RECENZJE

Times New Viking
Rip It Off

2008, Matador 5.5

Niechlubny czy też – wręcz przeciwnie - całkiem naturalny, związek muzyki z modą zmierza tak czy siak w zasadniczo nowym kierunku. Już dobre kilka lat temu przestylizowani (pseudo-)artyści odważyli się przemycić pojęcie "image'u" do muzyki niezal (wtf?!); obecnie do czynienia mamy z sytuacją, gdy same nurty grania zdają ustępować sobie pola zgodnie z sinusoidalnym cyklem ubraniowych trendów, a kolejne revivale chronologicznie ułożonych stylistyk możemy przewidzieć z dokładnością co do sezonu. Tak jak Angole (podobno) mieli swój nu-rejw, tak w epoce rosnącej fascynacji 90s po drugiej stronie Atlantyku odkrywa się na nowo lo-fi, czyli najlepiej wspominany przez nas prąd "złotego wieku" indie-rocka.

Teoretycznie wieć powinniśmy się cieszyć; niestety Times New Viking, czyli najpoważniejsi obecnie przedstawiciele raczkującego trendu, zapomnieli najwyraźniej o szczególnie istotnym równaniu, które sprawiało niegdyś, że naśladowane przez nich zespoły wymiatały tak-kurwa-nieziemsko: olanie brzmienia = koncentracja na songwritingu. W przypadku Rip It Off sytuacja wygląda wbrew pozorom odwrotnie – uszy bolą że hej, ale zza ściany fajowskiego hałasu wyłaniają się co najwyżej pospolite nu-niezalowe zagrywki. Otwierające "Teen Drama" smęci gorzej niż najgorsze Wolf Parade'y, a dalej jest już tylko odrobinę lepiej. GBV przypomina o sobie w całkiem niezłym "The Wait"; "The Early 80s" to dobry materiał na mile wpadający w ucho singiel. Najczęsciej jednak kolesie oscylują na granicy między prymitywnym punkiem bez pomysłu ("Rip Allegory"), a prymitywnym generic-niezal bez pomysłu ("My Head"). Trochę za dużo złych słów jak na pięć i pół, ale cóż – zważywszy na TAKIE ramy stylistyczne – duże rozczarowanie.

Patryk Mrozek    
19 maja 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja