając "Positive People", "Afternight", czy "C Sick" zaczynam ufać w jakieś muzyczne konkrety w wykonaniu zespołu. Nawet, jeśli te patetyczne gitary z pogłosem i sztuczne syntezatory też są częścią gry ze słuchaczem w "zgadnij, z kogo zrzynamy". Mówiąc wprost: te akurat tracki są dobre i zdecydowanie godne waszych uszu.

3. TRZEBA AMFY. Jednak wiele fragmentów tej płyty jest zbyt pochrzanionych jak na zwykły, trzeźwy odbiór. Weźmy "Infinite Wavelength" lub "Basta" – to nie są oczywiste, łatwe do skomentowania wprawki, tylko jakieś kretyńskie, narkotyczne odloty, które zupełnie nie trafiają w percepcję abstynenta. Sama idea retro-pastiszu w roku 2002 wygląda trochę jak pacjent na odwyku. Łączenie Kraftwerka z metalem, hm... Tak więc nie chcę do niczego nakłaniać, pamiętajcie o zdrowiu dzieci, ale żeby załapać w pełni o co chodzi tym schizofrenikom, należy chyba sięgnąć po jakieś środki poszerzające świadomość, albo lepiej nakręcające energię, jakąś amfetaminę, czy coś.

4. TAK, ALE... Ogólnie wszystko jest na TA poprawne, z wyjątkiem uczucia znużenia, jakie dopada słuchacza u schyłku trwania albumu. Poszczególne fragmenciki prezentują się pozytywnie, ale razem nie składają się na przekonującą całość. Wszystkie numery znają swój poziom, lecz żaden nie jest godny zapamiętania na dłużej. Wydaje się, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest nadmierne rozmieszanie składników, których użyli Trans Am przy nagrywaniu krążka. Cóż, że mamy tu tak wiele brzmień, od disco, przez synth-pop, ostry rock, aż po nowoczesny house. Jakoś tym razem nie zagrało to razem. Nie będę chyba niezrozumiały, jeśli powiem, że czekamy na lepsze...

Borys Dejnarowicz    
27 sierpnia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy