RECENZJE

TQD
ukg

2017, Butterz 7.5

Nie chcę odejmować nic z zasług członków Future Brown, tylko takie autentyko, jak tutaj, to ja lubię stokroć bardziej. Royal-T, DJ Q i spajająca ten team Flava D za jednym zamachem obronili nadane im miano uk-bassowej supergrupy. Nie wypuścili surowizny, którą można by odklepywać na soundsystemach gdzieś w blokach wschodniego Londynu, no i oczywiście wspaniale wytłumaczyli się z tytułu. ukg robi robotę pełnowartościowym zestawem bassline-grime-2-step-garażowych piosenek bez jakichkolwiek zarzutów o płaskość tak użytej etykietki. Discogs milczy na ten temat, a mnie samemu ciężko jest znaleźć informacje o tym, kto w jakim stopniu się do tego sukcesu przyczynia. Ale cofając się do solowych albumów członków TQD, dostrzega się wyraźnie, że co najmniej zamysł był tutaj owocem wspólnego wysiłku. Innefable Q, More Love Flavy D czy Rinse Presents… Royala-T (“Inside The Ride” i “Missing Aurora” tamże) to naturalny PRZYCZYNEK do materiału tworzącego debiutancki album Brytyjczyków. Można próbować dopasować numery do ich twórców i starać się zmierzyć wkład, ale nie miałoby to większego wpływu na odbiór (po co).

Nietrudno się domyślić intencji tercetu. Trybut odsyła w dobrze rozpoznane rejony i wprowadza podopiecznych Butterz do condo zajętego ładnych parę lat temu przez festiwalowych graczy i różnorakich specjalistów od r&b od strony, wait for it, garażu. Danielle Gooding, którą nazwano w zeszłym roku w Mixmag "przodowniczką uk bassowej sceny", oraz trzymający nad wszystkim duchową pieczę label, otworzyli kolejny sezon tego wciągającego show. Nie ma tu grania na single, jakich spodziewalibyśmy się po Shift K3y albo Disclosure, a “Ghost” z P Moneyem to czysta zabawa, w której nikt się nie ma zamiaru prześcigać w pchaniu grime’u do przodu. Czuć za to, że to wszystko z troski o ten obszerny wycinek kultury Wielkiej Brytanii, w którym przyszło wyrosnąć TQD i ich afiliatom. Cała paleta emocji, sala pełna drzwi, które – gdy je sobie otworzycie – to zrozumiecie, że raczej dawno nie było tak esencjonalnej UK-tanecznej płyty. Mnie takie podejście w zupełności wystarcza. A przy tym tu nie ma słabych kawałków. Zresztą nie mogło być. Najbardziej wzruszający moment? Dla mnie to ten następujący w połowie “New Day”.

Gdybyście mieli kiedyś ochotę na zapoznanie się z dorobkiem jakiegoś gatunku muzycznego, na przykład libijskiego prog-electro, funku z Grenady albo lokalnej odmiany sunshine popu granego na dęciakach przez czołowych artystów Vanuatu, czy w odruchu otrzymania na tacy sięgnęlibyście po wydawnictwo opatrzone analogicznie takim pretensjonalnym skrótowcem, jaki widzimy tutaj? Bez żartów, ktokolwiek to wypuścił, nie miał szans się znać. Wewnątrz będzie czekać jedynie brak znajomości tematu i chybiona selekcja, która zamiast podawać czystą esencję genre’u, może się nawet okazać zbiorem beznadziejnej jakości coverów, zabójczym dla waszej dopiero co rozbudzonej ciekawości. A z drugiej strony czaić się tu może też ekskluzywna środowiskowa ordynacja. Insider’s guide to uk garage, epokowe live acty dla dwudziestu osób, które akurat poczuły wtedy atmosferę i z miejsca wcieliły rzecz do panteonu. Ktokolwiek będzie chciał wcisnąć wam ten szajs, udawajcie, że go nie słyszycie. Całe szczęście, że to nie ten przypadek. Tu jest sama prawda, a bajdurzenia równe zero.

Krzysztof Pytel    
29 marca 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja