RECENZJE

Toro Y Moi
June 2009

2012, Carpark 7.5

Nie muszę ani przybliżać sylwetki Chaza Bundicka, ani rekapitulować jego dorobku. Umówmy się, zmarnowałbym dzień na wyważaniu otwartych drzwi, a i tak każdy przeskipowałby ten fragment. June 2009 należy jednak parę zdań na tych łamach poświęcić, jako że właśnie te łamy wiedziały kogo gościć w czerwcu 2009 – i jako że w Porcysowej przybudówce, po prawej, gdzieś w sierpniu 2009 rozpętała się zajawka na szperactwo i dzielenie się kompilacjami pereł songwritingu, popełnionych przez (wtedy jeszcze in spe) Papieża Chillwave’u – jak Chazwicka zdarzyło się określić Piotrowi Mice w lipcu 2010. Tylko że wtedy Toro Y Moi to już był koleś z 9.7 na Porcysie, zaanonsowany jako ten gwóźdź programu Off Festivalu.

Chillwave? Cokolwiek. Też o tym było, że nie w tym rzecz. Epicki rozmach tekstów dedykowanych Causers Of This i Underneath The Pine oraz dwa pierwsze miejsca w naszych rankingach albumów 2010 i 2011 w niewielkim stopniu wynikają z chillwave’owej, glo-fi’owej czy hipnagogicznej (to – zdaniem samego zainteresowanego – najbardziej kuriozalny termin) osnowy. Borys całkiem fajne zdanie tamtej recki zawarł w nawiasie: "(póki co nie udało mi się napotkać "słabego" kawałka Bundicka)". No właśnie. Cokolwiek się później nie wydarzyło i jakkolwiek nie był odebrany przez sympatyków debiutu jego sofomor, to cytowana refleksja mocą chronologii akurat tyczy się również materiału zgromadzonego na June 2009. I ja ją podzielam. Zaryzykuję tak efektowne, jak i nieweryfikowalne stwierdzenie, że podziela ją dziewięciu na dziesięciu "nie mających chuja w uszach" zajawkowiczów sprzed pamiętnego wycieku Causers....

Tym osobom wystarczy powiedzieć: na tej płytce znalazła się ograniczona do dziesięciu pula numerów z tamtych dni. A jeśli ktoś nie miał styczności – super! Znakomita okazja, by przekonać się, że ciągle warto nie porzucać wiary w poszukiwaniu niepozornych geniuszów, których bedroomowe dziełka w kilka chwil mogą dojrzeć do rangi samoistnego manifestu nowego genre. Takie ceregiele dzieją się tylko wybranym (choć nie zawsze najlepszym i nie zawsze pionierom). Pomieszczone w tym pamiętniku piosenki przywołują intensywnie słodko-kwaśną paletę brzmieniową głównie żywego instrumentarium, podduszonego w lo-fi (typowy stuff spod wiaty garażowej Marcusa Rosenberga). Dobry Boże, oszałamiające to piosenki – tak jak idą, wszystkie po kolei, bez wypełniacza czy rozcieńczacza. 100% soku w soku. To uczucie nieogarniania sumy zajebistości i pragnienie prześledzenia każdej pojedynczej witki, gdyż wspólne ich nawarstwienie jest ponad limity przerobowe tej części mózgu, która odpowiada za percepcję. Głowa boli.

Jest to przy okazji zapis z okresu gdy Chaz właśnie sięgał po sampler, co na regularnym debiucie płytowym miało dopełnić się w zluzowaniu gitary rytmicznej jako głównego ośrodka faktury, a tutaj spłynęło na uszy miąższem przelewanym przez sito bitu "Sad Sams" i wczesną wersją "Talamak". Bundick później przyznał, że swobodnie mógłby przeskakiwać między aranżami instrumentalnymi a komputerowymi setupami w przypadku praktycznie każdej swojej kompozycji. Tymczasem odbiorca, wiadomo, ma jakieś preferencje co do formy. Prawda jest tego rodzaju, że gdy wspomniany debiut ujrzał światło dnia, doły nie trysnęły optymizmem jak jeden mąż. Byli tacy, którzy wcześniej ulubili sobie organiczną formułę bossowskiego "Dead Pontoon", miniaturowej petardy "Best Around" czy spogłosowanej indie-ballady "Warm Frames". Może niektórzy z nich znów gorąco przyjęli Underneath The Pine, ale w sensie formy to nie było to samo co w czerwcu 2009. Dlatego June 2009 można potraktować jako zupełnie odrębną, trzecią (lub pierwszą – jak kto woli) całość estetyczną, choć nie jest ona jakimś zamkniętym konceptem, ale arbitralnym wyborem Bundicka. Fani zaś dokonywali swoich wyborów (vide bootleg sprzed prawie trzech lat), gdyż zbiór kompozycji z tamtego czasu jest całkiem pokaźny. Słowo więc dla tych, którzy w lecie 2009 na przykład nie mieli Internetu: pochylcie się nad tym albumem. Odwdzięczy się z nawiązką.

Michał Hantke    
5 czerwca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie