RECENZJE

Tom Vek
We Have Sound

2005, StarTime International 7.2

Podoba mi się ten chłopak. Żona będzie miała z niego pożytek i tak dalej. Poszedł Tom Vek "na przebój" (jest szybki, przebojowy), nagrywając album wdzierający się świeżo w brytyjski światek art-punka i nowej fali, zawstydzając słynniejszą konkurencję poziomem kawałków oraz otwartością czerepu.

Rozpoczyna się karykaturą gwiezdnych dźwięków oraz masywnym, rzężącym nabiciem drumsów. Dalej słychać post-garage-pop Spoon, skrupulatnie zrealizowany od strony produkcyjnej (smak sci-fi z tym oddalaniem się w końcowych fragmentach), z szaleńczym perkusyjno-wyjącym mostkiem, zwieńczonym żywym junglem. I jeszcze retro-kosmiczne outro bardzo fajnie wypada. W "I Aint Saying My Goodbyes" bas i gitara funk-punkowe sieką równolegle, bębny znowu zwracają uwagę, natomiast zagęszczony refren budzi skojarzenia z tą nową falą niezależnego rocka (Kanada i tak dalej). Znamienne dla Veka, że na wysokości 2:40 wkraczają elementy dance'u i chwilę później bas zmienia się przebijając z takim electro-bulgotem.

Zainicjowane blaszanym stukiem "If You Want" bazuje na wyrazistym clangu, leniwych post-punkowych cięciach i wypływających paralelnych motywach. Jak poprzednio, gulgot beatowy się pojawia oraz urywane charczące tła o smaku partyzanckiej elektroniki. Na pierwszy rzut uszu track wypada dość powściągliwe, co złudą jest jednak, bo zamysł na tym polega, by selektywnie było. Takie poszukiwania formalne w obrębie rockowej piosenki, które tok skojarzeń odrobinę na Soul Coughing kierują, ale nie wiem czy się zgodzą z tym znawcy (Marek Sierocki).

Raz jeszcze figura basowa nadaje głównego groove'u w "A Little Word In Your Ear", ozdobiona uciętym funkującym tematem. Produkcja niedbałego wokalu i wysokie zaśpiewy zamykające wersy "If I Had Changed My Mind" odsyłają do Prekopa na Nassau (warto sprawdzić opener i "Lamonts Lament"), a jednocześnie sama ekspresja rytmiczna akustyka przywołuje Violent Femmes. Czyli rządzi piosenka. "The Lower The Sun" zapada w pamięć ze względu na celną progresję w refrenie, a także wymiatający mostek z przyjazną post-rockową melodyjką i wyśmienitym pianinkiem elektrycznym. Miły, atmosferyczny "Cover" otwiera niemal slow-corowe tchnienie mglistych klawiszy, skontrastowane intensywną, drum'n'bassową w wyrazie partią perki. Całość w ujęciu przytulnej bedroomowej ballady indie.

I mocne pożegnanie. Najpierw "Nothing But Green Lights", gdzie przemykający temat wraz ze śpiewodeklamacją poparte pojawiającą się progresją gitary uzewnętrzniają potencjalne cechy nieślubnego potomstwa międzypokoleniowego związku killerów Remain In Light z Interpolem. Na wysokości psychodelizującego odlotu "On The Road" ewidentne staje się, że takim nagromadzeniem genialnych basów żaden inny tegoroczny krążek nie może się pochwalić. "That Can Be Arranged" podnosi na duchu niczym rasowy podziemny hit w postaci chwytliwej, zmiatającej digi-rockowej pieśni.

Jaki morał? Dużo się dzieje, wiele bardzo ciekawego.

Michał Zagroba    
2 grudnia 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie