RECENZJE

Toro Y Moi
Underneath The Pine

2011, Carpark 8.3

WS [8.4]: Cześć, jestem Wojtek, reckę Underneath The Pine piszę od trzech miesięcy. Końca moich starań nie widać, początku zresztą też. Czyli co, to, na czym się wybiłem, teraz mnie pogrąży? Wiesz, to, co mnie zaczęło, teraz mnie wykończy? Wojtek – paranoik, hipochondryk, szczerze? Czasem mam po prostu tego, kurwa, dosyć. Jak pogrzebany za życia. Czemu wy wszyscy tak się gorączkujecie, mało wam Chazwicka na Porcys? Przecież brak tego tekstu to najlepsze, co mogłem wymyślić. Przynajmniej tak słyszałem. Może chodzi o to, że nie wiecie, czy to dobra płyta? Dobra niemożebnie. Wystarczy? Zadowoleni? Mogę już zamknąć wieko tej trumny? Don't wake me up.

WS [7.9]: ''Nie zdasz, a potem masz uraz''. Aha, więc to dziś. Jeszcze tylko łyknę tę maturę i mogę brać urlop z życia. Że co, kurwa? Jaką znowu maturę? Co to za pokemony, przecież dawno mam ją już za sobą. ''Rusz dupę, Chaz już grzeje auto''. A co z recenzją Underneath The Pine? Cała Polska czeka w napięciu, a ja mam tu ogarniać jakieś egzaminy? Shiiiiiit. Cóż, bywa i tak, poza tym Bundick nie zając.

Koniec tego mazgajstwa, zawiążę tylko krawat i wychodzę. Ale dziś piździ, na dodatek wokół same nagie drzewa, skoro już matura to mogłyby chociaż zakwitnąć kasztany. No i gdzie ten przeklęty Chazwick, ile mam tu jeszcze stać jak ten kołek? Zaraz chyba sczeznę z zimna. Nareszcie coś podjechało. ''Wsiadaj, posłuchamy tego sofomora''. Świetnie, nie mogę się już doczekać. Staary, a daj ty mi spokój z tym Shieldsem! Ja wiem, że masz słabość, ale kurde, ile można? Halo? Wróć, a może to jednak twój wałek, bo słyszę, że wpuściłeś do środka trochę Air? Odezwiesz się wreszcie? Hmm? Jakbym mówił do obrazu. ''New Beat''? To już znam na pamięć, weź zeskipuj. Uwaaażaj na drzewa! Co ty wyprawiasz? Hamuj! Uff, ale mnie nastraszyłeś, ledwo co zajarzyłem, że zmienił się już numer, a to przecież taka zgrabna stereolabowska pocztówka. A teraz niby co? Znowu jakaś kołysanka? Że ''Divina''? Bundicku nie zasypiaj! No weź, bo spóźnimy się na ten przeklęty egzamin. Co ty mi tu teraz dajesz za karteczkę? Co mówisz? Weź powtórz. ''Odwiń, before i'm done''. Dziwne. No i zasnął, jebany, teraz będę musiał zaiwaniać na piechtę. Czekaj, co to ja miałem, aha, odwinąć. Cholera, ale gryzmoły. Hmm, W-i-i-i-i-l-so-o-o-o-n, Wilson j-e-e-st mo-i-i-i-m, Wilson jest moim o-o-o-j-cem, Wilson jest moim ojcem? No jasne, że tak, od razu powinienem był się domyślić.

Nieźle się ściemniło, jakby ktoś nagle zgasił światło. Czy ja dobrze widzę? Jasny gwint, to chyba Cox na rowerze! Sorry Chaz, ale muszę mu zajebać ten dwukołowiec, sam rozumiesz. Dozo, śpij smacznie. A więc, nogi za pas i biegusiem. Hej Bradford, fajny rower! ''Auaaa, porąbało Cię?!''. Fakt, chyba nie musiałem mu od razu grzmocić z dyńki. Było minęło, najważniejsze, że obie strony roweru są już moje i nie oddam ich nikomu. O, radyjko, odpalę sobie, co mi tam. Offensywa? Teraz? Z jakiej paki? WONDER ZAGRA INNERVISIONS. Aaa, niech mnie ktoś uszczypnie! Wygląda na to, że w końcu dotarłem na miejsce, aż przyciszę Rojka. Tylko co tu tak pusto? Ani żywej duszy. Moment, skąd dobiega ta melodia? Rewelka, brzmi jak French touch z zaświatów. Gdzie oni wszyscy się podziali? Nic z tego nie rozumiem. Zaraz chyba się rozpłaczę. ''Wstawaj kochanie, koniec tego dobrego'' Mama? ''Nie, to ja, Elise!''.

WS [8.7]: Topos snu, how lame is that? Tak ślizgać się po powierzchni to każdy głupi potrafi. Jedynie tej maturze mogę przyklasnąć, bo faktycznie zmagania z UTP jawią się czymś w rodzaju egzaminu dojrzałości zarówno dla redaktora Sawickiego, jak i dla samego Chaza. Obiło mi się nawet o uszy, że właśnie wraz z premierą tej płyty miała ostatecznie wyjaśnić się kwestia, czy nasz poczciwy Chazwick to tylko zdolny, zdany na łaskę obskurnych sampli producent czy kompozytor z krwi i kości. W końcu najtrudniejszy drugi raz, a bez cięć to już w ogóle. Były takie dni, że i ja wątpiłem w sukces, choćby po zapoznaniu się z pozostawionym, z do połowy pełnym bakiem ''Leave Everywhere''. Na szczęście dziś mogę już wyjąć głowę z piasku, bo Bundick nie skrewił, a nawet rozbił bank nabrzmiałych oczekiwań. A gdy ktoś mnie pyta, z której konkretnie części Underneath The Pine jestem najbardziej rad, bez zająknięcia odpowiadam, że konkretnie z każdej. Trudno wyobrazić mi sobie lepszego następcę Causers, bo ile znacie wymiatających jak stąd do Południowej Karoliny sofomorów, które są zarówno kontynuacją artystycznej drogi, jak i odważnym sięgnięciem po nowe środki wyrazu. Underneath The Pine jest dopieszczone do perfekcji, czy to aranżacyjnie, czy produkcyjnie, a mimo to wzrusza, ujmuje szlachetną prostotą. Wszyscy, którzy zarzucali poprzedniemu, elektronicznemu wcieleniu Toro Y Moi emocjonalną przezroczystość, wyzucie z uczuć, mogą teraz wyjść z klasy. Równie dobrze mogą też zostać i delektować się nowymi, chwytającymi za serce kompozycjami. A mówiłem, że dla mnie to szczere? Na ogół nie zwracam na ten aspekt szczególnej uwagi, ale w przypadku Underneath The Pine ciężko pominąć tę kwestię, gdyż Chaz otwiera się tu przed słuchaczami, zwierza się ze wszystkich swoich lęków, ze strachu przed śmiercią, samotnością, odrzuceniem. Jednak w przeciwieństwie do ubóstwianych w indie kręgach płaczków, miękkich faj, nie epatuje on szczerością, nie na niej opiera swoją muzykę, ale oferuje ją w pakiecie ze znakomity songwritingiem, wyczuciem w studiu.

Nowa propozycja Bundicka wbrew moim początkowym zastrzeżeniom imponuje również spójnością, wszystko sprawia tu wrażenie dobrze rozplanowanej, zazębiającej się całości. Skoczne, oparte na przebojowym motywie basowym utwory, które promowały album, w zestawieniu z pozostałymi numerami wytracają swoje cechy charakterystyczne i idealnie wpasowują się w fascynującą, zdradzającą umiłowanie autora do muzyki filmowej opowieść.

Im dłużej słucham tego bogato zorkiestrowanego, gitarowego w przeważającej części longpleja, tym wyraźniej dostrzegam delikatnie zarysowaną na nim atmosferę jakiejś niepewności, trwogi. Niemal każda kompozycja na UTP zdaje się być podszyta grozą, swoistą nerwowością, każdej przydałby się egzorcysta. Nieważne, czy będzie to shieldsowy opener, czy ''Light Black'', ''Good Hold'', czy nawet żwawy ''New Beat'' (zwróćcie uwagę na mostek), wszędzie znajdziemy tu niepokojące dźwięki, jęki, pourywane wokale. Na moje ucho Chazwick poprzez zastosowanie właśnie takich, a nie innych środków pragnie w zawoalowany sposób nawiązać do tych wszystkich skrzypiących schodów, potworów w szafie, kolegów chowających się pod białymi prześcieradłami – naszych głupich strachów, wspominanych z rozrzewnieniem.

Wracając do moich sennych majaków nade mną, to zasmuca mnie zbycie trzech środkowych, pięknych utworów Brianem Wilsonem. Być może jest w tym ziarno prawdy, ale to jednak droga na skróty, przez zagajnik. Przyjrzyjmy się zatem uważniej. Refren ''Before I'm Done'' z pewnością zdradza beachboysowskie inklinacje, niemniej nie pamiętam, żeby mieli oni w zwyczaju wieńczyć swoje utwory ambientowymi plecionkami. Z kolei wzruszające, utopione w falsecie ''Got Blinded'' szuka po omacku Stereolab. Natomiast cudnie zharmonizowane, wybuchające olśniewającym chorusem ''How I Know'' wiele zawdzięcza krautrockowi (groove) oraz Axelrodowi. Tak to już jest z tym albumem, w każdym jego zakamarku kryją się chlubne inspiracje przepuszczone przez filtr unikatowej wrażliwości Bundicka. Nie wiem jak wy, ale ja jestem pewien, że obecna dekada będzie należeć właśnie do niego.

WS [8.6]: ''Dżises, kurwa, ja pierdolę'', nudniej się nie dało? Pokażę Ci, jak to się robi. Obdarowany złotem, mirrą i kadzidłem pół-Filipińczyk przyniósł dobrą nowinę, a było to w napchanym do granic wyobraźni namiocie. Potem na światło dzienne wyszła okładka, w pierwszym odruchu zgodnie obwołana obrzydliwą. Cover prawdopodobnie miał tylko uświadomić co poniektórym krytykom, że dawno nie byli w kobiecie. Głodnemu pomarańcza olbrzymia na myśli, jak się ostatnio dowiedzieliśmy w jednym z wywiadów. Fast forward i dostajemy po głowie czarodziejsko zaaranżowanym, wzbudzającym entuzjazm ''Still Sound''. Stevie Songwriting wchodzi do gry, chuje wypadają z uszu. Chwile później zza winkla wychyla się ''New Beat'', a Jacko w grobie podryguje, bo przewrócić się nie może.

Wygłodniałe wilki bez pardonu rzucają się na świeże, albumowe mięso, debatują, wpychają Rundgrena do studia, dopatrują się jamów, wtryniają do prestiżowych rubryk, doprawiają progową gębę, wnoszą pod niebosa, upodlają. Tylko jeden pozostaje w cieniu. Obojętny na ponaglenia po raz kolejny przewraca się z boku na bok, głuchnie, ślepnie, umiera. W zaświatach spotyka Piero Umilianiego i Françoisa de Roubaix, wszystko zaczyna nabierać sensu, ale jak na złość jest już za późno, nie ma już powrotu. Zrezygnowany pragnie się komuś wypłakać, ale Bacharach niestety jeszcze żyje. Ostatnią deską ratunku okazuje się nabrzmiałe od emocji, wyciskające łzy Underneath The Pine. Tylko tam znajduje ukojenie, zwłaszcza na wysokości ''How I Know'' bądź ''Good Hold''. W obliczu monumentalnego closera pada na kolana, wodząca go na pokuszenie Eliza wysyła go do lamusa, na wieczność zamyka mu usta.

WS [8.4]: No patrzcie, taki byłem hardy, a skończyłem jak pretensjonalna beksa. Co by nie mówić to zgadzam się prawie ze wszystkim, co do tej pory napisałem. Szkoda tylko, że zapomniałem wspomnieć o obecnej na Underneath The Pine bundickowskiej autoreferencyjności. Szczególnie widoczna jest ona w mostku ''Still Sound'', który bez zbędnych ceregieli odwołuje się do tego wykorzystanego już wcześniej w stricte elektronicznej, frenchtouchowej ''Linie''. Dalej: rewelacyjne, wyczilowane ''Go With You'' to bliski krewny, a może i brat ''Imprint After'', podczas gdy przygnębiające, wilsonowskie ''Before I'm Done'' kończy się podobnie jak ''Blessa''. Przykładów można by tu mnożyć bez końca. Bundick jest zatem stosunkowo łatwym celem do wytropienia, gdyż gdziekolwiek się nie pojawia, tam wzorem innych wielkich kompozytorów pozostawia po sobie charakterystyczny ślad, o czym przekonujemy się nie tylko w trakcie obcowania z tegorocznym wydawnictwem, ale jak sądzę, będziemy się również o tym przekonywać na przestrzeni całej, z pewnością bogatej kariery Amerykanina.

Jeśli ktoś na serio twierdzi, że UTP jakoś diametralnie różni się od swojego osławionego, pociętego poprzednika to niech się głęboko zastanowi albo po prostu puknie się w łeb. Owszem, na pierwszy rzut ucha sporo różni te płyty, głównie w kwestiach brzmieniowych. Syntetyczne, futurystyczne, niekiedy wynoszone na orbitę brzmienie znamienne dla Causers Of This na sofomorze ustępuje miejsca temu lekko drewnianemu, pachnącemu żywicą, wyraźnie osadzonemu w latach siedemdziesiątych. Jednakowoż, pomimo kilku pozornych rozbieżności krew we wnętrzu tych albumów pompuje to samo serce. Dajcie mu rosnąć w zdrowiu i szczęściu.

WS [8.2]: Czerstwo trochę, serca zostawmy Rogerowi Sanchezowi i temu frajerowi, który winien sobie sam. Z racji tego, że przypadkiem mam dostęp do poczty głosowej Bundicka zabawmy się może w Niezal Pudelka.



WS [7.7]: Ojtam, a może jednak tak? W końcu mam już wprawę.

Top 11 najlepszych utworów na Underneath The Pine:

11 ''Divina''
Wykrochmalony obrus pod rozsmykowane, nasączone smakowitym basem drugie śniadanie. Dzieci, umyjcie rączki.

10 ''Before I'm Done''
Trwożliwe, akustycznie rozanielone życzenie śmierci na dzikiej plaży niknącej w cieniu ambientowego tataraku.

09 ''Good Hold''
Kąpiel w opuszczonym basenie w okolicach Saint Tropez. Nie strzelajcie do nurkującego pianisty.

08 ''Got Blinded''
Bogato zaaranżowana, randka w ciemno z Lætitią Sadier zasłuchaną w Grizzly Bear. Skradzione pocałunki w domku na prerii.

07 ''Elise''
Posągowe, upbeatowe spuszczenie z indie-rockowego, tryumfalnego łańcucha. Uwaga, rozjuszony byk, a Ja jeszcze bardziej.

06 ''Intro/Chi Chi''
Kevin sam w studiu w uścisku lekkich jak piórko francuskich włamywaczy. Złowieszczy, przesterowany oddech na karku.

05 ''New Beat''
Funkowa, zachęcająca do pląsów modlitwa o wskrzeszenie Króla Popu. Klaszcz, żałobniku.

04 ''How I Know''
Nostalgiczne, pomnikowe marzenie senne utalentowanego organisty. Ujmująca szczerością, motorikowa msza święta.

03 ''Light Black''
Atonalne, psychodeliczne wakacje z duchami. Zahipnotyzowane Atlas Sound stoi na czatach.

02 ''Go With You''
Odprężający spacer pod rękę z mellotronową narzeczoną. Krautrock oświetlany przez promienie popołudniowego słońca.

01 ''Still Sound''
Wonderowskie, zaborczym basem ponaglane spełnienie najskrytszych marzeń. Kochanie, zdmuchnij sample.

WS [8.5]: Albo jakoś tak... Było? A czego do cholery nie było?

Wojtek Sawicki Guide To Toro Y Moi: Underneath The Pine

Szuflady:
Psych pop, Indie Pop, Chillwave, Funk, Krautrock, Muzyka filmowa, Folk, Indie rock, Prog rock, Disco

Data wydania:
22 lutego 2011.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Chaz Bundick podczas pracy nad Underneath The Pine spełnił się w roli wielozadaniowego androida, gdyż zagrał tu prawdopodobnie na każdym instrumencie, a było ich w cholerę, wyprodukował materiał, zmiksował ścieżki, może i jakąś wciągnął, no i dograł wokale. Kozak, c'nie?

Dlaczego właśnie ten album?
Długo by tu pianę bić, choćby dlatego, że to idealny sofomor. Chazwick dał tu popalić wątpiącym w jego kompozytorski talent, zostawił w tyle bandę chillwave'owców, wymyślił się na nowo.

Dziura w stogu siana
Serio? No nie wiem, za dużo gitar? Utrwalaniu gitarocentryzmu mówimy stanowcze nie. Już wiem, że nie jest dziesiątkowa.

5 esencjonalnych kawałków:
''Still Sound'', ''How I Know'', ''Go With You'', ''Elise'', ''Divina''

Cytat na opis GG:
"I don't want to be alone"

Miejsca, w których należy słuchać:
W pokoju na słuchawkach, na łące w trakcie pikniku, jesienią w Bieszczadach, nad mazurskimi jeziorami, na pogrzebie.

Influenced by:
Ennio Morricone, Stevie Wonder, Beach Boys, Midnite Vultures, My Bloody Valentine, Piero Umiliani, Françoisa de Roubaix, Stereolab, Atlas Sound, ''Baby Be Mine'', David Axelrod, Ohio Players, ''Swallow'', Air, Grizzly Bear, Macdonald And Giles, Mandre, Whitest Boy Alive

Influence on:
To się jeszcze okaże, ale nie bójcie się, będzie ich na pęczki.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Connections Work, Causers Of This, Lina/Youth Gone 12'', Body Angles (EP)

Coś jeszcze?
Po premierze klipu do ''Still Sound'' jeden z fanów autora Underneath The Pine zgłosił go do konkursu na najsympatyczniejszego człowieka na ziemi, wyników plebiscytu oczekujcie na dniach.

WS [8.3]: Już chyba więcej z siebie w tym rozdaniu nie wyduszę, nie ma wody na pustyni. Może po prostu oddam głos autorowi i spakuje manatki?

Wojciech Sawicki    
4 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy