RECENZJE

Tortoise
Standards

2001, Thrill Jockey 7.9

Standards to czwarta regularna płyta Tortoise. I znów, jak przy poprzedniej TNT, krytycy łamią sobie zęby na opisaniu tej muzyki, bo rzeczywiście, niełatwo ująć w słowa dźwięki serwowane przez tych muzyków. Jest w tej twórczości coś z eksperymentu krautrocka, minimalizmu Briana Eno, komplikacji jazzowych, a może i jazz-rockowych. Jest wreszcie duch nowatorstwa, odkrywania nieznanego, duch niepokoju artystycznego. Co do jednego zgadzają się wszyscy: Tortoise są mistrzami wyrafinowanych struktur rytmicznych i harmonicznych. Biją na głowę nawet takich tuzów komplikowania, jak King Crimson. Ale robią to jakby od niechcenia. Momentami można odnieść wrażenie, że ci kolesie wręcz bawią się w wymyślanie trudnych, nieregularnych figur. W rzeczywistości zabiegi te są integralną częścią ich stylistycznej filozofii.

Jeśli chodzi o aranżacje, to są one kolejnym powodem zachwytów nad dokonaniami grupy. To w zasadzie gra kontrastów, gdyż obok oczywistych instrumentów, takich jak gitary, bas i bębny, pojawia się wiele innych, już nie tak często wykorzystywanych. Jak choćby kilka wibrafonów i ksylofonów, które stają się powoli post-rockowym znakiem rozpoznawczym. Jak różne instrumenty dęte. Jak rozmaite w swoim wyrazie syntezatory. Ale, co najważniejsze, sporo słychać w tym wszystkim technologii. Mało kiedy barwa jest czysta, często przesterowana, najczęściej przetworzona przez różne dziwactwa. Efekt takiego podejścia jest zaskakujący: ta muzyka jest jednocześnie zimna i świeża.

Każde przesłuchanie Standards przynosi mi inny ulubiony fragment tej płyty. Dziś padło na "Blackjack". Zakręcone kluczenie wokół kolejnych gam, wreszcie niespodziewana melodia, rodem jakby z sensacyjnego filmu z lat sześćdziesiątych. A wszystko to przy udziale całego multum środków. Obowiązkowo wspomniane dzwonki, różne barwy gitary, pulsująca w tle sekcja i masa innych brzmień. Ale to tylko dzisiaj. Jutro prawdopodobnie wybrałbym inny utwór, na przykład "Seneca", "Speakeasy", czy "Eros". Nie ma tu ani jednego słabego momentu i wszystkie fascynują. Bo Tortoise są bez dwóch zdań w awangardzie dzisiejszej muzyki popularnej i kreują w ten sposób, że już nikt nie jest pewien co post-rockiem nie jest. Za pięćdziesiąt lat łatwiej będzie o nich mówić, gdyż dla płyt self-titled, Millions Now Living Will Never Die, czy TNT wystarczy pewnie słowo "klasyka".

Borys Dejnarowicz    
18 listopada 2001
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie