RECENZJE

Tin Pan Alley
All Hail The Omnipotent Universe!

2011, Antena Krzyku 6.5

MH: Od debiutanckiego Palm Waves w zasadniczej kwestii u Tin Pan Alley nic nie uległo zmianie. Tak, te piosenki ewidentnie korespondują z drugą stroną Atlantyku, gdzie po dziś dzień na kopy jest slackerskich gitarowych kapel. Ale ale! Tin Pan Alley w żadnym momencie nie podpadają pod paragraf wyczuwalnej pretensjonalności. Co więcej, na tle zauważonych w środowisku innych indie-rockowych kapel z ostatnich lat, bydgoszczanie zdają się grać zupełnie od serca, bez koncypowania. Nie to, żeby element emocji był w procesie twórczym ważniejszy niż pomysł, bo zdystansowana rozkminka często sprzyja fascynującym kompozycyjnie dziełkom. Chodzi bardziej o pewną swobodę, z jaką Kuba Ziołek operuje melodiami, nie zamęczając siebie ani co bardziej wrażliwych słuchaczy. Także nie kalające się ekwilibrystyką i skoncentrowane na podtrzymywaniu nieprzytłaczającej i przelotnie słonecznej aury warstwy instrumentalne wychodzą spod rąk zespołu łatwo i naturalnie – tak jakby spotkali się przed chwilą po raz pierwszy, ale ponieważ wcześniej pochwalili się stojakami płytowymi, to też z miejsca zagrali to, co zagrali.

A co było na tych stojakach? Wśród wielu Superchunków i Yo La Tengów, słyszalnych choćby w "Mundane Benefits" czy "All Summer Long", gdzie udzielił się wokalnie Peve Lety z Indigo Tree, były też The Sea And Cake z Broken Social Scene, na przecięciu których sytuuje się easy-listeningowy "Carnival" z partią trąbki w gościnnym wykonaniu Artura Majewskiego. Co do gości jeszcze – Paula Bialski zaśpiewała w "The Morning Fall", przechodzącym od piątej minuty w psychodeliczne jamowanie. Trochę jednak dziw bierze, że w naszej okolicy jest tak cholernie mało bandów, grających tak, wydaje się, prostą muzykę w tak absorbujący uwagę i obiecujący przygodę tuż za rogiem sposób. Tym bardziej szkoda, że Tin Pan Alley na dobrą sprawę tuż po wydaniu tego albumu przestał istnieć jako Tin Pan Alley.

RP: No tak, sęk płyty to właśnie połączenie fajnych melodii (których jest sporo więcej niż indeksów) z pewnym wyrafinowaniem kompozycyjnym – utwory są przede wszystkim pomyślane i to pomyślane dobrze. Do układu odniesień (którego przytoczenie – trzeba to przyznać – nie daje wcale jednoznacznego pojęcia o muzycznym kształcie albumu) dorzucam zabawę w Sonic Youth w "Sundew", wyczuwalny świadomy lub nieświadomy wpływ polskiej tradycji grania amerykańskiej muzyki (mimo, że Tin Pan Alley wydaje się ciekawszy niż niegdyś przykładowy Let The Boy Decide i inne) oraz polskiej tradycji grania polskiej muzyki – Ścianka ogółem, Kings Of Caramel w "Palm Waves" czy linii basu "The Air Of Room". Zresztą opisy opisami, ale jest tu jeden problem. O ile w warunkach laboratoryjnych wszystko się udało i jest bardzo fajnie, o tyle w praktyce All Hail The Omnipotent Universe! zabrakło magnetyzmu, tego ulotnego czynnika, który kazałby mi jej słuchać i pozwolił się nią zachwycić. Rzetelna robota.

WK: Kuba Ziołek staje się powoli człowiekiem-instytucją, żeby nie rzec: orkiestrą. Nie ostygły jeszcze płyta Ed Wood i EP-ka Alameda County Death Cult, debiutuje Turnip Farm a tu jeszcze sofomor chwalonego Tin Pan Alley. I to taki, który właściwie spełnia pokładane w nim nadzieje. Grupa nadal pozostaje na duchowej emigracji, podpatrując z orbity dawne wyczyny Sonic Youth czy Built To Spill, nadając przy tym nieco zniekształcone hałasem indie hity z satelity. Mamy revival w najlepsze i fajnie, że ktoś w Polsce potrafi z talentem do tego nawiązać. W długim "The Morning Falls" głos Pauli wprost wprowadza kanadyjski nastrój wczesnego Broken Social Scene i ta kolektywność i zabawa w granie jest nadal słyszalna i udziela się odbiorcom. Pewien zarzut stawiam tylko zróżnicowaniu materiału, czasem nie absorbującego tak jak powinien, dryfującego w kierunku brzegów nadto dobrze znanych. Tu z kolei stoickość przeważa nad spontanem, potwierdzając zauważone już w recenzji debiutu jednak wystudiowanie (oraz filozoficzne zainteresowania Ziołka). Koncerty, dotychczas wielki atut, mogłyby z łatwością rozwiać nieliczne wątpliwości, pozostaje nadzieja, że występy bydgoskiej części zespołu odznaczać się będą niezmienną intensywnością.

RG: Cholera, po tych wszystkich manifestach i innych deklaracjach tu i tam chyba strasznie ciężko być zespołem grających na gitarach, nie? Jak jeszcze goście wyskoczą z latami 90 to już w ogóle najlepiej być obowiązkowo zdystansowanym i strzelać nazwami. Tymczasem, nawiązując do końcowej ćwiartki Janka z recenzji debiutu Tin Pan Alley, większość piosenek na All Hail The Omnipotent Universe! mnie po prostu jara. No jaha, wszyscy przynajmniej mniej więcej znamy Sea and Cake czy Sonic Youth, so what? W tym roku nie słyszałem ładniej zrealizowanej takiej estetyki i za to propsy, piątki i szacunki. A, nie zmylcie się średniackim "All That Is Solid" jako singlem, dalej na płycie jest zdecydowanie bardziej kozacko i z trąbką.

Radek Pulkowski     Wawrzyn Kowalski     Michał Hantke     Ryszard Gawroński    
14 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie